WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

       28/720                   -         7 lipca 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

XIV Niedziela Zwykła

7   lipca 2019 r. C.

Chrześcijanin, wzorem Apostołów, jest powołany do głoszenia Dobrej Nowiny. Każdy może to robić w najprostszy z możliwych sposobów; świadectwem własnego życia. I chociaż może nas spotkać w związku z tym uznanie i podziw, to jednak częściej napotkamy trudności, brak zrozumienia i odrzucenie. I tak jak uznanie ze strony ludzi nie może być naszym celem, podobnie odrzucenie z ich strony nie może być dla nas powodem zniechęcenia.

Jezus wskazuje na ostateczny cel naszych działań: Cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. Możemy zostać odrzuceni, wykpieni i opuszczeni przez ludzi, ale nigdy przez Chrystusa.

W dzisiejszym numerze:

- Władza stąpania po wężach i skorpionach.

- Kościół głosi pokój Boży.

- Wakacje z Bogiem.

- Odpowiedzialność za powołania.

- Jak wierzyć w Kościół po Sekielskich? Być iskrą, co daje nadzieję.

- Nieprzebaczenie zamyka w zranieniu.

- Wolontariat dla Kresów 2019 – zostały ostatnie wolne miejsca!

- Niebawem 32 Franciszkańskie Spotkanie Młodych w Kalwarii Pacławskiej.

- Doskonała wolność.

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

Władza stąpania po wężach i skorpionach

„Dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach i po całej potędze przeciwnika”. Gdy siedemdziesięciu dwóch uczniów pełnych radości i zapału wróciło z misji, opowiadając, czego dokonali w imię Jezusa, Chrystus wypowiada te właśnie słowa. Obraz jest bardzo silny. Stawanie bosą stopą na wężach i skorpionach – wszak powiedziano: Nie bierzcie sandałów ani dwóch sukien – to coś, co przeraża. Odbieram te słowa jako wezwanie do odwagi oraz obietnicę, że wolność od jadu węży i skorpionów jest możliwa.

Kiedyś na ławce w kościele znalazłem kartkę zapowiadającą nadejście czasów apokaliptycznych. Treść kartki odsyłała do prywatnych objawień, które mówiły o rychłym nadejściu wojen, kataklizmów i innych tragedii. Wtedy chrześcijanie powinni zgromadzić się w świątyniach na modlitwie, trwać przy Bogu i Kościele, a zostaną ocaleni. Pomyślałem: Czy tak mają się zachowywać chrześcijanie? Uciekać od tragedii przeżywanych przez ludzi? A może raczej powinni wyjść do świata, gasić pożary, bronić zagrożonych, ratować rannych? W takich skrajnych sytuacjach człowiek różnie może postępować i trudno się wymądrzać, co należałoby robić. Jednak zalecanie ratowania własnej skóry za pomocą samego tylko wzmożenia religijnych praktyk z pominięciem służby bliźniemu nie jest najlepszą z możliwych chrześcijańskich reakcji. Rzecz jasna odwagi potrzebujemy nie tylko w czasach apokalipsy. Ale przesłanie słów Ewangelii rozumiem następująco: Nie bój się, jesteś w stanie zmierzyć się z wyzwaniami życia. Natomiast wolność od jadu węży i skorpionów to czytelność świadectwa o Chrystusie i Ewangelii. Dzisiaj świadectwo Kościoła jako wspólnoty lub pojedynczych chrześcijan podawane jest w wątpliwość, i to niekiedy bardzo słusznie. Wolność od jadu węży i skorpionów rozumiem jako przekonanie, że w Kościele cały czas są ludzie, w których życiu blask Ewangelii jasno lśni. I skoro było to możliwe w przeszłości, jest możliwe teraz i będzie możliwe w przyszłości. Bo Ewangelia potrafi wydobyć z człowieka to, co najlepsze: obraz Boży.

Grzegorz Chrzanowski OP - ur. 1965, dominikanin. Wykładowca filozofii w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym oo. Dominikanów oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Mieszka w Krakowie.

Kościół głosi pokój Boży

1. Dwudzieste stulecie przyniosło dwie wojny światowe o długotrwałych skutkach. Stąd dążenie do zapewnienia pokoju jest dziś równie powszechne, jak i mało skuteczne. Usilne zabiegi organizacji międzynarodowych nie zdołają, jak widać, wygasić tylu ognisk zapalnych na ziemi, z których na nowo wybuchają wojny lokalne. Kościół nie zniechęcony tym faktem nie zaprzestaje całemu światu wciąż na nowo przypominać warunki prawdziwego pokoju przez nauczanie papieży i Soboru Watykańskiego II. Ten ostatni naucza o pokoju, że jest on „owocem porządku nadanego przez boskiego jego Założyciela, nad którego urzeczywistnianiem pracować mają ludzie pragnący coraz to doskonalszej sprawiedliwości (...). Pokoju nigdy na zawsze nie da się zdobyć, lecz ciągle go trzeba budować” (KDK 78). Dzisiejsze trzy czytania ukazują, jaką rolę otrzymał Kościół Boży jako nowy Izrael, w dawaniu pokoju, i to nie tyle na drodze interwencji dyplomatycznych, ile przez budowanie w ludziach wewnętrznego ładu serc.

