WZGÓRZA

 

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

45/737                   -         1 listopada 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

 

4

 

 

XXXI Niedziela Zwykła

 

3 listopada 2019 r. C.

 

3

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Łysi czterdziestoletni.
- Gościnny dom dla Chrystusa.
- Szkoła ewangelicznego biznesu.
- Chwalić Boga.
- 1 - 8 XI - odpust zupełny dla dusz w czyśćcu cierpiących.
- Korowód Świętych z naszej parafii - w Internecie
- Święci i błogosławieni w tygodniu.
 
 
 
5
 

Łysi czterdziestoletni.

Święty Łukasz opowiada dziś o nawróceniu Zacheusza, przełożonego celników. Wyobrażam go sobie jako zamożnego, aktywnego zawodowo czterdziestolatka, który zrobił karierę. Najprawdopodobniej usłyszał od kogoś o Jezusie i zainteresowany Jego działalnością bardzo chciał zobaczyć Mistrza. Ale żeby Go zobaczyć, musiał wejść na drzewo, bo był niewysoki.

Proponuję, by od tego momentu na historię o nawróconym celniku spojrzeć bardziej uniwersalnie.

Czterdziestka na karku oznacza wiek średni, a wraz z nim osławiony kryzys. Zacheusz nie rozgląda się wprawdzie za czerwonym rydwanem marki Ferrari, ale i tak czuje, że jego życiu czegoś brakuje. Może sensu? A może czuje wyrzuty sumienia, że jako celnik musiał łupić rodaków w imieniu Rzymu? Uświadamia sobie, że do grobu jest już mu bliżej niż dalej. Tę wiedzę symbolizuje sykomora i czynność wspinania się po niej. Sykomora to drzewo, które potrafi osiągnąć nawet 15 metrów wysokości, jest dziką odmianą figi, jej drewno jest odporne na butwienie i dlatego wyrabiano z niej skrzynie i trumny. Owoce sykomory są jadalne, ale ciężkostrawne.

Zacheusz wspinał się po szczeblach kariery, zaszedł wysoko, może nawet na 15 metrów. Jednak owoce, które zebrał, trudno mu strawić. Wspiął się po drzewie, z którego najlepszy użytek można zrobić, strugając z niego trumnę. Więc potrzebuje czegoś, co nada sens jego życiu, co sprawi, że będzie to życie dobrego człowieka. W sumie jest w niezłej sytuacji, ponieważ z punktu, na który się wspiął, widzi wyraźnie swoje nieciekawe położenie oraz nadchodzącego Pana. Niepokój i poszukiwania Zacheusza zostają nagrodzone. Doznaje łaski:

„Zacheuszu, zejdź prędko z drzewa” – powie mu Jezus. Z radości, że Pan go dostrzegł, gorączkowo wymyśla, co dobrego mógłby zrobić. Rozsadza go energia: Połowę mojego majątku rozdam ubogim – deklaruje. Znajduje sens, wartość, grunt. „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu” – powie Jezus.

Jest nadzieja dla łysych czterdziestoletnich.  

Grzegorz Chrzanowski OP – „Ekspres homiletyczny”

 

 

 

6

 

Gościnny dom dla Chrystusa.

 

Ciekawy tekst napisał przed laty pewien anonimowy człowiek. W sposób przejmujący ukazał niszczące działanie człowieka. Oto ten dość prowokacyjny, ale adekwatny do rzeczywistości tekst:

