WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

       40/678                   -             30 września 2018 R.B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

30 września 2018 r.

 

Niedziela

 

Niedziela XXVI tygodnia okresu zwykłego

 

 

W życiu człowieka pojawiają się chwile dobre i złe. Kiedy wiedzie nam się dobrze w życiu, wtedy mówimy, że „chce nam się żyć”. Jesteśmy radośni i pełni energii i zapału. Bywają jednak i szare dni, które czasem przeklinamy, bo są pełne ludzkiej brutalności: zdrady, wyzysku, wyrachowania i ciągłego wyścigu – czasem nie wiadomo dokąd.

Takie jest nasze życie, taki jest nasz ludzki los. To wszystko, co było udziałem nas i naszych najbliższych w minionym tygodniu, złóżmy Bogu.

Niech nasza ofiara będzie dziękczynieniem Bogu za ciągłą Jego obecność w naszych poczynaniach: dobrych i złych.

Za to, że tak często w relacjach z innymi, wybieramy drogę zawiści i pogardy, zamiast przebaczenie i pokój, przepraszajmy dobrego Boga.

 

 

 

W dzisiejszym numerze:

- Kamień młyński.

- Oczy serca.

- Monopol na Bożą łaskę.

- Łaska jesieni.

- Zazdrość.

- Grzechy języka.

- Dwa spojrzenia.

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

Kamień młyński

 

Młody nauczyciel wybrał się z grupą młodzieży na obóz wędrowny. Po trzech dniach część dziewcząt wróciła do domu. Uciekły. Wychowawca potraktował obóz jako szkolenie w dziedzinie życia seksualnego. Młodzi ludzie wyjechali, by odpocząć, by ubogacić serce, a zostali zgorszeni. O takim człowieku Chrystus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze” /Mk 9, 42b/.

Matka dowiaduje się, że jej córka spodziewa się dziecka. Pod pozorem badania zawozi ją do lekarza i wbrew jej woli ginekolog dokonuje zabiegu. Córka znienawidziła matkę, uciekła z domu i do niego już nie wróciła. Ze łzami w oczach mówi o innym, lepszym rozwiązaniu: „Powinna była mnie zamordować, gdy nosiła mnie pod swoim sercem. Mordując moje dziecko uszkodziła moje serce. Ja nie potrafię jej już kochać”. Jezus mając na uwadze taką matkę powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński i wrzucić w morze”.

Kapłan, sługa Boga, wyszedł na chwiejnych nogach do ołtarza. Z trudem sprawował Najświętszą Ofiarę. Ministranci pouciekali. Ludzie opuścili kościół i przez tydzień nie mówili o spotkaniu z Bogiem, lecz o Jego pijanym kapłanie. W następną niedzielę część z nich już nie przyszła do kościoła. Zgorszeni. To o takim kapłanie Jezus powiedział: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze”.

To aż dziw bierze, jak nie chcemy wziąć na serio tej wypowiedzi Jezusa. Ona jest przeraźliwie konkretna. Kamień młyński u szyi, aby już nigdy utopiony nie wrócił do życia, aby nikogo nie zgorszył. Lepsza dla niego śmierć, niż obciążenie sumienia zgorszeniem. Co za niesamowita odpowiedzialność! Zbyt straszne jest rozwiązanie podane przez Jezusa, byśmy mieli odwagę zastosować je w praktyce. A przecież jest to rozwiązanie wskazane przez Zbawiciela, jest to wskazanie pełne miłości, i to miłości do potencjalnego gorszyciela. Bo jeśli nie można uniknąć zła, to należy wybrać mniejsze zło. Mniejszym zaś jest śmierć tego, kto ma gorszyć, niż zgorszenie, którego się dopuścił. Zgorszenie bowiem jest równoznaczne z wprowadzeniem drugiego człowieka na drogę nieszczęścia.

Gdyby rodzice odczytali to wezwanie Jezusa, ich troska o dobro dziecka byłaby tysiące razy większa. Inaczej podeszliby do programu telewizyjnego, do towarzystwa, z jakim dziecko przestaje, do książki, jaka jest w jego ręku. Baczniej obserwowaliby ludzi współpracujących z nimi w wychowaniu dziecka.

Zło zgorszenia jest straszne z tej racji, że w praktyce nie można go naprawić. To jest tak głębokie uszkodzenie serca, że ono jest ranne na całe życie. Wprawdzie rana z biegiem czasu się zabliźni, ale to serce jest osłabione. Tylko cud łaski może doprowadzić do tego, że zgorszenie zostanie potraktowane przez zgorszonego jako bolesna lekcja życia. Takie spojrzenie wymaga jednak dużej dojrzałości i z reguły upływają całe lata, zanim człowiek do tego dojdzie.

