luty

WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

       8/700                   -           24 lutego 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

24 luty 2019 r. C.

VII NIEDZIELA ZWYKŁA C

Chrystus przypomina nam dzisiaj, że pierwszym i największym z Jego przykazań jest przykazanie miłości bliźniego. I to miłości nawet nieprzyjaciół.

Nakaz miłości bliźniego znajdujemy w wielu religiach i systemach filozoficzno-etycznych, jednak miłość nieprzyjaciela głosi tylko chrześcijaństwo. Chrystus stawia to przykazanie na szczycie swej etycznej nauki. Chrześcijaninem jest więc dopiero ten, kto potrafi miłować nawet nieprzyjaciół.

W dzisiejszym numerze:

- To już 700 numer naszej gazetki !!!

- „Irytująca” Ewangelia.

- Dawid przebacza.

- Obracać kapitałem dla zysku.

- Podaruj sobie czas.

- Płomień Miłości

- Święci i błogosławieni w tygodniu

To już 700 numer naszej gazetki !!!

Oddajemy dzisiaj w ręce naszych czytelników jubileuszowy, bo siedemsetny numer naszej gazetki - „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”.

Gazetka jest tygodnikiem i ukazuje się od około piętnastu lat z małymi przerwami. Pod względem czasu wydawania (15 lat), nakładu (2000 i więcej egzemplarzy na tydzień), regularności, jesteśmy w najściślejszej czołówce w naszym kraju.

Gazetka przed wielu laty powstała z inicjatywy ówczesnego proboszcza Jana Głoda. Tradycja jej wydawania, wspierania i angażowania się została podjęta i jest realizowana do dzisiaj przez aktualnego proboszcza, ks. prałata Jana Abrahamowicza. Dziękujemy im za to. Gazetka jest wydawana pod patronatem Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej, redagowana i realizowana jest nieomal od samego początku przez moją osobę. Cały czas trafia do rąk parafian bezpłatnie (finansowana jest przez parafię).

Obok wydania drukowanego na papierze ukazuje się wydanie internetowe pod adresem: wzgorza-gazetka.pl zawierające bogatszy materiał – więcej artykułów, zdjęcia, filmy. Równolegle pod tym samym adresem, na każdą niedzielę ukazuje się strona z aktualną Liturgią Mszy św. i homilią.

Gazetkę również można znaleźć na innych stronach, np. naszej parafii – milosierdzia-parafia.pl, akcjakatolicka-krakow.pl, wydania te oprócz pisanej treści zawierają co tydzień aktualne na daną niedzielę lub święto video-komentarze.

Treścią gazetki są głównie artykuły nawiązujące do aktualnej niedzieli, święta, okresu w Kościele, informujące o wydarzeniach w parafii i diecezji. Oprócz tego zamieszczane są szczególnie lubiane opowiadania, wiersze, modlitwy, znajdziemy również trochę poezji i cytatów.

Redakcja gazetki jest cały czas otwarta na uwagi i propozycje dotyczące zawartości i wyglądu gazetki, w obu formach. Jesteśmy również otwarci na zamieszczanie materiałów od parafian – artykuły, wiersze, zdjęcia. Zapraszamy do współpracy naszych parafian, najlepiej przez udział w spotkaniu naszej Akcji Katolickiej, na które niebawem zaprosimy.

Wszystkim Czytelnikom składam serdeczne podziękowania za wyrozumiałe i życzliwe przyjęcie każdego numeru gazetki i zapraszam do twórczej współpracy.         

                            red. nacz. – Władysław Wyka

„Irytująca” Ewangelia.

Przed wielu laty wybitny powieściopisarz Lew Tołstoj pisał: „Odpowiadaj dobrem za złe, a zniszczysz w podłym człowieku zadowolenie ze zła”. Te słowa oraz nauka płynąca z dzisiejszej Ewangelii budzą ogromne wątpliwości, a nawet złość i niezrozumienie. Jak to? Ten, który mnie krzywdzi, ten, kto jest przyczyną moich łez, ma być przeze mnie kochany? Jak to możliwe, że Chrystus każe nam pożyczać i dawać, nie czekając na zwrot? Współczesnym językiem można byłoby rzec: „przecież pójdziemy z torbami”. Czy czasem Jezus nie pomylił się w dzisiejszej Ewangelii? A może są to piękne słowa pełne ideału, ale bez możliwości zastosowania w normalnym życiu?

Kiedyś spotkałem w domu starców przy ulicy Helclów w Krakowie starszą kobietę wyrzuconą z domu przez swoje dzieci, bo była niewygodna, niepotrzebna, po prostu była za stara. Nie pasowała do nowoczesnego wystroju mieszkania, sprzętu, komputera, kina domowego. Powodowała dysonans w zderzeniu z nowoczesnymi meblami i gośćmi z tak zwanej śmietanki krakowskiej. Kiedy w rozmowie zadałem jej pytanie, co czuje, odpowiadając, ukazała mi dramat wywiezienia z domu z jedną walizką. Mówiła: „Czuję wielki żal, ale nie chcę ich nienawidzić, nie potrafię! Przebaczam im, bo nie chcę potęgować zła. Cóż mi przyjdzie z myśli o zemście?”.

Kiedy mówimy o miłości nieprzyjaciół, zbliżamy się do tajemnicy przebaczenia. A któż z nas nie doznał od kogoś krzywdy? Wielokrotnie stawaliśmy przed dylematem: przebaczyć czy pielęgnować urazę w sercu, nadal kochać czy znienawidzić? Pochylamy się dziś nad Ewangelią o miłości nieprzyjaciół, o przebaczeniu i dlatego musimy dokonać refleksji nad istotą tego fenomenu. Jeśli nie będzie w naszym życiu przebaczenia, to żadna rodzina, małżeństwo, nawet nieformalny związek nie ma szans przetrwania. Przecież każdy z nas ma jakieś wady, popełnia błędy i – czy tego chce, czy nie – rani innych, także najbliższych. Zastanówmy się więc, co to znaczy przebaczyć...

Przebaczenie jest przede wszystkim poszerzeniem serca. Człowiek musi zapomnieć o sobie, zrobić miejsce ludziom niewygodnym i tym, którzy go obmówili, skrzywdzili. Poszerzenie serca polega na wyjściu z egoizmu, a to nie jest takie proste. Doskonale wiemy, ile jest zwad sąsiedzkich, małżeńskich kłótni, nieporozumień na linii rodzice–dzieci. Przebaczyć oznacza poszerzyć swoje serce, tak jak to uczynił Chrystus na krzyżu, modląc się: „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Przebaczenie to także danie szansy drugiej osobie, może którejś z kolei. Przebaczyć to znaczy powiedzieć komuś: „Ja cię nie przekreślam, daję ci kolejną szansę”. Tak jak matka daje szansę dziecku, które wciąż się spóźnia, jest nieposłuszne i ją rani. Ona jednak stale daje możliwość poprawy. Danie szansy to zwycięstwo nad sobą. Przebaczenie wymaga walki. Choćby wtedy, gdy mąż po raz kolejny przychodzi do domu pijany, a żona próbuje dać mu okazję do poprawy. Ktoś może powiedzieć: pobłażliwość, głupota. Chrystus mówi: miłość, przebaczenie. Choć dobrze wiemy, że przebaczenie nie oznacza zapomnienia. Nikt z nas nie jest w stanie wyrzucić z pamięci doznanych krzywd. Tych zranień nie da się usunąć z serca, ale można przebaczyć. I to jest właśnie miłość nieprzyjaciół.

Jezus Chrystus pokazuje swoim życiem, że można wybaczyć każdemu. Można więc powiedzieć, że przebaczenie jest naśladowaniem Jezusa. Chrystus wzywał do naśladownictwa, które boli: „Bierzcie krzyż na swoje ramiona”, a krzyżem jest często ten, kto krzywdzi, nasz nieprzyjaciel. Tak jak dla tej starej kobiety krzyżem stały się jej własne dzieci, które pokazały jej, że jest niepotrzebna. A przecież całe życie dla nich poświęciła! Ci, którzy poczuli się kiedyś niepotrzebni, doskonale to rozumieją.

Istnieje jeszcze jeden motyw postępowania, gdy przychodzi dylemat: kochać czy nienawidzić? Przebaczenie jest przecież spłaceniem długu wobec miłości Boga do człowieka. Bóg wielokrotnie przebacza każdemu z nas. Ileż jest w nas nieprawości, o której wie tylko On i my! Bóg daje nam łaskę przebaczenia, abyśmy ją przekazali innym, również tym wyrządzającym krzywdę. To jest tajemnica miłosierdzia. Tak wielu pielgrzymuje do światowego sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach, aby szukać przebaczenia. Takim sanktuarium jest przecież drugi człowiek!

Pochylamy się dzisiaj nad tajemnicą przebaczenia, czyli miłością nieprzyjaciół. Kiedy więc będziemy po raz kolejny słyszeć słowa Chrystusa: „Nadstaw drugi policzek”, powinniśmy zrozumieć, że nie chodzi o naiwność, o podkładanie się do bicia. Tu chodzi o przebaczenie! Jeden z najwybitniejszych polskich psychiatrów Antoni Kępiński pisał dosadnie i zwięźle: „Przebaczyć to znaczy zrozumieć”. W związku z tym, gdy będziemy myśleć o wyrządzonych nam krzywdach, o nieprzyjaciołach, którzy nas skrzywdzili, najpierw spróbujmy ich zrozumieć. Może się bowiem okazać, że ten człowiek nie potrafi inaczej postępować, może jest w jakimś potrzasku, może chce na siebie zwrócić uwagę. Wtedy łatwiej będzie powiedzieć: „Przebaczam ci, kocham cię, daję ci kolejną szansę”. A to będzie dowód na zrealizowanie w naszym życiu wezwania Jezusa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół”.                    

ks. Janusz Mastalski

Dawid przebacza

Saul był wrogiem Dawida. Ten uciekał i ukrywał się przed nim, schodząc z linii ciosu. Nigdy jednak nie był jego wrogiem. Oddział żołnierzy stojący po stronie Dawida traktował jednak Saula jako wroga.

Mądry Dawid postanowił udowodnić królowi, że nie jest jego wrogiem, i nocą wszedł do obozu, stając przy śpiącym królu. Adiutant uznał, że to chwila sposobna, dana przez Boga, aby Saula zabić. Jego własna dzida była wbita obok jego głowy. Wystarczył jeden cios. Gdyby Dawid traktował Saula jak wroga, cios zostałby wymierzony.

Dawid zabrał dzidę i zawiadomił Saula, że był blisko i miał go w zasięgu ciosu. Zależało mu na tym, aby Saul zmienił swe myślenie i postępowanie, aby dostrzegł, że on nie jest jego wrogiem.

Adiutant Dawida chciał wymierzyć cios. Stał obok Saula ze swym dowódcą. Nie rozumiał go, ale ciosu nie zadał.

To scena ze Starego Testamentu. Dawid umiał przebaczyć Saulowi i zachował serce czyste, nie dopuszczając do tego, by pojawiły się w nim zarazki wrogości. Przebaczające serce jest nastawione na pozyskanie wroga, a nie na jego likwidację. Ta prawda została wpisana w centrum Ewangelii. Tak bowiem postępuje Bóg. On nie chce niszczenia swoich wrogów, lecz ich nawrócenia. Dlatego przebacza i daje szanse. Tylko takie podejście jest drogą do likwidacji wrogości z ludzkiej rodziny. Niewielu to rozumie.

Dziś o wiele więcej chrześcijan żyje w duchu wymiany ciosów i likwidacji wroga. Wydaje się im, że to jedyne wyjście. Nie dorastają do przebaczenia. Tymczasem Jezus wskazał drogę przebaczenia i dawania szansy wrogom, aby się nawrócili. Chce, byśmy ten Jego zamysł zastosowali w życiu. Trzeba serce wypełnić przebaczającą miłością. Wtedy ono może mieć wrogów, ale samo nigdy nie zajmie wrogiej postawy.

To nie tylko wielka polityka, to życie społeczne, to układy rodzinne, to rozgrywki w środowisku pracy i w sąsiedztwie. Wrogów jest wielu i polują na niewygodnych dla siebie. Chrześcijanin ma schodzić z linii ciosu i przebaczać, dając szansę nawrócenia temu, kto nienawidzi i rani. Oto jeden z bardzo trudnych wymiarów Ewangelii, możliwy do realizacji jedynie dzięki szczególnej łasce Boga. Po ludzku wymiana ciosów jest o wiele łatwiejsza. Przebaczenie to zawsze wielkie zwycięstwo, nawet jeśli przebaczającego dosięgnie cios. To lekcja krzyża na Golgocie.

ks. Edward Staniek

Obracać kapitałem dla zysku

Żyjemy w świecie, w którym ludzie w rozmaity sposób układają swoje życie, ale w znacznym stopniu patrzą na nie przez pryzmat zysku. Człowiek zakłada przedsiębiorstwa, ma w nich udziały, składa pieniądze do banku i liczy na to, że wszelkie tego typu działania będą procentować. Jedni są w tym bardzo wyszkoleni i drogą zarówno rzetelności, jak i nieuczciwości rzeczywiście zyskują. Drudzy nie są tak operatywni, a wobec nieuczciwości czują się bezradni. W tym kontekście warto dzisiaj dostrzec, usłyszeć i zrozumieć, a nade wszystko zastosować to, co do nas mówi Bóg.

