WZGÓRZA

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

48/846                   -       28 listopada 2021 r. B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

                                                              

 

3

 

 

Adwent

Niedziela

28 listopada 2021 r.

 

8

 

1 Niedziela Adwentu rok C

Oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa

           Łk 21, 25-28. 34-36

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec huku morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z mocą i wielką chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie spadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi.

Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym».

 

g2

 

Adwent

Przed nami kolejny Adwent. Chrześcijaństwo jest religią wspólnoty. Tę prawdę, choć może nie do końca świadomie, przeżywamy ze szczególną intensywnością w liturgii. Wszystkie jej teksty, na co rzadko zwracamy uwagę, pisane są w liczbie mnogiej. My, nasz, nami, z wami wszystkimi, módlmy się, idźcie…

Z drugiej strony mamy duże kłopoty ze wspólnotowością. Grzechy ludzi Kościoła (duchownych i świeckich), ich słabości, różny stosunek do rzeczywistości ziemskich (polityka, zaangażowanie społeczne, stosunek do uchodźców) sprawiają, że nie zawsze widzimy w tej wspólnocie miejsce dla siebie. Stąd już tylko krok do decyzji: Chrystus tak, Kościół nie.

A może trzeba inaczej. Sięgnąć do Słowa Bożego. Postawić kilka bardzo ważnych pytań. Po co Jezusowi Kościół? Dlaczego chciał jego istnienia? Jak go widział? W jakich słowach, obrazach, przypowieściach mówił o nim, wyznaczając role i zadania? Kilka refleksji, dla jednych być może będzie odkryciem, dla innych okazją powrotu. Trwającym pozwolą być bardziej, głębiej. Wszystkim dadzą szansę poczuć się u siebie, w domu. Zapraszamy na Adwent.

 

5

 

I niedziela Adwentu rok C

Będzie strasznie, będzie powszechny strach, bo wszyscy będą widzieć, że nadchodzi koniec tego świata. Spokojnie, chrześcijanin nie musi się tego dnia bać. Przygotuj się. Zmyj z siebie brud świata, a bądź nienaganny.

Niedługo święta. Znów będzie szopka, będzie choinka... Ale zupełnie nie o tym są czytania liturgii pierwszego dnia Adwentu. To raczej spojrzenie w przyszłość. Na koniec tego świata. Tak, Adwent każe nam skierować myśli ku powtórnemu przyjściu Jezusa i szczęśliwej wieczności. Dziś? Jutro? Tego nikt nie wie.

Przyszło nam żyć między „Chrystus zmartwychwstał”, a „Chrystus powróci”. I dobrze by było, gdyby, gdy przyjdzie, zastał nas na ten dzień przygotowanych. I o tym są czytania tej niedzieli.

 

7

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Oczekiwanie na powtórne przyjście Pana
- O znaczeniu Adwentu w życiu chrześcijanina!
- Adventus
- Zbliża się wasze odkupienie
- Adwent i ćwiczenie pamięci
- Początek
- Znak wina i kielicha
- Kto śpiewa modli się... szczerze
- W ciszy razem z Panem
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

g1

 

Oczekiwanie na powtórne przyjście Pana

W nasze ziemskie życie jest wpisane „oczekiwanie”. Ciągle na kogoś albo na coś czekamy. Oczekiwanie dotyczy również naszej kondycji duchowej. Jest to postawa wyjątkowo aktualna w Adwencie, który przygotowuje nas na przyjście Pana w łaskach Świąt Jego Narodzenia oraz na Jego powtórne przyjście przy końcu czasów. Ten sam Pan, który narodził się w Betlejem, „powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych”, jak wyznajemy w Credo. A wtedy „triumf Boga nad buntem zła przyjmie formę Sądu Ostatecznego, po ostatnim wstrząsie kosmicznym tego świata, który przemija”.

Ewangelista Łukasz przywołuje zapowiedź Jezusa, że pośród wielu przerażających znaków, które się pojawią, jeden przyćmi je wszystkie: objawienie się Jego jako Pana chwały. „Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą”. Dla uczniów Jezusa nie będzie to dzień lęku, ale ufności. Aby przyjąć postawę ufności w dniu ostatecznym wymaga to przygotowania i przemiany naszego życia. Dlatego w Adwencie musimy wcielić w życie zalecenie samego Jezusa: „Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe […] Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

Przyjście Boga do nas jest wielkim wydarzeniem. Dlatego samo oczekiwanie na Pana zakłada naszą gotowość na spotkanie z Nim. Temu ma służyć nasza czujność i prośba słowami Psalmisty: „Daj mi poznać, Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami”. Wszystko po to, żebyśmy stawali się „coraz doskonalszymi” na przyjście Pana, odnieśli zwycięstwo nad sobą oraz uporządkowali swoje życie. Na co według wskazówek Jezusa musimy zwrócić uwagę? Chodzi o czujność i rozwój modlitwy, abyśmy wskutek nieumiarkowania nie ulegli ociężałości serca, swoistej znieczulicy na sprawy Boże, a zatrzymali się jedynie na troskach doczesnych.

Patrzymy każdego dnia na niepewne ludzkie oczekiwania: żeby przedłużyć umowę o pracę, spotkać się z najbliższymi, doświadczyć zrozumienia czy otrzymać godziwą zapłatę za swój wysiłek. Uświadamiamy sobie również, że jako chrześcijanie przesuwamy się w kolejce do spotkania z zapowiadanym przez proroków Oblubieńcem. I niecierpliwie oczekujemy, mając świadomość, że Jezus chce się z nami spotkać, a dla każdego z nas ma dobrą wiadomość. Potrzeba nam więc autentyczności i głębi w tym spotkaniu, a nie drogi na skróty. Rozpoczynając nowy rok kościelny i liturgiczny, bądźmy w szczególny sposób świadkami konkretnych gestów miłosierdzia wobec bliźnich. Podejmijmy pracę nad budzeniem czujności serca, porządkowaniem swoich pragnień, złych przyzwyczajeń czy przewrotnych myśli, nad eliminowaniem zaniedbań. Niech pomocą w otwarciu na kolejne łaski, jakie Bóg przygotował dla nas, staną się: medytacja tekstów biblijnych, poranne roraty, adwentowe ćwiczenia duchowe i dobrze przygotowana spowiedź.

