WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

9/806                   -         21 lutego 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

2

 

21 lutego 2021 r.

I Niedziela Wielkiego Postu

 

8

 

(Mk 1,12-15)

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali. Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.

 

7

 

I niedziela Wielkiego Postu roku B...

Po głośnych i wesołych dniach karnawału, od środy popielcowej Kościół rozpoczął czas Wielkiego Postu. W tym czasie łaski chrześcijanin musi rozpocząć to co najważniejsze. Chodzi o nasze serca, musimy zrobić tam wiele porządku, aby poprzez pokutę i nawrócenie dojść do prawdziwej radości.

Dzisiejszy świat proponuje nam wiele pseudo radości, które na pierwszy rzut oka są interesujące i zachęcające, ale zamiast szczęścia, przynoszą rozgoryczenie, cierpienie i ból duszy. W naszych duszach jest wiele lodu zwątpień, zła, grzechu…

Chrystus w tym świętym czasie przebaczenia i łaski pokazuje nam swój krzyż, który dla wielu ludzi stał się znakiem pogardy i pośmiewiska, a dla nas chrześcijan jest znakiem miłości Bożej wobec nas - grzeszników. Tylko ten krzyż nasz smutek w radość przemienia, w radość której już nikt nam odebrać nie zdoła – jest to życie wieczne w królestwie niebieskim.

Grzech pierworodny uwikłał nas w grzech i wszystkie Jego skutki. Nasz ludzka natura została zraniona. Nie potrafimy sami tego nieszczęścia przełamać. Potrzebujemy Boga. A On wyciąga do nas rękę... Cała nadzieja, że Mu się z nami uda. Byleśmy chcieli...

 

5

 

W dzisiejszym numerze:
- Próba przed misją
- Czas nawrócenia czasem walki z pokusami
- Adam Żak SJ: przestępstwo wykorzystania seksualnego rujnuje całą wspólnotę
- Można. Ale czy wolno?
- Zbieramy monety do skarpety
- Łzy tego rodzeństwa wzruszyły wszystkich. On jednak postanowił pozostać bezdomnym…
- Potrafisz się jeszcze odciąć od telefonu? Zrób ten test i sprawdź!
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

11

 

Próba przed misją

Gdy w dzieciństwie kilka razy leciałem samolotem, z napięciem czekałem na próbę silników. Samolot kołował na początek pasa startowego, zatrzymywał się, a pilot zwiększał obroty turbin. Cały samolot drżał. Dopiero po tej procedurze, po sprawdzeniu, czy wszystko jest w porządku, maszyna ruszała, nabierała prędkości i wzbijała się w powietrze.

Kilka lat później, już jako nastolatek zafascynowany teatrem, starałem się dostać na próby generalne. Cena biletu była niższa, a przedstawienie najczęściej miało taki sam przebieg jak późniejsze spektakle. Siedziałem na widowni z pewnym napięciem, życząc reżyserowi i aktorom, by wszystko wypadło jak najlepiej.

Pomyślałem sobie o tych dwóch faktach, czytając krótki fragment Ewangelii wg św. Marka, w którym Jezus po słowach Ojca: „Tyś jest moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”, zostaje przez Ducha wygnany na pustynię, gdzie jest kuszony przez Szatana, przebywa między zwierzętami, a aniołowie Mu służą. Po czterdziestu dniach rusza do Galilei, by ogłosić, że bliskie jest królestwo Boże.

Może warto spojrzeć na owe czterdzieści dni nie tyle przez pryzmat konfrontacji ze Złym czy walki z pokusami, które akcentują inni synoptycy, ile raczej jak na próbę generalną, przetestowanie mocy duchowej, które miały utwierdzić ludzką naturę Jezusa w przekonaniu, że jest już gotowy do podjęcia misji powierzonej Mu przez Ojca. Tak jakby ów czas próby miał Go umocnić, potwierdzić, że jest nieugięty w swoim postanowieniu, że pomimo ludzkiej kondycji – podlegał wszak zmęczeniu, pragnieniu, głodowi, nosił w sobie ludzkie ambicje i tęsknoty – jest gotowy do głoszenia Nowiny o tym, że przybliżyło się królowanie Boga, jest na tyle zakorzeniony w miłości Ojca, „aby nas do Boga przyprowadzić”.

Zauważmy zatem na początku Wielkiego Postu, że zaczyna się okres próby, który nie ma się zakończyć oddechem ulgi: „Nareszcie koniec tej męki!”. Raczej ma nas wzmocnić, sprawić, byśmy z nowym impetem podjęli swoją misję chrześcijan, przekonani, że nasze życie może być pełne, szczęśliwe i owocne.

Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie

 

 

12

 

Czas nawrócenia czasem walki z pokusami

Jan Paweł II, komentując w 1997 roku fragment Ewangelii, który przed chwilą został odczytany, mówił:

Pustynia to miejsce posuchy i śmierci, synonim samotności i miejsce zależności od Boga, skupienia, ograniczenia się do rzeczy najistotniejszych. Istotą wszystkich pokus była perspektywa mesjanizmu politycznego, prowadzącego do ziemskiej chwały; była to idea bardzo powszechna i głęboko zakorzeniona w duszy ludu. Diabeł usiłuje skłonić Jezusa do przyjęcia tej fałszywej perspektywy, gdyż jest przeciwnikiem samego Chrystusa. Mocą namaszczenia Duchem Świętym Jezus sięga samych korzeni grzechu i odnosi zwycięstwo nad tym, który jest ojcem kłamstwa. Pozwólmy Duchowi wprowadzić się na pustynię, aby wraz z Jezusem doświadczyć kruchości istoty stworzonej i bliskości Boga, który zbawia.

