WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

49/741                   -         1 grudnia 2019 r.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

Niedziela, 1 grudnia 2019 r.

I NIEDZIELA ADWENTU A

Czy jesteśmy gotowi stanąć przed obliczem Chrystusa? Stawiając to ważne pytanie, liturgia pierwszej niedzieli Adwentu wzywa nas do czuwania, do odrzucania uczynków ciemności, do zaparcia się siebie.

Jednocześnie jednak daje nadzieję, że przyjście Pana przyniesie nam nie potępienie i karę, lecz radość, pokój i spełnienie wszystkich naszych tęsknot.

Obyśmy zapragnęli iść z radością na spotkanie Pana drogą nawrócenia, ufni, że na jej końcu czeka nas szczęście, którego zapowiedzią jest Boże Narodzenie.

W dzisiejszym numerze:

- Adwent - znaczenie.

- Zapalamy pierwszą świecę adwentową.

- Adwent - co to jest, na czym polega, znaczenie.

- Czuwanie.

- Co to znaczy żyć mądrze?

- Pierwsza prefacja adwentowa.

- Niespełnione proroctwo?

- Buduj arkę.

- Adwentowy ostry dyżur.

- Adwent głosi to przesłanie.

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

Adwent - znaczenie.

Dzisiaj rozpoczął się Adwent, okres w Roku Liturgicznym, który przygotowuje wiernych kościoła chrześcijańskiego do Świąt Bożego Narodzenia. Adwent to okres obchodzony w kościole chrześcijańskim, od pierwszych nieszporów w pierwszą niedzielę adwentu, przez cztery tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia, do Wigilli, czyli do 24 grudnia.

W okresie adwentu kapłan zakłada do Mszy świętej ornat, szatę w kolorze fioletowym, symbolizującym czas pokuty i przygotowania się do jednego z najważniejszych świąt, czasu pojednania z Bogiem i ludźmi.

Adwent jest oczekiwaniem na powtórne przyjście Chrystusa, ale żeby go godnie przeżyć każdy wierny musi poświęcić czas na modlitwę, post i jałmużnę. Jest okresem oczekiwania w ciszy i przygotowania, dlatego Kościół zachęca do udziału w rekolekcjach oraz przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania.

Tradycją są odprawiane w tym okresie msze, zwane Roratami ku czci Marii Panny, na pamiątkę tego, że przyjęła nowinę od archanioła Gabriela zwiastującego, iż zostanie Matką Syna Bożego. Charakterystycznym elementem Rorat jest zapalanie specjalnej świecy ozdobionej białą wstęgą. Symbolizuje ona Najświętszą Maryję Pannę. Współcześnie z uwagi na udział dzieci i młodzieży Roraty odprawia się często wieczorem.

Wieniec adwentowy jest symbolem wyczekującego w miłości i radości Ludu Bożego.

Stanowi także symbol zwycięstwa i godności królewskiej. Jest formą hołdu dla oczekiwanego Chrystusa jako zwycięzcy, króla i wybawiciela. Wykonany jest z gałązek iglastych z czterema świecami, które zapala się kolejno w każdą niedzielę. Zapalanie świec oznacza czuwanie i gotowość na przyjście Chrystusa. Wiąże się to ze słowami Chrystusa, który określał siebie mianem "światłości świata". Pierwsza świeca - symbol przebaczenia przez Boga nieposłuszeństwa Adama i Ewy wobec Niego. Druga świeca - symbol wiary patriarchów Narodu Izraelskiego jako wdzięczność za dar Ziemi Obiecanej. Trzecia świeca – symbol radości króla Dawida, który celebruje przymierze z Bogiem. Czwarta świeca - symbol nauczania proroków, głoszących przyjście Mesjasza.

W Wigilię Bożego Narodzenia wszystkie palące się świece są symbolem bliskości "przyjścia" Jezusa. Światło świec w wieńcu oznacza nadzieję. Zieleń to symbol trwającego życia. Natomiast kształt kręgu symbolizuje wieczność Boga, który nie ma początku, ani końca oraz wieczność życia Chrystusa.

Zapalamy pierwszą świecę adwentową.

Pani Barbara lubi Adwent. Od pierwszej niedzieli, każdego wieczoru, siada przy starej kuchni, otwiera drzwiczki i podrzuca kilka kawałków suchego drewna jesionowego. Słucha mruczącego ognia, patrzy na tańczące płomienie i myśli o życiu. Teraźniejszym i przyszłym. I martwi się co będzie, gdy pewnego dnia jej starą kuchnię dzieci zamienią na gazową. Przecież – mówi – to już nie to samo. Adwent straci swój urok.

