WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

21/818                   -       16 maja 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

4

 

16 maja 2021 r. B.

Uroczystość

Wniebowstąpienia Pańskiego

 

9

 

Nie anioł, a człowiek - prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, Jezus Chrystus - zostaje Panem nieba i ziemi. Ten, który jest Panem nieba i ziemi zna - z doświadczenia - nasze życie. A poszedł przygotować nam miejsce... Bóg jest człowiekowi bliski; Bóg chce, by człowiek zawsze był Mu bliski.

Człowiek... No cóż... Nie stara się jak Bóg. Łatwo pokazuje co źle robią inni, lekceważy to, co sam powinien robić, a nie robi... A nadzieja? Ano ta, że Chrystus powróci. Wszystkie nasze dobre oczekiwania zostaną spełnione.

W Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego czytania skoncentrowane są właśnie wokół tej prawdy. To oczywiste. Nie chodzi jednak tylko o przekazanie faktu, ale ukazanie jego znaczenia: Jezus nie wstępuje do nieba, by odpocząć, ale by zasiąść po prawicy Ojca, by zakrólować. Bo Wniebowstąpienie to w sumie taka druga... no, właściwie nawet pierwsza uroczystość Chrystusa Króla. Wydarzenie to oczywiście nie jest tez bez znaczenia dla codziennego życia chrześcijan. Warto więc i z tej perspektywy spojrzeć na czytania. I zauważyć miedzy innymi, że ogłaszanie Chrystusa królem Polski z tej perspektywy byłoby dla Niego wręcz uwłaczające. Bo przecież nim jest. Zanim Polska powstała, już nim był...

 

5

 

W dzisiejszym numerze:
- Światełko w piwnicy
- Misja niemożliwa?
- Obowiązek patrzenia w górę
- Dla początkujących
- Z igłą po zdrowie
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

2

 

Światełko w piwnicy

Gdy byłem małym, kilkuletnim chłopcem, często bawiliśmy się w piwnicach spółdzielczego bloku, w którym mieszkaliśmy. Panował tam mrok i zaduch, a małe okienka wpuszczały niewiele światła. Bywało, że zdenerwowany krzykami dzieci sąsiad zamykał na klucz drzwi piwnicy i uwięzieni, szukając wyjścia, zmuszeni byliśmy przeciskać się przez te małe okienka. Choć były ciasne jak ucho igielne, to jednak, gdy tylko głowa zmieściła się w otworze, reszta ciała mogła się już łatwo przecisnąć.

Paweł mówi o Jezusie, że jest Głową całego Ciała Kościoła, czyli nas wszystkich, którzy się przeciskamy przez ciasny otwór do nieba, tuż za Chrystusem. Życie przebiega w mrocznej piwnicy świata, ale na szczęście jest Ten, który wyszedł na światło nieba przez okno wniebowstąpienia. W Nim jest nadzieja naszej przyszłości, pełnej nieopisanego bogactwa Chwały. Wezwanie do głoszenia Ewangelii to ostatecznie nakaz wydobywania z mrocznych labiryntów naszych zabłąkanych losów, ogłoszenie, iż jest okno, które jest wyjściem w inny świat.

Wniebowstąpienie Syna cieśli z Nazaretu było jak zdradzenie nam wyjścia z sytuacji bez wyjścia, jak przeciśnięcie się głowy, która pociąga za sobą drżące ze strachu ciało, jak znalezienie klucza do zamkniętych na siedem grzechów bram oddzielających nas od królestwa Światłości, jak pojawienie się strażaka w oknie płonącego domu na siódmym piętrze, który wspiął się po drabinie, aby uratować przelękłe dziecko. Przecież tak, jak został wzięty do nieba, tak samo przyjdzie do nas – według tego, co oświadczyli aniołowie uczniom.

