WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

7/804                   -         7 lutego 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

3

 

7 lutego 2021 r.

V niedziela zwykła

                     

4

 

(Mk 1,29-39)

     Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej.

     On zbliżył się do niej i ująwszy ją za rękę podniósł. Gorączka ją opuściła i usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi.

     Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.  

     Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”.

     I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

 

2

 

W dzisiejszym numerze:
- 5. niedziela zwykła …      
- Nie rozumiem, ale idę
- Trzy filary ewangelizacji
- Z Ewangelią wśród ludzi
- Jezus lekarzem          
- Dla kogo będę księdzem za 30 lat?
- Święci i błogosławieni w tygodniu

                                                                       

 

5

 

5. niedziela zwykła …

Życie człowieka nie jest łatwe. Bóg to widzi. I chce to zmienić. To chyba główna myśl czytań tej niedzieli. Pozostaje pytanie, dlaczego pozwala szatanowi nas gnębić. Dlaczego tak wiele zła na nas mimo wszystko dopuszcza. Ale gdy wiadomo, że go nie chce, chyba człowiekowi lżej... Bóg nie chce chorób, cierpienia, śmierci. Przygotował nam lepsze życie.

   „Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna”. Tak skarżył się Hiob i pewnie dziś wielu innych. Naszą odpowiedzią nie powinno być tanie pocieszanie w stylu „nie martw się, będzie lepiej”. Mamy przecież prawdziwy skarb: wieść o tym, że ktoś potrafi wypędzać złe duchy, że ktoś potrafił uzdrawiać i że ten ktoś chce nam to wszystkim dać.

   Ludziom nie jest potrzebne moralizowanie, ale danie im nadziei. Nadziei w świecie, w którym przyszłość jawi się mało ciekawie, w którym strach przed tym co nieuchronnie nadejdzie odsuwa się niepohamowaną konsumpcją, zagłusza głośną zabawą, topi w alkoholu, obłaskawia narkotykami czy seksem. To takiemu światu trzeba dać nadzieję. Jak św. Paweł, bez ociągania się...

         Stać się – jak Paweł – słabym dla słabych... Z piedestału uczyć łatwiej. Ale wejść w życie tych, którym głosi się Ewangelię... To bardzo wymagające. Nie tylko zresztą chodzi tu o kapłanów. Przecież też o rodziców, którzy uczą żyć Ewangelią swoje dzieci. To trudne. Trzeba zejść z tego piedestału, wczuć się w świat dorastających syna czy córki, w ich pytania, nadzieje...

 

 

6

 

Nie rozumiem, ale idę

To był długi i niełatwy dzień dla Piotra. Choć to on gościł Jezusa w Kafarnaum, to w zasadzie Jezus podejmował wszystkie decyzje. Zaczęło się od tego, by przyjść do domu Piotra. Na początku tylko z Jakubem i Janem, ale i to już było trudne do przyjęcia, bo w domu leżała schorowana teściowa. Ale Jemu to nie przeszkadzało, poszedł. „Jezu, nic przecież nie jest gotowe, nie teraz!”.

Po przyjściu do domu sytuacja też nie była łatwa. Gorączka nie ustępuje; Jezus chce uzdrowić chorą, ale... jest szabat; rozmaite prace – w tym uzdrawianie – są przecież zabronione. Jezus nie zważa na to, podchodzi do chorej kobiety, bierze ją za rękę i uzdrawia; pomimo szabatu. „Jezu, co Ty robisz?! Żeby się tylko ludzie nie dowiedzieli”.

Chwila spokoju, posiłek w gronie bliskich, nadchodzi wieczór. Koniec szabatu, można pracować. Schodzi się całe miasto, przynosząc swoich chorych i opętanych. Z każdym kolejnym uzdrowionym w ludzi wstępuje nadzieja – teraz będzie inaczej, jest ktoś, kto nam zawsze pomoże. Ale Jezus z samego rana wychodzi, najpierw na modlitwę, a potem z miasta. Zabiera ze sobą Piotra i pozostałych. „Jezu, dlaczego tak nagle, bez uprzedzenia?”.