Mimo wieku pani Barbara dobrze wyczuwa kierunek przemian, zachodzących we współczesnej kulturze. Spożywana przez wnuki w biegu zapiekanka nie jest tym samym, co wspólna kolacja. Wysłany imieninowy sms nie zdradza drżenia ręki piszącego. Kuchenka mikrofalowa nie daje poczucia obcowania z Tajemnicą. Technika zubożyła relacje mimo iż nie potrafimy już funkcjonować bez telefonu. A wszystko, co nie kojarzy się z wirtualnymi ikonkami, nic nam już nie mówi. Świat adwentowych symboli, świat chrześcijańskiej liturgii, świat znaków, przestaje do nas przemawiać. Staje się obcym, odchodzącym w przeszłość światem. Nie potrafiąc go zrozumieć zadowalamy się namiastką: mrugającymi światełkami, reniferami, kolędami bez Jezusa i… konsumpcją.

Ale można inaczej. Zaczynając od pytania dla Kogo i po co jest ten czas. Wsłuchując się w tęsknotę, wybrzmiewającą z prostych słów modlitwy Marana tha! Otwierając światłe oczy serca na znaki Jego obecności już tu i teraz. Ucząc się obcowania z Tajemnicą, przez chrześcijańską liturgię nazywaną wielką. Ona będzie motywem przewodnim naszej tegorocznej drogi adwentowej.

Czuwanie.

Coraz częściej w prasie publikuje się różnego rodzaju rankingi i tabele, które są wynikiem podsumowania ankiet na temat wielu środowisk. Jedną z takich ankiet przeprowadzono w Anglii, dotyczyła ona lęku. Wśród wielu pytań zadano również takie: „Czego Pan (Pani) boi się najbardziej?”. Odpowiedzi były dosyć zaskakujące i ułożyły się następująco: pająki, zamachy terrorystyczne, węże, wysokość, śmierć, dentysta, zastrzyk, wystąpienia publiczne, zadłużenie, podróż samolotem.

Lęk jest więc powszechnie obecnym uczuciem, towarzyszącym człowiekowi od początku jego istnienia. Może on mobilizować, ale ma także działanie paraliżujące. W jednej z polskich parafii doświadczyła go pewna kobieta, która przeżywała nieudany związek swojego syna. Lęk przed przyszłością ukochanego dziecka powodował bezsenność, frustrację, w konsekwencji przygnębienie paraliżujące wszelką aktywność. Strach może jednak mieć i pozytywne skutki. Jest on też w pewien sposób wpisany w Adwent, który po raz kolejny rozpoczynamy. Dzisiejsza Ewangelia niesie ze sobą fundamentalne przesłanie Jezusa: „czuwajcie!”. Lęk z postawą czuwania jest organicznie związany. Chodzi o to, aby nie minąć się z Bogiem. Jest to więc strach przed – jak pisał św. Augustyn – „Bogiem przechodzącym obok”. Jest to obawa związana z właściwym wykorzystaniem czasu radosnego oczekiwania na przyjście Pana.

Rozpoczynamy Adwent. Przeżywamy początek roku liturgicznego. Kiedy mówimy o początku czegoś, zawsze mamy też na myśli koniec. Ewangelia mówi dziś właśnie o tym zakończeniu, kiedy Chrystus przyjdzie po raz ostatni, aby zaprosić nas na ucztę niebieską. Powinniśmy więc z pewnym lękiem (mobilizującym) pochylić się nad wezwaniem „czuwajcie!”. Co ono oznacza, co z niego wynika? Czuwanie przede wszystkim zakłada aktywność. Czuwający człowiek nie może być bierny. Jeśli matka czuwa przy kołysce, to nasłuchuje, spogląda na swoje ukochane maleństwo. Jest aktywna, bo wie, że nie może „przespać” trwania przy dziecku. W Adwencie potrzeba takiej aktywności, polegającej na przysłuchiwaniu się swojemu sumieniu. Jest ono wpatrywaniem się w swoje serce, swoje wnętrze, aby dokonać przemiany i oczyszczenia. Ten wgląd w samego siebie jest potrzebny, aby nie minąć się z Bogiem. Adwent to czas zrobienia w sercu miejsca dla Chrystusa, co wiąże się z aktywnością zarówno modlitewną, jak i moralną. Czasem chodzi o drobiazgi, które zakłócają komunikację z Bogiem i innymi ludźmi. Święty Paweł w dzisiejszym drugim czytaniu mówił: „Rozumiejcie chwilę obecną”. Ten Adwent się nie powtórzy. Trzeba więc go wykorzystać w pracy nad sobą. Jeśli nie zmobilizujemy się w tym czasie do aktywności w powrocie do Pana, będzie to czas stracony. Wtedy zaś naprawdę pojawi się lęk przed Bogiem przychodzącym.