Jak śpiewają „Siewcy Lednicy”:

Nasze oczekiwanie na Ciebie Panie nie ustanie.

Usłysz nasze wołanie.

Idziemy Tobie na spotkanie.

I tęsknie prosimy z ufnością:

Przyjdź, Panie Jezu!

ks. Leszek Smoliński – „wiara.pl”

 

 

10

 

O znaczeniu Adwentu w życiu chrześcijanina!

Jak jest dzisiaj? Jakie znaczenie ma Adwent dla życia duchowego chrześcijanina w drugiej dekadzie XXI wieku?

           Czas Adwentu jest wyjątkową okazją do przebudzenia duchowego chrześcijanina. To jest dogodny czas do nazwania w sobie pewnych tęsknot za Jezusem Chrystusem, które mogły zostać zagłuszone przez sprawy codzienne. Jest to również szansa, aby spojrzeć na siebie przez pryzmat swojego serca, czyli tego, co w nas najgłębsze, a czego tak często nie chcemy uwzględniać. Ale to także dobra chwila, aby zapytać: czy nie przypisałem sobie samemu monopolu na pojmowanie życia, rozumienie Kościoła, a nawet samego Jezusa Chrystusa?

Jakie zadania ludzie mogliby postawić sobie na czas Adwentu?

           Jest to swoiste zmaganie się z czasem. I można tutaj postawić przed sobą takie zadania, które odnosiłyby się do czasu. Dobrze jest w tym okresie dokonać oceny wykorzystania czasu kończącego się roku. Jaki to był czas? Co dokonało się w mijającym roku? Warto zaplanować sobie czas na rok najbliższy, jeśli będzie nam dany. W planowaniu czasu każdy powinien uwzględnić swoją sytuację życiową, aby to planowanie odpowiednio rozłożyć, z różnymi akcentami, aby zatroszczyć się o obecność Boga w swoim życiu. W czasie adwentu powinna dominować radosna nadzieja. Kościół, bowiem poprzez liturgię tego okresu budzi w nas uczucia nadziei, tęsknoty i radosnego oczekiwania. Adwent przypomina nam, że całe nasze życie jest oczekiwaniem.

           Z roku na rok następuje coraz większa komercjalizacja świąt Bożego Narodzenia. Już od połowy listopada reklamy wzywają nas do zakupów i troski tylko o jeden wymiar przygotowania do świąt. Przyzwyczajamy się coraz bardziej do tego. Duch adwentu jest duchem nadziei i radosnego oczekiwania, ale nie świętowaniem z wyprzedzeniem. Nie jest łatwo utrzymać tego ducha w obliczu nacisków komercji, które przemieniły tygodnie przed Bożym Narodzeniem w istne szaleństwo zakupów i rozrywki. Myślę, że powinniśmy przezwyciężać ten komercjalizm i lepiej rozumieć i przeżywać ten okres.

Do adwentowych zwyczajów religijnych należą:

Roraty – tak nazywa się Msza święta ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiana przez cały okres adwentu w dni powszednie. Zapalanie świecy roratnej w czasie Mszy świętej roratnej jest symbolem Maryi, która podobnie jak jutrzenka wyprzedza wschód słońca, jak Ona poprzedziła przyjście Jezusa.

Dobre uczynki adwentowe – Pobożni katolicy wiedzieli, że trzeba przed Panem stanąć z dobrymi uczynkami, dlatego starano się podczas Adwentu wzajemnie sobie pomagać, szczególnie ludziom starszym i biednym.

Wspólna modlitwa adwentowa – Dawniej cały Adwent starano się przeżywać we wspólnocie rodzinnej, sąsiedzkiej, wśród przyjaciół i znajomych.

Wieniec adwentowy – Na zielonym wieńcu umieszcza się 4 świece. Rodzina w niedzielny wieczór przy wspólnej modlitwie zapala kolejne świece jako znak czuwania i gotowości na przyjście Chrystusa. Wieniec adwentowy ustawia się także w kościołach, aby przypominał o mijającym czasie adwentu.

Św. Mikołaj – W pierwszej części adwentu, 6 grudnia przeżywamy wspomnienie św. Mikołaja Biskupa, który zasłynął z wielkiej dobroci dla potrzebujących. Od wieków trwa tradycja obdarowania innych prezentami.

           Adwent to czas, w którym powinniśmy się zastanowić nad naszym postępowaniem. Nad tym co robimy źle, nad tym czego nie robimy, a powinniśmy w imię miłości Boga i bliźniego. Właśnie teraz jest na to doskonała okazja.    

           

 

6

 

Adventus

porysowaną lupą duszy, przybliż czas błogosławiony

zawieś na wstące koloru chmury, ciepły radosny wiary płomień

w cichości serca czekaj przyjścia, tego który kocha mimo wszystko

jak lampion błyskaj światłem w nocy, czuwaj nie gaśnij Pan jest blisko!

jeszcze chwilę bądź dzieckiem, nie wyrastaj z lampionu,

ogrzej światłem przestrzeń, Bożego domu

poczuj jak pachnie adwent, popatrz jak płomień skacze

Marana Tha* niech nie blednie, na fioletowej szacie.