Rozpoczynający się Wielki Post jest więc czasem, w którym każdy powinien zerwać ze swoimi pokusami, nałogami czy stereotypowym myśleniem. Jezusowe wezwanie: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1) jest takim właśnie programem na Wielki Post. Pozostaje jednak pytanie, jak to uczynić.

W Internecie można odnaleźć wiele propozycji pracy nad sobą. Wśród nich jest także swoisty katalog rad, który ma pomóc nie ulec niektórym przesądom na temat życia duchowego. Oto on:

  1. Nie czekaj ze spowiedzią, aż będziesz lepszy; bez spowiedzi nie będziesz lepszy.
  2. Przystępuj do Komunii św. zawsze, kiedy masz pewność, że twój grzech nie jest ciężki.
  3. Jeżeli ci się wydaje, że popełniłeś grzech przeciwko Duchowi Świętemu, to najprawdopodobniej go nie popełniłeś. Grzech przeciwko Duchowi Świętemu często powoduje brak świadomości grzechu.
  4. Nie zaniedbuj modlitwy, ale jeśli już zaniedbałeś, to pamiętaj, że w każdej chwili, bez zbędnych wyjaśnień, możesz znów zacząć się modlić.
  5. Pamiętaj, że modlitwa jest najbardziej owocna, kiedy podejmujesz ją, mimo że nic podczas niej nie czujesz.
  6. Jeżeli wydaje ci się, że Kościół wymaga od ciebie czegoś niemożliwego, to sprawdź, czy jest to na pewno nauka Kościoła.
  7. Jeżeli spotka cię coś złego od ludzi Kościoła, np. podczas spowiedzi kapłan cię zrani, pomyśl, że on jest takim samym słabym człowiekiem jak ty. Pan Bóg jest ponad naszymi słabościami.
  8. Każda Msza św. jest tak samo ważna, ale jeżeli drażnią cię kazania i nie możesz wytrzymać, spróbuj, przynajmniej na jakiś czas, poszukać innego kościoła.
  9. To nieprawda, że jesteś sam. Szukaj wspólnoty. W samotności często człowiek produkuje złudzenia. Łatwiej przetrwać z innymi.
  10. To nieprawda, że zło musi istnieć, i nieprawda, że są sytuacje bez wyjścia. Bóg wszystko może. Każdy dzień jest ważny. Walcz ze swoimi słabościami, nawet jeśli przegrywasz. Dopóki walczysz, masz szansę.

Paul Claudel (1868–1955) we wstępnej scenie swego Atłasowego pantofelka kreśli przekonującą wizję, która przedstawia sytuację współczesnego wierzącego.

Oto rozbił się statek wiozący jezuitę misjonarza. Okręt zatopili korsarze. Misjonarz przywiązany do belki błąka się na tym kawałku drzewa po wzburzonych wodach oceanu. Przedstawienie zaczyna się ostatnim monologiem rozbitka: «Panie, dziękuję Ci za to, że mnie tak związałeś. Nieraz uważałem, że Twoje przykazania są ciężkie, wola moja wobec tych nakazów była bezsilna i sprzeciwiała się im. Dziś jednak nie mogę już ściślej być z Tobą związany i chociaż mogę się poruszać, żaden z moich członków nie może się od Ciebie oddalić. Tak więc jestem naprawdę przymocowany do krzyża, ale krzyż, na którym wiszę, do niczego nie jest przywiązany, błąka się po morzu».

Jakże wymowna to wizja i pasująca do rozpoczętego kilka dni temu Wielkiego Postu. Człowiek, walcząc ze swoimi słabościami, staje się niejako złączony z Jezusem i dlatego staje się mocny, piękny, ma perspektywę.

Potrzeba zatem wysiłku, aby wyjść na „pustynię swojego życia” i zacząć powrót do Boga, najpierw przez refleksję nad sobą, a potem – konkretne czyny weryfikujące życie. Jakże ważna jest w tym procesie powrotu modlitwa. W szczególny sposób trzeba modlić się słowami Aktu osobistego poświęcenia się Najświętszej Krwi Chrystusa:

W pełnej świadomości mojej nicości, a zarazem Twojej, o miłosierny Zbawicielu, wielkości upadam do Twoich stóp i dziękuję Ci za tak wiele dowodów łask, które Ty mnie, niewdzięcznemu stworzeniu, okazałeś, a szczególnie, że Ty mnie przez Twoją Najświętszą Krew uwolniłeś z szatańskiej mocy zepsucia. W obecności mojej Matki Maryi, mojego Anioła Stróża, moich świętych Patronów, całego Dworu Niebieskiego poświęcam się, o najukochańszy Jezu, z całą szczerością serca, jak najdobrowolniej, Twojej Najdroższej Krwi, przez którą cały świat odkupiłeś od grzechu, śmierci i piekła. Przyrzekam Ci, licząc na pomoc Twojej łaski, z całych mych sił i według mych możliwości, budzić i rozszerzać nabożeństwo do Twojej Najświętszej Krwi, ceny naszego Odkupienia, tak aby Twa Krew, tak bardzo godna adoracji, od wszystkich była uczczona i uwielbiona. W ten sposób chcę moją niewierność przeciw Twojej Najdroższej Krwi i Miłości wynagrodzić i Tobie zadośćuczynić za tak liczne profanacje i znieważenia, które ludzie Twojej Najdroższej Cenie naszego zbawienia zadają.