2. Na zakończenie niewoli babilońskiej dzisiejszy urywek z „Księgi pocieszenia” (Trito-Izajasz) kreśli obraz szczęśliwości mesjańskiej Nowego Izraela, wieszcząc radość wszystkim smutnym z po­wodu klęski poniesionej przez Jeruzalem. Kontekst bezpośrednio poprzedzający (Iz 66,6.8) przypomniał, że proces odrodzenia narodu i jego stolicy wymaga pewnego czasu do pełnej realizacji, ale niezawodnie ono nastąpi, ponieważ sam Bóg będzie pocieszycielem swojego ludu. To On skieruje w stronę Miasta Świętego pokój jak rzekę. Słowo pokój ma tutaj swoje pełne znaczenie – sumy wszelkich dóbr ery mesjańskiej. Zatem całkowicie odwróci się sytuacja: chwała narodów, a więc pogan dotąd ciemiężących Izraela, stanie się jego udziałem. Gwarancją tej przyszłości jest ręka Pana. Izrael historyczny na swojej ziemi nie doczekał dosłownej realizacji tego proroctwa. Kościół je dzisiaj czyta jako urzeczywistnione w nim, Nowym Izraelu, ale na płaszczyźnie duchowej, nadprzyrodzonej.

Zarysowany przez Proroka temat Izraela i pokoju zostaje w myśli nauczającego dziś przez liturgię Kościoła podjęty przez cytat z listu Apostoła. Ukazuje on nam gruntowną transpozycję, jakiej dokonał nowy etap dziejów zbawienia przez pojawienie się rzeczywistości Kościoła Chrystusowego. Zakończenie Pawłowego Listu do Galatów, poświęconego nowej wolności w Chrystusie, przypomina zasadę: tylko krzyżowi Chrystusa zawdzięczamy to, że jesteśmy wszyscy i każdy z osobna nowym stworzeniem (por. 2 Kor 5,17), oczywiście w porządku nadprzyrodzonym. Jako całość Kościół jest Nowym Izraelem. Jedynie Odkupienie tłumaczy istotę darowanego nam pokoju, jaki na Izraela Bożego zstąpi, tzn. na Kościół Chrystusowy. Jest on po to „odkupującą wspólnotą odkupionych” (określenie w soborowych Relationes dane przez jednego z Ojców), aby kontynuować w sposób doskonalszy posłannictwo dawnego Izraela względem narodów – dawać im rzeczywistą i trwałą podstawę najgłębszego pokoju – ład serca.

Zwarty redakcyjnie urywek Ewangelii (por. Mt 10,7–16; 11,24) odnosi się do misji siedemdziesięciu (dwóch) uczniów Jezusa, ograniczonej tylko do Żydów w Ziemi Świętej. Miała ona przygotować osobiste głoszenie przez Niego Ewangelii. Warte omówienia są następujące momenty opowiadania, które nie są tylko zapisem minionej sytuacji, lecz mówią o stałym zadaniu Kościoła, a więc i nas wszystkich. Wobec zbyt małej ilości robotników na żniwie Pana trzeba prosić Go o nowe powołania: Bóg więc czeka na nasz udział w dziele misji jako wspólnej z Nim sprawie. „Cały Kościół jest misyjny” – to jedna z tez powtarzanych przez ostatni Sobór. Misjonarz ma być dawcą pokoju Bożego, wartości, którą w sobie nosi, a nie traci jej nawet wobec oporu słuchaczy, za co ich spotka zasłużona kara. Entuzjastyczne sprawozdanie uczniów po powrocie wywołuje refleksję Pana: o danej im przez Pana władzy nad całą potęgą przeciwnika i o prawdziwej przyczynie sukcesów. Jest nią uprzedzająca łaska wybrania.

3. Główna myśl dotyczy powtarzanego dziś wielokrotnie w czytaniach biblijnego pojęcia pokoju, różnego od – potocznego. Biblijny pokój, dawny hebrajski szalom, potem Chrystusowy (Pokój mój, nie tak jak daje świat – J 14,27), pochodzi od Boga jako Jego dar, jako owoc dokonanego Odkupienia. Dar ten jako łaska jest nam dany, ale zarazem zadany. Wymaga on czynnej z naszej strony współpracy. Do niej wszyscy jesteśmy wezwani, choć w różny sposób może ona wyglądać. U wszystkich jednak polega ona na modlitwie za siebie oraz na wstawienniczej o powoływanie innych współpracowników. Dalej polega ona na wysiłku, aby pokój wbrew niepokojom i zniechęceniom utrzymywać i udzielać go innym, zwłaszcza wprowadzać go między powaśnionych. Utrzymuje się go nie ufając sobie, lecz zbawczej woli Boga, Dobrej Nowinie o Królestwie. Ono realnie się zbliża wbrew wszelkim demonicznym przeszkodom, widocznym coraz wyraźniej w naszych „apokaliptycznych czasach” (św. Jan Paweł II).

4. Wychodząc ze spostrzeżeń podanych w punkcie 1 homilia może szerzej rozwinąć temat dwóch różnych pojęć pokoju – światowego i biblijnego (pkt 3) – ukazując, w jakim sensie „zadany” jest nam wszystkim ów biblijny – nieodłączna cecha Królestwa Bożego, omówiona w cytowanej wyżej Konstytucji soborowej Gaudium et spes (KDK). Program niesienia pokoju, oczywisty dla tego, kto czyta Pismo Święte, napotyka w nas na wiele przeszkód. Wypada więc wpierw zanalizować niektóre opory psychiczne szkodliwe w tej dziedzinie. Pojawiają się one z reguły u osób zbyt konserwatywnie pojmujących rolę katolików świeckich jako Kościoła tylko „słuchającego”. Przekonującego materiału na temat, jak dalece takie stanowisko jest przestarzałe, dostarcza Adhortacja Christifideles laici będąca wyrazem aktualnej i obowiązującej myśli o Kościele. Niezależnie od apriorycznych oporów wszystkim nam, przeważnie polskim sangwinikom, łatwo grozi zniechęcenie, gdy jednostronnie oceniamy fakty.