Anna Czartoszewska

 

 

12

 

Zbliża się wasze odkupienie

1 Niedziela Adwentu, rok C (Jr 33,14–16; 1 Tes 3,12 – 4,2; Łk 21,25–28.34–36)

1. Adwentowy apel do czujności otrzymuje w tę niedzielę uzasadnienie wyrażone powyższym tytułem, zaczerpniętym z Ewangelii. Mówi ona tylko o paruzji, niosącej finał naszego odkupienia. Dzieje każdego z nas oraz dzieje całego Kościoła – to nie jest tylko jakaś część historii świeckiej, zdążającej do niewiadomego celu. Pismo Święte, ujmowane jako całość, kreśli przed nami jedną świętą historię zbawienia, której zaledwie częścią jest tak zwana (niesłusznie zresztą!) historia świecka. Stary Testament zapowiada dalszy ciąg dziejów ludzkiego zbawienia, a Nowy – mimo że jest zamkniętą w 27 księgach całością – nie zamyka bynajmniej biegu historii. Zamknie go dopiero paruzja, kres dzieła odkupienia, jak zapowiadają proroctwa Nowego Testamentu, głównie Apokalipsa św. Jana. Prorok dziś zapowiada mesjańskie zbawienie, Ewangelia ukaże jego dopełnienie w paruzji, a środkowe czytanie poda zawsze aktualne znamiona czujności pierwszego pokolenia chrześcijan.

2. Jeremiasz, tragiczny prorok klęski niewiernego Izraela, więziony swego czasu przez króla, zmienia dawną tonację: na czasy po powrocie repatriantów z wygnania. Na przekór ich dawnej niewierności zapowiada przyszłe działanie Boga, zawsze wiernego swemu przymierzu. Za czasów proroka politycznie i moralnie przegrana dynastia Dawida otrzyma jeszcze w przyszłości „po­tom­stwo sprawiedliwe” (por. Iz 11,1, ale tu raczej zbiorowo pojęte w kontraście do Jr 23,5n). To ono Izraelowi i jego stolicy Jerozolimie zapewni „pokój”, sumę dóbr ery mesjańskiej. Sprawi to wszystko Boża, a nie ludzka, „sprawiedliwość”, zawarta w symbolicznym, a triumfalnym, imieniu stolicy. „Sprawiedliwość Boża” to nie tyle nasze katechizmowe przydzielanie nagród i kar, lecz Boża wierność obietnicom, zwłaszcza tej, którą swego czasu otrzymał sam król Dawid (2 Sm 7,8–16), a którą Bóg stale podtrzymywał mimo niewierności następców (1 Krl 11,35; 15,4; 2 Krl 8,19; 19,34; 20,6).

Święty Paweł pochwaliwszy macedońską wspólnotę w Tesalonice, niedawno przez siebie założoną, za „wzajemną miłość i dla wszystkich”, śle wiernym tego Kościoła życzenie – modlitewną prośbę o spotęgowanie tej właśnie podstawowej cnoty chrześcijan oraz o utwierdzenie ich w nienagannej świętości, skoro mają być oni nieustannie gotowi na paruzję. Związek obu postaw jest konieczny. Nieodłączny od paruzji jest sąd ostateczny, który „bada serca” (1 Tes 2,4). Ów „trybunał Chrystusa” (2 Kor 5,10) będzie wszystkich rozliczał głównie z przykazania miłości okazanej Chrystusowi w bliźnich (Mt 25,31–46). Tę zaś „można utrzymać tylko rozdając” (T. Merton). Dlatego Apostoł usilnie zachęca adresatów do stawania się coraz doskonalszymi w dążeniu do tego, by „podobać się Bogu”, i to w myśl wskazań, jakich im ustnie udzielił Apostoł.

Ewangelia – wyjęta z drugiej Łukaszowej mowy eschatologicznej – mówi wprost o paruzji i wysnuwa wnioski z tej zapowiedzi. Barwy obrazu są właściwe dla gatunku apokaliptycznego, znanego już ze ST, co wskazuje na to, że nie należy ich brać dosłownie, poza ogólnym stwierdzeniem, że jakieś zmiany kosmiczne będą znakami końca obecnej postaci świata i że paruzję poprzedzi ciężkie dla ludzkości doświadczenie. Jednakże, w kontraście do tego przerażającego obrazu, słowa Zbawiciela zachęcają do otuchy, co wyraża realistycznie nakaz podnieście głowy, gdyż paruzja Syna Człowieczego niesie wiernym pełne i nieutracalne odkupienie. Niemniej wnioskiem prawidłowym z rozważania tego kontrastowego obrazu jest wskazana w końcowym apelu czujność wobec pokusy szaleńczego pogrążenia się w doczesność. Groźna bowiem jest paruzja Chrystusa tylko wówczas, gdy spada na człowieka znienacka.

3. Wszystkie czytania układają się w adwentową syntezę pełną powagi w ocenie sytuacji, ale również pełną radości, gdyż zbliża się finał dziejów zamierzony przez Boga: Zbawienie u Boga naszego, Zasiadającego na tronie, i u Baranka (Ap 7,10). To, co całoroczny cykl liturgiczny czytań rozwija powoli przed naszymi oczami, to dziś ukazuje się streszczone do koniecznego minimum. Świadomi miłosiernych Bożych zamiarów, potwierdzanych głosami proroków ST w sprawie biegu i celu dziejów ludzkich, mamy zarazem trzeźwo oceniać zagrażające nam niebezpieczeństwo zagubienia się bez reszty w doczesności. Ta bowiem taka, jak ukazuje się nam teraz, skończy się z przemianą kosmosu. Odwrotnie – trzeba nam z ufnością „podnosić głowy” ku Chrystusowi Zbawcy przychodzącemu w swojej paruzji, zarówno tej powszechnej, jak też indywidualnej (tzn. w godzinę śmierci). Czas pozostający do niej mamy gorliwie wypełniać czynami wciąż rosnącej miłości bliźniego, która nigdy nie ustaje (1 Kor 13,8).

