WZGÓRZA

 

W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

 

       41/679                   -             7 października 2018 R.B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

2

 

7 października 2018 r.

 

Niedziela

 

Niedziela XXVII tygodnia okresu zwykłego

 

3

 

Nie jest dobrze ze światem, w którym wszystko jest na chwilę, na niby, na próbę, dopóki nam się nie znudzi. Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; powiedział Bóg i dał Adamowi pomoc w osobie Ewy.

Ewa to odpowiedź na samotność mężczyzny, to matka jego dzieci. Razem budują nowy, wspólny świat. Człowiek przestaje być samotny dopiero wtedy, gdy odnajduje w sobie wiarę w niezawodną Obecność.

W małżeństwie jest ona zobowiązaniem nie na chwilę, nie na niby, nie na próbę, ale na zawsze, nawet wtedy, gdy się znudzi.

 

7

 

 

W dzisiejszym numerze:

- Świętej pamięci.
- Bóg złączył.
- Radości małżeństwa?
- Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda…
- Świadek miłosierdzia
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

5

 

Świętej pamięci.

 

Zatwardziałość serca to choroba polegająca na tym, że serce ma sklerozę – zapomniało o czymś, co było kiedyś w człowieku pierwotne, piękne i pierwsze. Właśnie taką diagnozę stawia dziś Jezus swoim słuchaczom. Zapomnieli, że dla Boga jedność mężczyzny i kobiety jest kontynuacją cudu stworzenia, „na nasz obraz i nasze podobieństwo”. Zapomnieli, że jedność i wynikająca z niej płodność stały się pierwszym przykazaniem Boga dla kobiety i mężczyzny. Zapomnieli, że przez grzech pierworodny zaczęliśmy kombinować, jak ten pierwotny pomysł Boga na ludzkie szczęście obejść po swojemu.

Dzisiejsze Słowo przychodzi na ratunek naszej pamięci i przypomina, dlaczego nienaruszalna jedność małżeństwa jest tak ważna. Dlaczego tak radykalnie broni jej sam Jezus. I dlaczego w końcu nie pozwala na uświęcony tradycją i prawem Starego Testamentu rozwód.

Lecząc sklerozę, wracamy do źródeł. Wszak jedność małżonków zakorzeniona jest w jedności Trójcy. To właśnie w tej jedności odbija się chyba najmocniej „obraz i podobieństwo” Boga Stwórcy. To para „mężczyzny i kobiety” – jak pisze papież Franciszek w Amoris laetitia – wyjaśnia nam odwiecznie „obraz Boga”, który jest jednością Osób. Podważając i wątpiąc w tę jedność, naruszamy Jego tożsamość obecną w każdym z nas od chwili stworzenia. Każde małżeństwo jest szalenie ważne dla Boga.

Wiemy jednak, że w życiu nie jest tak idealnie i kolorowo. Nie musimy daleko szukać, by wiedzieć, jak kruchą rzeczą jest jedność małżeńska. Jednak grzech nasz lub znanych nam małżonków nie może odebrać nam pamięci i kazać mówić: „Nic się nie stało, zapomnijmy o tym, było, minęło”. Lekarstwem na taką sklerozę jest świadomość, że jedność małżonków nie ustaje, nawet gdy nie udaje się żyć razem. Bóg także odmawia sobie samemu prawa do rozwodu. On mnie poślubił i nigdy nie wyrzeknie się tej miłości. Bez względu na wszystko. Jego wierność to moje bezpieczeństwo, nawet w obliczu mojej niewierności. On będzie wierny do śmierci, a co ważniejsze… nawet po niej.

 

Jacek Szymczak OP

 

 

8

 

Bóg złączył.

 

Jedna z najboleśniejszych ran współczesnego człowieka to niezwykle częste rozdarcie serc, które Bóg złączył. Rana rozwodów. Krwawiąca, paraliżująca ruchy jednej i drugiej strony, a przede wszystkim raniąca serca dzieci. W spotkaniu serc męża i żony Bóg uczynił gniazdo bezpieczeństwa dla ich dzieci. One tu się poczynają, tu wzrastają, tu wychowują, aż do pełnej samodzielności.