O! Gdyby można było moje własne grzechy, moją oziębłość i wszystkie zniewagi, którymi Ciebie, o Najdroższa Krwi, kiedykolwiek znieważyłem, unicestwić! Patrz, o najukochańszy Jezu, oto ofiaruję Ci też miłość, cześć i uwielbienie, które Twoja Najświętsza Matka, Twoi wierni uczniowie i wszyscy święci Twej Najdroższej Krwi przynieśli. Proszę Cię, zechciej nie myśleć więcej o mojej dotychczasowej niewierności i oziębłości, a wszystkim bluźniercom zechciej wszystko przebaczyć. Pokrop, o Boski Zbawicielu, Twoją Najdroższą Krwią mnie, jak również wszystkich ludzi, abyśmy Cię, o Ukrzyżowana Miłości Zbawiciela, od razu całym sercem miłowali i cenę naszego Odkupienia po wszystkie czasy jak najdogodniej czcić mogli. Amen.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

13

 

Adam Żak SJ:

przestępstwo wykorzystania seksualnego rujnuje całą wspólnotę

Przez wieki nie słuchaliśmy ofiar. Trzeba nauczyć się je słuchać, a nie kontynuować dzieło sprawców przez przerzucanie ciężaru winy na osoby skrzywdzone. Nie rozumieliśmy i nie rozumiemy jeszcze wystarczająco krzywdy, jaką jest wykorzystanie seksualne młodych.

Z Adamem Żakiem SJ, dyrektorem Centrum Ochrony Dziecka, rozmawia Paweł Kosiński SJ.

Paweł Kosiński SJ: W pierwszy piątek Wielkiego Postu obchodzimy dzień modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego małoletnich. Co jest najważniejszym wyzwaniem w kontakcie z tymi, którzy zostali pokrzywdzeni przez ludzi Kościoła?

Adam Żak SJ: Jest takie jedno zdanie u św. Pawła w liście do Efezjan, które kojarzy prawdę z miłością i można je sparafrazować w postaci przykazania: „czyńcie prawdę w miłości” (por. Ef 4, 15). To jest wyzwanie przed jakim stajemy, kiedy chcemy odpowiedzieć na zło, na krzywdę i na niesprawiedliwość. W tym wypadku chodzi o to, by czynić prawdę z miłości do ofiar i ich rodzin, także do wspólnot, gdzie miało miejsce krzywdzenie. To wcale nie jest takie oczywiste i proste, bo wielu myśli, że wystarczy ujawnić i ukarać sprawcę, by przywrócić wszystkie naruszone wartości. Tak nie jest. Odkąd rozpoczęło się ujawnianie tych grzechów i przestępstw, odkrywamy przede wszystkim, że nie były słuchane ofiary. I to nie w skali jednego roku czy dwóch, a nawet dziesięciu, nie w wymiarze kadencji jednego przełożonego! Ofiary nie były słuchane przez wieki. Jedyna szkoda, jaką zauważano i jakiej się obawiano, to było możliwe zgorszenie, że ktoś się dowie i z tego powodu nie będzie słuchał Kościoła, że ucierpi wizerunek instytucji. Natomiast nie było słuchania prowadzącego do rozumienia krzywdy dziecka, do troski o nie. Tego nie było ani w Kościele, ani w kulturze całych społeczeństw. Przez wieki nie słuchaliśmy i nie rozumieliśmy ofiar.

To jest największe wyzwanie, żeby nauczyć się słuchać ofiary, a nie kontynuować dzieła sprawców przez przerzucanie winy na nie, co niestety działo się i dzieje na różne sposoby. Nie rozumieliśmy i nie rozumiemy jeszcze wystarczająco krzywdy, jaką jest wykorzystywanie seksualne dzieci, czyli czyny, do których dziecko nie jest ani przygotowane, ani dojrzałe emocjonalnie czy fizycznie. Niezrozumienie i bagatelizowanie krzywdy sprawia, że wciąż na nowo, nawet przy „przywracaniu sprawiedliwości” przez sądy państwowe lub kościelne te ofiary się rani sposobem przesłuchiwania czy komentowania.

Czego nam potrzeba, by ten proces był naprawiony?

Trzeba „czynić prawdę z miłością” to znaczy tak, żeby w tej relacji do osób skrzywdzonych było po prostu zwyczajne ludzkie ciepło i szacunek a nie urzędowa podejrzliwość, która rani biurokratycznym dystansem. Na to zwróciła uwagę jedna z ofiar, kiedy rozmawiała z Franciszkiem. Na początku pontyfikatu, kiedy papież przyjął na dłuższych rozmowach szereg osób pokrzywdzonych, pewien mężczyzna, z którym rozmawiał, pokazał mu widokówkę przedstawiającą Pietę Michała Anioła i powiedział: „Jezus miał Matkę, która Go opłakiwała, która przyjęła w ramiona Jego ciało zdjęte z krzyża. Dla mnie Kościół nie okazał się matką.” Powiedział tak nie tylko dlatego, że skrzywdził go ksiądz, ale także dlatego, że wprawdzie został potraktowany poprawnie, ale równocześnie bardzo chłodno i urzędowo, jak petent.

   Odkąd rozpoczęło się ujawnianie tych grzechów i przestępstw, odkrywamy przede wszystkim, że nie były słuchane ofiary. I to nie w skali jednego roku czy dwóch, a nawet dziesięciu, nie w wymiarze kadencji jednego przełożonego! Ofiary nie były słuchane przez wieki.