Świat staje się zły głównie drogą zgorszenia. Ono czasem działa na zasadzie szoku, częściej jednak na zasadzie trucizny muchomora sromotnika. Gdy się go spożywa, człowiek o tym nie wie, ale po pewnym czasie jego działanie jest już śmiercionośne. Chrystus w trosce o dobro gorszyciela powiada: „Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński. ..”. Rzecz jasna chodzi tu o to, by nie dopuścić do zgorszenia. Jezus nie wzywa do mordowania gorszycieli. Nie tak należy rozumieć Jego słowa. Jezus wzywa, by do zgorszenia nie dopuścić, nawet za cenę krzywdy wyrządzonej potencjalnemu gorszycielowi.

Gorszyciela wzywa do nawrócenia i do wzięcia odpowiedzialności za popełnione zło. Kto zgorszył jednego człowieka winien, życie poświęcić dobrym dziełom, by budować ludzi swoim przykładem, by ratować, gdy wchodzą na niewłaściwą drogę. Kto stał się błędnym drogowskazem, niech tak ustawi swe życie, by wszystkim wskazywać drogę dobra, sprawiedliwości, szczęścia.

Słowa Jezusa o kamieniu młyńskim uwiązanym u szyi winny z racji swej przerażającej ostrości dotrzeć do świadomości każdego człowieka i sparaliżować każdy ruch, gest, słowo, które może uczynić gorszym drugiego człowieka.

Ks. Edward Staniek

Oczy serca

Kiedy spoglądasz na drugiego człowieka oceniaj go szczerym sercem,

pełnym miłości,

nie zaś pogardliwym okiem,

gdyż wielka jest różnica między prawdziwymi uczuciami

a jadowitym węża wzrokiem.

Łatwo jest oceniać pustym zmysłami raniąc dotkliwie człowieka

a trudniej zdobyć się na odwagę,

by patrzeć na innych uczciwymi spojrzeniami,

które radują każdą duszę.

I kiedy mocno kochasz nie miłuj tylko wzrokiem,

gdyż on często zawodzi patrz szczerym serca okiem

na każdego człowieka.

Monika Wojdyła

Monopol na Bożą łaskę

Zdanie: „Prawda jest tylko w Kościele Chrystusa”, jest do przyjęcia jedynie wówczas, gdy się uznaje, że Kościół Chrystusa jest wszędzie tam, gdzie jest prawda. Zbyt wielu ludzi chciałoby zmonopolizować łaskę Bożą i zamknąć ją w instytucji. Kościół Apostolski jest odpowiedzialny za głoszenie Ewangelii na ziemi i za wiarygodność słowa przepowiadanego, ale mając jasne upomnienie zarówno Mojżesza jak Jezusa, bynajmniej nie chce ograniczyć działania Bożego wyłącznie do zasięgu swego instytucjonalnego działania.

Warto zatrzymać się nad wymownymi tekstami Biblii. Oto w Księdze Liczb czytamy, iż Mojżesz sterujący życiem narodu wybranego, przez radę siedemdziesięciu starszych, przekazał im ducha prorockiego. Dwu z nich nie było na zebraniu, a przebywali w obozie, ale Duch wypełnił również ich. Jozue z zazdrości prosi Mojżesza, by im zabronił prorokowania. Mojżesz wytyka zazdrość synowi Nuna i wyraża swoją radość z Bożego działania wykraczającego poza ludzkie obliczenia. Chciałby, by cały lud prorokował.

Mojżesz rozmawiał z Bogiem twarzą w twarz, on wiedział, że nikt nie może mieć monopolu na działanie Boga, wiedział, że trzeba się radować każdym znakiem tego działania w świecie.

Historia się powtarza w życiu Jezusa. Oto uczniowie donoszą Mu, że ktoś nie należący do ich grona, w imię Jezusa wyrzucał złe duchy i zabronili mu. Typowo monopolistyczne myślenie uczniów Chrystusa. Mistrz prostuje ich poglądy i domaga się, by nie przeszkadzali tym, którzy czynią cuda w Jego imię.

Co więcej, Jezus stara się podprowadzić uczniów do bardzo pozytywnego oceniania ludzi. Jego zdaniem: „Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Jest to istotny element apostolskiego działania. Traktować wszystkich, którzy nie są wrogami, jako swoich sprzymierzeńców potrafi jedynie ten, kto nie jest ciasny, nie domaga się zawsze i wszędzie zdecydowanego opowiedzenia się „za” i „przeciw”. Wielkie decyzje dojrzewają czasem latami. Każdy nacisk na ich przyspieszenie może okazać się na dłuższą metę zgubny. Do takich decyzji należy opowiedzenie się po stronie Jezusa. Mistrz radzi, by wszystkich, którzy nie są przeciwnikami traktować jako swoich. Łaska do nich trafi, gdy nadejdzie ich godzina.