Czasami można usłyszeć, że powinniśmy zaprosić Jezusa do swojego życia. Tak jakby to od nas zależało, czy On będzie w naszym życiu, czy nie. Dobra Nowina jest taka, że On zawsze tam jest. Od początku. Jest i działa – czasem delikatnie, niezauważalnie, a czasem z większą stanowczością, która nie wyklucza miłości. Lecz nawet największa interwencja Boga w nasze życie jest ciągle szansą dla nas, by z niej skorzystać. Szansą na ponowne odkrycie Boga. Jezus nic na siłę nie chce w nas zmieniać.

Choć Piotr zapewne się burzył i zmagał z wątpliwościami, ostatecznie zostawił Kafarnaum i poszedł za Nim. Skorzystał z szansy na odkrycie Boga w swoim życiu; na odkrycie Miłości, która od wieków pragnie każdego z nas. Nasze pytania, wątpliwości nie są problemem dla Boga, tylko dla nas. A wątpliwości się rozwiewa, podejmując wysiłek uwierzenia na nowo Jezusowi przez coraz mocniejsze trzymanie się Tego, który mówi o sobie, że jest miłością. „Jezu, nie rozumiem teraz tego, co się dzieje, ale idę z Tobą”.

Grzegorz Kuraś OP – „wdrodze”- ur. 1984, dominikanin, mieszka w Korbielowie

               

 

7

 

Trzy filary ewangelizacji


Jan Paweł II nazywał papieża Jana XXIII „wielkim ojcem i pasterzem, który wprowadził Kościół w epokę soborową”. Niewątpliwie był on wielkim ewangelizatorem i także z jego postawy papież Polak czerpał natchnienie do niezmordowanego głoszenia Dobrej Nowiny. Na podstawie pism św. Jana XXIII można opracować swoiste dziesięć przykazań człowieka wiernego i głoszącego orędzie zbawienia.


1. Tylko dzisiaj postaram się wyłącznie żyć dniem dzisiejszym, nie chcąc rozwiązywać za jednym zamachem wszystkich problemów mego życia.
2. Tylko dzisiaj maksymalnie zatroszczę się o moją postawę: być uprzejmym, nikogo nie krytykować ani tego nie pragnąć, nie uczyć karności nikogo poza samym sobą.
3. Tylko dzisiaj będę szczęśliwy w przekonaniu, że zostałem stworzony, aby być szczęśliwym, i to nie tylko w przyszłym świecie, ale również teraz.
4. Tylko dzisiaj przystosuję się do okoliczności i nie będę domagał się, by to one przystosowały się do moich planów.

5. Tylko dzisiaj przeznaczę przynajmniej dziesięć minut na dobrą lekturę, pamiętając, że jak pokarm potrzebny jest do życia ciała, tak dobra lektura potrzebna jest do życia duszy.
6. Tylko dzisiaj uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem.
7. Tylko dzisiaj uczynię przynajmniej jedną z tych rzeczy, których czynić nie lubię, a jeżeli moje zmysły czułyby się pokrzywdzone, postaram się, aby nikt się o tym nie dowiedział.
8. Tylko dzisiaj sporządzę szczegółowy plan dnia. Może nawet nie wypełnię go dokładnie, ale zredaguję. Będę się strzegł dwóch nieszczęść: pośpiechu i niezdecydowania.
9. Tylko dzisiaj będę wierzył niestrudzenie, nawet gdyby okoliczności mówiły co innego, że opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikogo innego na świecie nie było.
10. Tylko dzisiaj nie będę się lękał. Szczególnie zaś nie ulęknę się radować pięknem i wierzyć w dobro.

Dzisiejsza Ewangelia staje się jakby źródłem powyższych wskazań, bowiem Chrystus ukazuje wszystkim, na czym powinna być wsparta ewangelizacja. Po pierwsze jest ona troską o chorych, cierpiących na ciele i na duchu. Ewangelista zanotował, że „przynosili do Chrystusa wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi” (Mk 1). Troska o chorych leży u podstaw chrześcijańskiej służby.