Oprócz aktywności czuwanie zakłada jeszcze inną ważną postawę. Jest nią gotowość. Człowiek czuwający ma świadomość zagrożeń, które mogą być przyczyną wielu nieszczęść. Najlepszym obrazem tej gotowości jest czuwanie przy łóżku chorego. Ci, którzy pielęgnują obłożnie chorego, doskonale wiedzą, jakie zagrożenia czyhają w takiej sytuacji. Są to np. odleżyny, infekcje, które mogą doprowadzić do zapalenia płuc, a w konsekwencji do śmierci. Czuwający przy chorym są gotowi, aby im przeciwdziałać (np. zmieniając pozycję eżącego). Człowiek gotowy posiada środki do przeciwdziałania problemom. Owa gotowość jest chęcią sięgnięcia po nie. W Adwencie takim środkiem, który przeciwdziała minięciu się z Mistrzem z Nazaretu, jest łaska. Trzeba więc zadbać o stan łaski uświęcającej, o możliwość (gotowość) częstej Komunii Świętej. Trzeba cenić sobie stan łaski uświęcającej, ponieważ jest to gotowość na przyjście Pana. Święty Paweł w Liście do Rzymian apeluje: „przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa”. Jakże potrzebna jest postawa nieunikania Chrystusa oraz pragnienie spotkania się z Nim, gotowości przyjęcia Go.

Trzeba zaznaczyć, że czuwanie zakłada jeszcze jedną postawę – postawę oczekiwania. Człowiek czuwający „wygląda”, wyczekując niecierpliwie na przyjście Tego, który przychodzi. To wyczekiwanie ma na celu nieprzeoczenie ważnych znaków, które zapowiadają przyjście. Znakiem może być zdarzenie losowe czy drugi człowiek. Coraz częściej naszą ojczyznę nękają różne klęski żywiołowe. Może to jest właśnie znak do opamiętania się dla współczesnej cywilizacji, dumnej ze swoich osiągnięć, która nie potrafi jednak dać sobie rady z naturą. Adwent ma być czasem odczytywania znaków. W Liście do Rzymian św. Paweł o tym rozpoznawaniu znaków pisze tak: „noc się posunęła, a przybliżył się dzień”. Wyglądajmy więc przyjścia Pana, ale bądźmy na nie przygotowani.

Carl Jung pisał przed laty: „Twoja wizja przyszłości rozjaśni się tylko wtedy, kiedy spojrzysz na własne serce”. Lękamy się przyszłości, lękamy się tego, co będzie jutro, pojutrze, za miesiąc. Jeśli w sercu będzie pokój, postawa czuwania, a więc aktywności, gotowości i oczekiwania, żadne „wichury życia” nas nie złamią. Zatem Adwent to czas czuwania, które wzmacnia.

ks. Janusz Mastalski

„Ekspres homiletycznay”

Co to znaczy żyć mądrze?

Co to znaczy żyć mądrze? Czuwajcie! To wezwanie Pan Jezus powtarza nam w Ewangelii niezmiernie często. Co ono znaczy? I dlaczego mamy czuwać?

Czuwać znaczy przede wszystkim „nie spać”, aby wyczekiwać kogoś lub czegoś ważnego. Otóż czujność jest podstawową postawą chrześcijanina, ucznia Chrystusa: Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie (Mt 24,42). Mamy czuwać, abyśmy byli gotowi na przyjście Pana. Dzisiaj, 2000 lat po przyjściu na świat Mesjasza i dokonaniu przez Niego dzieła odkupienia, czuwanie odnosi się do drugiego przyjścia Jezusa, to znaczy do paruzji. Będzie ona jednocześnie oznaczała koniec świata i sąd ostateczny. Pan Jezus mówi w Ewangelii, że dzień Jego przyjścia będzie niespodziewany, podobnie jak za czasów Noego, gdy potop przyszedł nagle i potopił ludzi, całkowicie pochłoniętych troskami i radościami życia doczesnego. Potop był dla nich zaskoczeniem i tragedią. W jednym momencie stracili wszystko, w czym widzieli swoje szczęście. Ich życie okazało się wielką ułudą.

I tutaj odnajdujemy powód, dla którego należy czuwać. Naszą sytuację można by streścić w słowach: „urodziliśmy się na świecie po to, aby się dopiero narodzić do życia”. Ta prawda jest bardzo mocno podkreślana przez Pana Jezusa. Wiele razy mówił, że nie tu na ziemi jest nasz dom, ale u Ojca. To, co tutaj posiadamy, to jest „cudza własność”, nie nasza, nasza będzie nam dopiero dana! Może nas to dziwić, ale tak jest. Nawet jeżeli do czegoś doszliśmy dzięki własnej pracy, sami czegoś dokonaliśmy, to i tak przecież nie zabierzemy tego ze sobą do grobu. Musimy wszystko pozostawić. Spójrzmy na domy i pola. Ilu ludzi dawniej je posiadało! A teraz czyją są własnością? A czyją będą kiedyś? Wszystko, co tutaj posiadamy, posiadamy tylko na chwilę. Kiedy sobie to uświadamiamy, pojmujemy, że naprawdę nie mamy niczego swojego. Wszystko jest nam tylko dane do dyspozycji na jakiś czas. I w końcu musimy wszystko oddać. Dlatego nie możemy się kurczowo trzymać własności. Gdzie indziej należy szukać nadziei. Trzeba nam się uczyć inaczej patrzeć na świat i na wszystko, co na nim spotykamy.

