WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

       11/703                   -         17 marca 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

2

 

17 marca 2019 r. C.

 

II niedziela

 

Wielkiego Postu C

 

 

4

 

 

Niedziela jest pamiątką zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, zwycięstwa Miłości nad grzechem, w którym wciąż jesteśmy zanurzeni. Ofiara Chrystusa na drzewie krzyża uwalnia nas spod władzy złego ducha, jednoczy nas z Bogiem i gwarantuje wieczne zbawienie w Królestwie Niebieskim.

By jednak móc w pełni skorzystać z owoców miłości Boga do człowieka, musimy przyjąć Jego zaproszenie, do nawrócenia i przemiany własnego życia. Wielki Post, który w Kościele obecnie przeżywamy jest dobrym czasem, aby poprzez post, modlitwę i jałmużnę odpowiedzieć pozytywnie na Boże zaproszenie.

Jako Boże dzieci, prośmy o miłosierdzie Boga.

 

3

 

W dzisiejszym numerze:
- Kompas zamiast drogowskazu
- W sprawie przemienienia.
- Medytować to …
- W kolejce do...
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

5

 

Kompas zamiast drogowskazu

 

Lubię się wyspać. Zresztą, kto nie lubi? Wtedy budzę się nie tylko ja, ale też na nowo rodzi się we mnie chęć do życia.

Sen, przystanek przed podróżą, wyjście samotne na górę są to różne rodzaje oderwania od codziennego pośpiechu, aby obudziła się też chęć do życia. Czy to luksus? Kilka dni rekolekcji, odkrywania kierunku mojego życia. Dzień ciszy bez maila, komputera, telefonu. Luksus, a może konieczność?

Jezus tuż przed swoją ostatnią wyprawą do Jerozolimy wyprowadza wybranych uczniów na górę. Bez tego doświadczenia nie byliby zdolni do przeżycia nadchodzących dni. Przygotowanie było proste, obejmowało zarówno drogę, jak i sen, ale przede wszystkim czas niezwykłego spotkania z Mistrzem.

Na górze uczniowie dostrzegają rozmawiających z Jezusem Mojżesza, prawodawcę, i Eliasza, proroka. Widzą swoich przodków, których cały Izrael darzył szacunkiem. Mojżesz i Eliasz byli jak widoczne z daleka punkty rozpoznawcze na szlaku, potrzebne, aby nie zgubić drogi. Jednak nagle znikają. Okazuje się bowiem, że nie są w stanie pomóc uczniom w dalszej wędrówce – od doświadczenia śmierci krzyżowej przez grób aż do zmartwychwstania.

Dopiero słowa Ojca: „To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie”, wskazują przestraszonym uczniom Jezusa. On ich poprowadzi, jak kompas pomoże odnaleźć właściwy kierunek. Zwłaszcza wtedy, gdy wejdą na szlak, którym nikt wcześniej nie szedł, nawet najstarsi przodkowie. Drogowskaz nie wystarczy, potrzebny jest kompas.

 

Rafał Jereczek OP

- ur. 1974, dominikanin,

odpowiedzialny za "wieczory dla zakochanych", mieszka w Krakowie.

(„W drodze”)

 

 

 

6

 

W sprawie przemienienia.

 

W kalendarzu liturgicznym jest osobne święto Przemienienia Pańskiego. Przypada 6 sierpnia. Zrozumiałe, że wtedy czyta się podczas Mszy świętej opis wydarzenia na górze Tabor. Ale dlaczego fragment Ewangelii opowiadający o Przemienieniu Jezusa jest czytany co roku w drugą niedzielę Wielkiego Postu?

Najprostsza odpowiedź brzmi: ponieważ Wielki Post to czas szczególnej przemiany człowieka. To dni "metanoi”, radykalnej zmiany sposobu myślenia, przemiany ludzkiego serca.

Jaka jest istota tego przemieniania? Po pierwsze - wiara, która nie stawia żadnych ograniczeń. Wiara na wzór i na miarę Abrahama. "Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za wielką zasługę”. Tę samą zasadę Bóg stosuje do każdego człowieka, który zdobędzie się na odwagę i całkowicie uwierzy. Z każdym zawiera przymierze. Abram otrzymał obietnicę "kraju od Rzeki Egipskiej aż do wielkiej rzeki Eufrat”. Chrześcijanin otrzymuje jeszcze większą obietnicę - królestwa Bożego. Cóż większego może obiecać Bóg?