Augustyn Jankowski OSB

Wakacje z Bogiem.

Miesiąc lipiec rozpoczyna wakacje i okres urlopów. Wielu spośród nas wyjechało nad morze, inni w góry, jeszcze inni do rodziny czy znajomych. Niektórzy zapewne letni wypoczynek mają jeszcze przed sobą. Policja stale prosi podróżnych o ostrożną jazdę i przestrzeganie przepisów drogowych. Sami zapewne zauważyliśmy mniejszą liczbę ludzi w naszych miastach, a większą w miejscowościach wypoczynkowych. Tak dzieje się każdego roku. Człowiek musi odpocząć po swojej mozolnej i pełnej napięcia pracy. Jest w tym podobny do Boga, który siódmego dnia, po skończeniu dzieła stwarzania, nie pracował.

Czego pragnie dzisiejszy człowiek? Dlaczego wyjeżdża na wakacje?

Przede wszystkim chce odpocząć od zgiełku i pędu codzienności. Pragnie odetchnąć, zatrzymać się, uspokoić, wyciszyć. Dziś właściwie każdy z nas żyje w nieustannym zabieganiu, stresie i napięciu. Wyjeżdżamy na urlop, by choć na chwilę zapomnieć o kłopotach w pracy i problemach dnia codziennego.

Człowiek, by się zrelaksować i nabrać nowych sił, potrzebuje spokoju i ciszy. Pewnie dlatego coraz bardziej modne stają się urlopy spędzane w klasztorach kontemplacyjnych, gdzie wyłącza się telefony komórkowe i gdzie nie ma dostępu do Internetu. Tam panuje cisza, skupienie i jest dużo czasu na modlitwę. Człowiek wraca nie tylko do samego siebie, do rodziny, ale przede wszystkim powraca do Boga.

O wewnętrznym i okazywanym na zewnątrz pokoju mówią dzisiejsze czytania z Pisma Świętego. W pierwszym czytaniu prorok Izajasz stwierdza, że pokój dający radość człowiekowi pochodzi od samego Boga. Tylko On potrafi uspokoić nasze nerwy, napełnić radością, ufnością i szczęściem. Prorok Starego Testamentu mówi, że pokój ten będzie wielki jak rzeka! Skoro więc ten upragniony pokój jest darem Boga, to trzeba o Bogu pamiętać i razem z Nim przeżywać czas wakacji i urlopów.

Ewangelia idzie krok dalej w nauce o wewnętrznym wyciszeniu. Uczniowie Jezusa nie tylko mają sami posiadać wewnętrzny pokój, ale tym pokojem mają obdarowywać innych ludzi, tych, którzy są tego godni: „jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim” (Łk 10,6). Następnie Jezus poleca uczniom uzdrawiać chorych i głosić królestwo Boże. Uzdrawianie to może polegać nie tylko na leczeniu ciała, ale także duszy. Dlatego każdy z nas ma moc uzdrowić bliźniego, który jest smutny, przez pocieszenie. Możemy uzdrowić człowieka zdenerwowanego, umożliwiając mu wyciszenie się itp. Oprócz uzdrawiania – leczenia zła w bliźnich – powinniśmy głosić królestwo Boże. Trzeba to robić nie tylko słowem, ale nade wszystko czynem. Dlatego tak ważne jest świadectwo naszej postawy. Nie możemy innych gorszyć, choćby naszym zachowaniem na urlopie. Zdarza się bowiem, że mieszkańcy uzdrowisk mówią o wczasowiczach jak o, przepraszam za wyrażenie, motłochu z miasta. A dlaczego? Dlatego, że zachowanie urlopowiczów jest poniżej godności człowieka. Dlatego trzeba umieć albo przynajmniej uczyć się racjonalnie i mądrze wypoczywać.

Święty Paweł w Liście do Galatów wyraźnie o tym mówi. Mamy się chlubić nie naszą wolnością, ale mamy mieć radość w Jezusie. Tak, czyli z Bogiem, dobry i mądry człowiek spędza swój czas, również ten wolny od większości obowiązków. Bóg daje odpoczynek, daje pokój i siły do kolejnego etapu życia.

Nie można bowiem mieć wakacji od Boga, od religii, od Kościoła! Zdarza się niekiedy, i to nawet w religijnych rodzinach, że ludzie biorą sobie urlop od Boga! Zapamiętajmy z tego kazania może tylko to jedno, że od Boga nie ma wakacji.

ks. Bogdan Zbroja

Odpowiedzialność za powołania.

W dobie totalnej krytyki Kościoła oraz ciągłego doszukiwania się u księży grzechów i niekonsekwencji problem nowych powołań kapłańskich i zakonnych staje się kontrowersyjnym tematem. W wielu mediach nagłaśnia się skandale związane ze środowiskami kościelnymi, a uogólnianie powstających w związku z tym problemów jest na porządku dziennym. Jakże często dziennikarze szukają tak zwanych newsów związanych z kapłanami, które mają zapewnić większą oglądalność czy poczytność! Czy można więc powiedzieć, że etos współczesnego kapłana przeżywa kryzys, a nawet swoistą deformację? A może nie potrzeba księży, którzy w opinii środowisk antyklerykalnych są darmozjadami czy karierowiczami pazernymi na pieniądze?!