Na końcu człowiek zniszczył niebo, które nazywało się „ziemia”. A ziemia była piękna aż do chwili, kiedy duch ludzki uniósł się nad nią i zniszczył wszystko. Wtedy człowiek rzekł: „Niechaj się stanie ciemność!”. I stała się ciemność. I człowiek widział, że ciemność jest dobra. I nazwał człowiek ciemność „bezpieczeństwem”. I podzielił się na rasy i religie, i klasy społeczne. I nie było wieczoru ani poranka dnia siódmego przed końcem. A potem człowiek rzekł: „Niechaj powstanie nocny rząd, aby panował nad nami w ciemnościach. Niechaj powstaną armie, aby trzymały kontrolę nad ciałami, abyśmy mogli nauczyć się zabijać jedni drugich trafnie i skutecznie w naszych ciemnościach”. I nie było wieczoru ani poranka dnia szóstego przed końcem. A potem człowiek rzekł: „Niechaj powstaną rakiety i bomby, aby zabijać szybciej i sprawniej. Niechaj powstaną komory gazowe i piece krematoryjne, aby niszczyły całkowicie”. I nie było wieczoru ani poranka dnia piątego przed końcem. A potem człowiek rzekł: „Niechaj powstaną narkotyki i inne formy ucieczki przed nieustannym strapieniem... rzeczywistością, która zakłóca nasz błogi spokój”. I nie było wieczoru ani poranka dnia czwartego przed końcem. A potem człowiek rzekł: „Niechaj się oddzielą jedne narody od drugich, abyśmy wiedzieli, kto jest naszym wspólnym wrogiem”. I nie było wieczoru ani poranka dnia trzeciego przed końcem. A wreszcie rzekł człowiek: „Uczyńmy Boga na nasz obraz, podobnego nam. Niech Bóg myśli – jak my myślimy, nienawidzi – jak my nienawidzimy, i zabija – jak my zabijamy”. I nie było wieczoru ani poranka dnia drugiego przed końcem. Ostatniego dnia moce ziemi zostały wstrząśnięte. Ogień pochłonął piękny glob ziemski i nastała cisza. Sczerniała ziemia spoczywała teraz, oddając cześć jedynemu prawdziwemu Bogu. A Bóg widział wszystko, co człowiek uczynił, i w ciszy zalegającej nad dogasającymi zgliszczami Bóg płakał.

W kontekście tego tekstu słowa Jezusa z dzisiejszego fragmentu Ewangelii skierowane do Zacheusza brzmią szczególnie wymownie. Otóż zwierzchnik celników usłyszał: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Jest to wezwanie także do każdego z nas, aby otworzyć swój dom, swoje serce i uczucia dla Pana. Jeśli jednak nasza postawa jest naśladownictwem człowieka z przytoczonego wcześniej przykładu, to zamiast budowania i przyjmowania Chrystusa z miłością stajemy się ludźmi, którzy niszczą. Chodzi więc o to, aby przygotować miejsce dla Mistrza niezależnie od tego, kiedy przyjdzie.

A przychodzi przecież zawsze. Przychodzi ze słowami otuchy, ale i przestrogi. Wymownym przykładem owego przychodzenia jest pewne wydarzenie sprzed kilku laty. Otóż po ciężkim wypadku karetka wiozła do szpitala małego chłopca. Było to zupełnie samotne dziecko. Chłopiec miał jednak jednego przyjaciela – zgorzkniałego i rozgoryczonego życiem, światem i ludźmi człowieka niewierzącego. Pewnego dnia, kiedy ów przyjaciel przyszedł odwiedzić chłopca w szpitalu, ujrzał niechybne znaki bliskiej śmierci. Starał się go pocieszyć: „Niedługo znowu będziesz sprzedawał gazety!”. „O nie! Nie chcę tu być już dłużej. Nie będę żył i wiem o tym. Ale po zmartwychwstaniu zobaczę Jezusa jako jeden z pierwszych” – odpowiedział chłopiec. Mężczyzna był wstrząśnięty jego słowami, zapytał ze łzami w oczach: „A czy jesteś tego pewien, że Jezus tam będzie?”. „Oczywiście! Gdzie jest Jezus, tam jest niebo” – usłyszał.