I o tym mówią dzisiejsze dwa czytania. Pierwsze – z Księgi Proroka Izajasza – zapowiada ludowi wybranemu, który doświadczał niewoli babilońskiej, nowe odrodzenie. Izajasz wydaje się mówić Żydom: przestańcie się smucić i zamartwiać waszą trudną sytuacją. Wiedzcie, że Bóg, który zawarł z wami przymierze, wyzwoli was i z powrotem przyprowadzi do Jerozolimy. Ale sprawi nie tylko to – bowiem wszystkie narody zobaczą, że to właśnie przez was da wszystkim ludziom zbawienie oraz nowy porządek życia. Bądźcie zatem spokojni i uczcie się od Boga, bo On wam wskazał prawdziwą drogę życia.

Święty Paweł natomiast pisze do uczniów Chrystusa, czyli do tych, którzy już zobaczyli częściową realizację tej zapowiedzi Izajasza, że rzeczywiście to z Izraela powstał Zbawiciel, że przekazał ludziom Ewangelię życia, Ewangelię miłości, i że wszystkie narody zaczynają wierzyć w Niego. Ale czas Jego ponownego przyjścia w doświadczeniu wierzących przedłuża się. Dlatego zaczyna się rozprzężenie, ponowne zagubienie w świecie. To jest bardzo mocna skłonność każdego z nas. Trzeba nam sobie stale przypominać, gdzie jesteśmy i po co żyjemy: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli (Rz 13,11).

Powód, dla którego powinniśmy czuwać, najlepiej może ukazuje przypowieść o dziesięciu pannach. Pamiętamy, że pięć z nich było głupich, a pięć mądrych. Otóż te głupie właśnie nie czuwały. Pan Jezus nie mówi, że żyły grzesznie. Nie o to w tej przypowieści chodzi. One po prostu żyły sobie, nie dbając o to, co w ich życiu jest najważniejsze. Nie pomyślały, że trzeba być gotowym na przyjście Oblubieńca, że trzeba czuwać. Na koniec tej przypowieści Pan Jezus mówi bardzo podobne słowa, jak w dzisiejszej Ewangelii: Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny (Mt 25,13). Można przeoczyć w życiu to, co najważniejsze. Jesteśmy podobni do dziecka w szkole. Ma ono czas na to, by się czegoś nauczyć. Oczywiście, przyjemniej mu spędzać czas na zabawach z kolegami i koleżankami. Ale czas nieubłaganie płynie i jeżeli się czegoś nie nauczy, to później jest to właściwie nie do odrobienia. Czas nauki minął i pewnych rzeczy już się nie będzie umieć.

Z nami jest podobnie. Nasze życie jest wielką szkołą. Ważne jest uświadomienie sobie, że jesteśmy właśnie uczniami w szkole życia, że mamy się nauczyć wybierać dobro i odrzucać zło, odróżniać prawdę od fałszu i pozoru, abyśmy nie zmarnowali swojego życia przez pójście za tym, co jest marnością:

Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa (Rz 13,12–14).

Czuwać to znaczy żyć mądrze, żyć tym, co prowadzi do pełni życia, a co przyniesie nam ze sobą przychodzący Pan Jezus. Adwent przypomina, że wszyscy na Niego oczekujemy. Nie wiadomo, kiedy przyjdzie ostatecznie na ziemię. Ale jedno jest pewne: przyjdzie do każdego z nas w dniu jego śmierci. I ta godzina pokaże, czy będziemy gotowi prawdziwie Go przyjąć. Czy zastanie nas oczekujących na Niego, gdy przyjdzie zabrać nas do swojego królestwa.

________________________________________________________________

Fragment książki „Rozważania liturgiczne. Tom 1 (Adwent i Boże Narodzenie)”

Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: „Podstawy duchowości lidera” (2011), „Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia” (2014), „Duchowe dylematy lidera” (2017).

Henryk Przondziono /Foto Gość

Pierwsza prefacja adwentowa

Przez pierwsze dwa tygodnie Adwentu będziemy modlić się w czasie Eucharystii tekstem pierwszej prefacji adwentowej. Jest to, można powiedzieć, rodzaj medytacji liturgicznej nad Wcieleniem Syna Bożego. Bóg przychodzi. Czy może raczej należałoby powiedzieć: objawia swoją obecność.

Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy zawsze i wszędzie Tobie składali dziękczynienie. Panie, Ojcze święty, wszechmogący, wieczny Boże, przez naszego Pana Jezusa Chrystusa. On przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił swoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia. On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy. Dlatego z Aniołami i Archaniołami i z wszystkimi chórami niebios głosimy Twoją chwałę, razem z nimi wołając: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg Zastępów. Pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. Hosanna na wysokości. Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie. Hosanna na wysokości.

Prefacje były kiedyś rodzajem katechezy przed chrztem. Wprowadzały w Modlitwę Pańską. Do dziś zachowała się ta ich funkcja – są wprowadzeniem w liturgię dnia traktując o sensie danej uroczystości.

Przez pierwsze dwa tygodnie Adwentu będziemy modlić się w czasie Eucharystii tekstem pierwszej prefacji adwentowej. Jest to, można powiedzieć, rodzaj medytacji liturgicznej nad Wcieleniem Syna Bożego. Bóg przychodzi. Czy może raczej należałoby powiedzieć, że objawia swoją obecność.

Przyjście Chrystusa na świat musi być postrzegane w kontekście objawionej w Starym Testamencie historii zbawienia. Zwłaszcza upadek człowieka i Przymierze, zapowiadające zbawienie, odnoszą się do osoby Syna, który jest spełnieniem obietnicy. Chrystus wyrywa nas z mocy grzechu i zła, byśmy mogli być dziećmi Boga. To w zbawieniu szuka się odpowiedzi na pytanie: po co Jezus przyszedł na ziemię w ludzkiej postaci. Zbawienie jest organicznie związane z Wcieleniem.

To pytanie nie jest tylko akademickim dyskursem. Ale może stać się bardzo egzystencjalne, zawsze wtedy, kiedy pojawiają się wątpliwości - po co Jezus w moim życiu? Czy moja tęsknota za Prawdą, za Dobrem nie jest tylko… „szukaniem wiatru w polu”. I czy ma sens wiara, że kiedyś we mnie umrze grzech… skoro tyle razy historia mojego życia była raczej historią upadku, niż odkupienia… Znamy przecież to dobrze…

Zastanawiając się nad tajemnicą Wcielenia na pewno natkniemy się na pytanie czy, jeśli człowiek nie popełniłby grzechu, to czy przyjście Chrystusa byłoby potrzebne, skoro człowiek nie potrzebowałby Zbawiciela. Można jednak odwrócić perspektywę i przyjąć, że Wcielenie od początku było postanowieniem Boga; tym samym, że Chrystus jest ostateczną racją stworzenia człowieka. Można powiedzieć, że Bóg powołał do istnienia człowieka, ponieważ sam chciał się nim stać. Zgodnie z tym zamierzone od wieków człowieczeństwo Jezusa jest „modelem” dla stworzenia człowieka. Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Jezusa.

W tej perspektywie możemy odczytać także dzieło odkupienia. Przez grzech człowieka nie tyle zmienia się plan Boga, nie „wymyśla” On wtedy Wcielenia, ale zmienia się sposób w jaki wpisuje się w historię. Nie jest więc od razu uwielbieniem, ale najpierw prowadzi do śmierci na krzyżu. I dopiero krzyż stał się drogą do zmartwychwstania w chwale i wywyższenia Boga-Człowieka po prawicy Boga. Co staje się zapowiedzią i nadzieją tego, że i człowiek znajdzie się w takiej bliskości Boga. Wydaje się, że można przyjąć ten pogląd, ponieważ trudno wyobrazić sobie, by grzech stworzenia mógł sprowokować takie wydarzenie, jak przyjęcie przez Boga natury ludzkiej.

Bóg jest więc tym, który tęskni za człowiekiem, za jednością z nim. I każdego z nas, już od poczęcia, chce objąć tym pragnieniem zjednoczenia ze Sobą. Jak trudno wierzyć w takiego Boga, który nie ma żadnego „interesu” w tym, żeby zbawić człowieka. A jak łatwo podejrzewać Go o jakiś „kruczek prawny”, wypisany małym druczkiem pod Przymierzem, którego nie widzimy i w ten sposób pozwalamy się wykorzystać. Na szczęście jeśli człowiek nie poddaje się tym podejrzeniom, ale zaufa miłości Boga, to ona zwycięża.

Tekst prefacji odnosi się nie tylko do przeszłości, czyli Wcielenia i wydarzenia paschalnego, ale także do przyszłości. Wyrażono w niej wiarę w ponowne przyjście Chrystusa, czyli w paruzję. Będzie to kres historii zbawienia, dopełniony przez Chrystusa. Paruzja jest przedmiotem chrześcijańskiej nadziei. To wtedy odbędzie się sąd nad światem oraz rozdzielenie dobra i zła, by zło mogło być ostatecznie unicestwione. Wtedy też człowiek w pełni zjednoczy się z Bogiem. Wypełni się ta jedność człowieczeństwa i Bóstwa, która teraz realizuje się w osobie Chrystusa.