Jan Paweł II w orędziu na Światowy Dzień Chorego w 2003 roku pisał:

Dramatyczne pytania o sens cierpienia i śmierci, które – choć zeświecczona mentalność często próbuje lekceważyć je lub całkowicie usunąć ze świadomości człowieka – pojawiają się w sercu każdej osoby i czekają na zadowalającą odpowiedź. Chrześcijanin, zwłaszcza gdy staje w obliczu ludzkich tragedii, jest wezwany do dawania świadectwa o pocieszającej prawdzie zmartwychwstałego Pana, który przyjmuje na siebie wszystkie krzywdy i cierpienia ludzkości, w tym również śmierć, i przemienia je w źródło łaski i życia. Prawdę tę trzeba głosić wszystkim ludziom na całym świecie.

Nie można więc obojętnie obejść tych, którzy są potrzebujący. Chodzi o swoistą wrażliwość, jaka popycha człowieka zdrowego do służby choremu. Często przysłowiowy kubek wody w postaci życzliwego słowa odmienia życie człowieka potrzebującego.

Drugim filarem ewangelizacji, który Chrystus pokazuje w dzisiejszej Ewangelii, jest modlitwa. Jezus „nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne i tam się modlił” (Mk 1). Modlitwa leży u podstaw skutecznego przepowiadania.

Jan Paweł II przed laty mówił:

Jeśli człowiek nie przyjmuje w swoim wnętrzu łaski Bożej, jeśli się nie modli, jeśli nie korzysta często z sakramentów, jeśli nie dąży do osobistej świętości, gubi sens swojego ziemskiego pielgrzymowania. Ziemia jest drogą do nieba, a życie każdego wierzącego, mimo ciężarów i ograniczeń, powinno stać się prawdziwą świątynią, gdzie mieszka Syn Boży, który stał się człowiekiem.

Jeśli zatem człowiek ma być skuteczny w swoim świadectwie, musi najpierw zebrać własne siły na osobistej modlitwie.

I jest jeszcze jeden filar ewangelizacji – przemawianie i obwieszczanie przyjścia królestwa Bożego. Ewangelista Marek zapisał: „chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy” (Mk 1). Jakże ważne jest konsekwentne dawanie świadectwa swojej wiary.

Znany trapista Thomas Merton (1915–1968), urodzony we Francji, a wychowany w Stanach Zjednoczonych, autor książek: Posiew kontemplacji, Znak Jonasza, Nikt nie jest samotną wyspą, w pewnym okresie swego życia szukał wiary. Był niewierzącym filozofem i estetą. Pewnego dnia spotkał się z mnichem buddyjskim w Londynie. Powiedział mu, że chciałby znaleźć wiarę, choćby buddyjską. Prosił: „Może mi swoją wiarę przekażesz?”. Zagadnięty mężczyzna zapytał Mertona, z jakiej części świata pochodzi. Okazało się, że z Europy. Mnich odpowiedział: „W takim razie najbliższa ci jest wiara chrześcijańska, taką ci wiarę sam Bóg podsunął, skoro urodziłeś się w kręgu tej kultury. Poznaj najpierw mistyków chrześcijańskich. Bóg, powołując cię do życia w Europie, powołał cię równocześnie do wyznania, które tam jest najbardziej popularne. Zacznij od tego”. Podsunął mu wtedy Ewangelię i książkę Tomasza z Kempis O naśladowaniu Chrystusa. Dodał: „Nie szukaj egzotyki, wybierz tę wiarę najbliższą, jaką ci Bóg podał”.

Zatem zamiast szukać różnych oryginalnych form dotarcia do Boga, może warto wrócić do sprawdzonych – wziąć Ewangelię, usiąść nad nią wraz z rodziną i pomyśleć, co można jeszcze uczynić dla Pana.

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

8

 

Z Ewangelią wśród ludzi


Z synagogi Jezus udaje się do domu Piotra, bo miejscem działania Boga jest każde środowisko, miejsce święte i powszednie. Wszędzie Bóg działa z miłością, wychodzi do człowieka, pochyla się nad nim.