Dlaczego tak się dzieje, dlaczego łączenie prawdy z miłością jest takie trudne? Dlatego, że my odruchowo myślimy obronnie i podejrzliwie, gdy ktoś ujawnia przestępstwo Kościołowi albo organom ścigania – czujemy się zaatakowani. Pytamy się, po co on lub ona to robi i sami sobie odpowiadamy, że pewnie oskarża dla pieniędzy lub z jakichś innych interesownych pobudek. Nie widzimy w nim lub w niej brata albo siostry w Chrystusie, którzy zostali skrzywdzeni i proszą o pomoc, o sprawiedliwość, o zrozumienie, którzy chcą zapobiec, aby inne dzieci były krzywdzone w podobny sposób. Widzimy w nich przeciwników, za którymi stoją nieprzyjaciele Kościoła. Takie myślenie jest niezdolne dostrzec dobra, jakie te osoby ofiarują wspólnocie Kościoła, która dzięki ich odwadze może się oczyszczać i przywracać blask wiarygodności głoszeniu Ewangelii.

Co jest przed nami? Jakie wyzwania ojciec widzi?

Przed nami jest wszystko. Nie w tym sensie, że nic nie zostało zrobione, tylko to wyzwanie, by czynić prawdę z miłością, ono pozostaje stałym wyzwaniem. Tego się trzeba uczyć, do tego trzeba rozwijać wyobraźnię opartą na wiedzy o skutkach wykorzystywania i na empatii. Trzeba poznawać, jak ta krzywda się wyraża, jak ona boli tych ludzi, jak ona również poraniła rodziny, poraniła społeczności, wspólnotę parafialną, czy społeczność jakiejś grupy, z którą dziecko, dziewczynka czy chłopiec, byli związani, w której spotkali duszpasterza, który ich wykorzystał. Innymi słowy jest to takie samo wyzwanie, jak ewangelizacja, która nigdy się nie kończy. Wszystkie procedury i działania z nimi związane, choć konieczne, na niewiele się zdadzą, dopóki nie wyrażą zmiany naszej mentalności.

Tegoroczny Dzień modlitwy i pokuty ma hasło: Wspólnota ze zranionymi. Co to dla ojca oznacza?

Przychodzą mi na myśl słowa św. Pawła z listu do Galatów (6,2) "Jeden drugiego brzemiona noście". Oznaczają one, że człowiek nie jest sam, że żyje we wspólnocie z drugimi i dla nich. Przestępstwo wykorzystania seksualnego rujnuje wspólnotę. Wspólnota ze zranionymi oznacza, że od Jezusa chcemy się uczyć dźwigać ich ciężary i w ten sposób odbudowywać wspólnotę. To jest istotny element wspólnoty, żeby jedni drugich nie tylko nie wykorzystywali, nie tylko jedni obok drugich żyli, ale jedni drugim pomagali, jedni drugich ciężary nosili. Dlatego zaproszenie na drogę krzyżową w ten dzień modlitwy i pokuty jest bardzo celną inicjatywą. To nabożeństwo przybliża nam, jak Jezus wziął na siebie ciężar naszych grzechów. On je wziął na siebie z miłości do nas. Na drodze krzyżowej uczymy się naśladowania Chrystusa, brania na siebie ciężaru grzechów wykorzystywania seksualnego i ich skutków dla wspólnoty. Uczymy się od Chrystusa, jak brać na siebie ten ciężar, który w swoich zranieniach dźwigają ofiary przestępczych czynów i rażących zaniedbań w ich zwalczaniu przez przełożonych. To dla mnie oznacza wspólnota ze zranionymi. Słowa Jezusa zapraszające, by wziąć swój krzyż i Go naśladować, to nie przenośnia. To jest bardzo poważne zaproszenie do tego, żeby jak Jezus wziąć na siebie skutki naszych własnych i cudzych grzechów i nieść je razem z innymi, to jest ta wspólnota ze zranionymi. Oczywiście, ona musi mieć konsekwencje w życiu, musi się przełożyć na życie codzienne.

   Przestępstwo wykorzystania seksualnego rujnuje wspólnotę. Wspólnota ze zranionymi oznacza, że od Jezusa chcemy się uczyć dźwigać ich ciężary i w ten sposób odbudowywać wspólnotę.

Jaką rolę może i powinien odegrać Kościół w leczeniu tych zranień indywidualnych i społecznych?

Rolę Kościoła precyzyjnie określił Jan Paweł II w przemówieniu do kardynałów amerykańskich w kwietniu 2002 r. Powiedział, że tylko Kościół oczyszczony będzie w stanie pomóc społeczeństwu w jego problemach i kryzysach związanych z przeżywaniem tego daru, jakim jest seksualność. Oczyszczenie po to, aby pomagać – to jest rola Kościoła. Kościół, który się nie oczyszcza, przestaje ewangelizować i pomagać. Oczyszczamy się nie dla siebie samych, czy z powodów wizerunkowych, ale dlatego, żeby być na nowo uzdolnionymi do przekazywania Ewangelii. Aby w życiu Kościoła był widoczny blask Ewangelii, a nie jakaś zasłona dymna utkana z naszych grzechów i zaprzeczeń, mamy "czynić prawdę z miłością”. Aby tak czynić, trzeba uznać wstydliwą prawdę o przestępstwie i zaniedbaniu, trzeba za nią przeprosić, trzeba się pozwolić dotknąć miłosierną miłością Boga. Prawda o cenie odkupienia naszych win nie pozwoli nam pomniejszyć prawdy o krzywdzeniu w naszych szeregach.