Jak więc widać Chrystus przychodzi często w sposób nieoczekiwany. Powstaje jednak pytanie: Jak postępować, aby umieć Go przyjąć? Jak dostrzec Go w drugim człowieku, w wydarzeniach dnia codziennego, cierpieniu czy wreszcie niezrozumiałych splotach okoliczności? Co uczynić, aby usłyszeć wezwanie po imieniu, tak jak to było w wypadku Zacheusza?

Odpowiedzi poszukajmy w pewnym mądrym tekście napisanym przez Kahlila Gidrana, który wszystkim nowożeńcom zadedykował słowa O małżeństwie. Pisze on w następujący sposób:

Urodziliście się razem i pozostaniecie razem na zawsze. Będziecie razem, gdy białe skrzydła śmierci rozproszą wasze dni. Będziecie razem nawet w milczącej pamięci Boga. Ale w waszym związku niech nie zabraknie przestrzeni. I wiatr wiejący z nieba niech tańczy pomiędzy wami. Kochajcie się wzajemnie, lecz nie czyńcie z tej miłości krępujących pęt. Niech będzie ona raczej jak ruchliwe morze pomiędzy brzegami waszych dusz. Niech każde z was uzupełni kielich drugiego, lecz nie pijcie z jednego kielicha. Dzielcie się waszym chlebem, lecz nie jedzcie z tego samego bochenka. Śpiewajcie i tańczcie razem, i bądźcie weseli, ale niech każde z was pozostanie sobą. Ponieważ nawet struny lutni pozostają oddzielone, choć wibrują w rytm tych samych dźwięków. Oddawajcie sobie serca, lecz nie pod wzajemną straż. Ponieważ tylko ręka Życia może trzymać je na wodzy. I bądźcie blisko siebie, ale także nie nazbyt blisko: ponieważ filary świątyni stoją oddzielnie.

Aby nie minąć się z Chrystusem, trzeba kochać Boga i człowieka, wierząc, że właśnie w tej miłości jest On sam. Potrzeba więc wysiłku, aby tak jak Zacheusz wspiąć się na drzewo swoich słabości i egoizmu i zobaczyć miłość pragnącą na stałe zamieszkać w naszym domu. Obyśmy mogli często słyszeć w sercu słowa Ewangelii: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”.                                                                                                     

     ks. Janusz Mastalski – „Ekspres homiletyczny”

 

 

7

 

Szkoła ewangelicznego biznesu.


Ostre wypowiedzi Jezusa przeciw chciwości i chciwcom, a z drugiej strony Jego radykalne wezwania do ewangelicznego ubóstwa, mogą łatwo zostać zinterpretowane jako zdecydowane potępienie bogactwa materialnego. Taka interpretacja jest jednak błędna. Spotkanie z Zacheuszem w Jerychu świadczy o tym, że istnieje możliwość posiadania materialnych dóbr i życia Ewangelią. Zacheusz był bardzo bogaty. Jeśli nawet rozdał ubogim połowę tego, co posiadał, to i tak pozostał osobą zamożną.

Jakie są zasady połączenia posiadania pieniędzy z życiem Ewangelią?

Pierwsza zasada: Należy kochać Boga z całego serca i chcieć być do Jego dyspozycji. Bóg rozdaje talenty. Wśród nich jest również talent „robienia pieniędzy”. Ewangeliczny talent, o którym mówi Jezus w przypowieści, to wielka ilość pieniędzy. Bóg je daje i czeka, czy zostaną pomnożone. Taka jest logika Boga.

Posiadanych oszczędności nie należy rozdawać, należy je pomnożyć. Na to czeka Bóg. Człowiek bogaty, który kocha Boga, wie, że bogactwo otrzymuje od Niego, a skoro sam jest do dyspozycji Boga, to i jego bogactwo jest do dyspozycji Stwórcy. Zacheusz tak rozumiał swe życie i tak podchodził do tego, co posiadał.