Przede wszystkim trzeba, aby do każdego z nas dotarła rewelacyjna prawda o tym, że najlepiej prosperującym przedsiębiorstwem na świecie jest Kościół katolicki. Temu, kto autentycznie do niego przynależy, kto wie, jakim skarbem dysponuje i jakie ma możliwości obrotu wartościami, które się w nim znajdują, przynosi on największe zyski. Świadomy członek Mistycznego Ciała Chrystusa odkrywa, że ma wprost nieograniczone możliwości zysku i – co nie podlega żadnej wątpliwości – może przenieść to wszystko w wieczność. Pan Jezus mocno to podkreśla w tym ostatnim zdaniu, które usłyszeliśmy: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie” (Łk 6,38). Oświadcza wyraźnie, że wszystkie nasze ziemskie poczynania będą na końcu życia podsumowane. Nie chodzi o to, żeby kogoś niepokoić, ale żeby każdy człowiek, mając to na uwadze, umiał w życiu mądrze inwestować i wiedział, gdzie należy lokować swoje udziały. Pan Jezus dzieli się tym ze swoimi uczniami, którzy Mu uwierzyli i przyjęli z Jego rąk to, co im dał. A co On nam daje?

Mówi wprost: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 13,34). To jest jeden z podstawowych środków obrotu w tym przedsiębiorstwie, jakim jest Kościół katolicki.

Bóg powierzył swoim uczniom to niezgłębione przykazanie miłości, wychodząc od zwrócenia uwagi na miłość bliźniego, co tak czytelnie zobrazował w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Mam miłować drugiego człowieka z oddaniem, zaangażowaniem, determinacją, jak uczynił to Samarytanin. Jeżeli będę postępował w taki sposób, moje życie ma szansę bardzo wysoko zaprocentować. Jeżeli natomiast pójdę śladem kapłana czy lewity z przypowieści, zmarnuję kapitał początkowy dany mi przez Boga przy stworzeniu i zbankrutuję totalnie! Niczego nie ulokuję w banku niebieskim. To jest pierwszy stopień przykazania miłości. Potem jest przykazanie wzajemnej miłości.

Chrześcijanie bardzo często w ogóle nie zdają sobie sprawy z tego, że otrzymali coś nowego, bo słowa „miłość” używa każdy człowiek. Ale uczniowie Chrystusa zostali wezwani do innej miłości. Wszyscy mamy się wzajemnie miłować, ale miłością Bożą, taką, jaką Jezus umiłował każdego z nas. To jest przykazanie, które zostawił swojemu Kościołowi. Jeżeli nie byłby w nas obecny Chrystus, jest rzeczą jasną, że nie bylibyśmy w stanie spełniać wymogów tego przykazania, nie bylibyśmy w stanie pomnażać kapitału wyjściowego, który każdy z nas otrzymał na chrzcie świętym. W tym kontekście można zobaczyć, jak śmieszny jest chrześcijanin, który nie korzysta z tylu możliwości obecności Chrystusa w sobie, jak: słuchanie Jego słowa i wcielanie go w życie, karmienie się Nim w Komunii Świętej czy przyjmowanie Jego przebaczenia w sakramencie pokuty. Jeżeli chrześcijanin pragnie powiększać swój kapitał w Kościele, którego jest członkiem, robi wszystko, by mógł powtórzyć za św. Pawłem: „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20), bo dopiero wtedy jest zdolny do realizowania przykazania: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Dzisiaj mamy kapitalną okazję sprawdzić, na ile realizujemy to w swoim życiu.

Miłość wzajemna na wzór miłości Chrystusa to jest drugi stopień przykazania miłości. Jedynie Jego uczniowie potrafią ją realizować, bo tylko oni – sami z siebie zainteresowani nauką swojego Pana – zostali o niej pouczeni i do niej wezwani.

Jest trzeci, bardzo rozległy wymiar miłości, o którym Pan Jezus mówi najwięcej – dotyczy on miłowania nieprzyjaciół. Ten stopień realizowania przykazania miłości wymaga, aby kochać także tych, którzy w Chrystusa nie wierzą, oraz tych, którzy jawnie występują jako Jego wrogowie.

Nauka Pana Jezusa, której wysłuchaliśmy, w kategoriach tego świata jest naiwna i śmieszna, zostaje natychmiast obrzucona drwiną i wyrzucona do kosza na śmieci. Często to obserwujemy, choćby w mediach. Wskazania, jakie daje Jezus, absolutnie nie mieszczą się w kategoriach tego świata, ale z całą pewnością może je przyjąć i realizować autentyczny chrześcijanin, który pozwala Jezusowi, aby w nim swobodnie działał. Tylko taki człowiek potrafi dobrze czynić temu, kto go nienawidzi, błogosławić tego, który go przeklina, modlić się za tego, który go permanentnie rani czy upokarza. Bo zgodnie z wolą Chrystusa Jego uczeń ma być w tym świecie kimś innym. Jeżeli bowiem przebywamy w tzw. towarzystwie wzajemnej adoracji i postępujemy dobrze jedynie względem tych, którzy nam odpłacają tym samym, Pan Jezus słusznie pyta: „Cóż szczególnego czynicie? Co to za inwestycja? Przecież i poganie tak czynią. Czy myślisz, że przyniesie ci ona królestwo Boże? Mylisz się, to nie da żadnego zysku. Bo to, co jest w stanie wymyślić człowiek, jest mizerne, do tego wcale nie było potrzebne moje cierpienie, męka i krzyż, które podjąłem dla ciebie. Pragnę być w tobie obecny, abyś uświadomił sobie, że ze Mną twoje możliwości są niepomiernie większe, wprost nieograniczone. I na ile z nich skorzystasz, na tyle będziesz jaśniał w moim królestwie”.

To jest perspektywa, którą każdy z nas musi zobaczyć. Wtedy zupełnie inaczej będziemy funkcjonować w świecie, w którym często jesteśmy zepchnięci na margines i zdajemy się być w sytuacji beznadziejnej. Jeżeli spróbujemy dostrzec wartość tego, co oferuje nam Jezus: jakim skarbem jest nasza wiara, jakie zawiera w sobie diamenty, nasza sytuacja życiowa diametralnie się zmieni. Możemy tak ustawić swoje życie, aby zapewnić jego stały rozkwit. Co więcej, nikt nie będzie w stanie nam w tym przeszkodzić; im większe pojawią się na tej drodze trudności, tym bardziej będą wzrastać nasze możliwości.

Moi drodzy, trzeba zobaczyć, jaki jest cel tych wszystkich zabiegów. Pan Jezus wyraził to krótko: „będziecie synami Najwyższego” (Łk 6,35). Wykorzystując możliwości obrotu kapitałem, który mi Pan Bóg dał, dojrzewam do stania się synem Najwyższego – „ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych” (Łk 6,35); czy jak Pan Jezus powie na innym miejscu: „słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45).

Otrzymałem od Jezusa nowe przykazanie miłości, aby ono mnie uwiarygodniło jako Jego ucznia, aby stało się moim dowodem tożsamości, według którego będę rozpoznawalny w świecie; tak jak o tym świadczył pierwotny Kościół, kiedy poganie, obserwując uczniów Chrystusa, z podziwem mówili: „Patrzcie, jak oni się miłują”. A co najważniejsze, przez realizację tego przykazania w życiu każdego z nas Chrystus ma szansę być obecny w tym zakątku ziemi, w tym czasie i pokoleniu. To jest zobowiązanie, które podjęliśmy na chrzcie świętym, i od jego rzetelnej realizacji żaden chrześcijanin nie jest zwolniony.

Żyjąc więc dalej w świecie, który postępuje według swoich reguł – gdzie jedni się horrendalnie bogacą, a drudzy są strącani w skrajną nędzę – nie dopuszczajmy do marnowania skarbu, który nam został powierzony. Obracajmy mądrze Bożym kapitałem początkowym, abyśmy wypracowali największy zysk, na jaki nas stać. Wkładajmy w to całe serce, całą duszę i cały umysł, pamiętając o obietnicy Jezusa: „Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”. Umiejmy być hojni w zarządzaniu tym niezwykłym skarbem, który Bóg nam powierzył.

ks. Kazimierz Skwierawski

W jaki sposób modlić się przed

Najświętszym Sakramentem

Pewna siostra zakonna ustawicznie adorowała Najświętszy Sakrament. Gdy pytano ją, co robi przez tyle godzin, odpowiadała: „Cóż robić przed Panem Jezusem? Dziękować, kochać i błagać. To wszyscy całą wieczność czynić będziemy". Jeśli więc chcemy zyskać obfite owoce z naszych nawiedzeń Najświętszego Sakramentu, bierzmy z niej przykład.

1) Dziękuj. Umiemy okazywać wdzięczność rodzicom, krewnym, przyjaciołom, gdy odwiedzają nas, przybywając z daleka. Zastanówmy się: oto Pan Jezus opuszcza niebo, by nas nawiedzić i zamieszkać z nami. Gdy Go adorujemy w Najświętszym Sakramencie, ożywiajmy w sobie tę wiarę, uwielbiajmy Go i dziękujmy Mu za to, że zamieszkał na ołtarzu z miłości dla nas.

2) Kochaj. Kiedy św. Filipowi Neriuszowi przyniesiono w ciężkiej chorobie Najświętszy Sakrament, zawołał w uniesieniu radości: „Oto idzie Miłość moja!". Również i my możemy tak mówić, patrząc na tabernakulum, rozważając, że Jezus Chrystus przebywa tutaj i pała ku nam gorącą miłością. Według św. Bernarda Pan Bóg miłuje nas dlatego, aby być umiłowanym przez nas taką samą miłością. Jezus wyraźnie oświadczył, że przyszedł na ziemię po to (i po to zapewne na niej pozostał), aby nas pociągnąć do swojej miłości. Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12, 49).

Przez ten sakrament Pan Jezus zapala dusze ludzkie płomieniami świętości. Pewnego razu objawił się On św. Katarzynie Sieneńskiej w Najświętszym Sakramencie pod postacią gorejącego pieca. Święta dziwiła się, że od tego ognia nie zapalają się wszystkie serca. W obecności Najświętszego Sakramentu wzbudzajmy w sobie pragnienie podobania się Panu Bogu. Czyńmy i powtarzajmy często akty: ufności, miłości i całkowitego oddania się Panu.

3) Błagaj. Pan Jezus najchętniej wysłuchuje i daje najbardziej obfite łaski tym, którzy Go nawiedzają w Najświętszym Sakramencie. Pewien zakonnik powiedział, że Pan Jezus ukazał się mu pewnego razu w Najświętszym Sakramencie z rękami pełnymi łask. Żalił się, że nie ma komu ich dać, dlatego że o nie nikt nie prosi. Jeśli rzadko nawiedzamy Pana utajonego pod postacią chleba, to nie będziemy w stanie dłużej wytrwać w Jego obecności i nie będziemy wiedzieć, co tam robić, o czym z Nim rozmawiać. Dlaczego nie błagamy Go o łaski, których tak bardzo potrzebujemy? Prośmy Go, a da nam moc do oparcia się pokusom, siłę do poprawienia się z wad i błędów, w które tak często wpadamy. Uwolni nas od nałogu lub namiętności, która nas krępuje i nie pozwala oddać się całkowicie Bogu. Prośmy Go, a On pomoże nam cierpliwie znieść wszelkie przeciwności, rozpali nasze serca swą Bożą miłością, da nam zjednoczenie ze swą świętą wolą.

Jeżeli tylko poczujemy w duszy jakiś niepokój, gdy zdarzy się nam jakiś upadek, zaraz należy udać się przed Najświętszy Sakrament, przepraszać Pana Jezusa, a On nas uspokoi i nam przebaczy. Gdy doświadczamy jakichś niepowodzeń lub przykrości, ofiarujmy je Panu utajonemu w Eucharystii. Błagajmy, aby dał nam łaskę cierpliwego i pokornego ich znoszenia. Gdyby wszystkie osoby dążące do doskonałości tak postępowały, odnosiłyby wielką korzyść z tak bliskiej obecności Chrystusa. Łatwo i szybko by się uświęcały. Starajmy się więc to cenić, aby dojść do świętości dla chwały i miłości wiecznej Pana.