 

 

 

14

 

Można. Ale czy wolno?

Każdy ma swoje Westerplatte... Póki nie staje się konkretem, wszyscy klaszczą.

Środa Popielcowa. Epidemii w Polsce... Ech.... Aż się mówić nie chce. Znów sygnały o „hamowaniu rozmrażania gospodarki”. Na pierwszy ogień mają pójść ci, którzy za obecne wzrosty liczby zachorowań na pewno nie są odpowiedzialni: właściciele wyciągów czy stoków narciarskich. Zbyt mało czasu od uruchomienia tej infrastruktury minęło, by to poluzowaniem w tej dziedzinie można było tłumaczyć wzrosty... Ale krytyczne myślenie nie jest dziś dobrze widziane. Ważniejsze jest wspieranie „słuszności”. W wielu dziedzinach naszego życia.

Ot, czytam: każdy ma prawo kształtować życie po swojemu... Roześmiałem się. Oczywiście teza w pewnych granicach słuszna. Jeśli ktoś chce np. zostać znanym piosenkarzem, nie ma co mu bronić. Niech śpiewa skoro chce, niech próbuje tak zarabiać na chleb. Śmieszyłoby, gdyby miał pretensje, że ZNANYM to jednak nie został. Bo nasze marzenia czy co bardziej ambitne plany to jedno, życiowe realia – drugie. Ale zakazywać, bronić, faktycznie nie ma co.

Sęk w tym, że owa chęć kształtowania życia po swojemu nie jest wyłączona z żadnego z przykazań dekalogu. Ba, także nie z przykazania miłości Boga i bliźniego. Nie wolno mi po swojemu, jeśli to powoduje krzywdę bliźniego. Doskonale rozumieją to dziś np. ekolodzy: planeta jest dla wszystkich, nie tylko dla wybrańców. Nie może być tak, że jedni na rabunkowej gospodarce się bogacą, a innym pozostaje solidarnie dopłacać za wyrządzone przez nich szkody. Niestety, gdy chodzi o inne zastosowania tej samej prawdy – np. w kwestii dopuszczalności przerywania ciąży – nagle znika ona z argumentacji. To sprawa moja i tylko moja; wara od wtrącania się w moje sprawy. Ha, gdyby tak powiedział sąsiad i z ogrzewania gazem przeszedł na ogrzewanie starymi oponami, też przyznalibyśmy mu rację? To ostatecznie jego piec i jego komin...

Przyznaję, że z coraz większym obrzydzeniem patrzę na to, co dzieje się na komercyjnych wyprawach na Everest. Ludzie umierają? OK. Nie da się im pomóc? Trudno odnieść wrażenie, że gdyby nie plany zdobycia następnego dnia szczytu, niektórych z tych nieszczęśników można by uratować. Jeden z takich, który przetrwał noc, a któremu następnego dnia inni, rezygnując z własnych planów wejścia na szczyt, pomogli zejść, napisał nawet o tym książkę... Nie wiem, może nie mam racji, może faktycznie pomoc jest w takiej sytuacji ponad ludzkie siły, ale wydaje mi się, że tu gra też rolę owa chęć kształtowania życia po swojemu, sukcesu, choć przyzwoitość kazałaby zrobić co innego. Ale to ekstremum. W życiu...

Byłem po trzeciej klasie liceum. Zabrałem w góry Marka: „świeżaka” – kolegę z podwórka po pierwszej klasie. Tego dnia (i przez następny dzień) szedł z nami Zbyszek – kandydat na przewodnika z Kalisza. Plecaki niemiłosiernie ciężkie. Bo konserwy, bo namiot. Nawet dmuchany materac. Na Hali Łabowskiej zamieszanie. Gość ma jakiś atak. Zatrzymanie moczu – okazało się. Dodatkowy problem: jest z małym synkiem, kompletnie w tej sytuacji zagubionym. Ktoś poszedł już po pomoc, ale nie ma jej i nie ma. Może drwale by zwieźli go do szpitala? Poproszeni natychmiast poszliśmy. Drwal też ani chwili nie zwlekając wyprzągł konia i do schroniska. Daleko chorego nie zwieźliśmy – już po stu metrach pojawił się samochód GOPR-u. Za to z powodu straconego czasy do chatki na Niemcowej doszliśmy bardzo późno, już po zmroku.... Straszliwie zmęczeni (te plecaki!). Czy było warto pomagać? Przecież bez nas by się obyło? Do głowy nam nie przyszło, że można by taki problem zlekceważyć.

Takie jest życie. Można kształtować je po swojemu, ale przychodzi moment jak dla tych na Westerplatte – mówił Jan Paweł Wielki. Nie można sprawy zostawić. Niezależnie od ceny, którą trzeba zapłacić. Bo to byłoby małe, kunktatorskie i podłe. Czyjeś życie jest przecież ważniejsze niż moje marzenia czy plany, prawda? I nie mówimy tu o życiu wielorybów, wilków czy żab.

 

 

 

15

 

Zbieramy monety do skarpety

     Dzisiaj ks. Proboszcz zaprasza do zbiórki wielkopostnej na rzecz Małopolskiego Hospicjum dla Dzieci w Mogile. Jeżeli możesz pomóc – zrób to.