Te dwa wydarzenia — jedno ze Starego Testamentu, drugie z Ewangelii — należy dokładnie przemyśleć i przenieść we własne życie. Nie dziwmy się, gdy Duch Święty działa daleko poza granicami, w których widzialnie Kościół organizuje życie. Miejmy odwagę zaufać Bogu wtedy, gdy nawet nasi bliscy nie dorastają jeszcze do zdecydowanego opowiedzenia się po stronie Kościoła. Czasem trzeba czekać na taką decyzję całymi latami. Czekanie to z naszej strony winno zamienić się w usilną modlitwę oraz w wielką życzliwość dla nich. Te dwa duchowe ramiona nie pozwolą im odejść i zginąć.

Tak często według ludzkich obliczeń wypadałoby załamać ręce śledząc ścieżki, jakimi daleko od Kościoła wędruje wielu ludzi. Działanie łaski przekracza na szczęście ludzkie obliczenia, co pozwala ufać w potęgę modlitwy i naszej ofiary. Warto o tym pamiętać, gdy obok jest wielu ludzi uprzedzonych do urzędowych przedstawicieli Kościoła, a otwartych na działanie Ducha. Wcześniej czy później ten Duch doprowadzi ich do spotkania z przebaczającym Bogiem i wprowadzi we wspólnotę świętych. Kościół, który od strony duchowej jest wielkim świętych obcowaniem, ogarnie każdego, kto przyjmuje łaskę. Jeśli się to dokona jeszcze tu na ziemi i dotrze do świadomości danego człowieka, przeżywającego przebaczającą miłość Boga, dostrzeże on i przebaczającą miłość Kościoła jako braterskiej wspólnoty żyjącej Ewangelią.

Ks. Edward Staniek

Łaska jesieni

Czekaj na dzień jesienny, na słońce

już trochę zmęczone, na kurz w powietrzu,

na pogodę bladego dnia.

Czekaj na szorstkie, brązowe liście klonu

porysowane jak dłonie starego człowieka,

na kasztany i żołędzie,

na wieczór, kiedy usiądziesz z notatnikiem

w ogrodzie, a dym z ogniska będzie miał

upojny smak nieosiągalnej mądrości.

Czekaj na popołudnie krótsze niż oddech atlety,

na zawieszenie broni wśród obłoków,

na milczenie drzew,

na chwilę, kiedy osiągniesz absolutny spokój

i pogodzisz się z myślą, że co straciłeś,

straciłeś na zawsze.

Czekaj na moment, kiedy może nie będziesz nawet

tęsknił za tymi, których kochałeś

i których już nie ma.

Czekaj na dzień jasny i wysoki,

na godzinę bez wątpliwości i bólu.

Czekaj na dzień jesienny.

Adam Zagajewski

Zazdrość

ks. Piotr Wieczorek

Słyszałem niedawno historię, która wydarzyła się w pewnej wsi. Otóż jeden z gospodarzy dorobił się nieco dzięki niedawno założonej firmie. Reszta mieszkańców patrzyła na to krzywym okiem. Firma tego człowieka remontowała dachy. Pewnego dnia sąsiad właściciela firmy zauważył, że zatrudnia on w grupie remontowej kogoś zza wschodniej granicy. Podejrzewając, że sąsiad ma to nie do końca uregulowane, doniósł o swym podejrzeniu do odpowiednich władz. Przyjechała komisja podczas pracy tej grupy remontowej, sprawdzono sposób zatrudnienia pracowników i okazało się, że firma zatrudnia kilka osób nielegalnie. Grupa przerwała pracę, a właściciel firmy zapłacił tak wysoką karę, że był zmuszony zakończyć swą działalność.

Czy tak sąsiedzi powinni rozegrać sprawę? Sytuacja prosiła się o braterskie upomnienie. Zamiast tego był donos, a wskutek tego koniec firmy, jakaś dziwna satysfakcja sąsiadów i głębokie skrzywdzenie człowieka, którego zniszczyła ludzka zazdrość.

To o zazdrości chcemy dziś więcej powiedzieć. Wskazuje na nią także dzisiejsze słowo Boże. Zazdrość wydaje się jednym z grzechów, którym odznaczają się Polacy, co rzuca na nas głęboki cień. Ileż razy można usłyszeć, jak Polacy pracujący za granicą rzucają sobie sami kłody pod nogi, żeby tylko drugi nie miał lepszej pracy, żeby nie zarabiał lepiej.

Zazdrość jest niezwykle krzywdzącym grzechem. Polega na niewłaściwym odnoszeniu się do dóbr, które posiada drugi człowiek. Mogą to być dobra materialne lub duchowe. Zazdrość wiąże się z chciwością i zawiścią. Chciwość w tym kontekście odnosi się do sytuacji, gdy zazdrosny człowiek chce posiadać to, co ma inny. Natomiast osoba ogarnięta zawiścią pragnie, by drugi stracił dobro, którego ona nie chce albo nie może posiadać.

