WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

28/774                   -         12 lipca 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

XV NIEDZIELA ZWYKŁA

12 lipca 2020 r.A.

Jest takie ryzyko, że ziarno słowa Bożego pada na nie najlepszy grunt naszych serc. Potrzeba z naszej strony sporego wysiłku i wytrwałości, żeby do swego życia słowo Boże i je zachować.

Czasem może nam się wydawać, że kiedy Bóg do nas mówi, to jakby „rzucał grochem o ścianę”… Ale jest też Jego obietnica, którą przypomina nam Izajasz: „Słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do mnie bezowocnie, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”.

XV niedziela zwykła... Bóg obiecuje, Bóg też wymaga. Czy dociera to do nas, czy puszczamy Jego słowa mimo uszu? To pytanie, które rodzi się po lekturze czytań tej niedzieli. Boże słowo jest skuteczne. Czyli Jego obietnice są pewne. Można dodać: jeśli Bóg czegoś wymaga, to nie dla spełnienia jakiegoś swojego kaprysu, ale dobra człowieka. Pytanie: jak my odnosimy się do tego, co mówi do nas Bóg? Wierzymy na przykład w obietnice przyszłego, lepszego świata czy nie ma to dla nas znaczenia?

Są tacy, którzy w ogóle tym się nie przyjmują. Są tacy, którzy, owszem, przejmują się, ale zaprzątnięci innymi sprawami szybko zapominają. Są tacy, którzy przyjmują, ale szybko się zniechęcają i porzucają Bożą drogę. W końcu są i tacy, którzy Boże słowo przyjmują, a ich życie staje się świadectwem Dobrej Nowiny.

A ja? Czy ze mną czy beze mnie Boże plany zostaną zrealizowane, a Jego obietnice się spełnią. Chodzi tylko o to, czy będę miał w tym swój dobry udział, czy okażę się tym, prze którego Bóg musiał dodatkowo się starać...

W dzisiejszym numerze:

- Apel arcybiskupa metropolity krakowskiego do wiernych Archidiecezji Krakowskiej o wzięcie udziału w wyborach prezydenckich.

- Zapraszam słowo.

- Poszukiwanie mistrza.

- Przyjdzie noc wyzwolenia.

- Wiatr w oczy.

- Zamieszanie.

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

Apel arcybiskupa metropolity krakowskiego

do wiernych Archidiecezji Krakowskiej

o wzięcie udziału w wyborach prezydenckich

„Mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja matka, ta ziemia! To jest moja matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry!”. Tak przejmująco wyrażał swą miłość do Polski św. Jan Paweł II Wielki w 1991 roku w Kielcach, w czasie swojej IV Pielgrzymki do Ojczyzny. W jej trakcie z wielką mocą głosił wszystkim swoim rodakom, że prawdziwą i autentyczną wolność, w wymiarze zarówno indywidualnym, jak i narodowym, można budować jedynie na tym fundamencie, jakim jest Dekalog. Przez całe swe życie święty Papież wiernie służył Bogu, Kościołowi i Polsce, domagając się, aby jej dzieje nigdy nie toczyły się – jak pisał w poemacie Myśląc Ojczyzna… – „przeciw prądowi sumień”.

   Drodzy Siostry i Bracia!

   W imię miłości do Ojczyzny i w duchu wielkiej za nią odpowiedzialności bardzo proszę Was wszystkich, także osoby starsze, które dobrze pamiętają czasy walki z Kościołem i jego nauczaniem, abyście w najbliższą niedzielę, 12 lipca br., jak najliczniej wzięli udział w II turze wyborów prezydenckich i zgodnie z właściwie ukształtowanym sumieniem opowiedzieli się za tym kandydatem na urząd prezydenta RP, którego polityczny program jest bliski nauce społecznej Kościoła ze względu na obronę fundamentalnej wartości życia oraz tradycyjnie pojmowaną instytucję małżeństwa i rodziny, a także troskę o zagwarantowanie rodzicom prawa do wychowywanie ich dzieci.

   Niech św. Jan Paweł II Wielki, którego stulecie urodzin obchodzimy w tym roku, będzie dla Was wszystkich natchnieniem we wspólnym zmaganiu o autentyczną wolność. Wolność bowiem „stale trzeba [na nowo] zdobywać, [gdyż] nie można jej tylko posiadać” (por. Karol Wojtyła, Myśląc Ojczyzna…).