Za pierwszym razem, gdy przyszedł, został osądzony przez ludzi; gdy przyjdzie drugi raz, On będzie sądził ludzkość. Zanim jednak nastąpi nasze wniebowstąpienie, istnieje „w-duszę-wstąpienie” Chrystusa. Bo przecież zanim spełnią się słowa: „Kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7), pragnijmy wpierw usłyszeć inne słowa: „Oto, stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Niebem jest dla Chrystusa dusza ludzka, Chrystus jest niebem dla duszy człowieka. W Pieśni nad pieśniami, Oblubieniec, czyli Chrystus, zagląda przez okno rozmodlonych oczu Oblubienicy, do wnętrza jej duszy, ona zaś sama jest jak gołąbka ukryta w jego ranach, jakby w szczelinach skalnych. Przenikanie duszy i Boga jest stałym motywem w tekstach mistyków, podpowiadającym nam, że pewnego rodzaju wniebowstąpienie i „w-duszę-wstąpienie” dokonuje się już podczas kontemplacji. W Pismach św. Mechtyldy z Hackeborn przybiera ono szczytową formę wymiany oczu kochającego Boga i mistyczki. Mieć kolor oczu Jezusa i widzieć, że Jezus ma moje oczy, to wzruszające poznanie! Pomyśl tylko, że jakimś rodzajem przeżycia Nieba jest już wpatrywanie się w oczy Jezusa choćby na wschodniej ikonie. Kiedy wpatrujesz się w Jego źrenice, dostrzegasz, że Bóg patrzy na ciebie. W twoim wnętrzu widzi swoje niebo, jeśli tylko pozwolisz Mu tam zamieszkać w nieskończoność.

Augustyn Pelanowski OSPPE – „wiara.pl”

 

 

10

 

Misja niemożliwa?

Kiedy chodziłem do podstawówki, przerażeniem napawały mnie lekcje matematyki. Oprócz podręcznika przynosiliśmy do szkoły jeszcze jedną grubą książkę, w której znajdowały się dodatkowe ćwiczenia. Według mnie tych ćwiczeń było stanowczo za dużo, a rozwiązanie każdego z nich na następny dzień było naznaczone potem i łzami.

Przypomniałem sobie tę historię, gdy przeczytałem Ewangelię przeznaczoną na uroczystość Wniebowstąpienia. Święty Marek notuje, że Jezus nakazał uczniom, aby „szli na cały świat i głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu”. Prości rybacy, którzy jeszcze przed chwilą widzieli niewiele więcej oprócz swojej wioski czy miasteczka, swojej łodzi i sieci mieli nagle iść do świata? To brzmi zdecydowanie gorzej niż zrobienie na następny dzień zadań z matematyki. No może jeszcze, gdyby posłani zostali do swoich, do Żydów. Ale z nimi też nie było łatwo. Przecież to właśnie przed nimi schowali się w Wieczerniku, zaryglowali drzwi i nie bardzo chcieli wychodzić na zewnątrz. A Jezus każe im iść do świata i wszelkiego stworzenia. Czyli do Rzymian (okupantów) i Greków (prześladowców). To dla nich zupełnie obce i wrogie światy, z odmienną tradycją, kulturą, religią, wartościami, językiem i historią. Z nimi przecież walczyli i przeciwko nim wzniecali powstania.

Dlaczego więc On, który zmartwychwstał, idzie do nieba, a swoich uczniów zostawia i mówi im, by wypełniali misję, która jest nie do wypełnienia? Takie myśli kotłują się też w naszej głowie, gdy ktoś stawia przed nami zadania trudne, nierealne, którym nie możemy podołać. Na szczęście apostołowie pamiętają, że przecież ich Mistrz nie przyszedł do zdrowych i tych, którzy się dobrze mają. Widzieli Jego rany, czyli znaki miłości. Usłyszeli już wezwanie: Pokój wam! I mimo że wydawało im się to niemożliwe, zostali pierwszymi chrześcijanami z misją głoszenia pojednania umęczonemu i rozdartemu światu, pełnemu wrogości i zbudowanych murów. Taka jest misja uczniów: Być głosicielami jedności i pokoju.

Marcin Barański OP – „wiara.pl”

 

 

8

 

Obowiązek patrzenia w górę

W 378 roku w miejscu, w którym prawdopodobnie Jezus wstąpił do nieba, wybudowano kościół pod wezwaniem Inbomon, czyli Wejścia. Miał kształt rotundy z otwartym dachem, wskazującym na wydarzenie, które rozegrało się w tym miejscu. W 614 roku świątynia została zburzona. W XII wieku na jej ruinach krzyżowcy zbudowali małą ośmioboczną kaplicę. W jej wnętrzu do dziś znajduje się kamień, na którym – jak głosi starożytna opowieść – odciśnięty jest ślad stopy opuszczającego ziemię Jezusa. Chociaż dzisiaj pełni rolę muzułmańskiego meczetu, raz w roku – właśnie w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego – muzułmanie pozwalają katolikom na odprawienie w niej Mszy św. Można więc powiedzieć, że dzisiejsza uroczystość prowadzi nas do świątyni, miejsca, w którym każdy z nas może przeżywać spotkanie z Chrystusem, który powrócił do Ojca.