Nie mamy więc oczekiwać Boga jedynie z lękiem przed sądem, czy z nerwowym wyczekiwaniem katastrof, choćby w 2012 roku… ale z nadzieją na wypełnienie obietnic o zbawieniu. Z nadzieją na zjednoczenia z Bogiem. Bóg wciąż na nowo chce ożywiać i podtrzymywać w nas tą nadzieję… i na pewno nie czyniłby tego, jeśli nie miałaby ona szans na spełnienie. Gdyby tęsknota nie miała zostać przemieniona w obecność.

Stając przed takim Bogiem nie można nie wychwalać Go za to, co czyni. Nie można nie wielbić Boga, wraz z Aniołami i Archaniołami i z wszystkimi chórami niebios…Święty, który przychodzisz do mnie… Święty, który ogarniasz i napełniasz moje życie… Święty, który przemieniasz mnie swoim przyjściem… Hosanna… zbaw mnie, Boże, daj mi się poznać, uwolnij mnie od grzechu, nie daj umrzeć nadziei na życie z Tobą w wieczności.

Niespełnione proroctwo?

Kiedy zabierałem się do lektury dzisiejszych czytań, odruchowo szukałem proroka Izajasza wśród autorów... Nowego Testamentu. Wbrew pozorom, to wcale nie musi dziwić. Niewielu autorów Starego Testamentu tak wiele pisało na temat Chrystusa, który miał przyjść. Izajasz bardziej niż ktokolwiek inny jest człowiekiem Adwentu. Całą jego twórczość przenika nadzieja oczekiwania, choć żył setki lat przed cudownym narodzeniem w Betlejem.

Proroctwa Izajasza są związane z sytuacją jego narodu. Przez całe swoje życie nawoływał do nawrócenia z grzechów. Również dzisiejsze słowa są bardziej wyrzutem sumienia niż tanią pociechą: ”On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!”. Te słowa przywodzą na myśl sytuację wokół nas. Szczególnie wydarzenia z Bliskiego Wschodu w niejednym sercu zasiewają niepokój i wątpliwości. Jeśli Chrystus przyszedł na ziemię, a naród przeciw narodowi podnosi miecz, to może proroctwo Izajasza się nie spełniło?

Niestety, wbrew oczekiwaniom wielu, zbawienie nie dokonuje się automatycznie. Jakimś rozjaśnieniem wątpliwości dotyczącej Izajaszowego zapewnienia są słowa z dzisiejszej Ewangelii: ”Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że przyszedł potop, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego”. Nie spodziewajmy się żadnych fajerwerków i szczególnych znaków świadczących o przyjściu Pana. Wiele razy słyszeliśmy Jego zapewnienie: Królestwo Boże w was jest. Okres Adwentu, w który wchodzimy, sprzyja zmianie myślenia o Bożych sprawach. To prawda, że kojarzy się z nim pojęcie oczekiwania, ale to musi być bardziej proces niż stan. Chrześcijańska nadzieja jest dynamiczna. Jeśli Bóg uczynił nieskończoną ilość kroków w naszym kierunku, to zawsze pozostaje ten ostatni.

Kontrast Izajaszowego proroctwa z doświadczeniem codzienności ma źródło w ”Bożej niemocy”. Choć aż się prosi, by przy takim stwierdzeniu używać cudzysłowu, to po wnikliwszej refleksji okazuje się, że jest coś na rzeczy w takim myśleniu. Przecież dar wolności, który otrzymaliśmy, w pewnym sensie wyznacza granicę Bożemu działaniu. Książę Pokoju przyszedł na świat, ale my nadal jesteśmy ludem Adwentu, bo Jego przesłanie ciągle pozostaje w sferze pobożnych życzeń. Z nawróceniem kojarzy się nam zazwyczaj okres Wielkiego Postu. O Adwencie raczej mówimy, że jest to czas radosnego oczekiwania. Jednak w liturgii obowiązuje fioletowy kolor. Tego faktu nie można zignorować, a w lepszym jego zrozumieniu pomaga lektura dzisiejszych czytań.

Im większy jest rozdźwięk między tym, co pisał Izajasz, a naszym doświadczeniem rzeczywistości, tym więcej mamy do zrobienia. Pomocą są w tym okresie dobrze znane adwentowe zawołania: prostujmy drogę dla Pana, gotujmy ścieżki dla Niego. Maranatha - Przyjdź, Panie Jezu.

Ks. Marek Łuczak

„wiara.pl”

Buduj arkę.