   Z serca Was, Drodzy Siostry i Bracia, błogosławię

   † Marek Jędraszewski - Arcybiskup Metropolita Krakowski

Zapraszam słowo.

Gdy byłem dużo młodszy, słuchając przypowieści o siewcy, który wyszedł siać, myślałem o tym, jak stać się glebą żyzną, jak skruszyć skałę mego serca, wyrwać chwasty moich grzechów, jak zaorać twardą powierzchnię drogi, po której hulają diabelskie pokusy. Jednym słowem, chciałem się stać człowiekiem w pełni gotowym na przyjęcie Słowa.

Dziś, gdy mam za sobą ponad pół wieku życia, straciłem nadzieję, że stanę się kimś na miarę swoich marzeń. Pogodziłem się z tym, że są w moim życiu, sercu, charakterze obszary podobne do skały lub drogi, a obowiązki i troski tak mnie pochłaniają, że gubię Słowo. Na szczęście są i takie połacie, które przypominają glebę żyzną. Świadomy tego, jak różnorodny jest krajobraz mojego wnętrza, mniej się skupiam na sobie, a bardziej na Słowie, które Siewca w obfitości rzuca w moim kierunku.

Zapraszam Siewcę regularnie. Nie czekam, aż On znajdzie okazję, by zbliżyć się do mnie i przemówi, ale codziennie otwieram Pismo i czytam ustęp z Ewangelii oraz fragment z innej księgi. Chwytam się Jego obietnicy, że „Podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich: nie wraca do Mnie bezowocne”. Nie staram się przemieniać siebie metodą „zrób to sam”. Mam bowiem nadzieję, że słowo skuteczne ma moc użyźniać glebę mego życia. Czy życie rybaków z Galilei, celników Mateusza i Zacheusza, jawnogrzesznicy, Dobrego Łotra i tylu innych było nieskalanym areałem żyznej gleby? Nie! Było w wielu miejscach zachwaszczone i stwardniałe. Na szczęście Jezus znalazł taki fragment ich serca, że Jego słowo trafiło i zaczęło ich przemieniać – czasem szybko i spektakularnie, czasem w długim procesie.

Pamiętaj: Jego Słowo jest daleko bardziej inspirujące, twórcze i przemieniające, niż jesteś się w stanie przygotować na jego przyjęcie. Bardziej zwracaj uwagę na ziarno niż na glebę, staraj się widzieć i słyszeć, zawierzając rozrzutności Siewcy i mocy Słowa. Ono ma moc przemienić tego, który je zaprasza.

Paweł Kozacki OP - ur. 1965, prowincjał polskich dominikanów, duszpasterz, przez wiele lat redaktor naczelny miesięcznika "W drodze". Mieszka w Warszawie.

Poszukiwanie mistrza.

Tłumy zgromadziły się tak liczne, że Jezus, aby być lepiej słyszanym, postanowił głosić do nich słowo z łodzi. Słuchacze byli głodni słowa Bożego. Wiedzieli, że mają przed sobą Mistrza. Chcieli znać prawdę, aby według niej żyć. To jest błogosławiony głód.

Mądrość polega na szukaniu człowieka, który ją posiada. A gdy się do niego dotrze, mądrość każe zamienić się w słuch i gromadzić w sercu jego słowa, czyniąc je własnym bogactwem. Słowo mądrości to nie encyklopedyczna wiedza. To pokarm decydujący o wzroście serca. Mądrość wybiera jedynie pokarm zdrowy i przyjmuje go w takich dawkach, jakie są potrzebne do rozwoju. W sercu mądrego słowo wzrasta, przemienia go i wydaje owoce. Stopniowo on sam staje się nauczycielem mądrości.

Często mówimy o miłosierdziu wobec ludzi głodnych chleba, potrzebujących domu, ubrania, opieki. Jest jednak ważniejsze miłosierdzie – to, które karmi innych mądrością. Tak przejawia się ono u Boga. Pisze o tym Izajasz, porównując słowo Boga do życiodajnego deszczu. Bóg karmi nas mądrością i zależy mu na tym, byśmy nią żyli.