Jan Paweł II w czasie rozważania przed modlitwą Regina coeli 27 maja 2001 roku mówił:

Wniebowstąpienie Jezusa jest wydarzeniem, które pozostawiło niezatarty ślad w pamięci pierwszych uczniów, i dlatego znajdujemy jego opis w Ewangeliach i w Dziejach Apostolskich. Czterdzieści dni po zmartwychwstaniu Jezus zaprowadził swoich uczniów na Górę Oliwną, «ku Betanii» i «kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba» (Łk 24,50-51). Oni oczywiście dalej stali w miejscu i patrzyli w górę, ale wtedy dwaj aniołowie napomnieli ich słowami: «dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus [...] przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba» (Dz 1,11).

Dzisiaj więc powinniśmy wpatrywać się w górę, oczekując przyjścia Jezusa. On przychodzi w słowie i w sakramentach. Jezus przychodzi do nas w znakach, które każdy powinien odczytać. Apostołowie w czasie wniebowstąpienia odczytali w sposób jednoznaczny naukę Mistrza. Owo wydarzenie jest dla każdego z nas bardzo wymowną lekcją.

Przed wielu laty został nakręcony szwedzki film Cena życia. Jego fabuła doskonale wpisuje się w owo dzisiejsze odczytywanie znaków.

Oto młoda kobieta, matka trojga małych dzieci, zaczyna mieć kłopoty ze wzrokiem. Lekarze stwierdzają guzy. Jedna, druga operacja. Pacjentka czuje, że musi umrzeć. Naznaczona śmiercią – choć niewierząca – prosi księdza. Duchowny czyta jej fragment z Pierwszego Listu do Koryntian: „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; potem zaś zobaczymy twarzą w twarz” (13,12). Ciężko chora przytakuje: „Tak, to prawda. Długo widziałam świat tylko w zwierciadle moich nadziei i moich pragnień. Żyłam jakby oddzielona od samej siebie. Teraz odczuwam coś z tego twarzą w twarz”.

Często w cierpieniu, w chwilach trudnych człowiek wznosi wzrok ku górze i tak jak apostołowie w miejscu wniebowstąpienia próbuje odczytać przesłanie płynące od samego Chrystusa. Dzisiejsza uroczystość uczy nas stale patrzeć ku górze, bez względu na okoliczności.

Istnieje jednak jeszcze jedno ważne przesłanie płynące z wydarzenia, które dziś wspominamy. Może nam ono zostać przybliżone poprzez pewne porównanie z życiem słynnego kompozytora.

Otóż w dwudziestym siódmym roku życia Ludwik van Beethoven dokonał strasznego odkrycia: jego słuch zaczął słabnąć, i to w zastraszającym tempie. W teatrze nie rozumie aktorów, z odległości nie słyszy najwyższych dźwięków instrumentów. Przez pierwsze lata strzeże swej koszmarnej tajemnicy nawet przed przyjaciółmi. Chodzi do wszystkich możliwych lekarzy – wszystko na próżno. Dopiero po trzech latach choroby zwierzy się najbliższym przyjaciołom:

W moich uszach szumi i dudni bez przerwy. Nędznie przeżywam moje dni. Od dwóch lat unikam towarzystwa. Nie mogę przecież powiedzieć: jestem głuchy!

Wczesną jesienią 1802 roku kompozytor uległ zupełnemu załamaniu psychicznemu. Pisał wstrząsający list-testament skierowany do jego przyjaciół:

O wy wszyscy, którzy uważacie mnie za mizantropa lub wroga ludzi, jak wielką krzywdę mi wyrządzacie! Nie znacie tajemnej przyczyny tego, co jest tylko czczym pozorem. Z konieczności musiałem stać się filozofem w dwudziestym ósmym roku życia. Byłem bliski zwątpienia. Mało brakowało, a byłbym się targnął na swoje życie. Tylko On, Chrystus, powstrzymał mnie od tego kroku… Postanowiłem wytrwać i mam nadzieję, że się nie cofnę.

Przytoczony przykład może być świetną metaforą życia każdego z nas. Wielokrotnie współczesny człowiek „głuchnie” i nie chce wpatrywać się w niebo, by stamtąd czerpać siły. Owo wpatrywanie się w niebo jest niczym innym jak gorliwą modlitwą o wierność i niezagłuszanie słów płynących od Boga. Współczesny świat wabi człowieka „dźwiękami”, które wprowadzają pozorną harmonię, a w rzeczywistości sieją dysharmonię i chaos. Tymi „dźwiękami” może być konsumpcyjny styl życia, kult ciała czy źle pojęta wolność. Dlatego nie wolno nam odejść z miejsca wniebowstąpienia. Nie można odejść ze świątyni, w której w szczególny sposób wpatrujemy się w niebo poprzez liturgię.