Druga zasada: Człowiek posiadający dużo pieniędzy winien kochać ludzi. Ta miłość każe mu troszczyć się o ich prawdziwe dobro. Ono zaś nie polega na tym, by im wypisywać czeki lub robić systematycznie przelew pewnej kwoty, ale na tym, by otworzyć firmę i dać im pracę. Następnie za tę pracę należy im zapłacić. To jest prawdziwe miłosierdzie.

Przekazanie pieniędzy może być jednorazowe, gdy sytuacja człowieka jest krańcowa i nie ma co jeść. Ale troska o jego prawdziwe dobro polega nie na tym, aby mu codziennie na nowo podawać obiad, ale na tym, by mu umożliwić pracę, aby sam sobie zarobił na jedzenie, ubranie, mieszkanie...

Gdyby bogaty rozdał wszystko ubogim, sam stałby się biedny i spadłby na poziom żebraka. Takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia, ono jest nieewangeliczne. Jezus wprawdzie wzywa do rozdania majątku, ale jedynie wówczas, gdy jest to potrzebne do zachowania wolności i zdecydowanego wyboru Jezusa i Jego stylu życia. Bóg może kogoś indywidualnie poprosić o taką zamianę majątku doczesnego na przyjaźń z Nim. Ważne w tej sytuacji jest jednak nie tyle rozdanie, ile sama decyzja: czy człowieka stać na zamianę tego, co doczesne, na to, co wieczne.

Miłość myśli o tym, by człowiekowi dać szansę urządzenia życia w sposób godziwy na całe lata, a nie tylko o tym, by mu dać pieniądze na buty lub chleb, gdy jest głodny. Taka pomoc jest krótkowzroczna i nie uzdrawia sytuacji, w jakiej żyje ubogi.

Trzecia zasada: Posiadane bogactwo winno być zabezpieczone, czyli przekazane w ręce tych, którzy nie tylko umieją z niego korzystać, ale i potrafią je pomnożyć.

Majątku nie wolno oddać w ręce tego, kto go zmarnuje, nawet jeśli są to ręce męża, żony, dziecka, wnuka. Samo pokrewieństwo nie daje takiego prawa. Majątek winien być przekazany w ręce człowieka mądrego. Jeśli bowiem ktoś odda go w ręce ludzi nieroztropnych, sam będzie odpowiadał przed Bogiem za roztrwonienie majątku i za zniszczenie tych, którym go przekazał. Głupi człowiek nie potrafi dobrze wykorzystać tego, co posiada, a wówczas obraca się to przeciw niemu.

Jeśli rodzice widzą, że dzieci nie dorastają do otrzymania spadku, to winni sami rozdać to, co posiadają, innym, mądrzejszym od swoich dzieci. Tak nie wyrządzą krzywdy dzieciom.

Oto jeden z poważnych błędów, z którym spotykamy się często: rodzicie harują, a dzieci – wykorzystując ich majątek – spadają na dno nędzy moralnej. Każdy człowiek winien zarobić na swe utrzymanie własnymi rękami. Rodzice mają dać dziecku szansę na dobry życiowy start, a nie spadek. Jest to szczególnie ważne, gdy widzą, że synowi lub córce brakuje mądrości.

Czwarta zasada: Ten, kto posiada majątek, winien wychować młode pokolenie nie tylko do uczciwej pracy i samowystarczalnego życia, ale i do umiejętności „robienia pieniędzy”, czyli ich pomnażania. To jest odpowiedzialność o charakterze społecznym. Młode pokolenie za lat dziesięć czy dwadzieścia będzie decydowało o dobrobycie rodziny i społeczeństwa.