Świat podaje wiele pokarmów skażonych, zatrutych, niezdrowych. Służą temu między innymi media. One albo zadeptają słowa mądrości, albo nie dopuszczą, by wzrastały, albo zagłuszą je chwastami głupoty... Sam Bóg troszczy się o to, by ludzie mądrzy byli w zasięgu naszego wzroku. Czy znamy smak mądrości? Czy znamy imiona ludzi, którzy nią żyją? Odpowiedź na te pytania ujawni, w jakim stopniu sami jesteśmy głodni mądrości.

ks. Edward Staniek

Przyjdzie noc wyzwolenia.

Każda Pascha budzi ufność, że ten sam Bóg, który niegdyś ratował naszych ojców z niewoli, uratuje także nas.

Nadzieja to ogromna siła. Kiedyś być może przyjdzie nam runąć w dół, lecz coś pozwala żywić ufność, że tam, na dnie, nie rozbijemy się o twardy beton, lecz spoczniemy na ciepłych dłoniach Kogoś, kto czuwa.

„Mówią, że nadzieja to matka głupich. Nie zgadzam się. Nadzieja to, owszem, matka, ale tych, którzy potrafią patrzeć w dal” – powiedział kard. Wyszyński. I mówił to człowiek, którego przez trzy lata trzymano w odosobnieniu, każąc sądzić za każdym razem, że nie będzie stamtąd żadnego wyjścia. Wyszedł z gotowym programem na duchową odnowę narodu. Patrzył daleko. „Nie bój się – powiedział mi kiedyś ojciec Alfred, wędrowny jezuita – nawet gdyby ludzie zamknęli przed tobą wszystkie drzwi, Pan Bóg będzie trzymał dla ciebie uchylone okienko”.

Nadzieję na uchylone okienko w grubym murze okalającym egipski obóz pracy zasiewał w izraelskich sercach Mojżesz. Przyjdzie noc wyzwolenia – powtarzał. Przyjdzie czas na wynurzenie, choćbyś w tej chwili szedł pod wodę. Podobną nadzieję budził w sercu uczniów Jezus, gdy głosił im nadchodzące królestwo niebieskie. Nie spodziewali się, że nadejdzie ono przez Jego śmierć i zmartwychwstanie. Gdy tylko to się stało i gdy odkryli, że Jezus powołał ich na świadków swego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, zrozumieli, że nie chodzi o kolejną religię na świecie, ale o nieprzerwany nurt budzenia nadziei w ludzkich sercach.

Narzędziem do tego okazał się kerygmat – potężne Słowo, namaszczone Duchem Świętym, które ma moc przekształcić grzesznika w świętego, kanalię w anioła, dolinę płaczu w raj. Ludzie, słysząc o Chrystusie, o odpuszczeniu grzechów i o miłości Bożej zstępującej do ich serc i umysłów, „nabierali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli”. Coś ich zmieniało od środka – nadzieja na „ocalenie sprawiedliwych i zatratę wrogów”. Ta sama moc pokonywała grzech i budziła uwielbienie.

Kerygmat jest matką liturgii i modlitwy. Zaledwie Izrael przekroczył wody Jordanu, natychmiast zaczął obchodzić Paschę. Każda Pascha budzi ufność, że ten sam Bóg, który niegdyś ratował naszych ojców z niewoli, uratuje także nas; ta sama siła, która dźwigała Szawła z upadku, Franciszka z rozpaczy, Ritę z upokorzeń i Maksymiliana Kolbego z upodlenia, podźwignie również naszego ducha. Tamci „podejmowali jednakowo i dobra, i niebezpieczeństwa”, nam też Bóg pozwoli przetrwać czas próby i zamętu, odstępstwa i pychy. I nastanie nowy poranek chrześcijaństwa. Już widać jego zalążki. Uczniowie Chrystusa mogą zapomnieć formuł wiary po łacinie, mogą zgubić nuty maestro Palestriny, mogą utracić przepiękne katedry i opactwa, ale nie mogą utracić nadziei. Nigdy. I nie wolno im pod żadnym pozorem zaprzestać głoszenia kerygmatu.

Wiatr w oczy.

Pandemia, która ogarnęła cały świat, to czas, by dostrzec biednych – zachęca papież Franciszek.

Każda epidemia w historii świata, także COVOD-19, dotyka bardziej ubogich i zmarginalizowanych społecznie niż bogatych i wpływowych.