Z drugiej jednak strony jakże wielu kapłanów poświęca swoje życie dla spraw Bożych i ludzkich. Ilu pracuje na misjach, niosąc przede wszystkim Dobrą Nowinę, ale również umożliwiając dostęp do oświaty i medycyny. Także w naszej ojczyźnie kapłani i siostry zakonne stają się dla wiernych ostoją nadziei i pocieszenia. Jan Paweł II pisał w jednym ze swych dokumentów:

Lud Boży raduje się powołaniem kapłańskim swych synów. W powołaniu tym znajduje potwierdzenie swojej własnej żywotności w Duchu Świętym, potwierdzenie tego królewskiego kapłaństwa, poprzez które Chrystus, arcykapłan dóbr przyszłych, jest obecny w ludzkich pokoleniach i chrześcijańskich wspólnotach. On – również z ludzi wzięty. Syn Człowieczy. Syn Maryi.

Można więc powiedzieć, że o stopniu rozwoju lokalnej wspólnoty religijnej stanowi liczba i jakość powołań kapłańskich. Dlatego też każdy z nas odpowiedzialny jest za nowe, gorliwe powołania do stanu duchownego. Wspomniany już dziś Jan Paweł II pisał przed laty: „Obowiązek budzenia powołań kapłańskich – to odnosi się także do każdego powołania konsekrowanego – ciąży na całej społeczności chrześcijańskiej, która winna spełniać go przede wszystkim przez życie w pełni chrześcijańskie” (Optatam totius, 2). W kontekście dzisiejszego wezwania Chrystusa: „Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” musimy zapytać, co oznacza dla nas odpowiedzialność za powołania kapłańskie i zakonne?

Po pierwsze chodzi o praktykę codziennej modlitwy w intencji kapłanów i osób konsekrowanych. Każdy kapłan liczy na wsparcie modlitewne, którego udzielają mu chociażby jego parafianie. Każdy ksiądz czeka i liczy na tę swoistą opiekę duchową. Nie można zapominać, że każdy kapłan wzięty jest z ludzi i posłany do nich, stąd też więź modlitewna pomiędzy duszpasterzem a wiernymi jest fundamentem budowania wspólnoty religijnej.

Nie można jednak odpowiedzialności za powołania kapłańskie sprowadzić tylko do modlitwy. Jakże ważne w obecnych czasach staje się tworzenie atmosfery sprzyjającej budzeniu nowych powołań do życia konsekrowanego i kapłaństwa. Ta atmosfera powinna najpierw dotyczyć jakości rozmów w rodzinie. Szacunek i solidarność z powołanymi wyraża się między innymi w dementowaniu plotek dotyczących Kościoła hierarchicznego, jak i w trosce o religijne wychowanie dzieci. Rodzice, którzy narzekają na księży, przypisując im często wyimaginowane grzechy, zniechęcają dzieci i młodzież do Kościoła. W takim klimacie trudno odnaleźć pragnienie wyłącznej służby Bogu i człowiekowi. Gdzie nie ma szacunku dla kapłaństwa, ziarno powołania nie wyda owocu. Dlatego też trzeba zwrócić uwagę na swoje myślenie i rozmowy dotyczące proboszcza czy wikarego.

Ktoś może jednak powiedzieć: „Przecież znam przypadki skandalicznych zachowań księży; nie sposób ich przemilczeć”. Owszem, są to bolesne przypadki. Chodzi jednak o to, jak komentujemy takie zachowania: ze zjadliwością czy ze smutkiem przepełnionym odpowiedzialnością za wspólnotę kościelną. Problemy współczesnego Kościoła nie mogą być sensacyjnym newsem. Człowiek wierzący powinien z troską pochylić się nad ewentualnymi grzechami kapłanów lub osób konsekrowanych, szukając jednocześnie pomocy dla często jakże zagubionych duchownych.

I jest jeszcze jeden aspekt troski o powołania kapłańskie i zakonne, prawdopodobnie najbardziej drażliwy. Chodzi o pomoc materialną dla tych, którzy na misjach w Afryce czy Ameryce Południowej borykają się z elementarnymi problemami egzystencjalnymi. Przysłowiowa złotówka może uratować życie i zdrowie tym, którzy w dalekich krajach realizują powołanie do ciągłej ewangelizacji.

Jan Paweł II w jednej ze swych encyklik pisał, że „powołania kapłańskie i zakonne są nieomylnym znakiem żywotności danego Kościoła”. Liczba i jakość tych powołań świadczą o danej wspólnocie parafialnej. Brak kapłanów czy sióstr z parafii może wskazywać na małą gorliwość w staraniu się o żniwiarzy Pańskich. Niech zatem dzisiejsza niedziela pobudzi nas do częstszej modlitwy w tej intencji. Nasze krótkie westchnienie do Boga może wzbudzić u któregoś z młodych ludzi pragnienie zostania księdzem lub siostrą zakonną. Poczujmy się odpowiedzialni za powołania!

ks. Janusz Mastalski

Jak wierzyć w Kościół po Sekielskich?

Być iskrą, co daje nadzieję

Nie musisz jechać do Brazylii, żeby poznać żonatych mężczyzn, którzy odprawiają mszę. Dwie godziny drogi z Krakowa jesteś w kraju z prezbiterami, którzy mają małżonki.