4. Hasło umieszczone w tytule dotyczące przyszłości mamy realizować w życiu jako naszym dziejowym adwencie. „Zbliża się odkupienie”, bo taki jest Boży plan zbawienia. Ale nie godzi się na ów ostateczny finał czekać z założonymi rękoma. Taka postawa mogłaby nas łatwo pogrążyć bez reszty w sprawach doczesnych: tak w przyjemnościach, jak w troskach. „Zbliża się odkupienie” dla nas przez udział w Eucharystii, którą sprawujemy, aż Pan przyjdzie (1 Kor 11,26). Jak z jednej strony Eucharystia, będąc przeistoczeniem materii kosmicznej, przybliża także wewnętrzną przemianę wszechświata, tak z drugiej strony – jako sakrament Miłości rozdającej się – winna nas nieustannie pobudzać do coraz gorliwszego świadczenia czynnej miłości bliźniego. Wówczas nie zachodzi obawa, by przyjście Syna Człowieczego na sąd mogło spaść na nas znienacka.

Augustyn Jankowski OSB – „wiara.pl”

Przy stole Słowa, tom 1 - Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

 

 

4

 

Adwent i ćwiczenie pamięci

Znajomy opowiadał mi ostatnio, że w jednym z kościołów wierni przed mszą świętą słyszą taki komunikat: „Prosimy, aby nie używać komórki podczas nabożeństwa. Ilekroć poczujesz potrzebę sięgnięcia po telefon, zaznacz X na kartce, którą znajdziesz przed sobą w ławce. Po mszy przeanalizuj swój wynik”. Pomysłowy proboszcz, który stoi za tym projektem, tłumaczy, że nie tylko chce pomóc swoim wiernym unikać rozproszeń, ale – co ważniejsze – zdiagnozować ich przyczyny.

Dlaczego tak łatwo uzależniamy się od różnych gadżetów? Czy wiemy, czego tak naprawdę w nich szukamy? I czy przypadkiem o czymś ważnym przy okazji nie zapominamy? „Oto nadchodzą dni, kiedy wypełnię pomyślną zapowiedź, jaką obwieściłem domowi judzkiemu”, pisze Jeremiasz. „Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam”, zaklina Tesaloniczan Paweł. Oba czytania wzywają do postaw i działań, które w ludziach wiary kształtuje wyobraźnia karmiona Słowem. Mimo egzystencjalnych czy politycznych wyzwań, mimo nieoczywistości sytuacji wokół nas, mimo katastroficznych obrazów z dzisiejszej Ewangelii – obietnica wciąż jest aktualna: „nabierzcie ducha i podnieście głowy”, bo zbawienie jest blisko.

Jeszcze nie tu, jeszcze nie w pełni, ale nadchodzi. Trzeba tylko zapamiętać te słowa. Ociężałość sprawia, że nie podnoszę głowy. „Obżarstwo, pijaństwo i troski doczesne” – jakże szeroka kategoria mechanizmów i idei, które sprawiają, że zapominam o obietnicy i nie widzę nadchodzącego odkupienia poprzez gąszcz lęków czy niezrozumiałych pragnień. Jak mam zidentyfikować moją duchową ociężałość, jej różnorodne przejawy, jej źródła? Jak ćwiczyć oczy serca, by widziały obiecane zbawienie? Poszukaj nowych dróg – a może odkryj na nowo stare? – by ten adwent „utwierdził twoje serce jako nienaganne w świętości wobec Boga, Ojca naszego, na przyjście Pana naszego Jezusa”.

Łukasz Miśko OP – „wdrodze.pl”

 

 

g3

 

Początek

Jesteśmy na początku Adwentu, a czytamy o końcu wszystkiego: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi” (Łk 21,25–26). Choć może precyzyjniej należałoby powiedzieć, że czytając o końcu, jesteśmy na początku – początku wszystkiego. Bo w istocie przyjście „Syna Człowieczego z wielką mocą i chwałą” jest początkiem wszystkiego.

Co się kończy, a co się zaczyna? Kończy się czas pierwszego człowieka – Adama. Zaczyna się czas Syna Człowieczego – Jezusa Chrystusa. Ale nie tak samo ma się rzecz z przestępstwem Adama, jak z darem łaski wysłużonym przez Jezusa Chrystusa. „Jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na wszystkich łaska i dar Boży łaskawie udzielony przez Jednego Człowieka – Jezusa Chrystusa. (…) Jeżeli (…) śmierć zakrólowała z powodu jednego, o ileż bardziej ci, którzy otrzymują obfitość łaski i daru sprawiedliwości, królować będą w życiu z powodu Jednego – Jezusa Chrystusa. A zatem, jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich ludzi usprawiedliwienie dające życie. Albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jednego wszyscy staną się sprawiedliwymi” (Rz 5,15–19).

Na czym polega przestępstwo jednego – Adama, a na czym czyn sprawiedliwy Jednego – Jezusa Chrystusa? „A wąż (…) rzekł do niewiasty: (…) tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,1–4) – odwieczna żądza bycia Bogiem albo przynajmniej bycia jak Bóg. Co na to Chrystus? „Nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,6–8). Jakby Adam mówił: Nie chcę być człowiekiem, chcę być jak Bóg. Na co Chrystus: Nie chcę być Bogiem, chcę być jak człowiek.

Ot, nowy początek. „Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21

Tomasz Golonka OP – „drodze.pl”

 

13

 

Znak wina i kielicha

Wino - znak pokoju i radości, ale też cierpienia. W zadziwiający sposób znak wina łączy w sobie pokój i radość z cierpieniem.