To, że chorował książę Karol, następca tronu Wielkiej Brytanii, premier gabinetu Jej Królewskiej Mości Boris Johnson, Ewangelos Marinakis, multimilioner, armator i właściciel m.in. greckiego klubu piłkarskiego Olimpiakos Pireus, czy pani wiceprezydent Islamskiej Republiki Iranu Masumeh Ebtekar, łagodna twarz reżimu ajatollahów, oraz jedna czwarta irańskiego parlamentu, wzmaga w nas przeświadczenie, że w obliczu choroby, epidemii, wszyscy jesteśmy równi. To nieprawda.

Rozbijają się najwięksi

Tak działała dżuma, tak działała hiszpanka, mordująca całe biedne wsie, a wcześniej cholera – zabijająca ludność nieskanalizowanych, ubogich dzielnic miast. Dlaczego? Odpowiedzi, których udziela nauka, jest wiele. W kwestii COVID-19 niektóre z nich wyliczono w materiale opublikowanym na łamach magazynu „Science” przez profesorów Joachima von Brauna z Uniwersytetu w Bonn, Stefano Zamagniego z Uniwersytetu w Bolonii i biskupa Marcelo Sáncheza Sorondo z Papieskiej Akademii Nauk.

Na korzyść, choć w tym kontekście użycie tego słowa jest wyjątkowo nie na miejscu, krajów biednych w zasadzie działa tylko jeden czynnik. Jest nim wiek mieszkańców. W krajach Trzeciego Świata średnia długość życia jest tak znacząco niższa od tej w krajach wysoko rozwiniętych, że grupa wiekowa najbardziej narażona na ciężki przebieg zakażenia praktycznie nie istnieje. Wszystko inne działa na niekorzyść. Na przykład zachowanie dystansu społecznego jest możliwe tylko w przypadku ludzi zamożnych. Biedni, stłoczeni w miejskich slumsach lub obozach dla uchodźców, nie mają takiej możliwości. Nie mają masek, by zasłonić twarz, rękawiczek jednorazowych, a nawet sanitariatów umożliwiających podstawową higienę, np. umycie rąk. Nie stać ich na żadne testy, nawet te najgorszej jakości. W zatłoczonych metropoliach krajów rozwijających się potrzebne jest wsparcie w jak najszybszym zapewnieniu podstawowych środków ochrony, testów oraz szpitali polowych i miejsc izolacji. Jak jednak ma się to udać, gdy nawet zamożne kraje przez trzy miesiące miały trudności z produkcją podstawowego sprzętu medycznego, a kombinezony ochronne i respiratory stały się tak cenne jak czołgi i myśliwce podczas wojny?

Nie bez znaczenia jest również wykluczenie cyfrowe ubogich. Nierówna dystrybucja technologii i zasobów internetowych oznacza, że ​​kluczowe informacje na temat COVID-19, w szczególności wczesne ostrzeżenia i reakcje, nie pojawiają się w odpowiednim czasie (jeśli w ogóle się pojawią) w społecznościach o niskich dochodach. Bez dostępu do odpowiedzialnych, przejrzystych i aktualnych informacji, te niesprawdzone oraz fake newsy mogą rozprzestrzeniać się w biednych społecznościach znacznie szybciej niż w bogatych. A edukacja? Nawet w zamożnych społeczeństwach Włoch czy Francji okazało się, że kilkadziesiąt procent dzieci nie ma dostępu do internetu i nie może uczestniczyć w zajęciach szkolnych prowadzonych zdalnie. Luka w dostępie do technologii przekłada się bowiem również na brak możliwości uczenia się i pracy zdalnej dla milionów pracowników o niskich dochodach. Dostęp do internetu i technologii komunikacyjnych nie jest prawem człowieka. Jest przywilejem w niektórych miejscach dostępnym naprawdę nielicznym.

Dostrzec biednych

COVID-19 ma negatywny wpływ na gospodarki i niszczy małe firmy oraz drobnych rolników. Uciążliwe konsekwencje dla systemów dystrybucji żywności dotknęły szczególnie biednych ludzi, którzy większość dochodów wydają na jedzenie. Zwiększa to niedożywienie, co musi się odbić na zdrowiu publicznym. Czy świat podejmie współpracę w celu ratowania małych firm oraz drobnych gospodarstw rolnych w krajach Trzeciego Świata, gdy globalny kryzys gospodarczy uderzy w Świat Pierwszy?