Zazdrość jako coś złego i krzywdzącego domaga się, by z nią walczyć, by jej zapobiegać. Spróbujmy w słowie Bożym znaleźć wskazówki i lekarstwa pomagające nam uchronić się przed jej niebezpiecznym wpływem.

Drugie czytanie może pomóc nam w dystansowaniu się od dóbr materialnych posiadanych przez drugiego. Święty Jakub zauważa, że materialne bogactwa szybko niszczeją: „Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało”. Człowiek pracuje, inwestuje w rzeczy materialne, a potem często następuje rozczarowanie. Człowiek koncentrujący się na materialnym dobrobycie będzie ciągle niezadowolony, ciągle niespełniony, ciągle będzie szukał nowych rzeczy, lepszych, atrakcyjniejszych. Ciężko mu zaznać spokoju i radości z tego, co ma.

Jest jeszcze drugi problem. Człowiek bogaty martwi się o swoje bogactwa. Musi je chronić, zabezpieczać, naprawiać, konserwować. Wymaga to dużo czasu i często przysparza zmartwień i kłopotów oraz w jakiś sposób ogranicza. Człowiek jest uzależniony od swego bogactwa.

W końcu trzecia kwestia wypływająca z Jakubowego tekstu. Zajmowanie się i korzystanie z wielkich dobrodziejstw materialnych niszczy wrażliwość na biednych, na potrzeby ludzi wokół. Często wiąże się z wykorzystywaniem osób pracujących dla bogatego człowieka lub z nim związanych. Tu dochodzi do głosu chciwość, na którą bardzo narażeni są ludzie bogaci. Bogactwo łatwo czyni osoby egoistami, zamkniętymi na innych, niepotrzebującymi innych, bo prawie wszystko można zdobyć dzięki posiadanemu majątkowi. W perspektywie śmierci i wieczności może to mieć fatalne skutki, dlatego apostoł, chcąc wstrząsnąć takimi ludźmi, pisze: „Teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają”.

W tej analizie bogactwa nie chodzi o jakieś poniżenie ludzi bogatych czy ośmieszenie dążenia do wygodnego życia. Chcę tylko zarysować niebezpieczeństwa bogatego stylu życia. Czynię to w tym celu, byśmy byli realistami, byśmy dostrzegli, że życie w bogactwie nie jest tylko przyjemne i wspaniałe, ale bywa często uciążliwe, pełne zmartwień i bardzo zagraża życiu duchowemu, życiu, w którym powinna dominować miłość, prawość i wewnętrzny pokój. Czy Jezus nie powiedział: „Jakże trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego”?

Dostrzeżenie tych faktów ma nam pomóc opanować zazdrość, wytłumaczyć sobie, że nas posiadanie dóbr materialnych, jakie mają inni, mogłoby spłycić, skoncentrować na wartościach doczesnych, wewnętrznie zubożyć. A przecież nie o to nam chodzi.

Co do zazdrości o dobra duchowe wiele wskazówek znajdziemy w pierwszym czytaniu. W Księdze Liczb spotykamy się z Jozuem zazdrosnym o to, że duch prorokowania zstąpił na starszych, że Mojżesz nie ma już na niego wyłączności. W związku z tym Jozue zwraca się do przywódcy Izraela: „Mojżeszu, panie mój, zabroń im”.

Odpowiedź Mojżesza dotyczy dwóch spraw. Przede wszystkim jest on zatroskany o swego podwładnego. Obnaża jego słabość: „Czy zazdrosny jesteś o mnie?”. Obnaża po to, by uświadomił sobie obecność takiej wady, by ją przekroczył. A wada ta jest straszna i głupia, bo nie tylko niszczy serce człowieka, ale nic nie daje. Złodziej przynajmniej ma ukradzioną rzecz, człowiek nieczysty ma przyjemność, a zazdrosny nie ma nic poza zgorzkniałym sercem. Dlatego tak ważne jest tropienie tej słabości, przyznawanie się przed sobą do niej po to, by ją przezwyciężać.

Druga kwestia, którą porusza Mojżesz, dotyczy tego, że prorokowanie jest darem, jego się otrzymuje i nim się dysponuje dla dobra wspólnoty. Właścicielem pozostaje Bóg, obdarowany go tylko używa, szafuje nim, podobnie jak kapłan szafuje sakramentami, które nie są jego własnością. Mojżesz zauważa, że im więcej ludzi otrzyma dar prorokowania, tym więcej Izraelitów będzie mogło z niego skorzystać, będzie więcej dobra dla ludzi i chwały oddanej Bogu.

To dla nas wskazówka skłaniająca do tego, by zobaczyć, że ludzie posiadający dary duchowe, których my nie mamy, przyczyniają się do dobra innych ludzi. Jeśli ktoś ma poczucie humoru, to świetnie, bo wszyscy wokół będą mieli więcej radości. Jeśli ktoś jest inteligentny i zdolny, to dobrze, niech ma wykłady, niech pisze artykuły czy książki, bo ubogaci innych ludzi. Warto uczyć się w ten sposób przestawiać swe myślenie, widzieć obiektywne dobro, które może się wydarzyć, wychodzić z koncentracji tylko na swojej korzyści.