Dwa serca połączone miłością są w stanie zbudować dla siebie i swoich dzieci dom szczęścia. Wszystko inne jest jeno dodatkiem. Najważniejsze jest, by odpowiedzialne skrzydła miłości objęły serca tworzące dom. Jeśli się to stanie, jest w nim przytulnie, bezpiecznie, dobrze, bo ich pieśnią jest harmonia kochających serc. Tak zaprogramował człowieka Bóg.

Niedojrzałość ludzka przejawia się między innymi w braku odpowiedzialności za decyzję budowy domu szczęścia. Słabe poznanie partnera i nieumiejętność życia prawdziwą miłością prowadzi do dramatu. Zamiast domu szczęścia powstaje sala wzajemnego torturowania. Finał jest znany. Zmęczeni, uciekają od siebie z głębokim poczuciem klęski.

Zdumiewa fakt, że ludzie niedojrzali ciągle mają do Boga pretensje o to, że decyzja zawarcia małżeństwa wiąże ludzi w sposób nieodwracalny aż do śmierci. Ciągle też szukają jakichś sposobów, by usprawiedliwić rozpad małżeństwa i możliwość zmiany partnera. Tak było w Starym Testamencie. Mojżesz zgodził się na takie żądanie ludzi i w trudnych wypadkach pozwolił stosować list rozwodowy. Chrystus znosi to Mojżeszowe złagodzenie. Wzywa do uszanowania decyzji Boga. I mimo tak jasnego postawienia sprawy przez Zbawiciela, wśród chrześcijan coraz częściej pojawiają się żądania, by je zlekceważyć i usprawiedliwić rozpad małżeństwa. Ludzie, którzy popełnili błąd niewłaściwego doboru partnera, chcą udowodnić, że są mądrzejsi od Boga i lepiej znają drogę do szczęścia, niż On. Jezus jednak dobrze wie, że ze zranionego serca nie da się budować nowego, szczęśliwego domu. „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!” /Mk 10, 9/.

Z punktu widzenia religijnego warto wśród wielu przyczyn wzrastającej liczby rozpadających się małżeństw dostrzec dwie. Pierwsza to brak odpowiedniego przygotowania do małżeństwa. Niewielu młodych ludzi dorasta do podjęcia obowiązków dobrej matki i odpowiedzialnego ojca. Ich niedojrzała decyzja zyskuje wymiar prawny, a w Kościele sakramentalny, i przez to jej konsekwencje są już całożyciowe. Zbyt późno odkrywają swą pomyłkę, a jej naprawa przerasta ich możliwości. Skoro bowiem nie byli odpowiednio przygotowani do budowy domu szczęścia, tym bardziej nie są przygotowani do jego ratowania, gdy się rozpada. Nie należy się też dziwić, że w chwili próby nie umieją sprostać zadaniu i ratują się ucieczką. Ucieczka ta jednak jest ich klęską. Trzeba odkryć ten mechanizm, ponieważ skuteczna praca nad zahamowaniem wzrostu ilości rozwodów wiedzie przez udoskonalenie wychowania młodych, w rodzinie i Kościele, do pełni odpowiedzialności za budowę rodzinnego domu.

Druga przyczyna jest jeszcze poważniejsza. Nowożeńcy stając przy ołtarzu dają Bogu słowo, że nie opuszczą współmałżonka aż do śmierci. Gdyby potraktowali Boga jako konkretną osobę i wiedzieli Komu dają słowo, to oddaliby życie, ale danego Mu słowa by nie złamali. Niesłowność wobec Boga jest zawsze brakiem szacunku dla Niego. Niesłowny człowiek nie traktuje na serio ani współmałżonka, ani Kościoła, ani Boga. Dotykamy tu słabości wiary. Wierność miłości małżeńskiej można budować w sposób pewny jedynie w oparciu o Boga. „Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!”. Kto wie, kim jest Bóg, nie będzie Go poprawiał, lecz uczyni wszystko, by współpracować z Nim w łączeniu serc i budowie domu szczęścia.