Jezus uzdrawia teściową Piotra prostym gestem, chwytając ją za rękę. Podnosi ją z niemocy, jakby chciał powiedzieć: jest w tobie dość sił, abyś mogła chodzić. Jezus uwalnia siły drzemiące w człowieku, może przysypane strachem, wątpliwościami. Często nie dostrzegamy ani naszych możliwości, ani tych ukrytych w świecie. Gdybyśmy się ich uchwycili, w pełni je wykorzystali, a nie roztrwaniali ich ani nie niszczyli, wtedy rzeczywistość ukazałaby się nam w bardziej pozytywnym świetle. Moglibyśmy dużo więcej zrobić i żyć spokojniej, w zgodzie z naszą naturą. Oczywiście w zakreślonych granicach, ponieważ niemożliwe jest całkowite urzeczywistnienie siebie w horyzoncie doczesności. Zdrowie nie trwa wiecznie, życie się kończy. Jezus nie chce pozostawiać żadnych złudzeń. Uzdrawia, ale jest to tylko zapowiedź przyszłego zbawienia, pełnego i definitywnego. Przekracza horyzont ziemski, ponieważ spoza niego przyszedł.

Uzdrowiona teściowa podejmuje obowiązki gospodyni, służy gościowi. Życie nie jest po to, aby je wykorzystywać hedonistycznie i egoistycznie. Jest po to, aby poświęcić je miłości, wypełnić je nią. Inaczej nie ma ono wartości i sensu. Gdybym miał wiarę, która przenosi góry, a miłości bym nie miał, byłbym niczym (por. 1 Kor 13,2). Na co się przyda ogromna wiara, jeśli nie rodzi dobrych czynów miłości? (por. Jk 2,14). Wiara musi działać przez miłość (por. Ga 5,6). Jezus każe milczeć złym duchom, bo one składają Mu świadectwo bez miłości.

Świat ludzkiej nędzy, dramat ludzkich cierpień, koszmar umierania... Jezus wychodzi im naprzeciw. Rzuca wyzwanie tej okrutnej rzeczywistości. Nie rozwiązuje swoimi uzdrowieniami problemu choroby i cierpienia, nie uwalnia od nich człowieka w wymiarach doczesności. Pokazuje moc wobec tych ciemnych potęg ciążących nad człowiekiem poprzez przykłady uzdrowienia i wskrzeszenia, a definitywne zwycięstwo nad nimi – w zmartwychwstaniu. Jezus sam przeszedł przez cierpienie i śmierć, dlatego każdy może Mu zaufać i patrzeć odważnie w oczy tych potęg, których władza nad człowiekiem nie jest odtąd absolutna. Nie mogą go zniszczyć całkowicie. Non omnis moriar. Przeczucie starożytnego poety, że nie wszystek umrze, staje się rzeczywistością w Chrystusie. W Nim człowiek ma nadzieję nie tylko żyć dalej w dziełach podziwianych przez potomnych, ale kontynuować swą egzystencję w przemienionej osobie. Jak głębokie jest w człowieku to pragnienie, aby nie umrzeć całkiem! Nie jest iluzją ani głupotą iść za tym pragnieniem, przyjąć nadzieję ofiarowaną przez Chrystusa. Jest to najgłębsza potrzeba człowieka. Chrystus przezwyciężył śmierć, „a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię” (2 Tm 1,10). Cóż to za wspaniałe światło! Nie wolno bać się w nie uwierzyć, gdyż jest prawdziwe.

Nad ranem Jezus udaje się na miejsce pustynne, aby się modlić. Pokazuje w ten sposób, gdzie człowiek ma szukać życia, skąd czerpać moc, nadzieję i miłość. W głoszeniu Ewangelii Jezus jest całkowicie wolny. Jest z ludźmi, mówi do nich z miłością, ale nie daje się im zatrzymać, nie zostaje z nimi na zawsze. Jest w drodze i chce, aby i oni byli w drodze. Nie przyszedł po to, aby znaleźć tutaj dom, aby przygotować innym ciepłe gniazdo, które trwałoby na wieki. Przyszedł po to, aby prowadzić ludzi do domu Ojca, bo miejsca trwałego tutaj nie ma (por. 2 Kor 4,16-5,8; Flp 3,20; Hbr 11,10-16). Światło i energię do głoszenia Ewangelii czerpie Jezus z modlitwy. Ewangelia jest z góry i tam trzeba jej szukać. Ona odpowiada naszej rzeczywistości, naszym najgłębszym aspiracjom, ale nie da się jej wydedukować z ziemi. Nasze życie może przytłumić nadzieję, którą ona niesie, wypaczyć prawdę, którą zawiera, zatrzymać jej pochód. Dlatego Jezus uchyla się przed ludźmi. Idzie do Źródła, aby w Nim się odświeżyć i kontynuować dalej swą misję. Chce objąć Ewangelią wszystkich, a nie tylko niektórych.