     Małopolskie Hospicjum dla Dzieci działa od ponad 11 lat wkładając mnóstwo serca w pomoc nieuleczalnie chorym młodym ludziom i ich bliskim – polega ona na opiece medycznej, pielęgniarskiej, wsparciu psychologicznym i rehabilitacji. Rodziców, którzy się zgłaszają – uczy się, jak mogą odnaleźć się… i żyć w nowej, trudnej sytuacji – polegającej nierzadko na wieloletniej, ciągłej walce: o każdy oddech dziecka, o każdy krok i ruch ręką… o jego obecność. Słowo „życie” jest tutaj niezwykle ważne.

     Centrum Opieki Wyręczającej – pierwsze w Polsce. Jedyne jak dotąd takie miejsce w kraju - powstało w Krakowie przy ulicy Odmętowej 4 w Mogile.

Od przewlekłej i nieuleczalnej choroby nie ma urlopu… dlatego Centrum było wyczekiwane przez rodziców, którzy przez wiele lat, codziennie, przez całą dobę opiekują się swoimi dziećmi. Wśród nich rodzice 25-letniego Łukasza, który od urodzenia choruje na nieuleczalną mukopolisacharydozę. Łukasz wymaga stałej, nieustannej opieki. Jego rodzice, oboje pracują zawodowo na zmiany, tak aby codziennie móc zamieniać się w opiece nad synem. Jak mówi Pani Barbara – mama Łukasza – nie pamiętają, kiedy ostatnio wspólnie byli w kinie, czy na spacerze, nie wspominając o urlopie. To tylko jeden z wielu przykładów rodzin, stale opiekujących się swoimi ciężko chorymi dziećmi.

     Centrum Opieki Wyręczającej - ma pod swoją opieką 52 takie rodziny. Stworzyło to wyjątkowe miejsce z myślą o nich, dzięki pieniądzom zebranym podczas zbiórek i przy wsparciu sponsora. Z ośrodka będą mogli korzystać nie tylko podopieczni Małopolskiego Hospicjum… ale także rodziny z całego kraju.

       Centrum to coś więcej niż stacjonarne hospicjum – to tak naprawdę drugi dom, w którym dzieci i młodzi dorośli przebywają w komfortowo wyposażonych pokojach, pod profesjonalną opieką pielęgniarek, lekarzy i wolontariuszy. W Centrum znajduje się także sala zabiegowa, dzięki czemu jego podopieczni mogą korzystać ze specjalistycznej opieki stomatologicznej i ortopedycznej. Zespół rehabilitantów i fizjoterapeutów prowadzi nowoczesną rehabilitację, a specjaliści starają się usprawnić komunikację podopiecznych ośrodka ze światem. Pacjenci mogą przebywać w Centrum przez 14 dni… dla ich rodziców ten czas to okazja do tego, aby mogli załatwić sprawę w urzędzie, wykonać badania profilaktyczne, czy choćby zwyczajnie odpocząć i nabrać sił do dalszej opieki nad swoimi dziećmi.

 

16

 

Czas na odnowę

Piotr Blachowski

Jeździmy do sanatorium, ci, których stać, wyjeżdżają do spa, by zregenerować swój organizm, słyszy się o botoxie, o odnowie tkanek, które skutkiem wieku się zestarzały. Dbamy o samopoczucie, ciało, wygląd. Chcemy korzystnie wyglądać czy to latem na plaży, czy też przystępując do ważnych rozmów, np. z kontrahentami, na których nam zależy. I chwała nam za to.

Czynimy to wszystko dla ciała, dla poprawy własnej prezencji, zdobycia pożądanego wizerunku. I tak się zastanawiam, czy jesteśmy w stanie tyle samo zrobić dla własnej duszy? Dla własnego sumienia? Przecież – powie ktoś – sumienia nie widać, a wystarczy trochę aktorstwa i nikt nawet nie pozna, że coś nas trapi, gniecie, coś nas boli.

Ile czasu nam potrzeba, by zregenerować własne ciało? Powiedzmy, że jednym wystarcza tydzień, innym dwa, jeszcze innym potrzebny jest miesiąc. No to ile nam potrzeba czasu dla zregenerowania własnej duszy i sumienia? Czy czterdzieści dni to odpowiedni czas na przygotowanie? Okres Wielkiego Postu przypomina nam o tych 40 dniach samotności i modlitwy. A jak my możemy ten okres wykorzystać? Poświęcając więcej czasu na modlitwę i refleksję, rezygnując z zabaw, przyjemności, rozrywek. Czy warto rezygnować z przyjemności i rozrywek? Warto, by chociaż w niewielkim stopniu przeżyć duchowo to, co musiał przeżywać Jezus, mając świadomość, że robi to dla innych, nie dla siebie, że na swoich barkach dźwiga cały świat, całą ludzkość, w tym również nas.

Bóg już kilka razy dał dowód zaufania i wielkiej Miłości, przebaczając i dając nam, ludzkości, powtórną możliwość pójścia Jego drogą, wierząc, że „tym razem” Go nie zawiedziemy. Tak jak zawierzył Noemu, obiecując mu – a jednocześnie całemu rodzajowi ludzkiemu – „Zawieram z wami przymierze, tak iż nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię.” (Rdz 9,11). Czy nas, popularnie mówiąc, „rusza” ta obietnica?

Dalej, dał nam Swego Syna, który przyszedł na świat, by nas zbawić od wszystkiego złego „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić; zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem.” (1P 3,18). Zbawienie, które ma nas „tylko” zaprowadzić do Ojca – do Boga. Znów zapytam: czy nas „rusza” ta prawda?  