A na koniec oddajmy głos Benedyktowi XVI, który przed laty pisał:

Chyba żadne z wielkich świąt roku kościelnego nie jest tak obce współczesnej mentalności jak święto Wniebowstąpienia Pańskiego. Co stanowi treść naszej wiary we wniebowstąpienie dziś, gdy pojęcie nieba w znaczeniu nieba zlokalizowanego ponad obłokami jest oczywistym nonsensem? Co zatem oznacza wniebowstąpienie? Oznacza wiarę w to, że w Chrystusie człowiek wszedł w kontakt, w niepojęty i nowy sposób, z wewnętrzną istotą Boga. Oznacza, że człowiek odnajduje na zawsze swą przestrzeń w Bogu. Niebo nie jest jakimś miejscem poza gwiazdami, jest czymś śmielszym i większym: jest obecnością człowieka w Bogu, obecnością mającą swą podstawę we wzajemnym przeniknięciu się człowieczeństwa i Bóstwa w ukrzyżowanym i uwielbionym Jezusie Chrystusie. Chrystus-człowiek, który jest w Bogu, który jest wiekuiście jednym z Bogiem, jest zarazem nieustającym otwarciem się Boga ku człowiekowi.

Próbujmy to zrozumieć, wpatrując się dziś w niebo.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

11

 

Dla początkujących

finał jest z fajerwerkami

gdy można zabłysnąć wiarą

przez włożenie rąk

które uzdrawia chorego

które uwalnia opętanego

gdy śmiercionośne węże

i zabójcze trucizny

się nie imają

gdy można chwalić Boga

wszelkim językiem świata

początek bywa trudny

z pewną dozą banału

gdy wśród zgiełku dnia

cisza przed tabernakulum

pokora na kolanach

modlitwa by wyjść

i promieniować Bogiem

dzień po dniu

gdy chce się chwalić Boga

myślą słowem i czynem

/Ks. Adam Ryszard Prokop/

 

 

12

 

Z igłą po zdrowie

Kowidowe szczepienia dają społeczeństwu ważną okazję zauważenia, że przyjąć szczepionkę to nie znów takie nic.

Czas szybko płynie. Już połowa maja, epidemii w Polsce dzień 437. Półtorej miesiąca temu byliśmy gdzieś na szczycie trzeciej fali, dziś powoli zaczynamy żyć jakby to wszystko było już przeszłością. Nowych zakażeń znacznie więcej niż rok temu, tyle że znacznie też więcej osób już mniej czy bardziej odpornych. Po przechorowaniu czy po zaszczepieniu. Póki co, w najbliższym czasie kolejna wielka fala raczej nam nie grozi. Co będzie dalej, zobaczymy...

W tym morzu ulgi dwa pomysły, przyznaję, bardzo mi się nie podobają. Pierwszy to tzw. paszport kowidowy. Nazywany coraz częściej szczepionkowym. O ile rozumiem, że takiego dokumentu mogą domagać się kraje, do których chcielibyśmy się udać w podróż, o tyle ciągle jestem przeciwnikiem wprowadzania, było nie było, dyskryminujących rozwiązań na naszym rodzimym podwórku. Tak, dyskryminujących. Pisałem niedawno o tym, ale powtórzę: nie można praw obywatelskich – choćby możliwości pójścia do kina – uzależniać od tego, czy ktoś zdecydował się zaszczepić czy nie. To byłby niebezpieczny precedens. Kto zaręczy, że idąc tą drogą ktoś niebawem nie wymyśli, że np. z komunikacji publicznej skorzystać będę mogli tylko ci, którzy zgodzą się na wszczepienie czipa z lokalizatorem? Dla nas wszystkich bezpieczeństwa oczywiście.

Zwrócę przy tym uwagę, że zupełnie nie rozumiem dlaczego ów paszport nazywa się szczepionkowym, a nie kowidowym. Ci co przechorowali albo wykryto u nich przeciwciała się nie liczą? Przywileje tylko dla tych, którzy dadzą się nakłuć? To już pachnie spiskiem. Tak, wiem, nasz rząd wyraźnie mówi o paszporcie kowidowym, obejmującym także ozdrowieńców. Tym bardziej dziwię się, że w publicznej dyskusji tak często upraszcza się sprawę i wszystko sprowadza do zdrowia w strzykawce. Zapominając nawet o rzeszy tych, którzy z przyczyn medycznych szczepić się nie powinni, bo ponosiliby ryzyko znacznie większe, niż zwykły śmiertelnik...