Jeśli należymy do uczniów Jezusa, to trzeba razem z Nim wejść do domu Zacheusza i otworzyć w nim szkołę biznesu. Zacheusz będzie jej pierwszym rektorem. Posiada serce kochające Boga, kocha ludzi, potrafi robić pieniądz, i to czysty, a nie brudny. Nie bał się bowiem powiedzieć: „Jeśli kogoś skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Gdyby zebrał pieniądze brudne, to by tak nie mógł powiedzieć, bo po rozdaniu połowy zabrakłoby mu na wyrównanie krzywd. Umiał robić pieniądze i dobrze wiedział, że jego dzieci nie zostaną skrzywdzone, gdy rozda połowę majątku. Świetny kandydat na rektora szkoły biznesu, którą poświecił sam Jezus, mówiąc: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu”... Zbawienie bogatego domu.

Popatrzmy do własnej kieszeni i zastanówmy się, czy to, co posiadamy, jest do dyspozycji Boga, czy potrafimy pomóc ludziom potrzebującym, nie tyle rozdając, co dając im szansę? Czy umiemy pieniądze nie tylko wydawać, ale i pomnażać? Czy znamy takich, którym można powierzyć to, co posiadamy, wiedząc, że wykorzystają to dobrze. Taka refleksja jest potrzebna zarówno wtedy, gdy konto w banku liczy miliony złotych, jak i wówczas, gdy uczeń ma w kieszeni dziesięć złotych. W Ewangelii każdy pieniądz jest szansą do wykorzystania, czyli do pomnożenia.

ks. Edward Staniek – „Ekspres homiletyczny”

 

 

 

11

 

Chwalić Boga.


Dzisiejsza liturgia słowa wzywa nas do uwielbiania Boga, tak jak czyni to psalmista: „Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu [...]. Każdego dnia będę błogosławił Ciebie” (Ps 145,1-2). W ten sposób odkrywamy najgłębszy sens swojego istnienia, który zawiera się właśnie w tym, aby nasze życie było nieustannym oddawaniem chwały Bogu. Zastanówmy się więc dzisiaj nad tym, w czym przejawia się chwała Boża, co skłania nas do oddawania Bogu czci i jak możemy dać temu wyraz.

Piękny tekst z Księgi Mądrości, którego wysłuchaliśmy, uświadamia nam, że to wszystko jest prostą konsekwencją naszego istnienia. Autor natchniony zwraca się do Boga: „Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? [...] Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie” (11,25; 12,1). Czyż nie jest to już wystarczający powód do nieustannego wielbienia Boga? Jestem, ponieważ On zechciał powołać mnie do istnienia. I także we mnie jest Jego nieśmiertelne tchnienie. Tylko czy my o tym pamiętamy? Niestety, zajęci tysiącem spraw tego świata, w ogóle nie myślimy o tym, że nasze istnienie zawdzięczamy Stwórcy. A jeśli nawet pojawi się w nas maleńki przebłysk świadomości tego faktu, to uważamy go za coś naturalnego, co nam się nawet należy. Tymczasem autor Księgi Mądrości, w pełni świadom, jak wielka jest to prawda, zwraca się do Boga: „Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” (11,25-26). Gdybyśmy umieli patrzeć tak jak autor natchniony, zmieniłoby to zupełnie perspektywę naszego życia, kierując je właśnie ku chwaleniu Boga, ku nieustannemu wysławianiu Go i dziękowaniu za ten największy ofiarowany nam dar – dar naszego istnienia.

Jest jednak jeszcze coś równie istotnego, co powinno nas przynaglać do oddawania Bogu chwały. Autor natchniony ujmuje to tak: „Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię” (11,22). Oto bardzo proste, a jakże wiele mówiące porównanie: świat, który nam się wydaje bezkresny, jest ledwie kroplą porannej rosy wobec naprawdę nieogarnionego Boga! Czyż ten obraz znów nie powinien wyzwalać w nas spontanicznie słów podziwu i szacunku wobec potęgi Stwórcy? Tym bardziej, że słyszymy również takie słowa: „Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili” (11,23).