Jezus przeżył 40 dni na pustyni, by być gotowym na to, co Go czekało, na to, czego był bezpośrednim uczestnikiem, wręcz tym, bez którego wszystko, w co dzisiaj wierzymy, nie miałoby miejsca. Dziś, tak jak na początku swej działalności, mówi do nas „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15). Powiecie zapewne, po co nam to nawrócenie, jesteśmy w Kościele, wierzymy, chodzimy na msze, więc jak mamy się nawracać?

Czy jesteśmy gotowi na ODNOWĘ? Czy stać nas na zawierzenie? Czy jesteśmy gotowi na regenerację własnej duszy? Nie odpowiadajmy natychmiast, zastanówmy się. Przed nami kolejny Wielki Post, … może nie ostatni.

Panie, dodaj nam sił, abyśmy uwierzyli w Ewangelię, abyśmy nią żyli, abyśmy umieli przekazać ją tym, którzy o niej zapominają.

„wiara.pl”

 

 

17

 

Łzy tego rodzeństwa wzruszyły wszystkich.

On jednak postanowił pozostać bezdomnym…

Bezdomny mężczyzna spotkał się z zaginioną rodziną po 10 latach. Siostra rozpoznała go, gdy jego zdjęcie po metamorfozie trafiło do sieci. Wystarczyła jedna decyzja, by tak wiele zmienić... Poznajcie tę niezwykłą historię!

Życie na ulicy

João Coelho Guimarães 10 lat temu wyjechał z Brazylii, gdzie mieszkała jego rodzina. Zerwał kontakt z bliskimi, a oni myśleli, że mężczyzna nie żyje. Jego domem stała się ulica. João nie pił alkoholu ani nie zażywał narkotyków. Najczęściej kręcił się po jednej z dzielnic – Setor Marista. Na podstawowe potrzeby zarabiał, zbierając puszki.

Poprosił o maszynkę do golenia

Pewnego dnia jeden z właścicieli sklepu zapytał go, czy nie jest głodny. Guimarães odrzucił propozycję, ale poprosił, by mu przycięto zarośniętą brodę. Alessandro Lobo, który ma salon z odzieżą i usługami fryzjerskimi, postanowił pójść o krok dalej. Doskonale znał João Coelho. Wiele razy z nim rozmawiał, dawał mu jedzenie.

Biznesmen poddał 45-latka pełnej metamorfozie. „Przyszedł i zapytaliśmy go, czy nie jest głodny i nie chce czegoś zjeść. Ale on odmówił. Zapytał jedynie, czy mamy maszynkę do golenia, bo on chciałby sobie przyciąć brodę” – tłumaczy w rozmowie z dailymail.co.uk Alessandro Lobo. I dodaje: „Postanowiliśmy więc pomóc mu w inny sposób i zorganizowaliśmy mu dzień piękna”.

Siostra odnalazła brata dzięki Instagramowi

W salonie bezdomny mężczyzna mógł się wykąpać, ostrzyżono mu włosy i przycięto zarost. Lobo ofiarował mu trzy koszule, parę spodni oraz buty. Metamorfoza trwała dwie godziny. Cały personel bez zastanowienia zdecydował się, by pomóc w przemianie, a ta doprowadziła do zaskakujących efektów.

Wygląd Guimarãesa się zmienił, ale nikt nie przypuszczał, że wraz ze zmianą zewnętrzną nastąpi coś jeszcze. Cały proces przemiany udokumentowano w mediach społecznościowych. Internauci nie szczędzili słów zachwytu.

Jak przyznaje Alessandro, João jest bardzo nieśmiałą osobą. Wszyscy jednak zauważyli, że przemiana go usatysfakcjonowała i serdecznie za nią podziękował.

„Był bardzo wzruszony, nie powiedział wiele, ale jego łzy wzruszyły nas wszystkich” – tłumaczy Lobo.

O akcji rozpisywały się również lokalne media. Pewnego dnia na zdjęcie zamieszczone w sieci natknęła się siostra João – Maria Guimarães. Rozpoznała w bezdomnym mężczyźnie swojego brata. Postanowiła skontaktować się z właścicielem sklepu.

Jak najszybciej chciała przyjechać do Goianii, by spotkać się z „zaginionym” przed laty bratem. João nie miał ani telefonu, ani stałego adresu, więc Lobo wraz z Marią przeszli ulicami miasteczka w poszukiwaniu bezdomnego mężczyzny.

Spotkanie pełne wzruszeń

Rodzeństwo rzuciło się sobie w ramiona. Maria nie kryła wzruszenia, João też… Kobieta próbowała przekonać brata, by wraz z nią wrócił do domu. On jednak nie chciał się na to zgodzić. Stwierdził, że na ulicy czuje się prawdziwie wolny.

Wyjaśnił Marii dlaczego znalazł się bez dachu nad głową. Obiecał, że będzie się kontaktował z bliskimi poprzez właściciela salonu, w którym przeszedł tę spektakularną metamorfozę.

Pomaganie jest ważne

Na Instagramie Alessandro Lobo napisał, że dziękuje Bogu za to, że on oraz jego współpracownicy mogli być „instrumentami” przemiany i doprowadzić do tak ekscytującej chwili, jak zjednoczenie rodziny.

„Mamy kilka projektów pomocy społecznej, ale dla nas bardzo satysfakcjonujące jest pomaganie ludziom, bez względu na to, kim są. W tym czasie pandemii wiele osób straciło bliskich, a inni borykają się z trudnościami finansowymi. Mała pomoc jest mile widziana w tak trudnym czasie” – powiedział portalowi earthwonders.co Alessandro Lobo.