Na ziemi jesteśmy tylko pielgrzymami. Nie tutaj znajduje się cel naszej wędrówki. Wszystko, co ziemskie, przeminie. Zarówno to, co dobre, co sprawia przyjemność, daje zadowolenie, przynosi satysfakcję, jak i to, co złe, niemiłe, niebezpieczne, trudne. Przemienienie Jezusa na górze Tabor było zapowiedzią Zmartwychwstania. Zapowiadało przemianę Chrystusa. Po Zmartwychwstaniu Jego ciało różniło się od ciała człowieka. Jezus wchodził mimo drzwi zamkniętych, pojawiał się i znikał, umiał sprawić, by raz Go rozpoznawano, a innym razem nie rozpoznawano...

Podobną przemianę naszego ciała zapowiedział święty Paweł Apostoł. To Jezus, ten sam, który przemienił się w obecności Apostołów na górze Tabor, "przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować”.

Każdego czeka takie przemienienie, bo ojczyzna każdego jest w niebie, nie na ziemi. W pierwotnym Kościele czas przed Wielkanocą był dla katechumenów szczególnie intensywnym przygotowaniem do przyjęcia sakramentu chrztu. Pierwszy sakrament otrzymywali w czasie liturgii Wigilii Paschalnej. Dokonywało się w nich wewnętrzne przemienienie. Jednym z zewnętrznych znaków tego przemienienia była biała szata, którą otrzymywali.

Znak białej szaty pojawia się także w czasie Przemienienia Jezusa: "Jego odzienie stało się lśniąco białe”. Biel kojarzy się z czystością i z niewinnością. Chrzest obmywa człowieka. Gładzi grzech pierworodny, a jeśli przyjmuje go człowiek dorosły, także wszystkie inne grzechy, które do momentu chrztu popełnił. Chrzest jest przemienieniem człowieka. Początkiem wielkiego procesu przemienienia, który trwa przez wszystkie następne dni. Jak świadkowie Przemienienia Pańskiego ochrzczony otrzymuje dar wiary w Jezusa Bożego Syna. Jest adresatem słów: "To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. Jak świadkowie Przemienienia staje się członkiem wspólnoty połączonej wiarą w Niego. I dobrze mu jest w tej wspólnocie. Jak świadkowie Przemienienia otrzymuje udział w tajemnicy Krzyża Chrystusowego.

Podczas chrztu człowiek nie tylko doznaje oczyszczenia, nie tylko zostaje włączony we wspólnotę Kościoła, nie tylko zostaje umocniony, ale także otrzymuje misję do wypełnienia. Jego zadaniem jest dawanie świadectwa. Na górze Tabor Bóg Ojciec dał świadectwo o swoim Synu. Apostołowie, którzy uczestniczyli w wydarzeniu, długo zachowywali milczenie i nikomu o niczym nie mówili. Przyszła jednak pora, że zaczęli dawać świadectwo nie tylko o Przemienieniu Pańskim, ale przede wszystkim o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Nieśli innym szansę przemienienia.

z „wiara.pl”

 

 

 

7

 

Medytować to …

 

Brunon Koniecko OSB

 

Medytować to słuchać. To słuchać swojego serca. To słuchać i patrzeć czy jest się obecnym.

Medytować to być obecnym. Tu i teraz. To trwać w tej obecności. To być czujnym. To być uważnym.

Medytować to widzieć. To widzieć siebie, widzieć otoczenie, widzieć Rzeczywistość. To czuwać.

Medytować to patrzeć by nic nie utracić; by nie utracić chwili, by nie utracić momentu, by nie utracić spotkania, spotkania z Miłością.

Medytować to widzieć. To widzieć to, co jest przede mną. To widzieć, co jest obok mnie. To widzieć zmiany. Zmiany, jakie dokonują się we mnie, w otaczającym świecie. To zauważać to wszystko, co się dzieje wokół mnie.

Medytować to nie być gdzieś, to nie być tam. Medytować to nie trwać w przeszłości, to nie myśleć o przyszłości.

Medytować to być tu i teraz.

Medytować to trwać przy Tym, którego wzywasz. To być z Nim. To widzieć Go.

Medytować to cieszyć się obecnością Tego, który mnie stworzył, który powołał do istnienia wszystko, co jest.

Medytować to widzieć stworzenie, to widzieć Dobro, to widzieć Prawdę, to widzieć Drogę, to widzieć Życie.

Medytować to być zanurzonym w Obecności. To być w obecności Tego, przed którym stajesz.

Medytować to nie poddawać się wyobrażeniom, mniemaniom.

Medytować to powracać do źródła, do Prawdy. To powracać na drogę.

Medytować to nie odwracać się Tego, z którym idziesz. To nieustannie pamiętać o Tym, który jest Światłością prawdziwą. To być myślą przy Niepojętym i Nieogarnionym. To być myślą przy Słowie, które stało się Ciałem.