Godzina powstania ze snu to czas przebudzenia z iluzji, w jakich tkwimy. Świat wydaje się wieczny, nic nam nie grozi. Kto myśli o śmierci? Każdy myśli, że nie jego to spotka w najbliższym czasie, a jeśli kiedyś nadejdzie śmierć, to ów czas wydaje się na tyle odległy, że w ogóle się o nim nie myśli. Tymczasem dwóch może być na polu i jeden wzięty, a drugi zostawiony. W tym samym momencie, w tym samym miejscu.

26 grudnia 2004 roku, o godzinie 10.11 w Khan Lak, czeska modelka Petra Nemcowa została zalana falami tsunami. Uchwyciła się drzewa palmowego i nie puściła. Jej przyjaciel, fotograf Simon Atlee, puścił się gałęzi i już go nigdy nie zobaczyła. Godzinę później Michael Mangal, na wyspie Pilow Panja, ocalał jako jedyny z jej 517 mieszkańców. Gdy fala się cofnęła, na piasku znalazł przemoczoną Biblię i modlił się z niej rozpaczliwie. Za dni Noego zapewne było podobnie, ale nie było wtedy dokumentujących mediów, więc tylko wiemy, że ocalał ten, kto uwierzył Bożemu słowu i wybudował arkę. Nie trzeba szukać archeologicznych reliktów jego arki na Araracie, trzeba budować nową.

Trzy lata temu zginęło 300 tysięcy ludzi. Był akurat dzień Bożego Narodzenia, gdy podziemne trzęsienie ziemi wzbudziło kilkumetrową falę, która zmiotła tak wiele istnień ludzkich. Cokolwiek się stanie, bądź gotowy na przejście z tego świata ciemności do światła. Odrzuć uczynki mroku, odrzuć hulanki, pijatyki, rozpustę, wyuzdanie, kłótnie i zazdrość. Przyoblecz się w Tego, który pokonał twoją śmierć swoją śmiercią. Arka Noego jest symbolem ludzkiej postawy niezgody na fale nieprawości i demoralizacji. Bóg kazał Noemu uczynić ów okręt według ścisłych wymiarów, co symbolizuje życie według przykazań. Nie da się swojego życia duchowego budować „na oko”. Biblia wspomina, że Noe wykonał swoją arkę z drzewa gofer. Tłumacze uważają, że to gatunek cyprysu, ale jest to drzewo wyjątkowe, tylko raz wspomniane w Biblii. Takim drzewem jest krzyż Chrystusa. Trzeba się go trzymać z całych sił, bo spienione fale wyuzdania są silne.

Wezwanie do czuwania, które wypowiada Jezus, bywa zestawiane w Nowym Testamencie z wytrwaniem w modlitwie. Jezus w Ogrodzie Oliwnym, budząc uczniów, namawia ich do czuwania w modlitwie. Chwilę potem pojawia się Judasz, w którego wstąpił szatan, i uczniowie tracą z oczu swojego Rabbiego. Paweł w Liście do Kolosan nazywa modlitwę wprost czuwaniem. Ale już w Liście do Tesaloniczan czuwanie oznacza trzeźwy styl życia, bez pijaństwa, które kojarzono również z życiem rozpustnym. Wreszcie święty Piotr wzywa do czuwania przed diabłem, który jak lew krąży, szukając żeru. To nie Bóg czyha na naszą śmierć, ale szatan. Pragnie on bowiem zaskoczyć nas zagładą w takim momencie, w którym jesteśmy najbardziej oddaleni od Jezusa. Śmierć w takiej chwili byłaby czymś gorszym niż najgorsze nieszczęście na ziemi.

Augustyn Pelanowski OSPPE

„wiara.pl”

Adwentowy ostry dyżur.

Stajemy dziś przed Panem, aby prosić o dobre przeżycie Adwentu. Niech on będzie w sposób szczególny czasem łaski, czasem wielu błogosławieństw dla każdego z nas. Niech tegoroczny Adwent będzie okazją, by ponownie usłyszeć wezwanie do nawrócenia, które domaga się wydania godnego owocu. Nie zapominajmy, że to czas radości, bo Pan ma moc czynienia dla nas wielkich cudów. Uzbrójmy się w cierpliwość w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza. On chce nas umacniać w tym oczekiwaniu na Jego przybycie.

Historia Kościoła już od IV wieku uczy nas adwentowego przygotowania się. Najpierw był to czas poprzedzający uroczystość Objawienia Pańskiego, a później okres przed świętami Bożego Narodzenia. Chciejmy uświadomić sobie, że ten czas jest wielkim prezentem Boga dla każdego z nas z osobna; darem, który ma otworzyć nasze serca na przyjście sprawiedliwego do grzeszników. Potrzeba więc, aby na początku Adwentu każdy uznał siebie za grzesznika, z którym przychodzący Mesjasz chce czynić wielkie rzeczy. Pewien anonimowy autor napisał w IX wieku, że Adwent jest po to, abyśmy doświadczyli, że oto „Sprawiedliwy przychodzi do nas grzeszników, aby z grzeszników uczynić sprawiedliwych: Święty przychodzi do bezbożnych, aby uczynić ich świętymi; Pokorny przychodzi do pysznych, aby z pysznych uczynić pokornych”.