Msza Święta zamówiona w rocznicę gejowskiej pary? Jak najbardziej, to akurat Londyn. Kto niósł pocieszenie matkom belgijskich zamachowców z Molenbeek? Misjonarz wysłany z Kamerunu do Europy, bo tu trzeba księży. Tak, to Kościół rzymskokatolicki. Czy wiesz, że tak też wygląda?

Dla niektórych czytelników nad Wisłą książka Mirosława Wlekłego "Raban! O Kościele nie z tej ziemi" to może być autentyczny szok. Księży ci u nas dostatek, osoby LGBT z niewiadomych powodów stawia się w opozycji do Kościoła, a "męstwo" częściej bywa definiowane przez znalezienie wroga, względem którego można mężnie stawać, a nie przez pomoc tym, którzy wyrządzili nam krzywdę. Kapłani wolą mówić o swojej robocie "posługa", a nie "praca", zaś gdyby zapytać o kryzys ekologiczny, to nadal znajdzie się trochę takich, którzy wkładają go między bajki i spisek polityków.

Tymczasem tym żyje świat, a zatem i Kościół katolicki. Nasz Kościół, którego bardzo szeroką panoramę Wlekły prezentuje, wędrując przez pięć kontynentów. Zagląda w argentyńskie dzielnice ubóstwa, gdzie spotyka księży, dla których nie ma obcego człowieka. Tańczy z mieszkańcami amazońskiej dżungli, których ksiądz odwiedza dwa razy do roku, a wiary wielu mogłoby im pozazdrościć. Pije piwo z czeskimi księżmi z podziemnego Kościoła, o którym ten Kościół ziemny zdaje się zapomniał. Spotyka się z prawdziwym Bożym bojownikiem pomagającym syryjskim uchodźcom w Libanie - kraju, który jeszcze niedawno przemierzały buty wrogich wojsk - też syryjskich. Poznaje, czym jest prawdziwa przyjaźń, łącząca imama i księdza w dzielnicy Brukseli, o której jeszcze niedawno niektórzy polscy politycy mówili, że stoją tam czołgi. Czołgów brak, choć nie brak ran zadawanych przez ekstremizm. Nie brak też wyciągniętych rąk do współpracy między dwoma religiami. Słucha brytyjskich homoseksualistów, którzy mają taką samą potrzebę życia sakramentalnego jak heteroseksualiści. Choć odrzucają ich niektórzy świeccy, to przyjmują biskupi. Te wszystkie historie to opowieści o naszych siostrach i braciach, którzy żyją i uczestniczą w tym samym Kościele, w którym i my jesteśmy, i ja jestem.

Jakoś tak się złożyło, że reportaże Wlekłego ukazały się niedługo po premierze "Tylko nie mów nikomu". Ja tu czytam o Amazonii, a zaraz obok szaleje dyskusja, którą otworzył film braci Sekielskich. To nie jest tak, że dowiedziałem się z niego czegoś nowego, bo tylko osoba niezwykle naiwna czy po prostu nieuczciwa będzie zamykała oczy na obecność grzechu w Kościele i na krzywdę uczynioną przez ludzi Kościoła. Moją wiarą film Sekielskich nie zachwiał, ale znam takich, których ta pewna prawda o Kościele niemal oślepiła i od niego odwróciła. Dla wielu ostatnie tygodnie, a może nawet miesiące są jak kubeł zimnej wody, czy terapia szokowa. Tym lepiej, że "Raban!" ukazał się właśnie w takim trudnym czasie, bo to po prostu książka, która daje nadzieję, pokazując, że Kościół jest większy.

Zazdroszczę jej bohaterom wiary, bo gdy ja żyję w warunkach dla katolika cieplarnianych i mogę wybierać w ofercie duszpasterskiej, oni tę ofertę tworzą. Często dlatego, że muszą, ale przede wszystkim kochają Boga i robią dla Niego autentyczną przestrzeń w swoim życiu, w świecie. Na poważnie traktują Ewangelię i wszelkimi możliwymi środkami się nią dzielą. Łapię się na tym, że gdy ja dużo o Kościele gadam, to oni ten Kościół realnie robią, wychodząc z Jezusem wszędzie tam, gdzie Go trzeba. Rozkładają te szpitale polowe na znajdujących się już w sąsiedztwie polach bitewnych i budują Królestwo przez szczerość, otwartość na drugiego człowieka. Nie ustaje w nich nadzieja, nawet gdy wszystko tracą - nie, nie chodzi o żadne lukrowanie męczeństwa, ale bohaterowie Wlekłego naprawdę wierzą w Boga i - co więcej - wierzą Bogu, ufają Mu. Bóg wypełnia ich życie po brzegi i powiększa ich serca.

Wlekły nie mitologizuje zagranicy, nie pisze "popatrz, w Polsce to tak źle, a w Azji czy Ameryce Południowej tak pięknie". I bardzo dobrze, bo tak by zakłamał rzeczywistość. Raczej poszerza pewną ramę i pozwala ocenić, co ja mogę zrobić dobrego? Jak mogę dać Pana Jezusa człowiekowi, który Go potrzebuje (a potrzebuje Go każdy)? No i najważniejsze - jak mogę zmienić siebie (bo od tego zawsze się zaczyna)? "Raban!" to książka, która naprawdę może popchnąć do robienia dobra, pokazując, że wszędzie jest na nie miejsce i czas. Tylko trzeba popatrzeć kawałek dalej, może odrobinę poćwiczyć wyobraźnię i zobaczyć, jakie rany odniósł czy zadaje świat koło mnie. Jakie lekarstwo mogę na tę ranę dać?