Również Paweł jest całkowicie wolny od siebie i od innych. Nie szuka korzyści ani wygody, nikomu nie chce się przypochlebić. Został powołany do głoszenia Ewangelii i musi tę misję wypełnić. Nikt nie jest zdolny go powstrzymać. Nikt też nie może odwieść go od prawdziwej Ewangelii, którą on zrozumiał jak mało kto. Przy tej nieugiętości jest jednocześnie pełen miłości i delikatności dla ludzi. Potrafi się dostosować do ich mentalności i potrzeb. Nigdy jednak ze szkodą dla Ewangelii. Apostoł Narodów staje się wszystkim dla wszystkich, aby zbawić choćby niektórych.

Apostoł musi mieć wielkie serce, aby mógł nim objąć wszystkich ludzi, zrozumieć ich cierpienia i oczekiwania, dzielić z nimi radości i smutki. Apostoł musi mieć wielkie serce, aby mógł przyjąć Ewangelię, zrozumieć myśli i zamiary Boga. Musi być całkowicie wolny, jeśli ma podołać temu wzniosłemu powołaniu. I musi być odważny, aby mógł już tutaj żyć według Ewangelii, budować królestwo Boże wśród ludzi, być jego świadkiem. Być w pełni w tym świecie, nie będąc z niego. Wstrząsająca jest świadomość Jezusa odnośnie do kontrastu pomiędzy światem a Ewangelią i odnośnie do trudności życia w świecie według wartości ewangelicznych (por. J 17).

ks. Stanisław Wronka – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

9

 

Jezus lekarzem

Punkt wyjścia naszych rozważań stanowi fresk z rzymskich katakumb św. Piotra i Marcelina z początku IV wieku. Scena przedstawia spotkanie Jezusa z kobietą od dwunastu lat cierpiącą na krwotok. Została ona uleczona, gdy dotknęła płaszcza Jezusa, z którego wyszła moc (por. Mk 5,25-34).

Dzisiejsza Ewangelia także zawiera opisy cudownych uzdrowień i wypędzeń złych duchów dokonanych przez Chrystusa w czasie Jego ziemskiej misji – uzdrowienie teściowej Szymona i innych ludzi dotkniętych rozmaitymi chorobami. Apostołowie i im współcześni wobec stojącego przed nimi problemu (choroby czy opętania) kierowali swe kroki ku Jezusowi: „zaraz powiedzieli Mu o niej; z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych”. Zdumiewa ich pewność i przekonanie o tym, że Jezus znajdzie właściwe rozwiązanie w tej trudnej sytuacji.

Wspólnym mostem łączącym oba fragmenty Ewangelii jest osoba Jezusa Chrystusa, który zbawia całego człowieka, jego ciało i duszę. Rodzi się zatem pytanie: W jaki sposób dziś przyjść do Jezusa ze swoją chorobą cielesną czy duchową?

Odpowiedź daje nam wiara: to właśnie sakramenty Kościoła są teraz kontynuacją dzieł Jezusa. Są one jakby mocami, które wychodzą z Jego ciała, aby nas leczyć z ran, grzechu i udzielać nowego życia. Przywołany wcześniej obraz symbolizuje boską i zbawczą moc Syna Bożego, który za pośrednictwem sakramentów zbawia ciało i duszę człowieka.

Choroba duchowa (grzech i jego skutki) czy wszelkiego rodzaju choroba ciała powinny prowadzić człowieka do Jezusa, który ma nie tylko moc uzdrawiania, lecz także przebaczenia grzechów.