Chleb i wino. Pod tymi dwoma postaciami pozostał z nami Chrystus. Chleb to pokarm najbardziej podstawowy. Dzielenie się nim jest znakiem przyjaźni. A jako że powstaje z wielu małych ziaren, jest też pewnym znakiem jedności Kościoła – liczni tworzymy jedno ciało. Mowa o tym była w jednym z ostatnich odcinków cyklu. Dlaczego jednak wino?

Podobnie jak w przypadku chleba trzeba odpowiedzieć „nie wiemy; to decyzja Boga”. Możemy jednak zastanawiać się nad wymową tego znaku. A znak to dość... hm... powiedzmy, że ambiwalentny. Łączący w sobie przeciwieństwa. I w zaskakujący sposób pasujący do tego, czym jest Eucharystia: wspominaniem śmierci dającej życie.

Beztroski pokój i radość

Wino to chyba w Biblii chyba w pierwszym rzędzie symbol dostatku, pokoju i radości. Można wręcz powiedzieć, że nawet pewnej beztroski. Piękną ilustracją tej tezy jest na przykład proroctwo Ozeasza (14), który mówią o przyszłym powodzeniu Izraela zapowiada.

I wrócą znowu, by usiąść w mym cieniu,

i zboża uprawiać będą,

winnice sadzić, których sława

będzie tak wielka, jak wina libańskiego.

Podobnie w wołaniu psalmisty (Ps 14) wysławiającego Boga za troskę o człowieka.

Każesz rosnąć trawie dla bydła

i roślinom, by człowiekowi służyły,

aby z roli dobywał chleb

i wino, co rozwesela serce ludzkie,

by rozpogadzać twarze oliwą,

by serce ludzkie chleb krzepił.

Hodowla winorośli, podobnie zresztą jak w ogóle cała uprawa ziemi, potrzebuje pokoju. Z dość oczywistych powodów. O ile stada można od biedy gdzieś przed wojną przepędzić i ukryć, o tyle ziemia jest gdzie jest. Gdy przychodzą walczące ze sobą armie nie da się ich ochronić przed stratowaniem. A gdy jeszcze zwycięskie wojska celowo niszczą i podpalają... Tyle że na przykład do uprawy zbóż czy warzyw tego czasu nie potrzeba zbyt wiele. W warunkach Ziemi Świętej plony można zbierać kilka razy do roku. Z winoroślami gorzej. Zanim przynoszą jakąś sensowną ilość owoców mijają lata. Stąd wyrabiane z winogron wino jest znakiem czasów stabilizacji: czasów pokoju dostatku. Czasów, w których bez większych trosk można cieszyć się codziennością.

Nic więc dziwnego, że gdy w Biblii pojawiają się zapowiedzi czasów pomyślności, przywoływany jest obraz rozkoszowania się smakiem wina czy uczt. Ot, w wyzyskiwanej między innymi dla egzegezy cudu w Kanie Galilejskiej zapowiedzi Izajasza (25):

Pan Zastępów przygotuje

dla wszystkich ludów na tej górze

ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win,

z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win.

Zedrze On na tej górze zasłonę,

zapuszczoną na twarz wszystkich ludów,

i całun, który okrywał wszystkie narody;

raz na zawsze zniszczy śmierć.

Wtedy Pan Bóg otrze

łzy z każdego oblicza

odejmie hańbę od swego ludu

na całej ziemi,

bo Pan przyrzekł.

Wino należało też do tych pokarmów, które składane były w ofierze Bogu w jerozolimskiej świątyni. O tak zwanej ofierze ustawicznej tak rozporządzono w Księdze Wyjścia (29)

(...) Do pierwszego baranka dodasz dziesiątą część efy najczystszej mąki, zaprawionej czwartą częścią hinu wyciśniętej oliwy, a jako ofiarę płynną złożysz wino w ilości czwartej części hinu. A drugiego baranka ofiarujesz o zmierzchu z taką samą ofiarą z pokarmów i taką samą ofiarą z płynów jak rano, jako miłą woń na ofiarę spalaną dla Pana. To będzie ustawiczna ofiara całopalenia składana z pokolenia w pokolenie u wejścia do Namiotu Spotkania przed Panem, gdzie będę się spotykał z tobą, aby rozmawiać.

Nie brak oczywiście w Biblii tekstów ganiących hulaszczy tryb życia, potępiających pijaństwo. W symbolice liturgicznej chodzi jednak zdecydowanie o wino jako znak pokoju, dostatku i radości; beztroskiego wręcz życia.

Leczące cierpienie i próba

Jest jednak też w Biblii wino symbolem... cierpienia. Zaskakująca dwoistość symboliki, prawda? Ale tak jest. Ta symbolika wina związana jest ze sposobem, w jaki się je produkuje. Wiadomo, winogrona trzeba zmiażdżyć, muszą puścić sok. Można to zrobić depcząc winogrona w zbiornikach beczkopodobnych, można do tego celu użyć nieskomplikowanych urządzeń. Pracy tej zawsze w mniejszym czy większym stopniu towarzyszy rozpryskiwanie się soku. A że winogrona bywają czerwone, skojarzenie z przelewaniem krwi, ba, wręcz ze zbrodniczym i obłąkanym nurzaniem się w niej w chwilach zaślepienia żądzą zniszczenia – nieuniknione.

Najbardziej chyba znanym fragmentem odwołującym się do tej symboliki jest apokaliptyczna scena sądu Bożego (Ap 14)

I wyszedł inny anioł ze świątyni, która jest w niebie,

i on miał ostry sierp.

I wyszedł inny anioł od ołtarza,

mający władzę nad ogniem,

i donośnie zawołał do mającego ostry sierp:

„Zapuść twój ostry sierp

i poobcinaj grona winorośli ziemi,

bo jagody jej dojrzały!”