Medytować to otworzyć serce dla Tego, który Cię umiłował. To zrobić miejsce Temu, który chce z Tobą wieczerzać.

Medytować to widzieć. To widzieć we wszystkim ślad Tego, który to wszystko uczynił.

Medytować to trwać myślą przy Tym, który trwa przy Tobie.

Medytować to wiedzieć, co czynić. To mieć właściwą mowę, właściwe dążenia. To być rozważnym.

Medytować to być skromnym, cierpliwym, skupionym. To być skierowanym na egzystencję.

Medytować to patrzeć na to, co stanowi istotę mego doświadczenia. To nie poddawać się iluzjom.

Medytować to być świadomym.

Medytować to głosić Imię Tego, który jedynie jest Święty.

Medytować to być z Chrystusem.

z „apostol.pl”

 

 

 

8

 

W kolejce do...

     Szarość poranka, pośpiech, sznureczek spraw niecierpiących zwłoki… Właściwie gdzie ja jestem? Rozglądałem się wokół coraz bardziej zdumiony. Wyjechałem w kierunku politechniki z ważnymi papierami, a teraz znalazłem się w ciżbie, w jakimś korytarzu. Nikt specjalnie nie wiedział, co się dzieje. Powoli wraz z tłumem przesuwałem się w kierunku, z którego docierały niezbyt miłe zapachy. W którymś momencie sąsiad z lewej strony przyciszonym głosem zapytał:

– Pan też?

– Cóż takiego?

– Czy pan też nic nie ma? Podobno można kupić wyjście innymi drzwiami…

     Rozejrzałem się wokół, zastanawiając się, o jakie drzwi chodzi. I odnalazłem: dość solidne, potężne odrzwia, z łacińską maksymą nad nimi: Relinque omni spe (Porzućcie wszelką nadzieję).

– O jakie drzwi chodzi? – zapytałem rzeczowym tonem.

– Nie widzi pan napisu?! Toż nas do piekła pchają! Ale jak ktoś ma pieniądze, może się jeszcze wykupić!

     Jak to pieniądze? Jakie piekło?! Jakie wykupić!? Przecież to niemożliwe, abym się nagle znalazł przy wejściu do piekła. Ponoć miał być jeszcze sąd, przypominało mi się z dziecięcych lekcji religii. Gdyby to miała być prawda, że za pieniądze można się wykupić, to dopiero byłaby granda! Nawet tutaj bogatsi mają lepiej! To obrzydliwe, myślałem. Zaraz, zaraz… Nagle przypomniałem sobie, co się stało. Pędzący w moim kierunku tramwaj. Mimo że zdążyłem się zatrzymać, samochód z tyłu uderzył we mnie i po prostu wepchnął moje auto na tory. Ujrzałem jeszcze przerażoną twarz motorniczego, a potem obudziłem się w tym dziwnym korytarzu. Czyżby nic mi się nie stało? Spostrzegłem, że mam podarte ubranie ze śladami zastygłej krwi i głęboko rozciętą rękę… i dotarło do mnie! Nic mnie nie boli, nic nie czuję, więc tak jest po drugiej stronie! Tylko że to piekło, ale jakoś poradzimy, przecież nie byłem zły, rozmyślałem. Zacząłem uważniej przyglądać się współuczestnikom tego szalonego marszu. Niemal każdy z niepokojem szperał po kieszeniach. Oburzony zapytałem sąsiada:

– O jakich pieniądzach pan mówi?! Przecież tu chyba nikt nie ma pieniędzy. Zresztą miały się nie liczyć!

– Niby tak, ale słyszałem, że jak się ma jakieś, to można się wykupić.

     Pomyślałem, że po prostu coś sprzedam i jakoś się uda. Inni najwyraźniej wpadli na ten sam pomysł. Tyle że nikt nie miał pieniędzy. Kobieta stojąca obok mnie nerwowo sięgnęła do torebki, widać podsłuchiwała… Kątem oka zobaczyłem, jak w jej torebce mignął dwudziestozłotowy banknot.

– Gdzie się zgłosić? Mam pieniądze! – zaczęła wykrzykiwać. – Czy starczy dwadzieścia złotych!?

     Od razu zrobił się rejwach i zaraz dłoń kieszonkowca uniosła torebkę, o którą rozpoczęła się walka. Wygrał ją bandycko wyglądający osobnik. Jednak w torebce nie było pieniędzy. Banknot w cudowny sposób pojawił się w dłoni kobiety. Widać tylko ona mogła się posłużyć swoją własnością. Jest sprawiedliwość na świecie, pomyślałem. Zacząłem metodycznie przeszukiwać swoje kieszenie, mając nadzieję, że coś ze sobą wziąłem.