Ks. Edward Staniek

 

 

9

 

Radości małżeństwa?

 

Radości małżeństwa?

Rzeczy wielkie i trywialne.

Twoja dłoń ściskająca moją w chwilach troski,

w chwilach radości. Brzęk twojego klucza w zamku.

Twój cichy oddech w ciemności.

Zapach kremu do golenia.

I rzeczy - znaki twej obecności.

Twoja książka leżąca otwarta na stoliku przy łóżku.

Twoja archaiczna kurtka ogrodowa

wisząca za drzwiami do kuchni.

Widok twojej sylwetki, cienia między cieniami,

gdy krzątasz się w ogrodzie w pogoni

za ostatnimi promykami dnia.

Pam Brown

 

 

10

 

Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda…

 

Czy potrafimy dostrzec cuda, które się dokonują w naszym życiu? Cuda??? Jakie znowu cuda..? Od wielu lat modlę się o coś i nic się nie zmienia… Co niby cudownego ma się wydarzać w moim życiu – wciąż to samo – samotność, kiepska praca, kłopoty…

Czasami mamy wrażenie, że istotnie w naszym życiu nie dzieją się żadne cuda. A już na pewno nie takie, o których można przeczytać w Piśmie świętym. Bywamy mistrzami dostrzegania tego co złe, przykre i trudne. Problem polega jednak na tym, że o ile bardzo łatwo mieć pesymistyczne spojrzenie na świat (w zasadzie wystarczy obejrzeć jakiś program informacyjny – większość wiadomości to te o jakichś wypadkach, napadach czy nierozwiązywalnych problemach), o tyle patrzenie z nadzieją i radością nie jest wcale takie łatwe.

Kiedyś miałam zwyczaj żeby przed snem przypomnieć sobie wszystkie dobre chwile w ciągu dnia. Na początku nie było to łatwe. Bywały dni, kiedy jedyną dobrą chwilą wydawała mi się chwila, w której mogłam się położyć spać. Ale potem – w miarę upływu czasu – tych „dobrych chwil” było coraz więcej i więcej. Jak to możliwe? Czy moje życie się nagle zaczęło zmieniać? W zasadzie nie. Zmieniło się jedynie moje spojrzenie.

Kiedy byłam nastawiona na szukanie dobrych rzeczy, zaczęłam dostrzegać ich coraz więcej. Okazało się wtedy, że nawet w dniach, które wydawały się wyjątkowo nieudane, można znaleźć wiele dobrego i w ten sposób zamiast poczucia „ale to był paskudny dzień” miałam wrażenie, że dzień był wprawdzie trudny, ale jednocześnie bardzo wartościowy. Jak ja mogłam wcześniej tego nie zauważać? - zastanawiałam się.

I tak samo jest właśnie z cudami, które czyni w naszym życiu Bóg. Czasami, żeby je dostrzec musimy ich poszukać. To, co czyni Pan Bóg rzadko kiedy jest bowiem tak spektakularne jak wskrzeszenie umarłego czy zamiana wody w wino. Często Boże działanie jest dużo bardziej subtelne i delikatne. Trzeba włożyć trochę wysiłku, by dostrzec to, jak prowadzi nas Bóg.

Pielęgnowanie w sobie uczucia wdzięczności – w szczególności zamiast poczucia krzywdy, zazdrości i frustracji – pozwala nam nie tylko żyć spokojniej (co już jest wielką zaletą), ale lepiej widzieć znaki, które w naszym życiu czyni Bóg.

Głupio byłoby dopiero na Sądzie Ostatecznym przekonać się, że Pan Bóg tyle razy nas wołał, tyle cudów uczynił w naszym życiu, a myśmy to wszystko przegapili i zignorowali.