I rzucił anioł swój sierp na ziemię,

i obrał z gron winorośl ziemi,

i wrzucił je do tłoczni Bożego gniewu - ogromnej.

I wydeptano tłocznię poza miastem,

a z tłoczni krew wytrysnęła aż po wędzidła koni,

na tysiąc i sześćset stadiów.

W tym samym rozdziale, tylko wcześniej, mamy scenę, w której picie wina oznacza konieczność znoszenia wielkiego cierpienia.

A inny anioł, trzeci, przyszedł w ślad za nimi, mówiąc donośnym głosem:

«Jeśli kto wielbi Bestię, i obraz jej,

i bierze sobie jej znamię na czoło lub rękę,

ten również będzie pić wino zapalczywości Boga

przygotowane, nierozcieńczone, w kielichu Jego gniewu;

i będzie katowany ogniem i siarką

wobec świętych aniołów

i wobec Baranka.

Picie wina bywa więc też symbolem cierpienia. A że pije się z kielicha, symbolem cierpienia stało się także to naczynie. Niekoniecznie zresztą cierpienia które jest karą. Nieraz chodzi o próbę. Mówi Jezus w Ogrójcu (Mt 26):

"Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!"

W chwili aresztowania powie do Piotra (J 18):

Schowaj miecz do pochwy. Czyż nie mam pić kielicha, który Mi podał Ojciec?

Zresztą i wcześniej do tej symboliki Jezus się odwołuje. W scenie, gdy matka Jana i Jakuba prosi przywileje dla swoich synów Jezus mówi:

„Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”.

Wino, kielich, są więc tez symbolem cierpienia. Zarówno tego będącego karą, jak i próbą ze strony Boga.

Z wielu jedno

Warto zauważyć jeszcze jeden wymiar symboliki wina. Występuje on w zasadzie głównie w liturgii. Analogicznie jak symbolika chleba wypieczonego z mąki wytworzonej z wielu ziaren, tak i wino, powstałem z soku wielu winogron, jest symbolem zjednoczenia wierzących w jednym Kościele. I podobnie jak w symbolice dzielenia się chlebem, tak i symbolika wspólnego picia na uczcie wina jest także znakiem braterstwa, przyjaźni.

Ciekawa i wieloznaczna jest więc symbolika wina i wspólnego picia go podczas uczty. Na Eucharystii, gdy staje się Krwią Chrystusa jest nie tylko znakiem Jego zbawczej męki. W zaskakujący sposób wskazuje jednocześnie na obiecywane przez Boga w królestwie niebieskim pokój i radość, ale jest również przypomnieniem, że do tego królestwa nieraz trzeba dojść drogą próby jaką jest cierpienie. No i jest w przyjmowanej Komunii – czyli po łacinie Wspólnocie – znakiem zjednoczenia. Nie tylko nas, ludzi z Bogiem ale i wszystkich nas ze sobą w jednym Kościele.

Jeśli czegoś Ci tu brakowało, dopisz sam

AJM –„wiara.pl”

 

 

14

 

Kto śpiewa modli się... szczerze

Sprawa śpiewów w kościele nie jest wcale marginalną. Niestety, kompletnie się tego nie dostrzega

22 listopada, św. Cecylii, patronki muzyki kościelnej.... Właściwie to chciałem ten temat poruszyć już w pierwszej dekadzie października. Trochę w odpowiedzi na to, co w swoim komentarzu napisał ks. Włodzimierze Lewandowski. I nawet napisałem, ale tylko na blogu. Jakoś potem pojawiło się tyle innych tematów... Dziś już wolałbym nie odkładać. Bo temat, moim zdaniem, arcyważny. Tyle że zdaję sobie sprawę – pisanie o tym to rzucanie grochem o ścianę.

Dość często w tym co piszę wspominam o swoich oazowych korzeniach. O Ruchu Światło-Życie, który mocno wpłynął w młodości na moje życiowe wybory. Prawie nigdy nie pisałem jednak, że na letnie rekolekcje jeździłem najczęściej jako animator muzyczny. I w tej posłudze udzielałem się też w parafii. Po prostu w Ruchu Światło- Życie zdawano sobie sprawę, że trzeba ludzi od „robienia śpiewu”. Podczas spotkań, podczas modlitwy, podczas Eucharystii. Od tego bardzo wiele zależy. Naprawdę. Pilnie wbijano mi do głowy, żebym strzegł się w tej posłudze prób manipulowania ludzkimi uczuciami. Tak, doskonale sobie zdaję sprawę, że to możliwe. Zrozumiałem wtedy jednak... ba, wręcz doświadczyłem, że od doboru pieśni, od piękna ich wykonania – choćby to było tylko piękno dźwięku strun gitary i ludzkich głosów – bardzo wiele zależy. Zależy atmosfera we wspólnocie, zależy przeżywanie, także przeżywanie Eucharystii. A od tych zależą ludzkie wybory, także ten wybór najważniejszy: pójścia drogą za Jezusem.

Chwalcie Pana na strunach i flecie. Muzyka nie jest dodatkiem lecz integralną częścią liturgii. "W liturgii chodzi o nasze pojmowanie Boga i świata, o nasz stosunek do Chrystusa, do Kościoła i do nas samych".