Św. Alfons Maria Liguori, Droga do świętości o ćwiczeniach duchowych, Homo Dei 2011, s. 97-98.

Podaruj sobie czas

Czytamy różne rzeczy. Newsy na stronach internetowych, teksty o wszystkim, wpisy znajomych na portalach społecznościowych. Scrollujemy facebooka z głośnym i nośnym w danym momencie hasztagiem.

Wszystkiemu poświęcamy chwilę, może kilka lub kilkanaście minut, jeśli jesteśmy dość wytrwali, by przeczytać nieco dłuższy tekst. Oczywiście są jeszcze tacy, których na dłużej zatrzyma gazeta lub książka. Chyba jednak stanowią mniejszość. Nie mamy cierpliwości do długich tekstów. Ale nie tylko. Denerwują nas kolejki w sklepach, nawet jeśli przed nami są tylko trzy osoby. Od dłuższego czekania na jedzenie w restauracji, wolimy coś „na szybko”. Przekłada się to także na nasze życie religijne i duchowe. Krótkie Msze, szybkie spowiedzi, zdawkowe modlitwy. I nie chodzi tutaj o niepotrzebne przedłużanie liturgii, rozgadywanie się w sakramencie pokuty czy przydługie monologi, gdy stajemy na modlitwie. Chodzi o to, by dać sobie czas w spotkaniu z Bogiem. Cierpliwie wsłuchać się w Jego słowo. To nie jest łatwe. Ale jest konieczne, by budować z Nim relację. Nie da się zawiązać przyjaźni z kimkolwiek w pięć minut. Nie pozna się w jednej chwili człowieka i nie stworzy się z nim więzi na tyle, by wejść z nim w małżeństwo. Ta sama zasada działa w przypadku Boga. Mimo że świat przekonuje nas, że wszystko trzeba przyśpieszać, budowanie czegoś trwałego i stabilnego wymaga poświęcenia czasu, wytrwałości i żmudnej pracy. W książce „Mały książę” Antoine de Saint-Exupéry obrazuje tę prawdę, gdy główny bohater ma oswoić lisa. Lis uczy Małego księcia, w jaki sposób ma to zrobić: „Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej”. Nieco wcześniej lis stwierdza: „Poznaje się tylko to, co się oswoi. Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!” Co natomiast proponuje nam świat? Przelotne i powierzchowne znajomości — dawanie lajków wielu osobom zamiast wypróbowanych przyjaciół, z którymi można usiąść i pogadać; związki zaczynające się i kończące łóżkiem, bo ciężka harówa i tracenie siebie dla drugiej osoby, by „wybudować szczęście”, zaczynają być postrzegane jako patologia. Możemy żyć bez głębi. Ale po co? Skoro szczęście znajduje się w zasięgu naszych rąk. Wystarczy zakasać rękawy.

Antoine de Saint-Exupéry daje nam przystępny „przepis” na budowanie relacji międzyludzkich. Natomiast Biblia pokazuje nam, w jaki sposób podchodzono do słuchania słowa Bożego. Zacznijmy od proroka Nehemiasza. Fragment tej księgi słyszeliśmy jako pierwsze czytanie w ostatnią niedzielę stycznia. Autor księgi opisuje, z jakim oddaniem lud słuchał księgi Prawa Mojżeszowego. Postawiono specjalne podwyższenie, z którego czytano, a na placu zebrali się wszyscy, którzy byli zdolni rozumieć. „Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie” (Neh 8, 8). Bardzo lubię ten fragment. Zadbano o wszystko — przygotowano miejsce, stworzono warunki, by wszyscy dobrze słyszeli i rozumieli czytanie. Za każdym razem ujmuje mnie ta ogromna troska o proklamowane słowo i ludzi, którzy mieli je przyjąć. Poświęcili także czas, ponieważ to spotkanie ze słowem trwało od rana aż do południa. Pół dnia, kilka godzin, spędzili ze słowem, a mieli w sobie taką tęsknotę za nim, że płakali w trakcie słuchania, tak że Nehemiasz, Ezdrasz i lewici musieli ich uspokajać. Najpierw jednak Izrael doświadczył, jak to jest, gdy zabraknie Bożego głosu. Sytuacja ta bardzo dobrze pokazuje to, o czym pisał prorok Amos: „Oto nadejdą dni - wyrocznia Pana Boga - gdy ześlę głód na ziemię, nie głód chleba ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich” (Am 8, 11).

Podobnie działo się, gdy zaczął nauczać Jezus. Ludzie pieszo przemierzali wiele kilometrów, by się z Nim spotkać. Poświęcali czas, porzucając swoje obowiązki i całymi dniami siedzieli i słuchali do późna. Mówią nam o tym między innymi fragmenty o rozmnożeniu chleba. Ludzie nie rozchodzili się i dopiero uczniowie zaczęli namawiać Jezusa, by kazał ludziom odejść. Przychodzący do Chrystusa pragnęli znaków, to prawda. Znosili do niego chorych z całej okolicy, by ich uzdrowił. I Jezus uzdrawiał. Ale potężną częścią roboty było głoszenie Ewangelii. I wszyscy Go słuchali. Może część z nich z niecierpliwością, by wreszcie skończył mówić i zaczął uzdrawiać. Sam im wypominał, iż szukają Go, gdyż jedli chleb do syta. Ale nie rezygnował i dalej do nich mówił. Potrzebowali czasu, by to słowo zaczęło w nich pracować. Jeszcze większą uwagę i czas Jezus poświęcał Apostołom i uczniom, dbając jak kiedyś Nehemiasz i Ezdrasz, by rozumieli przypowieści. Nic nie działo się od razu. Trzy lata przebywania z Nauczycielem nie zrobiły jeszcze z nich duchowych gigantów. Poszczególne Kościoły w różnych miejscach, mimo że przyjmowały wiarę, wciąż potrzebowały umacniać się słowem — czy to przez odwiedziny Pawła lub innych, czy też przez listy. Sam Paweł rozumiał to doskonale i w największym stopniu wykorzystywał czas, gdy przebywał w jakiejś wspólnocie. W Dziejach Apostolskich czytamy, że w Troadzie „Paweł, który nazajutrz zamierzał odjechać, przemawiał do nich i przedłużył mowę aż do północy. (...) Pewien młodzieniec, imieniem Eutych, siedział na oknie pogrążony w głębokim śnie. Kiedy Paweł przedłużał przemówienie, zmorzony snem spadł z trzeciego piętra na dół. Podniesiono go martwego. Paweł zeszedł, przypadł do niego i wziął go w ramiona: «Nie trwóżcie się - powiedział - bo on żyje». I wszedł na górę, łamał chleb i spożywał, a mówił jeszcze długo, bo aż do świtania. Potem wyruszył w drogę. A chłopca przyprowadzono żywego ku niemałej radości [zebranych]” (Dz 20, 7-12). Potrzebujemy czasu, by słowo się w nas zakorzeniło.

Katarzyna Strzyż, źródło: Opiekun       

Płomień Miłości

Odpowiedzią na wezwanie Maryi z objawień w Erd jest rozwijający się na świecie, a powstały na Węgrzech w 2009 roku Ruch Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi. Pierwsza taka wspólnota powstała w Kaliszu w 2015 roku w sanktuarium św. Józefa.

Ruch Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi został zaaprobowany oficjalnie przez kard. Petera Erdö, arcybiskupa Esztergom-Budapeszt. Z inicjatywy Ireny Berkowicz powstała przy parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Kaliszu pierwsza w diecezji (i prawdopodobnie w Polsce) Wspólnota Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi. 2 lutego 2015 roku swojego błogosławieństwa udzielił jej ks. prałat Jacek Plota. Data ta jest Bożym zrządzeniem, bo Maryja prosiła bowiem o obchodzenie święta Płomienia Miłości jej Niepokalanego Serca właśnie wraz ze świętem Matki Bożej Gromnicznej. Pierwszym opiekunem grupy był ks. Szymon Rybak, obecnie jest nim ks. Michał Świgoniak.

Wspólnota liczy około 50 osób różnego stanu i wieku, którzy spotykają się w każdą pierwszą niedzielę miesiąca w sanktuarium św. Józefa na Mszy św. i wspólnej modlitwie Koronką do Płomienia Miłości Niepokalanego Serca Maryi, w której uczestniczy coraz więcej wiernych. Wspólnota organizuje pielgrzymki i wyjazdy formacyjne - m.in. do Gietrzwałdu, Krakowa, Zakopanego, Wadowic, Gdańska oraz dni skupienia w Sadowiu, czy w Domu Formacyjnym Ojców Jezuitów w Kaliszu. Członkowie wspólnoty biorą czynny udział w życiu parafii oraz diecezji i w szczególny sposób odpowiadają na wezwanie Maryi do modlitwy za kapłanów otaczając modlitewną opieką kilku księży w ramach Apostolatu Margaretka. Modlą się w intencji Kościoła, osób konsekrowanych, konających i dusz czyśćcowych, za grzeszników, osoby chore i cierpiące, dzieci nienarodzone i rodziny, prześladowanych chrześcijan i o pokój na świecie.

Bóg poszukuje człowieka

XIX i XX wiek to czas dramatycznej walki z Kościołem, prześladowań, czas wojen, rewolucji, zwodniczego „oświecenia”, laicyzacji i rozwoju zgubnych ruchów i ideologii. To też paradoksalnie czas wielkiej łaski dla Kościoła, bo Bóg w swojej miłości uznał za stosowne posłużyć się dla naszego ocalenia najdoskonalszym narzędziem i oddaje nam tę, której serce przepełnione jest żarem miłości dla grzesznego człowieka. Pojawiają się coraz częstsze zjawiska płaczących wizerunków Matki Bożej, w tym także ikon w Kościele wschodnim, mające poruszyć sumienia i ostrzec przed sprawiedliwym sądem. Coraz chętniej Maryja przychodzi osobiście do swoich dzieci, by nawrócić ich ku swojemu Synowi. Oprócz wielkich i powszechnie znanych objawień maryjnych w miejscach takich jak: Lourdes, Fatima, Rue du Bac, Gietrzwałd, La Salette, Akita czy Kibeho, nie brakuje także tych mniej znanych czy bardziej intymnych. Wiele z nich uzyskało już aprobatę Kościoła, inne wciąż są badane.

Objawienia Maryi

W latach 1961-1981 łaski objawień maryjnych i duchowych rozmów z Jezusem i Maryją dostąpiła Elżbieta Szanta (po mężu Karolina Kindelmann), uboga wegierska wdowa, matka szóstki dzieci. Elżbieta przeżywała chwile oschłości, duchowych ciemności i beznadziei. Miała świadomość swoich niedoskonałości, intelektualnego i duchowego ubóstwa, a od porzucenia relacji z Bogiem powstrzymała ją właściwie tylko wierność swojemu tercjarskiemu, karmelitańskiemu powołaniu i nałożonym w związku z nim praktykami religijnymi. Do tej wierności wielokrotnie odnosiła się Matka Boża, podkreślając, że „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Maryjo” odmówione w stanie oschłości ma większą wartość niż płomienne, długie modlitwy zanoszone w chwilach pocieszenia i uniesienia. Elżbieta spisywała swoje doświadczenia, zalecone przez Matkę Bożą modlitwy i wskazówki. Treść objawień uzyskała aprobatę biskupa.

Objawienia w Erd w nierozerwalny sposób związanie są z objawieniami w Fatimie. Nabożeństwo pierwszych sobót, o które prosiła wówczas Maryja, nie zostało podjęte i wystarczająco rozpowszechnione, niewiele jest na świecie, może poza Polską, miejsc, w których wynagradza się Niepokalanemu Sercu Maryi za zniewagi i grzechy w formie, o jaką prosiła sama Matka Boga, być może dlatego Maryja raz jeszcze wskazuje na swoje Serce gorejące, płonące miłością, jako na arkę mającą być dla nas schronieniem. Przed czym mamy się chronić? Dzisiaj więcej mówimy o Bożej miłości, miłosierdziu, niemalże pewnym zbawieniu, niż o nieuniknionym sądzie i Bożej sprawiedliwości. Nie zniknęła jednak niestety rzeczywistość grzechu, nie przestał działać szatan. Przeciwnie, widać wyraźnie, że coraz zacieklej walczy, by pociągnąć nasze dusze na zatracenie. Maryja mówi wyraźnie, w jak wielkim niebezpieczeństwie jesteśmy, dlatego prosi o rozpowszechnianie nabożeństwa do Płomienia Miłości jej Niepokalanego Serca jako sposobu na oślepienie szatana.