Ewangelia odkrywa przed nami jeszcze inny aspekt, który może być pomocny w walce z zazdrością. Uczniowie zabraniali wyrzucać innemu złe duchy, gdyż tamten nie towarzyszył Jezusowi. Gdyby należał do ścisłego grona uczniów, nie byłoby problemu. Ten wymiar zazdrości polega na przywłaszczeniu sobie czegoś, co nie jest moje, ale mam wrażenie, że tylko do mnie należy. Tym, dzięki czemu wyrzucano złe duchy, była moc Jezusa. Apostołowie tę moc sobie przywłaszczyli. Podobnie bywa z naszą zazdrością. Przywłaszczamy sobie jakąś wartość i nie chcemy się nią podzielić z innymi albo nie dajemy innym do niej prawa. Student nie podzieli się dodatkowymi informacjami z kolegami, bo nie chce, by dostali na egzaminie lepsze oceny od niego. Zazdrość w tej postaci zbliża się mocno do rywalizacji. W skrajnej postaci bywa tak, że koleżanka zarzuca drugiej, że ta zbyt często rozmawia z ich wspólnym kolegą. I tu widać, jak zazdrość zakorzeniona jest w egoizmie i jak czasem może nas kompromitować, czynić śmiesznymi w oczach innych.

Profilaktyka zazdrości powinna zatem objąć naukę cieszenia się z dobra wokół nas, nieprzywłaszczania sobie dóbr, ale także dziękowania za to, co się posiada. Warto dostrzec, czym ja mogę ubogacić świat i ludzi wokół, jaką ja mam wartość cenną dla drugich. Następnie pozostaje dziękować Bogu za nią i dzielić się nią hojnie. Wówczas zazdrość będzie miała do nas bardzo ograniczony dostęp.

Moi drodzy! Dzisiejsze czytania pokazały, że na zazdrość narażeni są wszyscy, nawet bliscy Bogu ludzie, jak Jan, apostołowie, Jozue. Dlatego wciąż aktualna jest modlitwa z dzisiejszego psalmu: „Kto jednak widzi swoje błędy? Oczyść mnie z błędów, które są dla mnie skryte”. Jest ona prośbą do Boga, by pokazał nam nasze wady. A wadą wstydliwą, kompromitującą, a więc głęboko w nas schowaną, jest zazdrość. Dlatego strasznie trudne jest wyleczenie kogoś z zazdrości. Sami musimy ją lub jej przejawy rozpoznać w sobie i prosić Boga, by nas od niej wybawił. Błagając Wszechmocnego o tę łaskę, nie zapominajmy iść za wskazaniami i mocą słowa Bożego. Ono nie pozwoli nam wpaść w pułapkę zazdrości.

Grzechy języka

Słowo to potężny oręż. Można nim wygrywać bitwy, budować, ale też burzyć i niszczyć. Tak łatwo nam przychodzi osądzanie innych. „Nie zabijaj brata zwadą, ręką, kaźnią, ani radą” – przypominał autor średniowiecznego, wierszowanego przekładu Dekalogu. „Nie osądzaj nikogo, dopóki nie staniesz przy jego kowadle i nie popracujesz jego młotem” – pisał Rick Riordan w książce Bitwa w Labiryncie.

Dosyć znana jest opowieść, jak to św. Filip Nereusz hrabinie, która nie mogła sobie poradzić z grzechami języka, kazał za pokutę rozrzucić na wietrze worek pierza. Po jakimś czasie dama przyszła znowu z tym samym wyznaniem. Święty zadał jej wtedy odwrotną pokutę: zebrać rozrzucone pióra. Kronikarze odnotowali, że penitentka zrozumiała naukę.

Grzechy języka, nadmiar słów, które poza poruszeniem emocji czy zaspokojeniem ciekawości nie wnoszą do życia niczego konstruktywnego – to plaga naszych czasów. Mówi się, że dziś przeciętny człowiek (oglądający telewizję, czytający gazety, korzystający z internetu, portali społecznościowych itp.) w ciągu jednego dnia absorbuje tyle informacji, ile jego odpowiednik w średniowieczu poznawał przez całe swoje życie! Język został wprzężony w tryby inżynierii społecznej – w proces „wyzwalania człowieka” z zobowiązań ku „pełni wolności” niezdeterminowanej żadnymi normami. Jesteśmy bombardowani informacjami, fake newsami, zarzucani spamem! Dochodzi do tego oderwanie od prawdy słowa, które traci już swoje znaczenie.