Wszechpotężny i nieogarniony Bóg okazuje swojemu stworzeniu litość i wielką cierpliwość. Tak, On zamyka oczy i czeka, abyśmy się nawrócili. Ale nie jest to bierne oczekiwanie. Uświadamia nam to dalej autor natchniony: „nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli” (12,2). Stwórca zamyka wprawdzie oczy na nasze grzechy, ale to nie ma nic wspólnego z określeniami, których używamy: „przymknąć na coś oko” lub „patrzeć przez palce”. Bóg zamyka oczy, bo czeka na nasze nawrócenie! Co wcale nie oznacza, że mówi: „nie ma grzechu”, „nic złego się nie stało”. Przeciwnie, On widzi doskonale każdy nasz grzech, ale w swej ogromnej miłości pragnie, abyśmy go też dostrzegli, nazwali, wyznali i nawrócili się. Autor natchniony tak pisze o miłości Boga: „Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił” (11,24). I oto mamy kolejny powód do chwalenia Boga; już nie tylko za to, że żyjemy, że On tak wspaniałomyślnie czeka na nasze nawrócenie, ale i za to, że jak dobry, miłujący ojciec strofuje nas i karci, abyśmy uświadomili sobie nasze grzechy i zdecydowanie odwrócili się od nich.

Jednak Bóg nie zatrzymuje się na tym. Świadom naszych słabości, a także lęku, jaki pojawia się w nas po popełnieniu grzechu – czego przykład dał Adam, ukrywając się w raju – szuka człowieka, aby go uratować. A czyni to w swoim Synu, który „przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19,10).

Takim zagubionym człowiekiem był Zacheusz, o którym słyszeliśmy dziś w Ewangelii. Był to bogacz. Sprawował urząd zwierzchnika celników, który dawał mu okazję do wykorzystywania ludzi. A taka sytuacja życiowa sprawia, że człowiek żyje z dala od Boga. Okazuje się jednak, że Jezus szukał także Zacheusza. Ale i Zacheusz szukał sposobności, by się z Nim spotkać. Kiedy dotarł do Niego, jego serce zaczęło bić nowym rytmem, w jego życiu dokonał się wspaniały przełom, wyznał: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie” (Łk 19,8). Widzimy więc, że Zacheusz w pełni dojrzał do uświadomienia sobie grzechu. Co więcej, po spotkaniu z Chrystusem zobaczył całą krzywdę wyrządzoną innym i postanowił porzucić dotychczasową drogę postępowania i wejść na uczciwy szlak.

Bóg pragnie, aby taka przemiana dokonywała się również w nas. Abyśmy coraz bardziej dojrzewali do uświadomienia sobie popełnianych grzechów, potrafili je nazwać i wyznawać w sakramencie pokuty, szczerze za nie żałowali i jak najpełniej za nie zadośćuczynili; potem zaś podjęli świadomą decyzję wejścia na drogę dobra, o której pisze św. Paweł: „modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn [płynący] z wiary” (2 Tes 1,11). Nie wystarczy bowiem tylko odwrócić się od zła, ale trzeba się w pełni zaangażować w czynienie dobra, które Bóg zaplanował w świecie, a które może się spełnić jedynie w nas i przez nas. Wtedy dopiero zostanie oddana chwała należna Bogu i dokona się to, co św. Ireneusz tak pięknie określił: „Chwałą Boga – żyjący człowiek”, czyli ten, który docenia wszystkie dobrodziejstwa, jakimi obdarzył go Bóg, i postępuje całkowicie za Jego wezwaniem.

Jesteśmy tu, aby wielbić Boga. Uczestnicząc we Mszy św., chcemy to czynić każdym gestem, słowem i śpiewem. Zaś po opuszczeniu świątyni mamy Go chwalić naszą codziennością, pozwalając, aby nas odnajdywał, przemieniał i pobudzał do podjęcia tego wszystkiego, co sobie względem nas zaplanował. Prośmy, aby tak rzeczywiście było.