Usłyszałem kiedyś opowiadanie, które pomogło mi odkryć wiele ważnych rzeczy w moim życiu. Otóż świecki katechista mówił do zebranych w kościele słuchaczy, że to, co najcenniejsze, dawno zostało nam podarowane. Nosimy w naszych sercach skarb nieoceniony. Najważniejsze to umieć to z siebie wydobyć, odszukać. Tak jak ten człowiek, któremu przyśniło się, że pod mostem w jego miejscowości ukryty jest skarb. Postanowił sprawdzić ów sen. Kopał i kopał, ale niczego nie znalazł. Spotkał jednak człowieka, który powiedział, że poprzedniej nocy śnił się mu pewien głupiec, który szukał skarbu pod mostem, nie wiedząc, że go ma we własnym domu. Ta podpowiedź nieznanego człowieka stała się prawdziwa.

Rozpoczynamy Adwent, czas poszukiwania najcenniejszego skarbu. Skarbu wiary i zbawienia, który przynosi nam oczekiwany Pan. Jak go odnaleźć? Z pomocą w tym poszukiwaniu, przychodzi do nas słowo dzisiejszej liturgii. Słowo pełne troski o każdego z nas, uczące dróg Pana. A wszystko po to, byśmy potrafili kroczyć Jego ścieżkami. Co więc znaczy chodzić ścieżkami Boga? Izajasz w pierwszym czytaniu daje nam odpowiedź, stwierdzając, że trzeba będzie przekuć miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy. Tak więc ścieżki Pana, po których mamy iść w czasie Adwentu, to ścieżki pokoju, wzajemnej zgody. Drogi Pana to wzajemne przebaczenie, które pozwoli nam otworzyć się na drugiego człowieka, a w konsekwencji na przychodzącego Mesjasza. To jest kolejna szansa, przed którą stawia każdego z nas Bóg. Nie zmarnujmy jej, aby nie okazało się, że jesteśmy złodziejami jakże wyjątkowego czasu.

Dopełnieniem niech będą słowa św. Pawła, który zachęca nas, abyśmy odrzucili uczynki ciemności, którymi są: próżność, kłótnie, zazdrość, nieczystość, gniew czy pycha, a przyoblekli się w zbroję światła, którą jest sam Jezus Chrystus. To na Nim, a nie na sobie, oprzyjmy adwentowe czuwanie. Adwent to czas bycia w ciągłym pogotowiu, jak na ostrym dyżurze, czas wielkiej gorliwości w oczekiwaniu na przyjście Mesjasza, by nie doznać największej ze strat.

ks. Krzysztof Zięba

„Ekspres homiletyczny”

 

Adwent głosi to przesłanie.

Adwent głosi to przesłanie,

Którym Ty nas wzywasz, Panie,

Na pokutę i czuwanie.

Więc czuwajcie, bo nie wiecie,

Kiedy zjawi się na świecie

Pan, by sądzić wszystkie rzeczy.

Zanim przyjdą nowe święta,

Pan przychodzi w Sakramentach,

Jego Moc już w nas poczęta.

Witaj, sprawiedliwy Panie,

Niech zwycięstwa dzień nastanie,

Niechaj miłość w nas zapłonie.

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 
1 grudnia - święci męczennicy jezuiccy Edmund Campion, prezbiter, i Towarzysze
1 grudnia - św. Eligiusz, biskup
2 grudnia - bł. Rafał Chyliński, prezbiter
2 grudnia - bł. Jan Rusbroch, prezbiter
2 grudnia - bł. Karol de Foucauld, prezbiter
2 grudnia - św. Blanka Kastylijska
2 grudnia - bł. Maria Aniela Astorch, dziewica
3 grudnia - św. Franciszek Ksawery, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła
4 grudnia - św. Barbara, dziewica i męczennica
4 grudnia - bł. Archanioł Canetoli, prezbiter
4 grudnia - bł. Piotr ze Sieny, tercjarz
4 grudnia - bł. Adolf Kolping, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Calabria, prezbiter
5 grudnia - św. Saba Jerozolimski, prezbiter
5 grudnia - bł. Filip Rinaldi, prezbiter
5 grudnia - bł. Narcyz Putz, prezbiter i męczennik
6 grudnia - św. Mikołaj, biskup
7 grudnia - św. Ambroży, biskup i doktor Kościoła
7 grudnia - św. Maria Józefa Rossello, dziewica

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.