Rosnące globalne interakcje gospodarcze otworzyły nas na masowy transgraniczny przepływ towarów, usług, pieniędzy, pomysłów i ludzi. To pozwoliło wielu wyjść z biedy, chociaż za cenę drenażu mózgów i rąk z miejsc ich pochodzenia. Jednak ograniczenie szybkiego rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2 wymaga zamknięcia granic wokół ognisk infekcji. Uniemożliwiło to pracę wielu robotnikom sezonowym oraz zmniejszyło podaż, a zatem podniosło ceny świeżych owoców i warzyw w krajach zamożniejszych. Ta zdrowa żywność nie jest zatem łatwo dostępna dla zamieszkującej je ludności mniej zamożnej.

Dotknięcie przez tę chorobę osób znanych i zamożnych nie jest w stanie przykryć faktu, że pandemia dotyka śmiertelnie lub mocniej ludzi słabszych społecznie i ekonomicznie. Zależnych, schorowanych, niedożywionych, pozbawionych ubezpieczenia medycznego. Jak powiedział o tym fenomenie papież Franciszek: „To czas, by dostrzec biednych”. To czas – i nauki społeczne oraz medyczne zwracają na to uwagę – by się o nich bardziej zatroszczyć. Zwłaszcza że bieda zapisuje się w naszych genach i jest dziedziczna. Liczba zgonów na COVID-19 w USA przekroczyła właśnie 100 tys. Codziennie na naszej planecie umiera z głodu 8,5 tys. dzieci. Każde życie jest cenne i każde trzeba ratować.

Magdalena Kawalec-Segond – GN 24/2020

Zamieszanie.

Gdy nie wiadomo dokąd iść najlepiej zostać na miejscu i poczekać aż się rozjaśni.

10 lipca, epidemii w Polsce dzień 129... Gdzieś na początku miesiąca pojawiła się ciekawa wypowiedź arcybiskupa Thomasa Wenskiego, do niedawna stojącego na czele Komitetu ds. Wolności Religijnej episkopatu Stanów Zjednoczonych. Stwierdził on między innymi, że katolicy w tym kraju są dziś wypędzani z przestrzeni publicznej za swoje przekonania przez nowych jakobinów. Naprawdę mamy do czynienia z rewolucją? Nie lubię występować w roli Kasandry. Nie sposób jednak tego zagrożenia nie zauważyć.

Zjawisko nie jest nowe. W ostatnich latach zdecydowanie jednak narasta. Można mówić o swoistym obłędzie – jak to ujął w swoim świetnym artykule Piotr Legutko.Tak, źródłem nietolerancji wobec chrześcijan bywa wojujący islam. W świecie Zachodu zdecydowanie częściej jednak to różne, całkiem świeckie ideologie, których wyznawcy postawili sobie za cel walkę o nowy ład. A skoro jest walka, ofiary to rzecz nieunikniona. Nie tylko można, ale wręcz należy zwalczać wszelkimi sposobami tych, którzy hamują triumfalny pochód owych ideologii. Jak nie da się przekonać, trzeba zakrzyczeć i zakneblować. Udawanym oburzeniem czy sądowymi nakazami. Wolność dla wszystkich, którzy się z nami zgadzają; reszta na nią nie zasługuje - głoszą luminarze nowoczesności. Tolerować trzeba wszystkich, z wyjątkiem tych, którzy się z nami nie zgadzają. Bo to my jesteśmy społeczeństwem. Oni... To właściwie kto? Ludzie jeszcze?

Błędem jest chyba oczekiwanie, że to tylko jakaś chwilowa fanaberia, po której wszystko wróci do jakieś normy (rozumianej jako przyjęcie na powrót wartości chrześcijańskich). Myślę że ma sens dyskutować i ma przede wszystkim sens pokazywanie tej naszej, chrześcijańskiej wizji. Bo o wiele rzeczy, niezgodnie z prawdą, bywa oskarżana (jak o to, że jest źródłem przemocy w rodzinie). Najważniejsze jednak, byśmy sami chcieli być tym wartościom wierni. Dialog dialogiem, ale ma on sens tylko wtedy, gdy się wie, gdzie jest fundament. Gdy się o nim zapomina, zaczyna się budowanie na piasku. Niczego sensownego z tego nie będzie....