Niedawno pewien irlandzki jezuita opowiadał mi o doświadczeniach tamtejszego Kościoła i kryzysu. Przez lata irlandzcy katolicy (na czele z duchowieństwem) myśleli o swojej misji używając metafory latarni. Latarnia ma twarde, grube ściany, o które uderzają wzburzone fale świata, a my - katolicy - rzucamy z niej jasny, mocny snop światła prawdy, którą posiadamy na własność. Metafora poniekąd ładna, bo i rozbitków uwzględni, ale Kościół nie ma twardych ścian, co doskonale pokazują ostatnie miesiące, nie mówiąc już o nie posiadaniu monopolu na prawdę. Dlatego Irlandczycy zmienili myślenie. Nie jesteśmy latarnią, ale co najwyżej możemy postarać się być iskrą światła, która rozpala się w mroku. O iskrę trzeba dbać, strzec jej, ale nie dla niej samej, lecz dla światła, które może dać innym. Iskra jest krucha, zgasi ją niewielki podmuch, ale w mroku daje światło. Jest czymś nieoczywistym w przestrzeni, nie można jej przegapić. Iskra nie posiada ścian, które ma nadmorski budynek. Nie posiada jasno ułożonego snopu, więc nie razi prawdą, lecz nią promieniuje. Iskra daje nadzieję, że ten mrok da się przełamać. Tak jak Jezus, który choć dał nam się w sakramentach, to nie po to, żeby zamknąć Go w Tabernakulum i cześć.

Świat, a zatem i Kościół, jest w mroku i potrzebuje złożonej terapii. Nie w zakresie moralizowania, to już mamy dobrze przerobione. Chodzi o realne zmierzenie się z wykluczeniem osób niepełnosprawnych czy bezrobotnych. Świat wypełnia cierpienie ludzi różnych wiar i orientacji - to cierpienie fizyczne i psychiczne, które trzeba łagodzić, walczyć z jego przyczynami, wśród których króluje lęk i stereotypy. Całemu globowi grozi autentyczna katastrofa ekologiczna, a jej przejawami są wojny, kataklizmy naturalne i głód. Wygląda na to, że będzie gorzej. A kto ma na to odpowiedzieć, nie tylko dając nadzieję, lecz także wypracowując środki, jak nie my, katolicy?

Karol Kleczka - redaktor i publicysta DEON.pl, doktorant filozofii na UJ, współpracuje z Magazynem Kontakt, pisze również w "Tygodniku Powszechnym". Prowadzi bloga Notes publiczny

Nieprzebaczenie zamyka w zranieniu.

Wracając kiedyś do klasztoru, spotkałem mężczyznę. Szedł się pomodlić, bo żona nie chciała mu przebaczyć.

Miłość jako wartość, jako coś do zdobycia, osiągnięcia czy wzajemnego ułożenia z kimś, zostaje sprowadzona do rzędu tego, co „za­spo­kaja potrzeby”, ma ona służyć człowiekowi. Problem przebaczenia ludzie najczęściej widzą, wychodząc z takiego właśnie rozumienia miłości. Jest ona dla nich wartością, która im się należy. Stąd też trudności z przebaczeniem: „Jak on mógł to zrobić?! Nie potrafię mu przebaczyć”. Jednak tak rozumiana miłość nie dotyka samego centrum człowieka, pozostaje na zewnątrz jego serca. Serce może w niej mieć upodobanie, ale nie jest ono przez miłość przemienione i zdeterminowane. Człowiek w swo­jej głębi pozostaje zamknięty, zalękniony, nietknięty przez miłość, która jest samym życiem, istotą osobowego istnienia.

Wracając kiedyś do klasztoru, spotkałem mężczyznę – szedł się pomodlić, bo żona nie chciała mu przebaczyć. Uznał swoją winę. Być może już kiedyś też zawinił i wówczas został przyjęty. Teraz nie. Żona już mu nie wierzy. Dla niego jest to sprawa zasadnicza. Wali się cały sens życia – mają przecież dziecko, które on bardzo kocha. Żona domaga się rozwodu. Jest wobec tego bezsilny. Prosił już o rozmowę z księdzem, ale i ona nic nie rozwiązała. Pozostaje modlitwa.

Ta sytuacja pokazuje, jak z jednej strony brak przebaczenia jest odmową miłości, zaufania, zerwaniem współbycia, wspólnoty szcze­gólnego rodzaju, intymności „my”. Z dru­giej – że przebaczenie jest jedyną drogą przywrócenia tej więzi.

Gdyby bowiem wyobrazić sobie wspólne „dobre życie” tych ludzi bez przebaczenia, przyjęte jako status quo, to przecież byłaby to jedynie „tolerancja” zdrady, swoisty układ o nieagresji, układ poszanowania wzajemnych interesów. To nie byłaby miłość, lecz zgoda na jej brak. Myślę, że kobieta kojarzyła przebaczenie z taką tolerancją. Nie wierzyła w przemianę. Jednocześnie jednak uważała, że mąż zniszczył coś, co jej się należało jako żonie. I to jest prawda, że jej się to należało. Jej dramat polega jednak na tym, że miłość jest dla niej czymś, wartością, a może nawet układem wzajemnych relacji, i to takim, który „jej się należy”. Jest „poszkodowana w miłości” i tak będzie zawsze, bo sama nie żyje miłością, „nie jest” miłością. Miłość nie stanowi o jej sposobie istnienia. Brak przebaczenia za­my­ka ją w „zranieniu miłości”.