 

 

 

13

 

1 - 8 XI

- odpust zupełny dla dusz w czyśćcu cierpiących.

 

Od 1 do 8 XI możemy uzyskać odpust zupełny, czyli całkowite darowanie kar dla dusz w czyśćcu cierpiących. Do tej formy modlitwy za zmarłych zachęca Konferencja Episkopatu Polski.

Nawiedzając z modlitwą kościół lub kaplicę w uroczystość Wszystkich Świętych oraz w Dniu Zadusznym, możemy pod zwykłymi warunkami uzyskać odpust zupełny. Ponadto wypełniając określone warunki, możemy uzyskać odpust zupełny od 1 do 8 listopada za pobożne (czyli modlitewne) nawiedzenie cmentarza. Odpust zupełny możemy uzyskać raz dziennie.

   Jeśli kochamy naszych zmarłych, to możemy im ofiarować na przykład odpust zupełny, tzn. w dniach od 1 do 8 listopada za nawiedzenie cmentarza, przyjęcie Komunii świętej, modlitwę w intencji Papieża, wyznanie wiary, wyrzeczenie się zła możemy uzyskać odpust zupełny, który można ofiarować za jednego ze zmarłych i to jest największy dar, który obok Mszy świętej możemy ofiarować właśnie naszym zmarłym. Odpust zupełny jest to darowanie kar za grzechy, które zostały odpuszczone co do winy w sakramencie pojednania. W związku z tym, że jest sprawiedliwość, z grzechem są również związane kary i to jest darowanie kar w sposób zupełny jako odpust zupełny – wyjaśnił ks. dr Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Episkopatu.             

Zuzanna Dąbrowska/ RIRM

 

 

 

14

 

Korowód Świętych z naszej parafii - w Internecie

Na naszych stronach internetowych

wzgorza-gazetka.pl i milosierdzia-parafia.pl

zamieszczone są zdjęcia i film (3 części) z Korowodu Świętych, który odbył się w zaszłą niedzielę oraz relacja z wręczenia nagród z konkursu na różaniec.

Zapraszamy do obejrzenia.

 

 

10

 

Święta, święci i błogosławieni w tygodniu.

 

3 listopada - św. Marcin de Porres, zakonnik
3 listopada - bł. Rupert Mayer, prezbiter
3 listopada - św. Hubert, biskup
4 listopada - św. Karol Boromeusz, biskup
5 listopada - święci Elżbieta i Zachariasz, rodzice św. Jana Chrzciciela
5 listopada - św. Gerald, biskup
5 listopada - bł. Franciszka Amboise, zakonnica
6 listopada - bł. Józefa Naval Girbes, dziewica
6 listopada - św. Kalinik, męczennik
6 listopada - bł. Krystyna
6 listopada - błogosławieni męczennicy japońscy Alfons Navarrete, prezbiter, i Towarzysze
6 listopada - św. Leonard z Limoges, pustelnik
7 listopada - św. Willibrord, biskup
7 listopada - bł. Łucja a Septifonte, dziewica
7 listopada - bł. Helena Enselmini, dziewica
7 listopada - bł. Franciszek od Jezusa, Maryi, Józefa, Palau y Quer, prezbiter
7 listopada - święci zakonnicy Izrael, Walter i Teobald
7 listopada - św. Engelbert, biskup i męczennik
8 listopada - św. Elżbieta od Trójcy Przenajświętszej, dziewica
8 listopada - bł. Jan Duns Szkot, prezbiter
8 listopada - św. Godfryd z Amiens, biskup
8 listopada - św. Adeodat I, papież
8 listopada - święci Czterej Koronowani, męczennicy
8 listopada - bazylika katedralna w Płocku
9 listopada - rocznica poświęcenia bazyliki laterańskiej
9 listopada - bł. Joanna z Signy
10 listopada - św. Leon Wielki, papież i doktor Kościoła

10 listopada - św. Andrzej Avellino, prezbiter

 

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.