Choroba i cierpienie należą do podstawowych problemów życia ludzkiego. Poddają to życie próbie. Człowiek doświadcza wówczas swojej niemocy i ograniczeń. Każda choroba pobudza go do głębszej refleksji nad rzeczywistością śmierci, prowadzi często do niepokoju, zamknięcia się w sobie, czasem nawet do rozpaczy i buntu przeciw Bogu. Może stanowić jednak drogę ku większej dojrzałości, może pomóc lepiej rozeznać to, co istotne i wartościowe. Powinna kierować do szukania Boga, powrotu do Niego. Stają zatem przed nami kolejne pytania: Czy sami korzystamy z pomocy tego lekarza, którym jest Chrystus? Czy dotkniętym w różnoraki sposób chorobą ukazujemy sens spotkania z Chrystusem w sakramentach?

Z dzisiejszej Ewangelii wyłania się obraz Jezusa współczującego, który przyszedł, aby uleczyć całego człowieka. Więcej, Jego współczucie posuwa się tak daleko, że utożsamia się On ze wszystkimi cierpiącymi: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie”. Miłość Zbawiciela do ludzi dotkniętych słabością powinna nas pobudzać do szczególnej troski o tych, którzy cierpią na ciele i duszy. Chrystus Pan domaga się jednak przede wszystkim wiary. Wiary w Jego boską i zbawczą moc! To ona jest warunkiem pełnego uzdrowienia człowieka.

Na kartach Ewangelii pojawiają się chorzy, którzy starają się dotknąć Jezusa, „ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich”. Widzimy to wyraźnie w scenie spotkania z kobietą cierpiącą na krwotok. Jezus też posługuje się tym gestem, czyni to w odniesieniu do teściowej Szymona: „On zbliżył się do niej i, ująwszy ją za rękę, podniósł”. Także dziś w sakramentach Chrystus nadal „dotyka” ludzi, aby ich uzdrowić.

Pan wzywa nas również, abyśmy wpatrując się w Niego i idąc za Nim, zyskali nowe spojrzenie na chorobę i ludzi chorych, abyśmy innych doprowadzili do Niego – prawdziwego lekarza dusz i ciał.

„Uzdrawiajcie chorych!” – czytamy w Ewangelii św. Mateusza (10,8). Kościół otrzymał to zadanie od samego Pana. Powinniśmy je realizować przez opiekę nad chorymi, modlitwę wstawienniczą, a przede wszystkim przez udział w życiu sakramentalnym. To w nim doświadczamy ożywiającej obecności Chrystusa: w sakramencie pokuty przez przebaczenie, w namaszczeniu chorych przez umocnienie, a w Eucharystii przez Chleb, który daje życie wieczne.

Także dziś Jezus Chrystus bierze na siebie nędzę i słabość, chorobę i grzechy naszego życia. Uzdrowienie przez sakramenty niech będzie znakiem przyjścia królestwa Bożego, niech zapowiada jeszcze bardziej radykalne uzdrowienie: zwycięstwo nad grzechem i śmiercią przez Jego Paschę, w której uczestniczymy. Chrystus bowiem na krzyżu wziął na siebie cały ciężar zła i zgładził grzech świata (por. J 1,29), którego skutkiem jest właśnie choroba. Przez swoją mękę i śmierć na krzyżu nadał cierpieniu nowe znaczenie. Niech teraz upodabnia nas do siebie, jednoczy ze swą zbawczą męką. Otwórzmy zatem nasze serca na uzdrawiającą moc sakramentów.

ks. Krzysztof Sordyl – „Ekspres Homiletyczny”

 

 

 

10

 

Dla kogo będę księdzem za 30 lat?

Pytam siebie i Boga, czego dzisiaj potrzebujemy, by chrześcijaństwo znów zachwycało, inspirowało, przyciągało.

                       Rozpocznę od anegdoty. Przed laty, jeszcze w czasach sowieckich, ktoś ze zwiedzających wystawę ikon w petersburskim Ermitażu zapytał przewodniczkę, dlaczego ta pani na obrazach zawsze trzyma na ręku chłopczyka, a nigdy dziewczynkę. Słuchający anegdoty zaśmiali się serdecznie z sowieckiej ignorancji. Jeden z nich dodał po chwili: „U nas też tak niedługo będzie”.