Jedynym lekarstwem na tę sytuację jest prze­­baczenie. Jest ono lekarstwem dla obu stron. Nie tylko dla tego, który zranił, ale i dla tego, kto został zraniony. W obu przypadkach chodzi ostatecznie o odkrycie i uzna­nie żywej miłości, o zrozumienie, że tylko w miłości jest życie. Poza nią istnieje jedynie szara egzystencja.

Włodzimierz Zatorski OSB, Przebaczenie, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC

Wolontariat dla Kresów 2019

– zostały ostatnie wolne miejsca!

Jak co roku Fundacja Brat Słońce zaprasza do udziału w projekcie „Wolontariat dla Kresów 2019” (12-21 lipca). Zostały jeszcze ostatnie wolne miejsca, które czekają na wolontariuszy. Zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby ofiarować swój czas na piękny i dobry cel.

Wolontariat dla Kresów 2019 – zostały ostatnie wolne miejsca!

Akcja organizowana jest przez Fundację Brat Słońce co roku w lipcu. „Wolontariat dla Kresów” to niepowtarzalna okazja do poznania kresowej historii Polski na terenie dzisiejszej Ukrainy. Wolontariusze mieszkają w prowadzonym przez franciszkanów konwentualnych Centrum Pokoju i Pojednania w Bołszowcach. To niewielkie miasteczko leżące 100 km na południe od Lwowa, nieopodal Halicza.

Celem akcji jest pomoc w ramach Franciszkańskiego Spotkania Młodych w Bołszowcach oraz prace porządkowe na polskim historycznym cmentarzu, jaki znajduje się w miasteczku.

W ramach akcji wolontariusze odwiedzają także ważne dla polskiej historii miejsca: Lwów, Stanisławów, Halicz. Uczestnicy ubiegłorocznych edycji podkreślają, że jest to czas pełen radości, życzliwości, poznawania ciekawych ludzi oraz niezapomnianych przeżyć duchowych.

Fundacja Brat Słońce pokrywa koszty przejazdu, wyżywienia oraz zakwaterowania. Wyjazd poprzedzony jest jednodniowym szkoleniem w Krakowie. W 2019 r. projekt został dofinansowany ze środków Narodowego Instytutu Polskiego Dziedzictwa Kulturowego za Granicą “Polonika”.

Partnerami Projektu są: Centrum Pokoju i Pojednania w Bołszowcach oraz Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku.

Zadania dla wolontariuszy i wolontariuszek:

   Związane z uprzątnięciem kwatery polskiej części cmentarza:

   usuwanie chwastów, zarośli, korzeni, koszenie traw;

   czyszczenie i naprawa nagrobków;

   weryfikacja ewidencji nagrobków;

   porządkowanie i odkopywanie zniszczonych nagrobków;

   naniesienie zmian na opracowaną mapę cmentarza;

   tworzenie dokumentacji fotograficznej i filmowej z wykonywanych prac;

   przygotowanie relacji z wykonywanych prac (artykuły, reportaże, udział w wywiadach).

   Związane z Franciszkańskim Spotkaniem Młodych:

   prace porządkowe na terenie kościoła i domu pielgrzyma;

   przygotowanie dekoracji;

   uczestnictwo w zajęciach i nabożeństwach;

   praca w grupach: uczestnictwo i przewodniczenie (animacja).

Jak się zapisać?

Internetowo korzystając z formularza dostępnego na stronie Fundacji www.bratslonce.pl bądź kontaktując się telefonicznie z organizatorami: tel. 12 42 86 118, kom. 605 252 270.

Do kwalifikacji brana jest pod uwagę kolejność zgłoszeń.

O wcześniejszych edycjach projektu można dowiedzieć się na stronie internetowej oraz w mediach społecznościowych Fundacji:

O. Jan Maria Szewek OFMConv

Fot. Fundacja Brat Słońce

Niebawem 32 Franciszkańskie Spotkanie Młodych

w Kalwarii Pacławskiej

W niedzielę 21 lipca w Kalwarii Pacławskiej k. Przemyśla rozpocznie się Franciszkańskie Spotkanie Młodych. „Nie będzie nudy” – obiecuje dyrektor o. Marcin Drąg.

„Aktywne fizycznie i duchowo poranki zostają! Zaczynamy treningiem fitness, śniadaniem oraz jutrznią. W późniejszych porach dnia będziemy mieli okazję spotkać wyjątkowego gościa, który podzieli się swoim świadectwem lub powie do nas konferencję. Z pewnością nie będzie nudy, bo różnorodność gości jest w tym roku wyjątkowa!” – deklaruje szef FSM-u.

„Popołudniami oraz wieczorami czekają nas koncerty i nabożeństwa. Te punkty nie będą jednak tak oczywiste, jak się to wydaje… Na oba z nich polecamy się zaopatrzyć w wygodne buty. Nie zabraknie również teatru, rozgrywek sportowych (to będzie szalony czas!) czy Cinema FSM, który jest tak lubiany przez uczestników” – dodaje franciszkanin.

Wyjątkowym punktem programu ma być nabożeństwo Exodusu. Co prawda organizatorzy nie chcą zdradzić zbyt wielu szczegółów na jego temat, ale proszą wszystkich o modlitwę o dobrą pogodę…

Jak się dowiedzieliśmy, spotkania w grupach pozostają bez zmian. Uczestnicy znajdą również trochę czasu wolnego, który z pewnością wykorzystają w najbardziej aktywny sposób, jaki tylko sobie wymyślą...