Korzystałam: dailymail.co.uk; earthwonders.co; Instagram/Padoooficial

Anna Gębalska-Berekets - „aleteia.pl”

 
 
18
 
 
Potrafisz się jeszcze odciąć od telefonu?
Zrób ten test i sprawdź!

W czasie trwającego Wielkiego Postu oderwanie się od telefonu komórkowego może być pięknym sposobem na (ponowne) odkrycie dobroczynnego wpływu ciszy. Oraz na to, by stać się bardziej dostępnym dla osób, które nas otaczają.

Zapomniałeś swojego telefonu komórkowego? W dzisiejszych czasach to równie dramatyczne, jak wyjście z domu bez kluczy. Niektórzy już nie wyobrażają sobie życia bez telefonu. A Ty, jaki masz stosunek do swojego smartfona? Jesteś w stanie wyłączyć go na jedno popołudnie lub wieczór? Aby się o tym przekonać, odpowiedz na poniższe pytania, najbardziej szczerze, jak to możliwe.

„A Ty ciągle z telefonem!” Jak często słyszysz to stwierdzenie?

A) Często,

B) czasami,

C) rzadko.

Jesteś spóźniony do pracy. Po wyjściu z domu orientujesz się, że zapomniałeś telefonu…

A) Nigdy go nie zapominasz,

B) wracasz się po niego,

C) trudno! Nie umrzesz przecież bez telefonu…

W kościele twój telefon jest:

A) włączony,

B) wyciszony,

C) wyłączony.

Po wyjściu z kościoła:

A) rzucasz się na telefon,

B) sprawdzasz nieodebrane połączenia i wiadomości, a następnie chowasz telefon,

C) rozmawiasz ze znajomymi spotkanymi w kościele.

Twój telefon dzwoni w trakcie zebrania...

A) Natychmiast odbierasz,

B) odbierasz jedynie w pilnej sprawie,

C) rozłączasz połączenie.

Ile wiadomości dziennie wysyłasz?

A) Ponad 10,

B) od 5 do 10,

C) mniej niż 3.

Oczekując na telefon:

A) cały czas trzymasz komórkę w dłoni lub w kieszeni,

B) zostawiasz komórkę w widocznym miejscu i regularnie do niej zaglądasz,

C) zajmujesz się swoimi sprawami. Jeśli przegapisz połączenie, twój rozmówca zadzwoni ponownie.

W transporcie publicznym:

A) oglądasz filmiki w telefonie,

B) starasz się nie wyjmować telefonu,

C) nie ruszasz telefonu i czytasz książkę.

Podczas wieczornego spotkania, na którym nikogo nie znasz:

A) przeglądasz w telefonie strony internetowe,

B) dyskretnie sprawdzasz wiadomości,

C) cieszysz się z wieczoru i nie zaglądasz do telefonu.

Kiedy podczas mszy rozlega się dzwonek telefonu:

A) zamierzasz spiorunować wzrokiem właściciela, ale orientujesz się, że to ty nim jesteś,

B) „uff, to nie mój!” –  myślisz i dyskretnie włączasz tryb samolotowy,

C) bez obaw, twój telefon został w domu.

Jak często zmieniasz telefon?

A) Zawsze masz najnowszy model,

B) wówczas, gdy pojawia się ciekawa oferta,

C) dopóki twój telefon działa, jesteś z niego zadowolony i nie zmieniasz go.

A gdyby tak wyłączyć telefon na wieczór lub weekend?

A) Już raz to zrobiłeś. I nigdy więcej!,

B) czemu nie? Nie odcinasz się od takiego pomysłu,

C) to proste! Często tak robisz.

Rozwiązanie testu

Jeśli masz najwięcej odpowiedzi A: nie wyobrażasz sobie życia bez twojego telefonu. A gdyby tak korzystać z niego nieco mniej podczas tego Wielkiego Postu? To byłoby niezłe wyrzeczenie!

Jeśli masz najwięcej odpowiedzi B: jesteś raczej umiarkowanym użytkownikiem. Nie wahaj się od czasu do czasu wyłączyć twój telefon na kilka godzin, na weekend albo w czasie wakacji.

Jeśli masz najwięcej odpowiedzi C: jesteś niezależny od swojego telefonu i używasz go oszczędnie. Jesteś pewien, że w ogóle go posiadasz? 😉

Anna Ashkova

Święci i błogosławieni w tygodniu

21 lutego - św. Piotr Damian, biskup i doktor Kościoła
22 lutego - katedry świętego Piotra, Apostoła
23 lutego - św. Polikarp, biskup i męczennik
23 lutego - bł. Izabela Francuska, dziewica
23 lutego - bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik
24 lutego - św. Marek Marconi, zakonnik
24 lutego - św. Etelbert, król
25 lutego - św. Cezary z Nazjanzu, pustelnik
25 lutego - bł. Dominik Lentini, prezbiter
25 lutego - św. Tarazjusz, patriarcha
25 lutego - święci męczennicy Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter
26 lutego - św. Aleksander, biskup
26 lutego - św. Paula Montal, dziewica
27 lutego - św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, zakonnik
27 lutego - św. Leander, biskup
28 lutego - św. Hilary I, papież
29 lutego - św. Roman Jurajski, opat
29 lutego - bł. Antonia z Florencji
29 lutego - św. Oswald, biskup

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.