Węże o jadzie palącym. Jesteśmy „stąd”, a zatem przesiąkamy „duchem tego czasu”. Konsekwencje są katastrofalne! Dziś ludzie zatracają poczucie odpowiedzialności – nie dostrzegają relacji, która zachodzi pomiędzy wypowiadanymi słowami a skutkami, jakie słowa te mogą wywołać. Widać to np. na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter), ale też w codziennych realiach naszej egzystencji. Plotka, oszczerstwo, pomówienie, łatwość oceniania – to przecież stali bywalcy naszych domów, „współbiesiadnicy” spotkań towarzyskich, „wypełniacze” czasu! Opary szemrania szczelnie wypełniają pomieszczenia w urzędach, miejscach pracy i szkołach. Narzekamy na wszystko: rząd, politykę, lekarzy, Kościół, policję, niedobrego męża, ciekawską teściową, złośliwego sąsiada, szefa w pracy, pogodę i drogie leki w aptece. Ulubionym tematem rozmów jest smaganie słowem innych ludzi, pokazywanie ich wad i niedoskonałości. Stąd już tylko krok do popadnięcia w podejrzliwość, nihilizm, gorycz, które zabierają radość życia i wypalają relacje. Skutek? Pojawiają się „węże o jadzie palącym” – jak podczas wędrówki Izraelitów przez pustynię, narzekających na swój los: „Lecz lud zaczął szemrać przeciw Panu, narzekając, że jest mu źle. Gdy to usłyszał Pan, zapłonął gniewem” (Lb 11, 1). Szemrali faryzeusze (Łk 5, 30), robotnicy w winnicy (Mt 20, 10-12). „Żydzi szemrali przeciwko Niemu – pisze św. Jan – dlatego że powiedział: «Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił». I mówili: «Czyż to nie jest Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może on teraz mówić: ‘Z nieba zstąpiłem’». Jezus rzekł im w odpowiedzi: «Nie szemrajcie między sobą!»” (J 6, 41-43). Szemranie to i nasz chleb powszedni. Niestety.

Sądy i przesądy. Ktoś porównał grzech języka do „pracy”, jaką w szafie wykonują mole. Ot, niezauważone zagnieździły się pomiędzy starannie złożonymi ubraniami. Były ciche, bezszelestnie pracowały w mroku. Gdy je spostrzegła gospodyni, było już za późno: tkaniny zamieniły się w strzępy. I nic już nie dało się zrobić, aby naprawić ubranie…

Obraz nasuwa podobieństwo do zniszczenia, które czasem dokonuje się w delikatnej ludzkiej tkance życia. Niekiedy i tam dochodzi do utajonego, niszczącego procesu rozrywania wzoru, łączeń, jedności, więzi. W mroku, w zatrutej jadem złowrogiej ciszy, świecie misternej intrygi szczelnie oddzielonej od świata pozorami porządku i zwyczajności, przykrytej fałszywym uśmiechem, trwa proces destrukcji. Ludzie szepczący ciche, śliskie i niszczące słowa – niczym mole – dokonują destrukcji. Wypowiadają w ciemności ćwierćsłowa i półprawdy, które przeciskając się przez szczeliny ludzkiej nieświadomości, jak zatrute powietrze nagle zaczynają dusić i niepomnych niebezpieczeństwa zatruwać jadem nienawiści. Szemrzą przeciwko Bogu i ludziom. Zdarzają się przymilni, pozornie troskliwi, obłudnie zatroskani. Bywają złośliwi, którzy w pełni zdają sobie sprawę ze zniszczenia, jakiego dokonują. Ci są najbardziej niebezpieczni.

Słodka trucizna. Sporo w ostatnim czasie o rzeczonym problemie mówił papież Franciszek. „Przyzwyczailiśmy się do obgadywania i do plotek. Jakże często jednak nasze wspólnoty i rodziny stają się prawdziwym piekłem, w którym dokonuje się tej zbrodni zabijania brata i siostry językiem!” – tłumaczył podczas jednego ze spotkań z wiernymi. Plotkowanie wydaje się „smaczne” – jak cukierki miodowe. „Bierzesz, jeden, drugi, kolejny, i jeszcze jeden, i na końcu boli cię brzuch. Dlaczego? Tak właśnie jest z plotkowaniem. Jest słodkie na początku, a w końcu niszczy twoją duszę! Plotkowanie jest w Kościele bardzo destruktywne. Po trosze to duch Kaina: zabić brata językiem” – dodał innym razem.

Św. siostra Faustyna pisała w Dzienniczku: „Pragnę, aby język mój nieustannie wysławiał Boga. Wielkie są błędy języka. Dusza nie dojdzie do świętości, jeżeli nie będzie uważać na swój język”. Mocne słowa. I trzeba wziąć je sobie głęboko do serca.