Program szczegółowy 32. Franciszkańskiego Spotkania Młodych i więcej na stornie FSM-u: fsm.franciszkanie.pl/

Doskonała wolność

     Większość życia miałem do czynienia z więzieniami, ale nigdy nie zapomnę tego jednego, najbardziej niezwykłego, jakie kiedykolwiek odwiedziłem.

     Nazywa się ono Humaita Prison i znajduje w Sao Josedos Compos w Brazylii. Przedtem było to więzienie rządowe, a teraz jest zarządzane przez Prison Fellowship Brazil. Jest to więzienie alternatywne, bez uzbrojonych strażników i urządzeń zabezpieczających. Zamiast tegostosuje się w nim zasady miłości chrześcijańskiej i szacunku do człowieka. (...)

     W trakcie wizyty zastałem samych uśmiechniętych więźniów, a zwłaszcza pewnego mordercę, który otworzył mi bramę i wpuścił do środka. Dokądkolwiek poszedłem, znajdowałem pokojowo nastawionych ludzi. Widziałem czyste pomieszczenia i pilnie pracujących mężczyzn. Ściany zdobiły motywujące powiedzenia i fragmenty Pisma Świętego.

     Do Humanity należy zadziwiający rekord. Wskaźnik recydywizmu wynosi tutaj 4%, podczas gdy w innych brazylijskich więzieniach aż 75% Jak to możliwe?

     Znalazłem odpowiedź, gdy mój przewodnik zaprowadził mnie do pewnej celi, która kiedyś służyła jako izolatka. Powiedział mi, że teraz zajmuje ją zawsze ten sam więzień. Dotarliśmy do końca betonowego korytarza, więzień włożył klucz do zamka i zapytał:

- Na pewno chce pan tam wejść?

- Oczywiście - odparłem niecierpliwie - Zwiedzałem izolatki na całym świecie.

Mój przewodnik powoli otworzył ciężkie drzwi. Wtedy zobaczyłem więźnia tej celi: pięknie rzeźbiony krucyfiks, Jezus Chrystus wiszący na krzyżu.

- On siedzi tutaj za nas wszystkich - powiedział cicho więzień...

Charles W. Colson

Każdego dnia śpiewać

Mathias Claudius

Dziękuję, Boże, i cieszę się

Jak dziecko cieszy się z prezentów pod choinkę,

Że jestem, jestem! I że mam Ciebie,

Że mam piękne, ludzkie oblicze;

Że mogę widzieć słońce,

Góry i morze, liście i trawę,

A wieczorem mogę spacerować

Pod rozgwieżdżonym niebem

I tajemniczym księżycem.

Dziękuję, Boże, grą na strunach,

Że nie stałem się królem;

Może wtedy schlebianoby mi bardzo

I może stałbym się próżnym człowiekiem.

Także z serca wielbię Ciebie, Boże, za to,

Że nie jestem bogatym człowiekiem

(i chyba już nim nie będę).

Bo sława i bogactwo wbijają w pychę

Niosą wiele niebezpieczeństw

I niejednemu, który kiedyś był zacny

Odmieniły serce.

Wszystkie pieniądze i wszelka majętność

Wprawdzie zapewniają wiele rzeczy,

Jednak nie mogą zapewnić

Zdrowia, spokojnego snu i dobrego humoru.

A te przecież, przy wszystkich "za" i "przeciw",

Są prawdziwą nagrodą i błogosławieństwem!

Dlatego nie chcę się wielce umartwiać,

Aby zdobyć więcej pieniędzy.

Dlatego proszę Ciebie, Boże, o to,

Abyś każdego dnia dawał mi tylko tyle,

Ile potrzebuję do życia.

Dajesz to wróblowi na dachu -

Dlaczegóż więc mnie nie miałbyś tego dać!

Święci i błogosławieni w tygodniu.

7 stycznia - św. Rajmund z Penyafort, prezbiter
7 stycznia - św. Lucjan, prezbiter i męczennik
8 stycznia - św. Piotr Tomasz, biskup
8 stycznia - św. Wawrzyniec Iustiniani, biskup
8 stycznia - św. Seweryn z Noricum
8 stycznia - św. Daniel Comboni, biskup
8 stycznia - bł. Eurozja Barban
9 stycznia - św. Adrian z Canterbury, opat
9 stycznia - św. Julian z Antiochii, męczennik
9 stycznia - św. Andrzej Corsini, biskup
9 stycznia - bł. Alicja le Clerc, dziewica
10 stycznia - św. Grzegorz z Nyssy, biskup i doktor Kościoła
10 stycznia - św. Wilhelm z Bourges, biskup
10 stycznia - katedra w Drohiczynie
11 stycznia - św. Honorata, dziewica
11 stycznia - św. Teodozy, opat
12 stycznia - św. Elred z Rievaulx, opat
12 stycznia - św. Bernard z Corleone, zakonnik
12 stycznia - św. Marcin z León, prezbiter
12 stycznia - św. Arkadiusz, męczennik
12 stycznia - św. Tacjana, męczennica
12 stycznia - św. Antoni Maria Pucci, prezbiter
12 stycznia - św. Małgorzata Bourgeoys, dziewica
13 stycznia - św. Hilary z Poitiers, biskup i doktor Kościoła
13 stycznia - bł. Weronika Nagroni, mniszka
14 stycznia - bł. Odoryk z Pordenone, prezbiter
14 stycznia - św. Feliks z Noli, prezbiter
14 stycznia - bł. Piotr Donders, prezbiter

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.