Można zaryzykować stwierdzenie, że jeśli objawienia maryjne nie są skoncentrowane na Jezusie, nie są autentyczne. Maryja zawdzięcza wszak swoją godność faktowi Bożego macierzyństwa, a jej pokora nie pozwoliłaby zatrzymać uwagi na sobie kosztem jej Boskiego Syna. Także i w objawieniach w Erd Maryja wciąż odwołuje się do Jezusa Chrystusa przypominając, jak wielką wagę ma choćby nabożeństwo do ran Pana Jezusa nieco już zapomniane w Kościele, a stanowiące wielkie pragnienie Matki Bożej. Maryja prosi o publiczne oddawanie czci ranom m.in. poprzez pięciokrotne czynienie znaku krzyża świętego, znaku, którego dziś często się wstydzimy, wykonujemy niedbale, którego uczynienie w pewnych sytuacjach wymaga niemal heroizmu, znaku, za który prześladowani chrześcijanie wciąż oddają życie.

Jezus w rozmowach z Elżbietą powtarza też to, co mówił już św. Faustynie: że przychodzi szczególnie do grzeszników, by okazywać im swoje miłosierdzie. Zachęca do ufnej i wytrwałej modlitwy, samozaparcia, żalu za grzechy i rozważania Jego męki. Chce proszącym udzielać swych łask, tęskni za każdym człowiekiem, prosi o modlitwę za grzeszników. Te treści za swoim Synem powtarza też Maryja.

Msza św., pokuta i post

Szczególne miejsce w objawieniach z Erd zajmuje Msza św. Maryja podkreśla, że godny udział we Mszy św. jest najskuteczniejszym sposobem oślepiania szatana, zaś uczestnictwo w nieobowiązkowej Mszy w ciągu tygodnia owocuje przeobfitymi łaskami dla osoby, w której intencji została ona ofiarowana. Do Stołu Pańskiego winna prowadzić nas nie rutyna czy przyzwyczajenie, ale ogień miłości. Chrystus podkreśla też przebóstwiającą moc swojej Przenajdroższej Krwi i prosi o podejmowanie wiernej i jak najczęstszej adoracji Najświętszego Sakramentu. Matka Boża ubolewa, że świat cierpi z powodu swojej materiarialistycznej niewoli, a troska o dobra doczesne stanowi mur między człowiekiem i Stwórcą. Pojawia się więc w jej orędziach wezwanie do podejmowania postu o chlebie i wodzie, zwłaszcza w poniedziałki. Wartość takiego postu jest nie tylko wynagradzająca i kształtująca duszę podejmującego to wyrzeczenie, ale jest też ogromną pomocą dla dusz w czyśćcu cierpiących, zwłaszcza dusz kapłańskich. Mamy podejmować dobrowolne ofiary dla Bożej miłości, a przede wszystkim przyjmować cierpienie zesłane nam dla naszego uświęcenia. Maryja podkreśla, że przez cierpienie najbardziej zbliżamy się do jej bolejącego Serca, ponadto czeka nas za nie niewyobrażalna nagroda w niebie i tylko o takiej powinniśmy myśleć nie szukając jakiegokolwiek zysku czy nagród tu na ziemi.

„Pokuta, pokuta, pokuta” - to wezwanie Matki Bożej z Fatimy jest w Erd powtórzone z pełną mocą. Pokuta jest konieczna nie tylko dla naszego zbawienia, ale też dla dobra całej wspólnoty. Wolelibyśmy o niej nie myśleć, często sprowadzamy ją do odmówienia np. litanii zadanej przez spowiednika, tymczasem Maryja prosi m.in. o nocne czuwania, podejmowanie rozmaitych, zgodnych ze stanem wyrzeczeń, o przekraczanie naszych możliwości. Pokuta musi „boleć”.

Maryja nie zapomina o tych, którzy dla swojego zbawienia nic już zrobić nie mogą. Prosi o ofiarowanie za nich Mszy św., postu, daje nam nowe też narzędzie: ofiarowanie za dusze czyśćcowe i za konających modlitwy „Zdrowaś Maryjo” z odwołaniem do Płomienia Miłości Niepokalanego Serca NMP jako szczególnie miłej jej i skutecznej modlitwy wstawienniczej.

Modlitwa za kapłanów

W swojej pokorze Matka Boża prosi Elżbietę o przekazywanie swojego posłannictwa pod ocenę kapłanom. Ich również zachęca do postu, a zwłaszcza do tego, by w żadnym kazaniu nie pomijali jej imienia. Prosi ich o ufność, wierność, gorliwość i rozbudzanie miłości do Matki Kapłanów. Z drugiej strony podkreśla konieczność wzmożonej modlitwy za kapłanów i o powołania kapłańskie, mówiąc, że nasza modlitwa jest właśnie tym, czego im brakuje do odważnego pójścia za głosem Pana. Maryja podkreśla również wartość innego powołania - do małżeństwa i rodzicielstwa mówiąc o szczególnych i wyjątkowych łaskach związanych z przyjęciem każdego dziecka.

Formy nabożeństwa

Czwartki i piątki mamy uważać jako szczególne dni łaski. W te dni zgodnie z prośbą Maryi mamy odprawiać w rodzinie Godzinę Świętą rozpoczętą i zakończoną pięciokrotnym znakiem krzyża, a wypełnioną pieśniami, rozważaniem Drogi krzyżowej, Różańcem, innymi dowolnymi modlitwami i lekturą duchową. Dobrze, by modlitwie towarzyszyła zapalona świeca jako znak obecności Jezusa i przypomnienie obietnic Maryi.

Matka Boża prosi również o odmawianie Koronki do Płomienia Miłości jej Niepokalanego Serca. Na cześć pięciu Ran Pana Jezusa żegnamy się pięć razy: „W imię Ojca i Syna i Ducha Św. Amen”. Na dużych paciorkach różańca odmawiamy modlitwę: „Pełne Boleści i Niepokalane Serce Maryi, proś za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Na małych paciorkach: „Matko ratuj nas przez Płomień Miłości Twojego Niepokalanego Serca!” Natomiast na zakończenie: (3x) „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen. Matko Boża, rozlej na całą ludzkość działanie Twojego Płomienia Miłości teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

Matka Boża prosi o jak najczęstsze odmawianie modlitwy kończącej koronkę. Warto dodawać ją do innych modlitw, Maryja uważa ją bowiem za skuteczny środek oślepiania szatana. Matka Boża prosi również o nabożeństwo do jej Przeczystego Oblubieńca św. Józefa, naszego szczególnego orędownika.

Czas burzy

Maryja mówi wprost, że czas, w którym żyjemy to czas burzy, czas szerzącej się nienawiści, bezbożności i grzechu, a nasze położenie jest coraz bardziej dramatyczne. Zbliża się niezwykle bolesne, ale i zbawienne oczyszczenie. W tym czasie Maryja nie pozostawi nas samych, to jej wyraźna obietnica. Będzie nam towarzyszyć, światłem Płomienia Miłości rozbudzi oziębłe i ospałe dusze, będzie nam arką schronienia, rozświetli nasze ciemności. Razem z nią uratujemy świat.

Daria Kędzierska, źródło: Opiekun      

Święci i błogosławieni w tygodniu.

24 lutego - św. Marek Marconi, zakonnik
24 lutego - św. Etelbert, król
25 lutego - św. Cezary z Nazjanzu, pustelnik
25 lutego - bł. Dominik Lentini, prezbiter
25 lutego - św. Tarazjusz, patriarcha
25 lutego - święci męczennicy Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter
26 lutego - św. Aleksander, biskup
26 lutego - św. Paula Montal, dziewica
27 lutego - św. Gabriel od Matki Bożej Bolesnej, zakonnik
27 lutego - św. Leander, biskup
28 lutego - św. Hilary I, papież
29 lutego - św. Roman Jurajski, opat
29 lutego - bł. Antonia z Florencji
29 lutego - św. Oswald, biskup
 
1 marca - św. Feliks III, papież
1 marca - św. Albin, biskup
2 marca - św. Agnieszka z Pragi, ksieni
2 marca - bł. Karol, męczennik

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

       7/699                   -           17 lutego 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

1

 

 

17 luty 2019 r. C.

 

VI NIEDZIELA ZWYKŁA C

 

 

Jakże często można usłyszeć mądrych tego świata, którzy odrzucają Boże przykazania twierdząc, iż nie cierpią ograniczeń, że kochają wolność.

Gdyby pojęli tajemnicę Bożej mądrości, dostrzegliby, że Dekalog jest darem kochającego Ojca, który nie chce, by Jego dzieciom stała się krzywda.

Ale człowiek jest wolny i może wybierać. Jak to czynić, by potem nie żałować? Módlmy się częściej do Ducha Świętego. On bowiem przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego.

 

 

4

 

.

W dzisiejszym numerze:
- Nasze teraz
- Błogosławiony?
- Zaufanie
- Błogosławieni – dziedzicami Królestwa Bożego
- Błogosławieństwo
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

5

 

Nasze teraz

Chyba każdy sportowiec przeżywa czasami chwile zniechęcenia. Godziny spędzone na ćwiczeniach pozbawiają go wielu przyjemności. Wścieka się nieraz, bo TERAZ nie widzi powodu, by musiał aż tak intensywnie ćwiczyć. Chlebem codziennym są porażki, nieudane starty, skoki, biegi. To kolejna gorzka lekcja do przełknięcia.

Tymczasem Jezus mówi, że ci, którzy są NIESZCZĘŚLIWI TERAZ, są ludźmi szczęśliwymi, bo BĘDĄ pełni tego, co odnajdują w sercu! On widzi to wyłaniające się powoli z głębi każdego człowieka pragnienie, które pozwala znosić trud wyśmiania, ubóstwa czy smutku. Jezus idzie dalej, i mówiąc „biada”, ostrzega, że źle się skończy śmiech z innych, źle się może skończyć sytość oraz bogactwo.

Z dzisiejszej Ewangelii wyłania się obraz Mistrza, który nie oszczędza dopiero co powołanych uczniów. Mówi do nich wyraźnie, dokąd idzie i czego mogą się spodziewać. Zapowiada już TERAZ brak wina na weselu, brak miejsca, gdzie będzie mógł skłonić głowę, brak zrozumienia. Uczniowie, jeśli tylko chcą, mogą się wycofać, choćby i TERAZ. Albo zostać. Po to, by Życie się objawiło i rozwinęło w każdym z nich, ale też w każdym z nas.  

R. Jereczek OP

 

 

6

 

Błogosławiony?

 

Ile ciepła i dramatu kryje się w dzisiejszej Ewangelii. I ile znaczeń. Jak w życiu. Jakże przejmująca scena: oto Pan Jezus staje wśród tłumu słuchaczy, spogląda na ową rzeszę ludzi i przenosi wzrok na swoich uczniów wypowiadając pełne ciepła słowa: „błogosławieni jesteście”. A za chwilę surowo karci: „biada wam”. I rodzi się tu pytanie: czy Pan Jezus dzieli ludzi na dwie kategorie? Nie. Pan Jezus mówi o jednym i tym samym człowieku. Mówi o każdym z nas. Bo w każdym człowieku jest ten dramat rozdarcia na słuchającego Boga ale i okazującego Bogu nieposłuszeństwo.

Błogosławieni - to znaczy szczęśliwi. Ewangelia o szczęściu. Ewangelia, która jest receptą na udane życie, na świętość. Ale istnieje niebezpieczeństwo pojmowania świętości jako swoistej abstrakcji - stanu oderwanego od człowieka, od rzeczywistości, zawieszonego gdzieś wysoko i dla przeciętnego śmiertelnika niemal nieosiągalnego. Myśląc w ten sposób, wypaczamy pojęcie świętości. I czynimy krzywdę samym sobie, bo odrywając świętość od realiów życia, skazujemy się już w punkcie wyjścia na niepowodzenie w dążeniu do niej.

A świętość to nie abstracja. Świętość to realność. Drogą do świętości jest nasze życie (czasem pełne paradoksów…). I jak to bywa w życiu, tak i słowa dzisiejszej Ewangelii są paradoksalne. Bo jak może być szczęśliwy ubogi, płaczący, smutny, prześladowany? Spróbujmy więc pochylić się nad tymi słowami, bo są one tak bardzo aktualne, takie na dzisiaj…

„Błogosławieni jesteście wy ubodzy, albowiem do Was należy Królestwo Niebieskie”. Ubóstwo w rozumieniu Pana Jezusa daje szczęście, bo daje wolność od przywiązania do rzeczy materialnych. A to w znaczący sposób może pomóc w życiu. Dziś jest tak wiele zwyczajnej biedy w naszych domach, brakuje wielu potrzebnych rzeczy, a ludzie radzą sobie. I co ważne: czują się szczęśliwi, bo są bogaci Bogiem. I tu pierwsza ważna myśl dzisiejszej Ewangelii: tęsknota zawsze zbliża do Boga. Ponadto każdy chrześcijanin powinien mieć w sobie coś z duchowości ubogich: nie wolno wykorzystywać dóbr materialnych dla celów przeciwnych miłości Boga i człowieka; nie można bogacić się korzystając z trudnego położenia bliźniego. Powodzenie doczesne nie może się stać celem życia.