Tak, wiara to nie tylko kwestia rozumu i woli. Poznanie prawdy i odkrycie, że pójść za Jezusem ze względu na życie wieczne po prostu się opłaca, to często jeszcze nie wszystko.... Kiedyś, dawno, dawno temu, z pół dnia tłumaczyłem pewnej spotkanej w górach dziewczynie, dlaczego jestem wierzący. Nie żebym ten temat narzucał. Sama chciała wiedzieć. Ale w końcu powiedziała „nie wiem czy mi zależy”. No właśnie... Zabrakło Bożej łaski? Tego nie wiem. Na pewno jednak zabrakło tej atmosfery, w której łatwiej podjąć decyzję wiary; pokoju i piękna, które pomagają odrzucić lęk przed taką decyzją... Dobre śpiewy w Kościele to właśnie robienie takiej dobrej atmosfery dla ludzkich decyzji. By rozum, który mówi że warto i wola, która chce, porzuciły obawy. I by ci, którzy w wierze słabną, chwieją się, otrzymali w trwaniu przy Chrystusie wsparcie....

Z Eucharystii na których wykonuje się piękne śpiewy – i wcale nie mam na myśli występów chórów czy zespołów, ale śpiew wszystkich zgromadzonych, choćby i pod przewodnictwem scholi czy kantora – wychodzi się zbudowanym, umocnionym. Tą atmosferą uwielbiania Boga (bo każda modlitwa, nawet prośby, jest ostatecznie uwielbianiem Boga, uznaniem swojej od Niego zależności), żarliwością wiary tych, którzy wychwalali Boga i tym, że człowiek sam się w tę modlitwę włączył. Nie bez powodu stara maksyma głosi, że kto śpiewa dwa razy się modli. Mówiąc łatwiej udawać czy nawet kłamać. Śpiewając... Można nie śpiewać, ale kiedy już się zacznie, to nie da się nieszczerze. To dlatego tak ważne, czy śpiewamy „Ciebie Boga wysławiamy” czy „Wyklęty powstań ludu ziemi”.... Kiedy w Kościele śpiewam, modlą się nie tylko moje usta, ale najpewniej i moje serce....

Tymczasem ta sprawa jest w moim Kościele – Kościele w Polsce – zaniedbywana. O dobór pieśni zwłaszcza chodzi, bo organiści są jacy są (byle pomagali w śpiewie, a nie nieustającymi „aranżacjami i wariacjami na temat” śpiew uniemożliwiali). Ileż to już razy byłem świadkiem, jak całą kwestię muzyki kościelnej sprowadzano do kwestii kultywowania tradycyjnych śpiewów tudzież kwestii obrony instrumentu jakim są organy...

Te tradycyjne śpiewy to czasem po staropolsku, prawda? Albo nasączone „po częstochowsku” zrymowanymi frazesami. A melodie, obok naprawdę pięknych, to czasem takie, że żadnego serca na pewno nie porwą, bo tak podobne do kilku innych, że nie tylko w serce, ale i w ucho słabo wpadają. Ale tradycja, stuletnia, więc się odkurza i śpiewa.... A takie czterdziestoletnie pieśni to ciągle nowinki...

Zastanawiają się niektórzy ciągle, jak Mszę „uatrakcyjnić”. Zwłaszcza gdy chodzi o mszę z udziałem dzieci. A może zamiast cudować zwrócić uwagę na śpiew? By pomagał przeżywać Mszę?

Nie, stanowczo nie twierdzę, że troszcząc się o dobry śpiew na powrót zapełnimy nasze kościoły. Ale to problem zdecydowanie nie marginalny.

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

15

 

W ciszy razem z Panem

Z ks. Romanem Stafinem, doktorem teologii, próbujemy lepiej zrozumieć poszczególne części Mszy św.

W kilka minut po przyjęciu Komunii Świętej wierni znajdują się już na zewnątrz kościoła. Czy nie jest tutaj zaniedbywane coś, co jest bardzo ważne? – i przez kapłanów, i przez wiernych? Sięgnijmy do cytowanego już Dekretu o posłudze i życiu kapłanów Soboru Watykańskiego II, w którym ojcowie soborowi piszą pięknie i głęboko o duchowości kapłańskiej, wyrastającej ze sprawowania Eucharystii i przyjmowania Komunii Świętej:

   „…w ofierze Mszy świętej […] prezbiterzy łączą się z czynnością Chrystusa Kapłana, siebie całych codziennie ofiarują Bogu, a gdy karmią się Ciałem Chrystusa, uczestniczą serdecznie w miłości Tego, który daje siebie wiernym na pokarm” (13).

Moment przyjęcia Ciała Chrystusa, zjednoczenia się z Nim w miłości, jest momentem szczególnym, dlatego wymaga odpowiedniej duchowej dyspozycji. Dobrze przygotowana i ze czcią sprawowana liturgia służy temu celowi.

Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego mówi, że „kiedy kapłan przyjmuje Najświętszy Sakrament, rozpoczyna się śpiew na Komunię”; jest on znakiem „duchowej jedności” wiernych, ich „radości serca” oraz podkreśla „wspólnotowy” wymiar procesji (por. 86). Na komunię śpiewamy pieśni o charakterze eucharystycznym; w naszym „narodowym” skarbcu mamy wiele pięknych i głębokich duchowo pieśni. Liturgia zaleca także śpiew antyfon w połączeniu z tzw. communio-psalmami. Tego rodzaju śpiewy odpowiadają treściowo Ewangelii lub tajemnicy danego święta i są często pielęgnowane w zakonach, m.in. w klasztorze Sióstr Klarysek w Starym Sączu; dostarczają one uczestnikom Mszy Świętej głębokich i wzniosłych przeżyć. W niektórych parafiach tego rodzaju śpiewy wykonuje schola. Podczas Mszy Świętej recytowanej wierni lub lektor (albo sam celebrans) recytują antyfonę przed udzieleniem Komunii Świętej.