Po drugie, nie podoba mi się pojawiający się coraz częściej w przestrzeni publicznej (patrz włodarze Wałbrzycha) pomysł przymusowych szczepień. Wiem, istnieje obawa, że gdy teraz epidemia przygasa, nie tylko ci, którzy nigdy się szczepić nie zamierzali, ale i wielu wahających się zrezygnuje ze szczepień. Ale to nie jest dobry pomysł. Człowiek musi mieć prawo decydowania w kwestiach związanych z własnym zdrowiem. Nie można przecież nie zauważyć: zakażenie tym koronawirusem ciężko przechodzi tylko mniejsza część społeczeństwa, a śmiertelnym okazuje się dla 2-3 procent. Przy tym stopniu zagrożenia ciężkim jej przebiegiem nie ma powodu, by zmuszać wszystkich do podjęcia ryzyka zaszczepienia się. Tak, ryzyka.

Na stronach rządowych znaleźć można informację, że na niecałych 15 milionów wykonanych szczepień (na 13 maja) zarejestrowano jedynie ciut ponad 8 tysięcy niepożądanych, poszczepiennych odczynów. To mniej więcej jeden na dwa tysiące. I tu mam poważne wątpliwości. No bo jeśli to takie rzadkie, to statystycznie rzecz biorąc powinien znać jednego, może dwóch, trzech (to już i tak znacznie powyżej średniej statystycznej), którzy mieli w związku z przyjęciem szczepionki jakieś sensacje. Tymczasem znam takich ludzi znacznie więcej. Nie sądzę, by akurat w moim środowisku nastąpił jakiś wysyp niepożądanych poszczepiennych reakcji. Myślę, że wiele z nich, jeśli w odczuciu poszkodowanych nie zagrażają życiu, nie jest po prostu zgłaszanych. Ból ręki? A, nie liczy się. Gorączka 38? No ale tylko dwa dni. I tak tracimy możliwość realnej oceny co i jak. Także na przyszłość. Bo nie powiedziane, że jakieś skutki szczepień nie pojawią się za parę lat.

Myślę, że w tym powszechnym szczepieniu jest jednak sporo dobra. Faktycznie, zabezpieczamy się w ten sposób przed kolejnymi falami pandemii, chronimy życie własne i innych. Czas pokaże, czy lekarstwo nie było gorsze od choroby; dziś tego odpowiedzialnie wykluczyć się nie da. Dostrzegam jednak w tym jeszcze jedno dobro: oto w społeczeństwie wzrasta świadomość, jak można czuć się po szczepieniu. I że jednemu nic po nim nie dolega, drugiego tylko boli ręka albo jest osłabiony, a trzeci ma gorączkę 39 i wymiotuje. Proszę sobie uzmysłowić: coś podobnego od wielu lat fundujemy naszym dzieciom. I to wiele razy, od wczesnego dzieciństwa. Nawet wtedy, gdy nie dzieci chcemy chronić, ale ich matki (jak przy różyczce). Jeśli jednemu dziecku po szczepieniu nic nie jest nie znaczy, że inne nie może mieć poważnych dolegliwości, prawda? Tylko że te małe nawet nie mogą się poskarżyć.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

16 maja - św. Andrzej Bobola, prezbiter i męczennik, patron Polski
16 maja - św. Szymon Stock, zakonnik
16 maja - katedra w Gliwicach
17 maja - św. Paschalis Baylon, zakonnik
17 maja - bł. Antonia Mesina, męczennica
17 maja - katedra w Elblągu
18 maja - św. Jan I, papież i męczennik
18 maja - św. Eryk IX Jedvardsson, król
18 maja - św. Stanisław Papczyński, prezbiter
18 maja - św. Feliks z Cantalice, zakonnik
19 maja - św. Urban I, papież
19 maja - św. Iwo Helory, prezbiter
19 maja - św. Piotr Celestyn, papież i pustelnik
19 maja - św. Kryspin z Viterbo, zakonnik
20 maja - św. Bernardyn ze Sieny, prezbiter
21 maja - św. Jan Nepomucen, prezbiter i męczennik
21 maja - święci Krzysztof Magallanes, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy
21 maja - św. Eugeniusz de Mazenod, biskup
21 maja - bł. Jacek Cormier, zakonnik
21 maja - św. Iwo z Chartres, biskup
22 maja - św. Rita z Cascia, zakonnica
22 maja - św. Joachima de Vedruna, zakonnica
23 maja - św. Leoncjusz z Rostowa, biskup
23 maja - św. Jan Chrzciciel de Rossi, prezbiter
23 maja - św. Joanna-Antyda Thouret, dziewica

23 maja - rocznica poświęcenia bazyliki św. Franciszka w Asyżu

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.