„Błogosławieni jesteście wy, którzy głodujecie, albowiem będziecie nasyceni”. Człowiekowi czasem przytrafia się głód. Czasem czegoś w życiu brakuje. I chciałoby się mieć więcej. A kiedy już się ma, to chciałoby się mieć jeszcze więcej. Dlatego ważne jest w życiu, by troska o jedzenie, o pieniądze nie przesłoniła nam drogi do świętości.

„Błogosławieni jesteście wy, którzy płaczecie, albowiem śmiać się będziecie”. W życiu przydarzają nam się różne sytuacje. Nawet najtwardsi „pękają” i płaczą. Starożytni mawiali: „Płacz obmywa oczy, oczyszcza duszę i zmiękcza usposobienie”. Pan Jezus wskazuje, że w życiu każdego człowieka pojawią się takie smutne chwile – ale jeśli powierzymy je Bogu, „płacz zamieni się w radość”. Ale w tym błogosławieństwie zawiera się jeszcze jedna bardzo ważna myśl – by nie pozostać obojętnym na drugiego człowieka, na jego problemy. W dzisiejszym świecie, kiedy człowiek bardziej niż kiedykolwiek potrzebuje bliskości drugiego człowieka, wezwanie Pana Jezusa by dzielić troski innych staje się tak bardzo aktualne.

„Błogosławieni będziecie jeżeli ludzie Was znienawidzą…” Prawda bardzo często jest niewygodna. Prowadzi do nienawiści, samotności, odsunięcia od ludzi. Jest wyrzutem sumienia. Ale prawda wymaga odwagi, samozaparcia się – taka postawa prowadzi do szczęścia, do zjednoczenia z Chrystusem.

Oto droga świętości. Ale jednocześnie Pan Jezus przestrzega mówiąc: „biada wam…”. Czyli: uważajcie, by zbyt łatwe i beztroskie życie nie zmąciło waszych serc. By nie zwiodła was pokusa zapomnienia o Bogu i drugim człowieku.

I na koniec trzeba nam postawić sobie ważne pytanie: co zrobić aby słowa , które przed chwilą czytaliśmy nie były tylko piękną ideą? Trzeba je uczynić częścią własnego życia. Jestem daleki od dawania przykładów, bo czasem to, co ma być jedynie ilustracją, zapada głębiej niż to, co jest istotą. Ale zrobię wyjątek. Oto fragment dialogu z „Dżumy" Alberta Camusa:

„- Czy potrafi pan umrzeć dla miłości? - Nie wiem, ale wydaje mi się, że teraz nie. - Otóż właśnie. Ale potrafi pan umrzeć dla idei. Ja zaś mam dosyć ludzi umierających dla idei. (...) Żyć i umierać dla tego, co się kocha - tylko to mnie interesuje”.

Zamieniliśmy chrześcijaństwo i wiarę w ideę. W ideę, którą potrafimy głosić, o którą potrafimy walczyć, za którą - niekiedy - potrafimy oddać życie. Lecz: „Mam dosyć ludzi oddających życie dla idei...”. Musimy bardziej kochać Boga, swoją wiarę, chrześcijaństwo. Mniej traktować je jako ideę, a bardziej kochać. „Żyć i umierać dla tego, co się kocha - tylko to mnie interesuje”.

I tak naprawdę tylko to może być skuteczne. „Trzeba życie dać” za swoją prawdę, za to, co kocham. Czasy, w których żyjemy, nie wymagają, aby czynić to w sensie dosłownym. Trzeba „życie dać” przez spalanie się dla Boga, dla drugiego człowieka. Jak pisał O. Bernard Kryszkiewicz, pasjonista w swoich „Dialogach Pedagogium”: „Dawać z siebie wszystko. Dla siebie nie żądać niczego; ani wdzięczności; ani zrozumienia; ani oceny”.

Błogosławieni, czyli szczęśliwi są ci, którzy nie żyją ideą ale życie swoje oddają dla Boga i drugiego człowieka. Czy mogę zaliczyć siebie do grona błogosławionych?

Ks. Rafał Chwałkowski SDS

Katolik.pl

 

 

6

 

Zaufanie

 

Zaufanie - najważniejsze, największe i najtrudniejsze zadanie w chrześcijaństwie, w zasadzie nieodzowny warunek całkowitego przylgnięcia do Boga. Powiedzieć z ufnością 'bądź wola Twoja' - to wyzwanie, z którym chrześcijanin mierzy się przez całe swoje życie. Całe życie dokonujemy wyborów: po jednej stronie Bóg i Jego obietnice, po drugiej wizja zabezpieczeń materialnych, sytości i radości ziemskich, nadzieja, którą pokładamy w sobie samym, w swoich siłach, w swojej zaradności. Niewielu otrzymuje łaskę wiary bezwarunkowej. U większości z nas ufność w Boże zapewnienia musi być poparta dowodami, racjonalnymi przesłankami. Jezus zna naszą zachowawczość i ostrożność, nasze niedowiarstwo. Nawet swych umiłowanych uczniów, którzy nie jeden cud widzieli na własne oczy, nazywa ludźmi małej wiary. Nawet gdy następuje wreszcie cud największy - Zmartwychwstanie, znalazł się niedowiarek, który musiał dotknąć ran Chrystusa, by uwierzyć.

Szczególnie trudno jest zaufać, kiedy zadania, które stawia przed nami Bóg, przerastają nasze wyobrażenia o ludzkich możliwościach. Piotrowi wiary starczyło akurat na kilka kroków po wodzie, zanim zachwiał się i zaczął tonąć. Większość z nas, jak Piotr, chce chodzić po ziemi, i kiedy Jezus prowadzi nas po wodzie, kiedy doświadczamy prawdziwych cudów w naszym życiu, tłumaczymy je rzadkim zjawiskiem atmosferycznym, nietypowym podziałem komórki lub zadziwiającym zbiegiem okoliczności. Każde wytłumaczenie będzie dobre, byle tylko nie dostrzec działania Bożego, byle tylko nie dotknąć nadprzyrodzonego, byle tylko nie zachwiała się nasza 'nadzieja w człowieku i siła, którą w sobie upatrujemy'.

W dzisiejszej ewangelii Jezus wymaga od nas zaufania całkowitego; stawia przed nami następującą alternatywę: albo wybierzemy Jego drogę, drogę naznaczoną krzyżem, i z Nim dziedziczyć będziemy Królestwo Boże, albo naszą nadzieję złożymy w bogactwie, sytości, próżnych radościach, i wówczas nie powinniśmy liczyć na Bożą nagrodę w niebie. Przy mglistych wyobrażeniach naszego ludzkiego rozumu o tym, jak wyglądać będzie ta obiecana wielka nagroda czekająca nas u Ojca, podjąć się codziennego krzyża przez całe ziemskie życie - nie jest to łatwa decyzja, bez wielkiej ufności w Boże wsparcie nieomal niemożliwa do podjęcia i w zasadzie niewykonalna. Jednak wyjście pośrednie nie istnieje; po raz kolejny Jezus radykalnie stawia sprawę niemożności służenia dwom panom.

Jak wzbudzić w sobie ufność do Boga? Bez Jego pomocy nie jesteśmy w stanie Mu zaufać. On nam tę pomoc ofiaruje co dzień w czasie Eucharystii. Przystępujmy jak najczęściej do Komunii świętej, jednoczmy się w tej najświętszej Ofierze z żywym Chrystusem, z Niego czerpmy wiarę, nadzieję i miłość, od Niego bierzmy siłę i moc wytrwania w dźwiganiu krzyża, od Niego uczmy się radości na życie wieczne.

'Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.' (Ew.Jana 6:54)              

Magdalena

 

 

3

 

Błogosławieni – dziedzicami Królestwa Bożego

 

Tom Dolley zadziwił świat w latach pięćdziesiątych. Po ukończeniu studiów medycznych i odbyciu służby wojskowej, udał się do Azji, by poświęcić się jako lekarz opiece najuboższych. Wywołało to szczególne zdziwienie, pochodził bowiem z bardzo dobrze usytuowanej rodziny i miał wszystkiego pod dostatkiem. Komentując to później w jednym z czasopism pisał: Jeśli ludzie mogą przychodzić na ten świat z jakimś pragnieniem, wyobrażam sobie, że moim pragnieniem było, by sobie miło spędzać czas, o co nie było trudno w moim domu. Nie brakowało nam pieniędzy. Miałem własnego konia, odbyłem studia za granicą, przygotowywałem się by być pianistą koncertowym. Rodzina Dolleya byłą jednakże rodziną głęboko wierzącą. Oto, co mówi: Byliśmy najbardziej rozmodloną rodziną, jaką znałem. Modliliśmy się rano po wstaniu, kiedy zasiadaliśmy do posiłków, po ich spożyciu, kiedy udawaliśmy się na spoczynek oraz często w ciągu dnia. W rodzinie Toma czytano również Pismo św. Ulubionym fragmentem Toma były błogosławieństwa: Lubiłem błogosławieństwa, ponieważ mówiły o tym, co mnie interesowało. 'Błogosławiony' znaczy 'szczęśliwy', a tego właśnie pragnąłem. Tutaj odnajdywałem reguły szczęścia.

Tematem dzisiejszej Ewangelii są właśnie 'błogosławieństwa'. Przyzwyczailiśmy się, że jest ich osiem i taką liczbę podaje św. Mateusz w swojej Ewangelii. Św. Łukasz podaje tylko cztery błogosławieństwa i uzupełnia je czterema groźbami. Błogosławieni jesteście, wy ubodzy,... wy, którzy teraz głodujecie..., wy, którzy teraz płaczecie, błogosławieni będziecie, gdy ludzie was z nienawidzą... Biblia Poznańska mówi szczęśliwi. Te wyrażenia Jezusa budzą w nas mieszane uczucia. Bowiem tak jak kiedyś, tak i dzisiaj ludzie myślą podobnie: życie jest życiem, i trzeba je przeżyć zgodnie z jego prawami. Jeśli nie można inaczej, to według zasady "oko za oko i ząb za ząb". Wydaje się bowiem, myśląc po ludzku, że szczęśliwym jest ten, kto dużo posiada, kto potrafi dominować, kto umie zwyciężać, nie koniecznie w uczciwej walce, kto umie się bawić i używać życia. A tymczasem do takich ludzi Jezus mówi: Biada wam bogacze, biada wam, którzy jesteście syci, którzy się teraz śmiejecie, gdy ludzie chwalić was będą... Czegoś tu nie rozumiemy.

Otóż Chrystus ostrzega nas przed pogonią wyłącznie za życiowymi przyjemnościami, przed samozadowoleniem, przed szukaniem jedynie gwarancji czysto ludzkich. Przed tym przestrzegał już prorok Jeremiasz: Przeklęty człowiek, który nadzieję pokłada w człowieku i który w ciele upatruje swą siłę, a od Pana odwraca swe serce. I kiedy nie pomogły ostrzeżenia proroków posłał Bóg Swojego Syna. Nauka Chrystusa osiąga swój szczyt w Kazaniu u stóp góry nad jeziorem Galilejskim - w błogosławieństwach. Jezus wyraźnie mówi, że Królestwo Boże obecne jest w sercu człowieka, który potrafi kochać, wierzyć i ufać bez granicznie Bogu, a nie człowiekowi, ani dobrom materialnym.

Pierwsza rzeczą jaka Jezus podkreśla i jednocześnie uważa za ważną to ubóstwo: błogosławieni jesteście, wy ubodzy, albowiem do was Królestwo Niebieskie. Kto jest ubogi w rozumieniu Jezusa? Ubóstwo ewangeliczne zawiera w sobie jakby takie trzy aspekty.

1) Rzeczywiste ubóstwo lub jego równoważniki jak np. cierpienie, prześladowanie, niezrozumienie. Ci, którzy tak żyją, żyją zawsze w zagrożeniu, w niepewności jutra. Dlatego właśnie słyszymy dzisiaj w Ewangelii jak na jednej linii postawieni są ubodzy, głodujący, płaczący, znienawidzeni i pogardzani, cierpiący. Taki ubogi był sam Chrystus, który nie miał nawet gdzie złożyć głowy, przeżył również cierpienie, prześladowanie, opuszczenie. U podstaw ubóstwa leży twarda rzeczywistość życia, nazwalibyśmy to ubóstwo z konieczności, to, którego człowiek nie chce, a życie samo mu daje.

2) W stosunku do Boga ubogi przyjmuje postawę całkowitej pokory i zaufania Temu, który jest święty, wierny, sprawiedliwy i miłosierny. Jest to całkowite otwarcie się na Boga i powierzenie się Bogu. Jak ubogi potrzebuje chleba, tak ubogi w sensie ewangelicznym potrzebuje Boga. To jest tak zwane ubóstwo dobrowolne, przyjęte z własnej woli z miłości do Boga. Tak uboga była Maryja, tak ubogi był Jezus, który zawsze przyjmował wolę Ojca.