Po przyjęciu Ciała Pańskiego zalecana jest modlitwa w ciszy. Wyraźnie o tym mówi Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego (por. 45.88.164) Dlaczego? Poza wspólnotowym wymiarem przyjęcia Komunii Świętej, trzeba podkreślić jej znaczenie dla osobistego duchowego życia każdego uczestnika Eucharystii. Zjednoczenie z Chrystusem w chwili przyjęcia Jego Ciała jest najgłębszą formą spotkania Boga z człowiekiem. Ani słuchanie słowa Bożego, ani odkrywanie obecności Boga w drugim człowieku nie osiągają tej intensywności zjednoczenia z Nim, jaką umożliwia przyjęcia Ciała Jego Syna. Dlatego wierni, zanim zaśpiewają pieśń na dziękczynienie, powinni mieć możliwość osobistej rozmowy z Chrystusem nawiedzającym ich serce. Następującymi treściami powinno wypełnić się ten czas: zadziwiam się – to sam Bóg przychodzi do mnie!; adoruję Go; składam dzięki sercem wypełnionym miłością; proszę Go, aby przemienił moje myśli, słowa i czyny.

Nigdy nie powinno się zaczynać pieśni na dziękczynienie w czasie puryfikacji naczyń liturgicznych. Wskazana jest nawet przez chwilę medytacyjna gra organowa, gdy kapłan z asystą usiądzie na miejscu przewodniczenia. Inspiracją do osobistej rozmowy z Jezusem może być także rozważanie (medytacja) odczytane po Komunii Świętej przez lektora (osobę dorosłą). Powinno ono także wyrażać główną myśl czytań liturgicznych i homilii czy też odnosić się do tajemnicy danego święta. Kontynuację osobistej rozmowy z Chrystusem umożliwiają także śpiewy z Taizé, w których po wielekroć powtarza się tę samą myśl, np. „Adoramus de Domine”, „Misericordias Domini” itp.

Ksiądz Edward Staniek, znany krakowski teolog, w 39. liście o Eucharystii, skierowanym do młodego kapłana, ubolewa nad tym, że „duszpasterze nie ukazali wagi dziękczynienia i nie podjęli trudu nauczenia ludzi przeżywania tych minut z Chrystusem” (Staniek, s. 115). Niestety, jeszcze w wielu naszych kościołach, przed i po Komunii, śpiewane są pieśni jedna za drugą, bez duchowego „oddechu”, aż kapłan wezwie do modlitwy po Komunii, kończącej czas dziękczynienia. Chrystus zaprasza na głębokie spotkanie z Nim: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6,35). Zadaniem kapłana sprawującego Najświętszą Ofiarę jest umożliwienie wiernym głębokiego przeżycia tej prawdy!

Trzeba tutaj jeszcze wspomnieć o tzw. komunii duchowej. Oznacza ona pragnienie przyjęcia Jezusa w Eucharystii, ale istnieją pewne przeszkody, np. niepewność co do stanu łaski uświęcającej przy równoczesnym braku możliwości przyjęcia sakramentu pokuty, życie w związku małżeńskim niesakramentalnym czy też niemożność uczestniczenia we Mszy Świętej. Pragnienie przyjęcia Chrystusa opiera się na głębokiej wierze w Jego obecność w Eucharystii i jej uświęcającą moc. Komunię duchową można przyjmować, będąc w kościele, ale także w ciągu dnia, w domu i w innych miejscach, wzbudzając w głębi serca uczucie miłości do Chrystusa; każda dobra modlitwa jest nieustanną komunią duchową.

Żyjmy w obecności miłującego nas Boga i nośmy w sobie pragnienie, aby Go coraz mocniej miłować – to jest ideał życia chrześcijańskiego!

Słowa św. Franciszka Salezego, apostoła Bożej miłości (przed Komunią Świętą):

   „Niech twoją wielką intencją podczas Komunii świętej będzie, aby zanurzyć się głębiej w Bożej miłości, umocnić się w niej i stać się bardziej radosnym. Albowiem tylko miłość powinna być twoim celem, gdy przyjmujesz Tego, który wydał się za ciebie jedynie z miłości. Przecież nie można sobie wyobrazić pełniejszego miłości i czułości czynu Zbawiciela niż ów, kiedy uniżył się stając się naszym pokarmem, aby przeniknąć naszą duszę i jak najściślej zjednoczyć się z sercem i ciałem tego, który w Niego wierzy” (Filotea).

Powyższy fragment pochodzi z książki ks. Romana Stafina "Skarb Kościoła. Kazania mistagogiczne o Mszy Świętej", która ukazała się nakładem Wydawnictwa Diecezji Tarnowskiej "Biblos".

ks. Roman Stafin – „wiara.pl”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 
28 listopada - św. Stefan Młodszy, męczennik
28 listopada - św. Jakub z Marchii, prezbiter
28 listopada - bł. Jakub Thomson, prezbiter i męczennik
29 listopada - bł. Maria Klementyna Anuarita Nengapeta, dziewica i męczennica
29 listopada - błogosławieni męczennicy Dionizy i Redempt
29 listopada - św. Saturnin, biskup
30 listopada - św. Andrzej Apostoł
 
1 grudnia - święci męczennicy jezuiccy Edmund Campion, prezbiter, i Towarzysze
1 grudnia - św. Eligiusz, biskup
2 grudnia - bł. Rafał Chyliński, prezbiter
2 grudnia - bł. Jan Rusbroch, prezbiter
2 grudnia - bł. Karol de Foucauld, prezbiter
2 grudnia - św. Blanka Kastylijska
2 grudnia - bł. Maria Aniela Astorch, dziewica
3 grudnia - św. Franciszek Ksawery, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła
4 grudnia - św. Barbara, dziewica i męczennica
4 grudnia - bł. Archanioł Canetoli, prezbiter
4 grudnia - bł. Piotr ze Sieny, tercjarz
4 grudnia - bł. Adolf Kolping, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Calabria, prezbiter
5 grudnia - św. Saba Jerozolimski, prezbiter
5 grudnia - bł. Filip Rinaldi, prezbiter

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii: www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.