Ze smutkiem patrzę, jak nowe wiatry łapią w żagle także niektórzy katolicy. I to ci, którzy uważają się za mądrzejszych niż przeciętni. Nie rozumieją na przykład, że jak można było szanować komunistów, a być przeciwny komunizmowi, tak można nie zgadzać się z ideologią gender i wcale nie być wrogiem konkretnych ludzi. Nie rozumieją, że słuszność ma nie ten, kogo lubię, ale ten, kto ją ma; rację może mieć więc i ten, kogo z różnych powodów nie lubię. A ostatnio zauważyłem, że niektórzy boją się nawet tego, gdy ktoś, kogo z powodu sympatii politycznych nie lubią, wzywa ich do głosowania zgodnie z własnym sumieniem.... Ha. To już dla mnie rzecz niepojęta. Zawsze wydawało mi się, że takie wezwanie to wielka nobilitacja mojej osoby; przejaw wielkiego zaufania do mnie jako do człowieka...

W szkole średniej, w zeszycie do religii, na początku każdego roku wypisywałem sobie jakieś hasło. Zdanie z Ewangelii, o którym chciałem szczególnie przez cały rok pamiętać. Bodaj ostatnim była odpowiedź Piotra na skierowane do uczniów pytanie: „czy i wy chcecie odejść?” To był moment, w którym wielu uczniów Jezusa zrezygnowało z chodzenia za Mistrzem, bo Jego nauka Mistrza przestała mieścić się im się w głowie. Piotr powiedział wtedy: „Panie, do kogóż pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego”. Dziś też zamieszanie. Dziś wielu to, czego uczył Jezus, też nie mieści się w głowie. Nie wiem co Bóg na to wszystko. Wszyscy wiemy jednak, kto i dziś ma słowa życia wiecznego....

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

12 lipca - św. Brunon Bonifacy z Kwerfurtu, biskup i męczennik
12 lipca - święci Jazon i Sozypater, biskupi i męczennicy
13 lipca - święci Andrzej Świerad i Benedykt, pustelnicy
13 lipca - św. Teresa od Jezusa de Los Andes, dziewica
13 lipca - św. Klelia Barbieri, dziewica
13 lipca - św. Sylas (Sylwan), biskup
13 lipca - św. Ewagriusz z Pontu
13 lipca - bł. Marian od Jezusa Euse Hoyos, prezbiter
13 lipca - bł. Marianna Biernacka, męczennica
13 lipca - Joel, prorok
13 lipca - Ezdrasz, pisarz
14 lipca - św. Kamil de Lellis, prezbiter i zakonnik
14 lipca - św. Henryk II, cesarz
14 lipca - bł. Jakub de Voragine, biskup
14 lipca - św. Franciszek Solano, prezbiter
14 lipca - święci męczennicy Jan Jones i Jan Wall, prezbiterzy
14 lipca - bł. Angelina Marsciano, zakonnica
15 lipca - św. Bonawentura, biskup i doktor Kościoła
15 lipca - św. Pompiliusz Maria Pirotti, prezbiter
15 lipca - św. Włodzimierz I Wielki, książę
15 lipca - bł. Antoni Beszta-Borowski, prezbiter i męczennik
16 lipca - NMP z góry Karmel - szkaplerz karmelitański
16 lipca - św. Maria Magdalena Postel, dziewica
16 lipca - święte dziewice i męczennice z Orange
16 lipca - bł. Bartłomiej od Męczenników, biskup
17 lipca - św. Aleksy, wyznawca
17 lipca - błogosławione dziewice i męczennice Teresa od św. Augustyna i Towarzyszki
17 lipca - bł. Paweł Piotr Gojdič, biskup
17 lipca - św. Leon IV, papież
18 lipca - św. Szymon z Lipnicy, prezbiter
18 lipca - św. Arnulf, męczennik
18 lipca - św. Arnulf z Metzu, biskup
18 lipca - św. Arnold Wyznawca
18 lipca - św. Fryderyk z Utrechtu, biskup i męczennik
19 lipca - św. Makryna Młodsza
19 lipca - bł. Ludwika z Sabaudii, zakonnica
19 lipca - św. Symmach, papież
19 lipca - bł. Achilles Puchała, prezbiter i męczennik
19 lipca - bł. Herman Stępień, prezbiter i męczennik

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.