3) W stosunkach z innymi ludźmi ubogi oznacza się braterską solidarnością, pomaga biednym, potrzebującym, broni ich, walczy odważnie o ich prawa. Jezus zawsze litował się i pochylał nad ubogimi, grzesznikami, celnikami. Tak ich ukochał, że oddał za nich życie.

Ubóstwo dobrowolnie przyjęte otwiera nas na Boga i innych ubogaca. Dopiero wtedy zasługuje na miano ubóstwa ewangelicznego. Bez tego odniesienia do Boga i człowieka ubóstwo nie ma sensu. Widać to w powołaniu bogatego młodzieńca: sprzedaj wszystko - wyrzeczenie się dóbr materialnych, czyli rzeczywiste ubóstwo; rozdaj ubogim - ubóstwo ubogaca innych, służba braciom; chodź za mną - by lepiej iść za Chrystusem, naśladować Go. Przy tak pojętym ubóstwie największą wartością i skarbem staje się Bóg i Jego Królestwo oraz drugi człowiek. Ale nie wszyscy są powołani w sposób specjalny do ubóstwa. Każdy jednak chrześcijanin musi mieć coś w sobie z duchowości ubogich.: nie wolno używać dóbr materialnych dla celów przeciwnych miłości Boga i człowieka; nie można bogacić się wykorzystując słabszych, biedniejszych.

Chrześcijanin o duchowości ubogich czuje się zawsze solidarny z biednymi i głodnymi, nie tylko z racji humanitarnych, ale również z racji wiary w Boga. Dlatego cieszymy się, że mimo trudnej sytuacji finansowej Polaków potrafimy się dzielić z potrzebującymi. Widzimy to zawsze, kiedy są zbiórki do puszek. Jest w nas ta duchowość ubogich. I pamiętajmy zawsze, że wszystko co otrzymaliśmy mamy od Boga. Dlatego żyjmy i postępujmy tak abyśmy nigdy nie usłyszeli biada wam... jeżeli źle korzystacie z dóbr materialnych, jeżeli wykorzystujecie drugiego, jeżeli bogacicie się kosztem drugiego człowieka.

Ks. Jacek Wawrzyniak SDS

Katolik.pl

 

 

2

 

Błogosławieństwo

 

W starożytności u żydów istniało przekonanie, że Pan Bóg błogosławiąc człowiekowi obdarza go zdrowiem i bogactwem. Taki wydźwięk ma słynna księga Hioba w Starym Testamencie. Jej bohatera spotykają liczne nieszczęścia. Traci majątek, rodzinę i zdrowie. Próbę, której został poddany przechodzi pomyślnie. Nie zwątpił, bowiem w Boga. Spotyka go za to nagroda. Bóg mu błogosławi, czyli przywraca zdrowie, majątek i obdarza go licznym potomstwem.

Jednakże w samej Palestynie za czasów Jezusa nie było wielu ludzi bogatych. Niewielu posiadało wielkie majątki ziemskie, trochę ludzi posiadało niewielkie gospodarstwa rolne. Byli też tacy, którzy mieli jakieś warsztaty pracy lub zajmowali się handlem. Większość społeczeństwa była jednak uboga, pracowali za dniówkę, czyli za denara. Należeli oni, więc do biednej części Izraela. W związku z przekonaniem, że bogactwo jest znakiem Bożego błogosławieństwa mogli się czuć odrzuceni przez Boga jako ci, którzy tego bogactwa nie posiadali. Często uważani byli za gorszych ludzi, za grzeszników.

W takiej sytuacji Jezus Chrystus wypowiada swoje błogosławieństwa „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy Królestwo Boże. Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie.” (Łk 6,17.20-26)

Te słowa Jezusa Chrystusa jakby przeciwstawiały się panującym poglądom na temat ludzkiego ubóstwa i nieszczęścia. Ludziom, których te rzeczy dotknęły są błogosławieni, Bóg o nich nie zapomina. Bóg jakby życzył im szczęścia i daje im powody do radowania się. Pronzato uważa, że w błogosławieństwach Bóg wyraża radość i życzenia dla tej grupy. Dlatego są oni już błogosławieni.

Błogosławieństwa jednak nie są pochwałą ubóstwa i cierpienia. Przez nie Chrystus ukazuje, na czym polega Jego Królestwo. To nie jest królestwo porządnych ludzi, którym się dobrze powodzi, dlatego czują się lepszymi od innych i nimi pogardzają. Jest to, bowiem królestwo ludzi, którzy w swoim nieszczęściu poszukują Boga.

Chrystus jest Królem pogardzanych i uciskanych. On bierze ich w obronę. Mówi im, że Bóg ich kocha i domaga się dla nich sprawiedliwości, bo są jego umiłowanymi dziećmi. Błogosławieństwa nie mogą, więc służyć jako argument na rzecz utrzymania ubóstwa dużych warstw społecznych, lecz na rzecz jego przezwyciężenia.

Błogosławieni ubodzy, bo Bóg ich kocha i upomina się o ich prawo do godziwych warunków życia.

ks. Rafał Masarczyk SDS

Katolik.pl

 

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

17 lutego - Siedmiu Świętych Założycieli Zakonu Serwitów Najświętszej Maryi Panny
18 lutego - bł. Jan z Fiesoli (Fra Angelico), prezbiter
18 lutego - św. Teotoniusz, zakonnik
18 lutego - św. Konstancja
18 lutego - św. Flawian, patriarcha
19 lutego - św. Konrad z Piacenzy, pustelnik
20 lutego - św. Zenobiusz, prezbiter i męczennik
20 lutego - św. Eleuteriusz, biskup
21 lutego - św. Piotr Damian, biskup i doktor Kościoła
22 lutego - katedry świętego Piotra, Apostoła
23 lutego - św. Polikarp, biskup i męczennik
23 lutego - bł. Izabela Francuska, dziewica
23 lutego - bł. Stefan Wincenty Frelichowski, prezbiter i męczennik
24 lutego - św. Marek Marconi, zakonnik
24 lutego - św. Etelbert, król
25 lutego - św. Cezary z Nazjanzu, pustelnik
25 lutego - bł. Dominik Lentini, prezbiter
25 lutego - św. Tarazjusz, patriarcha

25 lutego - święci męczennicy Alojzy Versiglia, biskup, i Kalikst Caravario, prezbiter

 

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

       5/697                   -           3 lutego 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

3 luty 2019 r. C.

IV NIEDZIELA ZWYKŁA C

Żyjemy w świecie, który jest owładnięty manią doraźnej skuteczności, i taką mentalność wnosimy również do Kościoła i do naszego przeżywania wiary. Bywa, że w różnych sytuacjach wycofujemy się z dania świadectwa wierze, motywując to tym, że to i tak nic by nie dało.

Tymczasem chrześcijańskie świadectwo ma uobecniać Chrystusa, niezależnie od tego, czy zostanie On natychmiast przyjęty, czy nie. Bóg przygotowywał proroka Jeremiasza na przeciwności, a Jezus przyszedł do Nazaretu świadom tego, że żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie.

Niech niedzielne spotkanie z Chrystusem w Eucharystii uwalnia nas od lęku przed przyznawaniem się do Niego, zwłaszcza wobec przeciwności.

.

W dzisiejszym numerze:

- Zwykłe – niezwykłe

- Nie masz proroka wśród swoich...

- 2 lutego to dzień wdzięczności za obecność osób konsekrowanych w Kościele i w świecie

- To co jest

- Święci i błogosławieni w tygodniu

Zwykłe - niezwykłe

Z Syryjczykiem Naamanem to historia na poły śmieszna, na poły tragiczna. I do tego jeszcze budująca. No bo tak: Był chory na trąd i dowiedział się, że w Samarii żyje prorok Elizeusz, który może go uzdrowić. Przybył do proroka, a ten kazał mu siedem razy zanurzyć się w Jordanie. I wtedy Naaman się zdenerwował. Czy rzeki Damaszku nie są wspanialsze niż ten oto tutaj Jordan? W czym ta zwykła rzeczka jest od nich lepsza? Na szczęście syryjski wojownik miał trzeźwo myślącego sługę. – Gdybyś musiał spełnić coś trudnego – rzekł sługa – to na pewno byś się tego podjął. Dlaczego nie chcesz zrobić tego, co każe prorok? Naaman spełnił, o co go poproszono, i został uzdrowiony z trądu.

Coś niezwykłego, nadprzyrodzonego, cudownego kryje się niekiedy w tym, co zwykłe, znane, być może nawet niepozorne. Podobnie dzieje się w dzisiejszej Ewangelii. Czy nie jest to syn Józefa? Skąd u Niego takie zdolności, wiedza i aspiracje? Znamy Go przecież od dziecka, to zwykły chłopak był. Żadnemu prorokowi nie jest łatwo w swojej ojczyźnie.

Dzisiejsza Ewangelia powinna dać do myślenia szczególnie tym, którzy do kościoła chodzą często i ze sprawami religii są za pan brat. Tym, którzy przeczytali Pismo Święte i może nawet kolegują się z księżmi. Czy w tym, co już się nam opatrzyło, potrafimy dostrzec cuda? Czy nasza wrażliwość, zdolność do zachwytu, uwielbienia i kontemplacji nie stępiła się nieco? Bo może się stępiła i myślimy, że przydałby się jakiś cud, charyzmat, jakieś świecidełko. Nie chodzi o to, że nie należy wiary pogłębiać, nadawać praktykom i sprawom religii formy atrakcyjnej, przyciągającej ludzi. Że nie liczą się estetyka i emocje. Rzecz w tym, że trzeba wyostrzyć, a w zasadzie stale wyostrzać spojrzenie. Cuda i łaska są dane, są pod powierzchnią tego, co znane, co zamazują rutyna i przyzwyczajenie. Niepozorna rzeka Jordan leczy z trądu, znany od dzieciństwa młody człowiek okazuje się Bożym posłańcem i Mesjaszem. Cicha msza w pustawym kościele przemawia z mocą i otwiera serce na Boga. Coś niezwykłego w czymś znanym. Jak to dostrzec?

Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie.

Nie masz proroka wśród swoich...

Przyjęcie z jakim spotkał się Jezus w Nazarecie, wydaje się być typowym dla środowisk ludzi małych, zazdrosnych i niedowiarków. Najtrudniej jest uwierzyć i zaufać komuś, kogo znamy i kto wydaje nam się "swojakiem". A jeszcze trudniej jest słuchać, gdy ktoś taki "wygarnia nam" nasze grzechy, mówi o naszych słabościach i przywarach, o naszych błędach i nałogach. To nas gniewa i drażni o wiele bardziej niż gdyby mówił nam to ktoś zupełnie obcy. Tak właśnie potraktowano Jezusa w Nazarecie Jego rodzinnym mieście, gdzie wszyscy Go znali. Oni jednak nie chcieli Jego pouczeń, ale cudów. Nie chcieli Go słuchać, a już szczególnie nie chcieli słuchać gdy mówił o zatwardziałości i uporze ich serc. Czyż nie jest tak i wśród nas?

A szkoda, bo ci, których naprawdę znamy, znają i nas. I to właśnie oni wiedzą o nas najwięcej i jeśli zwracają nam uwagę z miłością -o jakiej mówi św. Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu- to przecież możemy być pewni, że jest to tylko i wyłącznie dla naszego pożytku i dobra. Chciałoby się nawet powiedzieć: "Nie słuchaj tych, którzy ci przyklaskują i kadzą, bo to cię tylko wpędza w pychę i samozadowolenie. Słuchaj raczej tych, którzy cię krytykują, bo jeśli robią to z miłością, to przecież jest to jedynie dla twojego dobra."

Niestety przeważają w nas jednak uczucia małe i przyziemne; pycha, zarozumiałość, zazdrość, gniewliwość, fałszywy wstyd... I dlatego też pewno tak trudno jest nam przyjąć uwagę ze strony naszych bliskich i chcielibyśmy im powiedzieć: "Lekarzu ulecz samego siebie", tak jak Jezusowi w Nazarecie...

Czy jednak nie warto by było czasami posłuchać tych, którzy nas krytykują?

Cesarz Marek Aureliusz modlił się podobno: "Panie, chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, bo z prawdziwymi wrogami sam sobie poradzę".

A może i mnie fałszywi przyjaciele wyrządzają większą szkodę (mydląc mi oczy) i schlebiając, niż ci, których uważam za wrogów, bo ośmielają się mnie krytykować ... ?