– Już wiem – wykrzykiwała kobieta – to te dwadzieścia złotych, co dałam na św. Antoniego! Dla biednych! Raz w życiu! Bo mnie namówili, że jak coś dam, to św. Antoni pomoże… i pomógł!

     Kobieta, triumfując, wycofywała się w poszukiwaniu innego wyjścia. Tłum, choć zawistny, rozstępował się przed nią. Zacząłem się intensywnie zastanawiać, ile razy zlekceważyłem szwagra zachęcającego do datków na rzecz biednych. A może coś kiedyś dałem? Chyba jednak nie.

     Nie przerywałem poszukiwań, ale kieszeń za kieszenią okazywała się pusta. Przecież zawsze miałem sto złotych zostawione na wszelki wypadek, a tu nic! Drzwi do piekła były coraz bliżej, co rusz znikała w nich kolejna osoba, ze środka dolatywały przerażające odgłosy: wycie, jęki, obłąkańczy śmiech i zawodzenie. Włosy zjeżyły mi się na głowie. Przecież nie byłem złym człowiekiem!? – stwierdziłem czy może zadałem sobie pytanie. Straciłem pewność siebie, zwykle uspokajającą mnie w trudnych chwilach. Przecież… Zdałem sobie sprawę, że do tej pory wszystko przeliczałem na pieniądze. Pod naporem tłumu znalazłem się jeszcze bliżej drzwi i już zacząłem odczuwać piekielną temperaturę. Skoro jest piekło, to jest i niebo… i Bóg, myślałem gorączkowo. Chociaż teraz to niespecjalnie dobrze, bo te sprawy zawsze lekceważyłem, te różańce, Msze święte, rekolekcje itp. Ale tu przecież żadnych diabłów nie widzę, a piekło to może po prostu jakieś złudzenie?

     Czas zwolnił, przed moimi oczyma przebiegały sceny z całego życia, raz na jakiś czas pojawiała się kwota. Wszystko przeliczałem na pieniądze, myślałem z rozpaczą. Piekło tuż-tuż, jeszcze chwila i stanę na progu, a nic nie mam na swoją obronę. Kwota, którą zgromadziłem za życia, wyglądała imponująco, ale tu była bezużyteczna, przygniatała mnie i krępowała moje ruchy. Pomyślałem, że sięgnę jeszcze raz do tylnej kieszeni. Nowa myśl rozbłysła w mojej głowie niczym błyskawica: Przecież raz rzuciłem żebrakowi całe pięć złotych! Właściwie chciałem dać dwa, ale miałem pięć i tych trzech pożałowałem, ale dwa chciałem naprawdę dać! W tylnej kieszeni faktycznie wymacałem monetę, chłodny metal okrągłej pięciozłotówki. Nerwowo szarpałem, aby ją wyjąć i obwieścić, że przecież mam! Byłem uratowany!

– Panie Boże! Patrz, nie wszystko przeliczyłem na pieniądze, mam tu pięć zło… tych!

     Moneta w połowie się ukruszyła i niecałe pięć złotych, połamane, trzymałem w ręce, gotów wołać, że przecież, że… Nagle czyjaś dłoń mocno szarpnęła mnie do tyłu i pociągnęła do siebie. Zobaczyłem tamtego żebraka. Uśmiechał się i wskazywał mi zupełnie inne wyjście...

Ireneusz Rogala

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

17 marca - św. Patryk, biskup
17 marca - św. Gertruda, ksieni
18 marca - św. Cyryl Jerozolimski, biskup i doktor Kościoła
18 marca - św. Edward, męczennik
19 marca - św. Józef, Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny
19 marca - bł. Marceli Callo, męczennik
20 marca - św. Aleksandra, męczennica
20 marca - św. Maurycy Csak, męczennik
20 marca - św. Herbert, pustelnik
20 marca - św. Wolfram, biskup
21 marca - św. Mikołaj z Flue, pustelnik
21 marca - św. Benedykta od Bożej Opatrzności Cambiagio Frassinello
22 marca - św. Zachariasz, papież
23 marca - św. Turybiusz z Mongrovejo, biskup
23 marca - św. Józef Oriol, prezbiter
23 marca - bł. Metody Dominik Trćka, prezbiter i męczennik
23 marca - św. Rafka, dziewica
24 marca - św. Katarzyna Szwedzka, zakonnica
25 marca - Zwiastowanie Pańskie
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.