Dwa spojrzenia

Na świat można patrzeć na dwa sposoby. Widząc wyłącznie to, co złe i gorszące lub dostrzegając, afirmując to, co dobre i piękne. Na pierwszy sposób interpretacji rzeczywistości decyduje się wielu pisarzy i reżyserów. Krzykliwe zło lepiej się sprzedaje. Czy słysząc, że kolejny film Patryka Vegi, czy Wojciecha Smarzowskiego jest „świetny” i „trafnie diagnozuje” trzeba się na to zgodzić? Czy trzeba uznać, że to seanse obowiązkowe? Wprost przeciwnie.

Jestem fanką kina, choć nie oglądam filmów Patryka Vegi, czy Wojciecha Smarzowskiego. Mają one tak wielkie kampanie medialne i tak szeroko są komentowane oraz omawiane, że nawet z obowiązku bycia na bieżąco człowieka zainteresowanego kulturą nie czuję najmniejszej potrzeby. Nawet, jeśli nie chcę wiedzieć, o czym jest któryś z filmów tych panów, to i tak z pewnością dotrze do mnie ich soczysta treść pełna przemocy, zła, rozwiązłości, wulgarności i koncentrowania się na patologicznych jednostkach. Reżyserzy żyjący w przekonaniu, że tworzą kulturę, tłumaczą przesłanie swoich filmów. Przekonują, że chcą zwracać uwagę na zachowania godne potępienia w różnych grupach zawodowych, czy społecznych. Zachęcać widzów do przeciwstawiania się takim postawom policjantów, lekarzy, ratowników medycznych, czy w końcu, a może przede wszystkim księży. Zabrakło mi tu jeszcze nauczycieli i strażaków.

Nie tędy droga

Dlaczego ci panowie się mylą? Codzienne doświadczenie pokazuje, że złe wiadomości o drugim człowieku rozchodzą się lotem błyskawicy, nawet jeśli nie są prawdziwe, powoli, czasem wręcz niedostrzegalnie podkopują wiarę w to, że ta kobieta, czy mężczyzna jest moim bliźnim, a poza słabościami ma też dobre strony. Złe wiadomości i obrazy mają dużą siłę rażenia i ogromną trwałość. Kapłan raz niesłusznie oskarżony o pedofilię już zawsze będzie budził podejrzenia. Po obejrzeniu jednego z filmów Vegi ktoś może do końca życia mieć uraz do ratowników medycznych, lekarzy lub pielęgniarek. Natomiast widz Smarzowskiego może żyć w przekonaniu, że każdy policjant czeka na łapówkę, pije na służbie i na pewno nie jest wierny żonie (o ile ją ma). Filmów, które skupiają się na słabościach księży było dużo więcej (nie tylko w reżyserii pana Wojciecha) i jestem przekonana, że wyrządziły one dużo krzywdy zarówno wiernym, jak i kapłanom. Żeby było jasne, każdy z przedstawicieli duchowieństwa jest zobowiązany do rozwiązywania problemów (nie zamiatania ich pod dywan), pokutowania za grzechy i przepraszania za słabości, a nade wszystko ponoszenia odpowiedzialności karnej za czyny karalne i udowodnione. Myślę, że co do tego nie ma wątpliwości. Jednak nagłaśnianie kapłańskich, policyjnych, lekarskich, czy nauczycielskich słabości to nie jest dobra droga do walki ze złem. To jest powiększanie i reklamowanie tego zła, choć będąc na studiach miałam na ten temat całkiem inne zdanie. Teraz widzę i wiem, jak takie metody, czy to w książkach, czy filmach, czy tylko w tygodnikach lub codziennych wiadomościach, bardzo krzywdzą dobrych lekarzy, policjantów, księży, czy ratowników medycznych. Nie tylko tworzą jednostronny, fałszywy i kłamliwy obraz świata. Są też ciosem w samo serce dla każdego, kto w służbę ludziom wkłada całe swoje siły i możliwości, pracuje po godzinach, jest cierpliwy dla roszczeniowych pacjentów, czy penitentów. Dlaczego o nich nikt nie zrobi filmu?