Ks. Kazimierz Kubat SDS

2 lutego to dzień wdzięczności za obecność osób konsekrowanych w Kościele i w świecie

W tym roku obchodzić będziemy 23. Światowy Dzień Życia Konsekrowanego ustanowiony przez papieża Jana Pawła II jako dzień wdzięczności za obecność osób konsekrowanych w Kościele i w świecie. Tegoroczny temat dotyczy młodzieży i jej powołania, a także zaangażowania osób konsekrowanych w posługę młodzieży – powiedział bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji KEP ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego podczas konferencji prasowej pt. „Młodzież, wiara, powołania” przed Światowym Dniem Życia Konsekrowanego, który przypada 2 lutego, w święto Ofiarowania Pańskiego.

Bp Kiciński: 2 lutego to dzień wdzięczności za obecność osób konsekrowanych w Kościele i w świecie

„Osoby konsekrowane realizują swoje powołanie przede wszystkim w codziennym życiu. One są zakorzenione w tej ziemi, ale ich serce jest w niebie – jak powiedział papież Franciszek. Dzisiaj w Polsce pracuje ponad 30 tys. osób, to ogromna siła. Różne zakony odzwierciedlają różne etapy życia Pana Jezusa. Obecnie szczególnym wyzwaniem dla osób konsekrowanych są ludzie młodzi. Wielu młodych jest dzisiaj zagubionych i potrzebują przewodników wiary” – powiedział bp Kiciński CMF.

„Fragment Ewangelii, który mnie fascynuje, to ten o uczniach zdążających do Emmas. O dwóch zbuntowanych chłopakach, niejako obrażonych na Jezusa za to, że ich zawiódł. +Zostań z nami+ to chyba najpiękniejsza modlitwa. To jest opowieść o tym, czym mamy się zajmować jako salezjanie” – odniósł się do swojej posługi ks. Przemysław Kawecki SDB, przedstawiciel zakonów męskich.

Z kolei przedstawicielka zakonów żeńskich, M. Radosława Podgórska FS, odniosła się do swojej posługi w Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. „Nasza perspektywa nie kończy się tutaj, ona jest perspektywą wieczności. Nasz charyzmat jest dedykowany osobom niewidomym na każdym etapie życia. Poprzez służbę realizujemy naszą drogę, która jest prowadzeniem do szczęścia nie tylko nas samych, ale i samych podopiecznych. Czuję się szczęśliwa w mojej posłudze” – powiedziała M. Podgórska.

„Zakony klauzurowe mają na celu naśladować Jezusa, który modli się na górze. Gdybym miała drugi raz wstąpić do zakonu, to na pewno wybrałabym klauzurę. Jestem szczęśliwa i moje współsiostry również” – powiedziała s. M. Ausilia Gołębiowska OSCCap, przedstawicielka zakonów klauzurowych.

Natomiast Michalina Jankowska, z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, przedstawicielka Instytutów Świeckich Życia Konsekrowanego, zauważyła, że „instytuty świeckie oznaczają bycie w świecie, ale nie ze świata. Wyróżnia nas nie strój zakonny, ale postawa. Chodzi o pokazanie swoim świadectwem życia tego, kim jesteśmy. Tam gdzie osoby habitowe nie mogą dotrzeć, tam jesteśmy my, członkowie instytutów świeckich”.

„Dużo robimy dla młodzieży. Kiedyś padł pomysł, aby uczynić coś dla osób konsekrowanych. W 2018 roku na Kongresie Młodych Konsekrowanych było nas ponad 900 osób. Kongres jest to czas dzielenia się między sobą tym co nam się udało i nie udało. Jest to wielkie święto. Doświadczyłem tego, jak Pan Bóg działa w takich wydarzeniach” – powiedział kl. Patryk Chmielewski SDB, organizator III Kongresu Młodych Konsekrowanych.

***

18807 sióstr zakonnych oraz 11613 zakonników posługuje w Polsce i za granicą w takich obszarach życia kościelnego i społecznego jak praca wychowawcza i nauczanie, różne formy opieki nad młodzieżą, katechizacja i inne formy ewangelizacji, pomoc o charakterze duchowym i materialnym.

Zgromadzenia męskie o największej liczbie członków to franciszkanie (1273), salezjanie (1043) i franciszkanie konwentualni (931). Największą zaś liczbą powołań cieszą się franciszkanie konwentualni, franciszkanie i oblaci Maryi Niepokalanej.

Liczba sióstr zakonnych w Polsce wynosi ogółem 18807, z czego 1254 to mniszki żyjące w klasztorach kontemplacyjnych. W Polsce istnieje 105 żeńskich zakonów czynnych, które posiadają 2150 domów.

Siostry prowadzą aktualnie 501 instytucji edukacyjnych (żłobki, przedszkola, szkoły wszystkich stopni) i pracują w 106 prowadzonych przez innych. Obejmują tą pracą ok. 51 tys. dzieci i młodzieży. Pracują też na 22 uczelniach wyższych. Prowadzą internaty, bursy, stancje i akademiki dla ok. 2200 młodzieży. W katechezie pracuje 2025 sióstr, obejmując nauczaniem ponad 375 tys. osób, w tym młodzież akademicką.

W Polsce są również 34 instytuty świeckie życia konsekrowanego, które zrzeszają ponad 1250 osób. Do najliczniejszych należą Świecki Instytut Maryi Służebnicy Pańskiej – wywodzący się z Ruchu Rodzin Nazaretańskich, „Elianum” – instytut świecki o duchowości karmelitańskiej, oraz żeński Instytut Świecki Chrystusa Króla. Instytut Niepokalanej Matki Kościoła (INMK) należy do jednych z liczniejszych.

Ponadto w Polsce jest 309 dziewic konsekrowanych i 386 wdów konsekrowanych.

BP KEP

To co jest

To głupstwo - mówi rozum

Jest co jest - mówi miłość

To nieszczęście - mówi wyrachowanie

To po prostu cierpienie - mówi strach

To bez szans - mówi rozsądek

Jest co jest - mówi miłość

To śmieszne - mówi duma

To lekkomyślne - mówi ostrożność

To niemożliwe - mówi doświadczenie

Jest co jest - mówi miłość

Erich Fried

Święci i błogosławieni w tygodniu.

3 lutego - św. Błażej, biskup i męczennik
3 lutego - św. Oskar, biskup
3 lutego - św. Maria Klaudyna od św. Ignacego Thevenet, dziewica
4 lutego - św. Joanna de Valois
4 lutego - św. Weronika
4 lutego - św. Katarzyna Ricci, dziewica
4 lutego - św. Jan de Brito, prezbiter i męczennik
4 lutego - św. Gilbert, prezbiter
4 lutego - św. Józef z Leonissy, prezbiter
4 lutego - św. Maria de Mattias, dziewica
5 lutego - św. Agata, dziewica i męczennica
6 lutego - święci męczennicy Paweł Miki i Towarzysze
6 lutego - św. Dorota, dziewica i męczennica
7 lutego - św. Ryszard, król
7 lutego - św. Teodor, żołnierz, męczennik
7 lutego - św. Koleta z Corbie, dziewica
7 lutego - św. Gwaryn, biskup
7 lutego - św. Jan z Triory, prezbiter i męczennik
7 lutego - bł. Pius IX, papież
8 lutego - św. Hieronim Emiliani
8 lutego - św. Józefina Bakhita, dziewica
8 lutego - św. Idzi Maria od św. Józefa, zakonnik
9 lutego - św. Apolonia, dziewica i męczennica
9 lutego - bł. Marian Szkot, opat
9 lutego - bł. Anna Katarzyna Emmerich, dziewica
9 lutego - bł. Euzebia Palomina Yenes, dziewica
9 lutego - bł. Leopold z Alpandeire, zakonnik
10 lutego - św. Scholastyka, dziewica
10 lutego - bł. Alojzy Wiktor Stepinac, biskup

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

       6/698                   -           10 lutego 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

4

 

 

10 luty 2019 r. C.

 

V NIEDZIELA ZWYKŁA C

 

 

3

 

Są sytuacje, w których Bóg pozwala człowiekowi doświadczyć czegoś ze swej wspaniałości i świętości. Rozpoznajemy wówczas swoją małość i grzeszność i gotowi jesteśmy w bojaźni zawołać wraz z Izajaszem: Biada mi!, lub wraz z Piotrem: Odejdź ode mnie, Panie!. Ale ta bojaźń jest jednocześnie pełna zachwytu.

Wielkość Boga zdumiewa, ale nie niszczy człowieka. Piotr wprawdzie zawołał odruchowo: Odejdź!, ale jego serce z całą pewnością mówiło coś dokładnie przeciwnego. Objawiając nam swoją świętość i wspaniałość, Bóg chce nas pociągnąć ku sobie i uczynić swoimi świadkami wobec ludzi.

 

 

2

 

 

W dzisiejszym numerze:

- Bóg lubi niespodzianki, pozwól się Mu zaskoczyć
- Co złowiłeś, to zostaw
- Powołani przez Chrystusa
- Biblia pyta
- Więcej osiągnęła, albowiem więcej umiłowała
- Święci i błogosławieni w tygodniu

 

 

6

 

Bóg lubi niespodzianki, pozwól się Mu zaskoczyć

 

Dziś liturgia słowa zaprasza nas, abyśmy przyjrzeli się własnemu życiu. Życiu, które jest darem Boga. Jezus w dzisiejszej ewangelii wybiera Piotra i czyni go Rybakiem ludzi. Piotr jest świadomy swojej słabości, niemocy, ale Chrystus wybiera go takim jaki jest. Tak samo czyni nas swoimi uczniami.

Bóg pokazuje, że nasze życie pełne słabości, grzechu, ale jest też życiem danym Nam przez Boga. Jezus czyniąc cud połowu ryb zaprasza Piotra do szkoły ufności i wiary. Jest to szkoła, w której uczeń kroczy za Jezusem i w wydarzeniach dniach potrafi odkryć działanie Boga. Początkiem tej drogi jest, podkreśla to św. Łukasz, słuchanie Słowa.

Jezus siada do łodzi Piotra i naucza. Naszym słuchaniem Słowa jest modlitwa, trwanie przy Jego Słowie. Wtedy poprzez to Słowo mogą zobaczyć świat innymi oczami, oczami Boga i to jest moment, kiedy Jezus potrafi zaskoczyć każdego. Bóg lubi niespodzianki, a my pozwólmy się Mu zaskoczyć. Piotr zobaczył niespodziankę Chrystusa, czyli był świadkiem cudownego połowu i pozwolił sobie, przyjąć zaproszenie Jezusa. Bóg wybiera każdego z nas, abyśmy byli świadkami Jego działania w naszym świecie, rzeczywistości. Być uczniem Chrystusem, to być człowiekiem który potrafi zadziwić się Jego działaniem i chce trwać w tym zaskoczeniu Boga. Taką odpowiedzią zaskoczenia są słowa proroka Izajasza, który mówiąc o wizji powołania odpowiada Bogu: To ja, poślij mnie.

Bóg zna nasze serce i zaprasza nas, abyśmy poznawali je właśnie z Nim, w świetle Jego Słowa, Jego Miłości, bo gdy poznaje swoje serce, wtedy potrafię rozpoznać w nim tęsknotę do Boga, która zaprasza mnie do pójścia za Chrystusem i odkrywa że On jest Panem mojego życia.

Rafał Pasternak SDS

Katolik.pl

 

 

1

 

Co złowiłeś, to zostaw

 

Wydarzenie dzisiejszej Ewangelii według św. Łukasza stanowi piękną scenę. Tyle w niej głębi ile wody w Jeziorze Galilejskim, gdzie rozgrywa się ta scena. Tyle obfitości, ile złowionych ryb, dzięki słowu Pana Jezusa. W to wszystko wpisana jest spontaniczność i zaufanie, które rodzą się w sercach pierwszych uczniów w momencie pójścia za Jezusem i pozostawienia przez nich swoich stałych i pewnych zajęć.

To zaufanie nie było łatwe i proste. Najpierw Piotr i jego towarzysze z nieudanego całonocnego połowu musieli poddać się zmianie swoich planów, bo chcieli wypłukać sieci i pójść do domu, jednak Ktoś obcy, poprosił ich o wypożyczenie łodzi, nie obiecując żadnego wynagrodzenia. Ile musiało ich to kosztować, by przełamać zmęczenie, zmienić plany, „zacisnąć zęby” po nieudanym połowie i zaufać Proszącemu?

Jak ja się zachowuję w momentach ciężkich porażek, zmęczenia, gdy ktoś próbuje zmienić moje ustalone plany? Czy jest we mnie otwartość, by usłyszeć potrzeby innych, zauważyć większą biedę innych niż swoją własną? Czy jestem w stanie zatrzymać się i podjąć trud pomimo własnego dyskomfortu, nie mając nadziei na zapłatę czy wdzięczność?