                                   Agnieszka Ruzikowska

 

 

11

 

Świadek miłosierdzia

 

Jarek Sadowski mówi, że nigdy nie był jakoś szczególnie pobożny. Pamięta, że z babcią i dziadkiem chodził do kościoła. Wierzył, że Pan Bóg jest, ale nie spotkał Go w życiu osobiście.

Moi dziadkowie − zarówno ze strony mamy, jak i taty − byli Polakami, ale kiedy po II wojnie światowej zmieniły się granice, zostali w swojej wiosce w obwodzie żytomierskim. Rodzice urodzili się już na Ukrainie, podobnie jak ja. W domu po polsku już się nie mówiło. Babcia tylko nauczyła mnie w ojczystym języku kilku modlitw i zabierała do kościoła. Potem rodzice przeprowadzili się w inne miejsce i kontakt zarówno z językiem polskim, jak i kościołem urwał się – opowiada Jarek.

Jako dziecko polskiego pochodzenia był dwukrotnie w Polsce na koloniach. – Wracałem na Ukrainę zauroczony Polską i rosło we mnie marzenie, by tu mieszkać. Dlatego, gdy przyszedł czas wyboru studiów, przygotowywałem się do egzaminów, by dostać stypendium i podjąć studia w Polsce. Uczyłem się polskiego, poznawałem historię, literaturę. Szczęśliwie przeszedłem przez dwa etapy egzaminu, ale podczas końcowej rozmowy kwalifikacyjnej dowiedziałem się, że zostało tylko kilka wolnych miejsc i ja się nie załapuję. Szkoda mi było, ale nie miałem wyjścia. Skończyłem studia politechniczne na Ukrainie – mówi Jarek.

Za dziewczyną przez granicę

Po studiach poznał swoją przyszłą żonę, która też była Polką z pochodzenia. Jej udało się dostać do szkoły w Chełmie. To wtedy Jarek za dziewczyną przyjechał do Polski, znalazł tu pracę, ożenił się i wszystko wydawało się być na najlepszej drodze do szczęścia.

− Będąc już w Polsce, często z żoną chodziliśmy do kościoła. Przyznaję, że wtedy to żona ciągnęła mnie do Pana Boga, ale ja nie przeżywałem Jego obecności w swoim życiu. Po prostu wierzyłem, że jest, ale gdzieś daleko. W Polsce usłyszeliśmy o wspólnocie dla małżeństw − Domowym Kościele. Początkowo byłem sceptyczny, by do niej dołączyć, ale postanowiliśmy spróbować. To tutaj poznałem wspaniałych ludzi i pierwszy raz doświadczyłem Bożego miłosierdzia i Kościoła jako wspólnoty. Nauczyłem się odkrywać obecność Jezusa w codziennym życiu. Kolejne doświadczenie Bożego miłosierdzia przyszło, kiedy urodziło się nam dziecko. To był piękny czas i wszystko miało być dobrze, ale zaczął się kryzys małżeński. Nasze małżeństwo rozsypało się. Żona zostawiła mnie, zabierając ze sobą syna, i wyjechała na Ukrainę. Cały świat mi się zawalił. Życie, które tak starannie budowałem, runęło jak domek z kart. Miałem wrażenie, że wszystko się skończyło, że nic już nigdy nie będzie miało sensu – daje świadectwo Jarek.

Podniesiony z ziemi

W tej dramatycznej sytuacji przyszło kolejne doświadczenie Bożego miłosierdzia. – Nie wiedząc, co robić, zwróciłem się do Pana Boga. Mówiłem: „Jeżeli jesteś, to od tej pory całe moje życie całkowicie oddaję i zawierzam Tobie”. Do tej pory robiłem wszystko tak, jak mi się wydawało, że będzie dobrze i po swojemu, a teraz niech będzie tak, jak chce Bóg – mówi Jarek.