Kościół to ja i ty

Wielu widzów narzeka, że w telewizji, czy kinie ciągle tylko negatywne przekazy, tragedie, skandale. Jak widać hipokryzja dotyczy nie tylko grup zaufania społecznego, ale każdego człowieka. Przecież to ci sami ludzie sięgają po takie, a nie inne wiadomości. Serwisy internetowe skrupulatnie notują, na które wiadomości czytelnicy najczęściej klikają. Gdyby mało widzów chodziło na filmy Vegi, Smarzowskiego, czy innego reżysera obrażającego różne grupy zawodowe, ci reżyserzy przestaliby w końcu kręcić takie filmy. Wystarczy posłuchać rozmów w domach tzw. przeciętnych Polaków. Częściej słyszy się rozmowy o tym, jak proboszcz odmówił sakramentu, zawołał konkretną sumę za Mszę ślubną, nudził na kazaniu, znowu rozmawiał z jakąś młodą panną, czy o tym, jakie to dzisiaj mądra homilia była, jak skrupulatnie ksiądz się rozliczył z tacy, jak szybko dokończył budowę salki parafialnej, czy jaki serdeczny był podczas pielgrzymkowej drogi? Myślę, że każdy na to pytanie odpowie sobie sam. Warto tylko uświadomić sobie, że takich rozmów słuchają dzieci i słucha też młodzież. Słuchając jednocześnie zaczyna, nawet podświadomie, szukać wad swojego księdza, skupiać się na jego słabościach i czekać na potknięcia. Całkiem niedawno w pełni uświadomiłam sobie, że Kościół to nie duchowieństwo, a ja jestem po przeciwnej stronie. Kościół to ja i ty, a razem z nami księża. Także ja jestem odpowiedzialna za zachowanie (dobre, czy złe) kapłana. Bo może mam do niego roszczeniowe podejście, a on właśnie jest chory; a może za mało się za niego modlę, dlatego brak mu sił do walki ze słabościami; a może czuje na plecach ludzki, śledzący wzrok i słyszy mało życzliwe szepty. Może trzeba poszukać przyczyn pewnych grzechów także u siebie, w końcu dzięki Chrystusowi jesteśmy jednością.

Dobre newsy i metafora

Właśnie w domowym zaciszu zaczyna się walka z negatywnym spojrzeniem na świat. Od najmłodszych lat dzieci uczą się krytykowania i piętnowania słabości lub dostrzegania dobra i dzielenia się radością z pięknych chwil i przedsięwzięć. Można też świadomie, wbrew większości, wybierać dobre książki i filmy, które nikogo nie obrażają (nawet jeśli słusznie zwracają uwagę na jakiś problem). Nawet z obowiązku, czy żeby być na bieżąco naprawdę nie warto sięgać po obrazy pokroju większości „dzieł” Vegi, czy Smarzowskiego (choć nie są oni jedyni w tej kwestii). Można ponadto przyłączyć się do akcji „Dobre newsy” w chrześcijańskim serwisie internetowym deon.pl, której sens tak wyjaśniają sami twórcy: „W ostatnim czasie pojawiło się sporo złych wiadomości o katolikach i Kościele. Media tak mają, że skupiają się na złu i sensacji. Chcemy jednak dawać prawdziwy obraz, pokazać dobro, które płynie z Kościoła. Czy znasz jakieś dobre historie? Znasz fajnego księdza lub robicie coś fajnego przy parafii lub ze wspólnotą? A może przeżyłeś coś takiego, co zmieniło twoje życie? Napisz do nas! Pomóż pokazać dobro w Kościele”. Gdyby jednak nie wystarczyło w rozmowie z miłośnikiem wyżej wspomnianego rodzaju filmów przytoczyć jakąś pozytywną historię, czy opowiedzieć o bohaterze bez skazy, pozostaje jeszcze metafora. Wyobraź sobie, że kapłan dający wiernemu Ciało Chrystusa, jest jak piekarz. Karmi chlebem. Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, czy piekarz, który podaje chleb, jest uczciwy? Czy zastanawiałeś się, czy ten piekarz zdradza żonę, pali, pije, czy defrauduje pieniądze? Nie! Otóż to! Kapłan ma rozdawać Ciało Jezusa, a to, czy robi to „czystymi” rękami jest sprawą między nim a Bogiem. Pismo Święte jasno podaje sposób na radzenie sobie ze słabościami bliźniego. Oczywiście poza modlitwą, jest to upomnienie w cztery oczy; zwrócenie uwagi na problem z drugim chrześcijaninem, a ostatecznie doniesienie Kościołowi (biskupowi, papieżowi), czy innym władzom w przypadku innych grup zaufania społecznego. Ale oczywiście łatwiej jest oskarżać za plecami, krytykować i potępiać w towarzystwie, czy donosić prasie i pisać scenariusze filmowe.

Anika Nawrocka

Święci i błogosławieni w tygodniu

 
1 października - św. Teresa od Dzieciątka Jezus, dziewica i doktor Kościoła
1 października - św. Remigiusz, biskup
1 października - św. Roman Hymnograf, diakon
2 października - świętych Aniołów Stróżów
3 października - św. Franciszek Borgiasz, prezbiter
3 października - św. Chrodegang, biskup
3 października - bł. Kolumban Józef Marmion, prezbiter
4 października - św. Franciszek z Asyżu
5 października - św. Faustyna Kowalska, dziewica
5 października - bł. Rajmund z Kapui, prezbiter
5 października - bł. Albert Marvelli
5 października - bł. Franciszek Ksawery Seelos, prezbiter
5 października - bł. Bartolo Longo
   
   
6 października - św. Brunon Kartuz, opat
6 października - bł. Jakub Alojzy de San Vitores, prezbiter i męczennik
6 października - św. Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa, dziewica
6 października - bł. Innocenty z Berzo, prezbiter
7 października - Najświętsza Maryja Panna Różańcowa
7 października - św. Justyna z Padwy, dziewica i męczennica

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.