Nie wiemy jak długo trwało przemawianie Jezusa z łodzi? Jednak wiemy, że słuchacze, tak licznie zgromadzeni na brzegu i rybacy w łodzi poświęcali swój czas na słuchanie. Na początku przecież Jezus przemawiał z brzegu, a dopiero później z łodzi. Pewnie Ci wszyscy słuchający zrezygnowali z wielu innych ważnych spraw, obowiązków, czy zajęć. Jak pisze Ewangelista, oni na początku cisnęli się do Niego.

Jakie jest moje słuchanie Boga, chociażby podczas Eucharystii, w spotkaniu z drugim człowiekiem? Czy nasze zainteresowania, plany, marzenia nie rozbijają tego słuchania? Czy przypadkiem nie lekceważę napotkanych ludzi, którzy dzielą się tym, co dla nich jest ważne, a co ostatecznie może stać się pomocą w moim spojrzeniu na życie? Czy ja wszystko robię by być blisko Jezusa i słuchać Jego słowa?

Kolejne zaproszenie Jezusa jest skierowane do Piotra, by wypłynął na połów. Kto jak kto, ale Piotr od lat znał się na łowieniu ryb i wiedział, że ten moment, jaki został wtedy wybrany przez Jezusa, nie był odpowiednią porą na połów. Piotr musiał zaryzykować i pozostawić swoją dotychczasową znaną od lat sztukę rybołówstwa.

Czy my potrafimy zaryzykować i nie opierać się na sprawdzonych dotychczas, nawet przez długie lata naznaczone sukcesami, pewnikach w wykonywaniu naszego zawodu, posługach, wypracowanych całymi latami procesach?

Gdy Piotr i jego towarzysze zaryzykowali i dokonał się wielki cud w postaci obfitego połowu ryb, wydawało się, że to już jest sprawa zakończona. Wszyscy byli usatysfakcjonowani. Jezus mógł przemawiać, tłum mógł słuchać Jezusa i rybacy na czele z Piotrem, bo mieli w swoim posiadaniu mnóstwo ryb.

I następuje kolejny kryzys, bo Piotr odczuwa swoją niegodność i chce by odszedł od niego Jezus.

W momentach dużych sukcesów Bożych jesteśmy kuszeni, by odczuwać swoją niegodność, by nie korzystać z tego, co otrzymaliśmy od Boga, a tym bardziej, by już więcej z Bogiem nie wchodzić w przyjaźń.

Stopniowo, ale i ostatecznie Jezus prowadzi uczniów do najważniejszego zaproszenia. On proponuje, aby Piotr i jego towarzysze zostawili swoje dotychczasowe posługiwanie i zaangażowali się w misję Jezusa.

Kiedy Szymon i jego towarzysze porzucili sieci i cały połów ryb, poszli bez oglądania się wstecz, za Jezusem. Tak kończy się ostatni wiersz tego dzisiejszego fragmentu Ewangelii, ale tutaj nastąpił najważniejszy i mocny krok by pójść w nieznane z Bogiem. Najwięcej prawdziwych nawróceń dokonuje się wtedy, gdy to, co było naszym dotychczasowym sukcesem, nagle tracimy. Ileż razy straciliśmy część lub cały sens i wartość życia, może cały dorobek? Co wtedy w naszym życiu się działo? Wówczas mogliśmy doświadczyć, że odsłoniło się coś wspanialszego, cel nadprzyrodzony, prawdziwa wartość i sens!

Z tego fragmentu jasno wynika, że strata jest wpisana w nasze życie. Jednak jeśli z Bogiem cokolwiek tracimy, to tylko dlatego, by od Niego otrzymać coś o wiele piękniejszego.

Obyśmy dobrze w naszym życiu usłyszeli wezwanie: „Wypłyń na głębie” i nie bali się ryzykować, bo tylko wówczas można zyskać to, o czym nawet nam się nie śniło.

ks. Leszek Skaliński SDS

Katolik.pl

 

 

12

 

Powołani przez Chrystusa

 

Często możemy spotkać stwierdzenie, ze ktoś jest lekarzem, nauczycielem, księdzem z prawdziwego powołania. Takie określenie używamy do kogoś kto dobrze wykonuje swoje obowiązki. Z jednej strony zna się na swojej pracy i w dodatku ma dobre relacje z ludźmi wśród których pracuje. Zwrot, że ktoś jest z powołania odnosi się do zajęć, które mają na celu jakieś dobro społecznie ważne, czyli realizują jakąś misję. Lekarz jest powołany do leczenia ludzi. Nauczyciel zaś do kształtowania nowych pokoleń, ksiądz do kształtowania relacji z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Długi czas, gdy mówiło się o powołaniu miało się na myśli osoby duchowne, czyli księży, zakonników i siostry zakonne. Po soborze Watykańskim II zaczęto mówić o powołaniu wszystkich chrześcijan, czyli także o powołaniu osób świeckich w kościele. Można więc mówić o powołaniu do życia w małżeństwie i rodzinie.

Można też mówić o jednym powołaniu wszystkich chrześcijan, będzie to powołanie do świętości. Jedno wspólne powołanie wszystkich chrześcijan będzie polegało na odpowiedniej relacji z Bogiem i z innymi ludźmi.

W księdze proroka Izajasza mamy obraz jego powołania. Izajasz staje naprzeciw Boga i odczuł swoją marność, grzeszność. Mówi więc „wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam posród ludu o nieczystych wargach.” (Iz 6,5) Wówczas przyleciał anioł, wziął rozpalony węgiel z ołtarza i dotknął jego warg mówiąc do niego: wina twoja jest teraz zmazana. Tak więc wobec Boga wszyscy jesteśmy nieczyści, czyli niegodni Boga.

Leszek Kołakowski zauważa, że dwie myśli należą do rdzenia myśli chrześcijańskiej. Pierwsza to, że chwila przyjścia Chrystusa jest zasadniczo zbawienna. Druga prawda to, ze każdy człowiek po wypędzeniu z raju zasadniczo zasługuje na potępienie. Obie prawdy należy przyjąć łącznie, gdyż odrzucenie pierwszej prowadzi do pesymizmu i rozpaczy, gdyż człowiek byłby skazany na zwycięstwo zła w swoim życiu. Natomiast odrzucenie drugiej prawdy, prowadzi do nieuzasadnionego optymizmu, w świetle, którego nie ma realnego zła w życiu człowieka.

Należy więc stwierdzić, ze człowiek jest istotą niedoskonałą i dobrą i złą zarazem. Ważne jest także fakt, że należy uznać, że nie jesteśmy samowystarczalni. Potrzebujemy Boga by zwyciężyło w nas dobro. Aby relacja z Bogiem była poprawna musimy mieć świadomość, że Bóg jest nam potrzebny w osobie Jezusa Chrystusa, który przyszedł na świat aby nam pomóc czyli zbawić. Właściwa relacja z Bogiem to relacja pokory.

Z relacji do Boga wypływają odpowiednie wskazania moralne. Erazm z Roterdamu twierdził, że reguły życia znajdują się w Ewangelii. Zasady moralne zawarte w Ewangelii są proste i powszechnie zrozumiałe. Chrześcijanin winien więc być gotowy do praktykowania wskazań moralnych, które opierają się na zaufaniu do Boga. Jeżeli wypełnia się je bez wyrachowania z sercem chętnym, wypełnia w zasadzie wszystko co jest w chrześcijaństwie ważne. Zasady te nie wymagają heroizmu, ani nadzwyczajnych zdolności, gdyż są skrojone na miarę każdego człowieka i do każdego człowieka są adresowane.

Dewizą Erazma było stwierdzenie: „że chrześcijanin zachowuje się tak, jakby wszystko zależało od jego wysiłku i wierzy zarazem, że nic od jego wysiłku nie zależy.” Można tą dewizę przedstawić inaczej. Chrześcijaństwo polega na tym, aby świadczyć dobro innym, ale dobrocią swoją się nie pysznić i nie sobie, ale Bogu przypisywać zasługi.

 

 

11

 

Biblia pyta

 

Jeśli jeden buduje, a drugi rozwala, jakiż pożytek im zostaje, poza trudem?

Jeden się modli, a drugi przeklina: czyjego wołania Pan wysłucha?

Ten, kto się umył po dotknięciu trupa i znów się go dotknął, z jakiż pożytek odniósł ze swego obmycia?

Taki jest człowiek, który pości za swoje grzechy, a wraca i czyni znów to samo. Któż wysłucha jego modlitwy i jakiż pożytek z jego uniżenia?

 

 

13

 

Więcej osiągnęła, albowiem więcej umiłowała

 

Scholastyka, siostra świętego Benedykta, od samego dzieciństwa poświęcona wszechmogącemu Bogu, miała zwyczaj raz w roku odwiedzać swojego brata. Mąż Boży przyjmował ją niedaleko poza bramą, w pomieszczeniu należącym do klasztoru.

Pewnego dnia przybyła według zwyczaju, a czcigodny brat wyszedł ku niej ze swymi uczniami. Cały dzień spędzili na modlitwie i świętych rozmowach, a kiedy zapadł zmrok, spożyli wspólnie posiłek. Ponieważ do późnych godzin przeciągnęły się ich święte rozmowy, Scholastyka zwróciła się do brata ze słowami: "Proszę cię, nie odchodź ode mnie tej nocy. Aż do świtu rozmawiajmy o radościach nieba". On jednak odparł: "Siostro, o czym ty mówisz? Żadną miarą nie mogę przebywać poza klasztorem".

Świątobliwa niewiasta, skoro usłyszała odmowę brata, oparła na stole złożone ręce i modląc się do wszechmogącego Boga pochyliła głowę. Kiedy zaś uniosła ją znad stołu, rozszalała się tak wielka burza z grzmotami i błyskawicami, zerwała się tak gwałtowna ulewa, iż ani Benedykt, ani towarzyszący mu bracia nawet na krok nie mogli odejść z miejsca, w którym przebywali. Wtedy to zmartwiony mąż Boży zaczął narzekać: "Niech Bóg wszechmogący wybaczy ci twój czyn, Siostro". Lecz ona odpowiedziała: "Oto prosiłam cię, a nie chciałeś mnie wysłuchać. Poprosiłam więc Boga mego, i zostałam wysłuchana. Teraz więc odejdź, jeśli zdołasz. Pozostaw mnie i wracaj do klasztoru".

Tak więc ten, który nie chciał pozostać dobrowolnie, pozostał wbrew swojej woli. Cały czas czuwali przeto razem, znajdując pokrzepienie we wzajemnej wymianie świętych myśli.

A nic w tym dziwnego, iż owej godziny Scholastyka przemogła brata. Albowiem zgodnie ze słowami świętego Jana: "Bóg jest miłością" było rzeczą zupełnie słuszną, aby więcej potrafiła ta, która więcej umiłowała.

A kiedy w trzy dni później mąż Boży, znajdując się w swojej celi, podniósł oczy ku niebu, zobaczył, jak dusza jego siostry, opuściwszy ciało, ulatuje pod postacią gołębicy ku wyżynom nieba. Ciesząc się tak wielką jej chwałą, złożył Bogu dzięki hymnami i modlitwami. Posłał też braci, aby przynieśli jej ciało do klasztoru i złożyli w grobie, który przygotował dla siebie.

Tak się stało, iż nawet grób nie rozdzielił tych, których umysły zawsze były zjednoczone w Bogu.

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

10 stycznia - św. Grzegorz z Nyssy, biskup i doktor Kościoła
10 stycznia - św. Wilhelm z Bourges, biskup
10 stycznia - katedra w Drohiczynie
11 stycznia - św. Honorata, dziewica
11 stycznia - św. Teodozy, opat
12 stycznia - św. Elred z Rievaulx, opat
12 stycznia - św. Bernard z Corleone, zakonnik
12 stycznia - św. Marcin z León, prezbiter
12 stycznia - św. Arkadiusz, męczennik
12 stycznia - św. Tacjana, męczennica
12 stycznia - św. Antoni Maria Pucci, prezbiter
12 stycznia - św. Małgorzata Bourgeoys, dziewica
13 stycznia - św. Hilary z Poitiers, biskup i doktor Kościoła
13 stycznia - bł. Weronika Nagroni, mniszka
14 stycznia - bł. Odoryk z Pordenone, prezbiter
14 stycznia - św. Feliks z Noli, prezbiter
14 stycznia - bł. Piotr Donders, prezbiter
15 stycznia - św. Paweł z Teb, pustelnik
15 stycznia - święci Maur i Placyd, uczniowie św. Benedykta
15 stycznia - św. Arnold Janssen, prezbiter
15 stycznia - święci Franciszek Capillas, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy chińscy
15 stycznia - bł. Alojzy Variara, prezbiter
16 stycznia - św. Marceli I, papież i męczennik
16 stycznia - św. Joanna z Balneo, dziewica
16 stycznia - święci Berard i Towarzysze, pierwsi męczennicy franciszkańscy
16 stycznia - św. Honorat, biskup

17 stycznia - św. Antoni, opat

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.