Czy rzeczywiście niedługo? Wydaje się, że u nas już tak jest.

Przepraszam za osobiste wynurzenia, ale bardzo ubolewam nad aktualną kondycją Kościoła. Zastanawiam się, jak to będzie, gdy już wszystko „wróci do normalności”. Jaka będzie ta normalność? Nie mam złudzeń. Już nigdy nie będzie tak, jak było. Spędza mi sen z powiek refleksja nad przyszłością naszej parafii i Kościoła w ogóle. Nie mogę spać, jednak nie z powodu niepewności, lęku czy frustracji. To nie to. Nie mogę raczej spać z powodu wewnętrznego buntu, który motywuje mnie do szukania remedium, rozwiązań, dróg wyjścia. Pytam siebie i Boga, czego dzisiaj potrzebujemy, by chrześcijaństwo znów zachwycało, inspirowało, przyciągało.

Pojawiają się też inne pytania: dla kogo będę księdzem za 30 lat?; czy w ogóle jeszcze będę komukolwiek potrzebny?; czy komukolwiek będzie potrzebne moje kapłaństwo? I wtedy widzę siebie na modlitwie, samego przed Panem, robiącego to, co jest przecież istotą powołania – modlę się za lud i za lud składam ofiary, choć ludzi nie dostrzegam. Jakoś dziwnie te obrazy przypominają tę rzeczywistość, w której żyjemy od marca ubiegłego roku.

W poszukiwaniu nadziei i odpowiedzi na te trudne pytania, z pomocą przychodzi nam Słowo Boże. W scenie powołania pierwszych uczniów, Jezus wskazuje na priorytety. Ciekawe, że nie mówi Szymonowi Piotrowi i Andrzejowi, co będą robili, tylko kim się staną. Mówi: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi”. Co to znaczy? Najwyraźniej w oczach Jezusa wypełnienie misji, do której powołuje On swoich uczniów (nas), nie zależy od nabycia przez nich kilku nowych umiejętności. Według Jezusa powodzenie misji apostołów (znów – naszej misji, tzn. misji Kościoła), zależy raczej od tego, kim są (kim jesteśmy), albo (jeszcze lepiej) od tego, kim się przy Nim staną (kim się przy Nim stajemy).

   Nie wystarczy też przestrzegać poprawności reguł i zasad. Potrzeba czegoś więcej. Czego zatem potrzeba, by nasz połów był skuteczny?

Nie jest najważniejsze, co jako chrześcijanie, uczniowie Mistrza z Nazaretu, córki i synowie Kościoła potrafimy, jakie mamy zdolności, jakie mamy zasoby materialne do wykorzystania, jakie szkoły ewangelizacji skończyliśmy. Zwróćmy uwagę, że Jezus (cieśla) chce uczyć rybaków rybactwa. Dziwne? Nie, nie ma w tym nic dziwnego, jeśli uświadomimy sobie, że łowienie ludzi odbywa się zgoła inaczej niż łowienie ryb. Nie wystarczy poprawnie zarzucić sieci. Nie wystarczy też przestrzegać poprawności reguł i zasad. Potrzeba czegoś więcej. Czego zatem potrzeba, by nasz połów był skuteczny?

           Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie czego potrzeba, by moja misja chrześcijanina, moja misja księdza, czy misja Kościoła w ogóle była skuteczna. Ta odpowiedź jest inna dla każdego. Odpowiedź na to pytanie znajdujemy trwając przy Jezusie, jak uczniowie. Pewnie też odpowiedź na to pytanie kryje się w sercu każdej i każdego z nas. Przypuszczam, że jest to ta sama odpowiedź, jaką słyszymy w sercu, gdy zadajemy sobie inne pytania: „Jak to się stało, że Jezus mnie złowił?; jak to się stało, że ja jestem chrześcijaninem?”. Odpowiadając sobie na te pytania, będziemy wiedzieli, czego potrzeba, by dla Chrystusa i Kościoła znów skutecznie „łowić” innych.

ks. Bartosz Rajewski – „deon.pl”

Proboszcz parafii na South Kensington w Londynie

 

 

 
Święci i błogosławieni w tygodniu
 
 
 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.