Ta decyzja zaczęła zmieniać jego życie. − To prawda, że kiedy zapraszamy Boga do naszego życia i stawiamy Go na pierwszym miejscu, wszystko zaczyna się ustawiać na miejscu właściwym. Na mojej drodze pojawili się wspaniali ludzie z Domowego Kościoła, którzy mnie wysłuchali i pomogli przetrwać. Trafiłem do lubelskiej wspólnoty trudnych małżeństw „Sychar”, której charyzmatem jest dążenie jej członków do uzdrowienia sakramentalnego małżeństwa, które przeżywa kryzys. Współpracując z Jezusem, w każdej sytuacji, nawet po ludzku patrząc beznadziejnej, możliwe jest odrodzenie małżeństwa. To dało mi nadzieję i pozwoliło zaakceptować i przyjąć krzyż w swoim życiu. Trwając na modlitwie pod krzyżem, spotkałem Maryję, której dałem się poprowadzić. Zacząłem odmawiać Nowennę Pompejańską i przeżyłem kolejny raz ogrom Bożego miłosierdzia. W tym chaosie, w ruinach, oddając wszystko Bogu, poczułem, jak spływają do mojego serca spokój i radość. Miałem pewność: Pan Bóg Jest! On istnieje! Spotkałem Go w swoim życiu! I nie jest daleko, a tuż obok. I był cały czas! – opowiada.

Wiara daje nadzieję

Okazało się, że będąc z Panem Bogiem, da się przejść przez dowolne trudności w życiu. – Od dwóch lat nie mogę widywać się z synem, żona nie chce porozumienia i przebywa na Ukrainie, ale ja wierzę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Prawda o mocy sakramentu oznacza, że nawet jeśli małżonkowie nie potrafią ze sobą być i odchodzą w stan separacji, czyli oddzielnego mieszkania, to ich małżeństwo – sakramentalne przymierze − trwa nadal. Wierzę w to, co mówi Kościół, że sakrament małżeństwa jest darem Boga, który daje małżonkom siłę odtwarzania wspólnoty małżeńskiej właściwie w każdej sytuacji. Ta wiara, która jest łaską miłosiernego Boga dla mnie, pozwala mi normalnie żyć i nieustannie podejmować działania, by odbudować nasze relacje małżeńskie. Nie stawiam na siebie i swoje pomysły, ufam miłosierdziu Bożemu – podsumowuje Jarek.

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

7 października - Najświętsza Maryja Panna Różańcowa
7 października - św. Justyna z Padwy, dziewica i męczennica
8 października - św. Pelagia, męczennica
9 października - bł. Wincenty Kadłubek, biskup
9 października - święci męczennicy Dionizy, biskup, i Towarzysze
9 października - św. Jan Leonardi, prezbiter
9 października - św. Ludwik Bertrand, prezbiter
9 października - święci Cyryl Bertram i Towarzysze, męczennicy
9 października - Abraham, patriarcha
10 października - bł. Maria Angela Truszkowska, dziewica
10 października - święci męczennicy Daniel i Towarzysze
10 października - św. Jan z Bridlington, prezbiter
10 października - św. Tomasz z Villanova, biskup
10 października - św. Paulin z Yorku, biskup
11 października - św. Aleksander Sauli, biskup
11 października - św. Jan XXIII, papież
11 października - św. Bruno I Wielki z Kolonii, biskup
12 października - bł. Jan Beyzym, prezbiter
12 października - św. Serafin z Montegranaro, zakonnik
12 października - św. Edwin, król
   
13 października - bł. Honorat Koźmiński, prezbiter
13 października - bł. Aleksandra Maria da Costa, dziewica
13 października - św. Teofil z Antiochii, biskup
14 października - św. Kalikst I, papież i męczennik
14 października - św. Małgorzata Maria Alacoque, dziewica
14 października - bł. Radzim Gaudenty, biskup

14 października - św. Jan Ogilvie, prezbiter i męczennik

 

 

 

   

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

SSS