Wzgórza w blasku miłosierdzia

 

         10/649                   -                11 marca 2018 R.B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

6

 

11 marca 2018 r.

 

III Niedziela

 

Wielkiego Postu

 

Wielki Post nie jest bynajmniej czasem smutku. Jest to przede wszystkim czas powrotu do tego, co pierwsze i najważniejsze w naszym życiu: do miłości Boga.

Wszystkie wielkopostne praktyki pokutne o tyle mają sens, o ile służą otwarciu serca na przyjęcie darmowej miłości Boga, objawionej w Jezusie Chrystusie, bez której nie jesteśmy w stanie zrobić niczego dobrego. Mają nam one pomóc przyjąć miłość Boga i rozpoznać w sobie Jego dzieci.

Ten, kto uwierzył miłości Boga, sam staje się jej znakiem dla innych przez wszystko, co robi i mówi.

 

4

 

W dzisiejszym numerze:

- IV Niedziela Wielkiego Postu

- Błogosławiony dzień

- Misja Syna Bożego

- Odważny uczeń Chrystusa

- Rekolekcje. Czym są? Po co nam one?

- Polski biskup w sercu Afryki

- Woda i czerpak

- Chrześcijanin bez ersatzów

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

9

 

IV Niedziela Wielkiego Postu

 

Z dzisiejszą niedzielą rozpoczyna się druga połowa Wielkiego Postu. Połowa trudu i umartwienia wielkopostnego minęła, szybko zbliża się Wielkanoc z obfitością łask płynących z Chrztu i Eucharystii. Dlatego teksty dzisiejszej Mszy świętej tchną radością. Kościół święty, nowa Jerozolima, cieszy się obfitością dóbr nadprzyrodzonych, którymi obdarza swe dzieci.

W średniowieczu nazwano dzisiejszą niedzielę niedzielą róż, ponieważ w tym dniu obdarowywano się pierwszymi kwiatami róży. Ojciec święty poświęcał w tę niedzielę złotą różę, którą ofiarowywał osobie zasłużonej dla Kościoła. Takie róże papieskie są także w Polsce. Pierwszą złotą różę papież ofiarował Polsce na pamiątkę śmierci Władysława Warneńczyka. Sanktuarium na Jasnej Górze otrzymało dwie złote róże. Pierwszą od Pawła VI, któremu jednak władze PRL nie pozwoliły przyjechać do Polski, więc przywiózł ją dopiero Benedykt XVI. Podczas pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 r. Jan Paweł II ofiarował Matce Boskiej Częstochowskiej własną złotą różę, a w 1987 r. na krakowskich Błoniach wręczył różę dla sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej. W 2006 roku Papież Benedykt XVI uhonorował różą Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau — ta jedyna papieska róża na świecie jest koloru czarnego.

 

10

 

Błogosławiony dzień

 

Czytając przykazania podane na Synaju a zapisane w Księdze Wyjścia zastanawia fakt, iż tylko trzy z nich zostały zaopatrzone przez samego Boga w komentarz. Najobszerniejszy zaś dotyczy zachowania szabatu. Niejednemu człowiekowi wierzącemu wydaje się, że wszystkie inne są ważniejsze niż to.

Oto pełny zapis przykazania trzeciego: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić. Sześć dni będziesz pracować i wykonywać wszelkie zajęcia. Dzień zaś siódm<MI>y <D>jest szabatem ku czci twego Boga, Pana. Nie możesz przeto w tym dniu wykonywać żadnej pracy ani ty sam, ani syn twój, ani twoja córka, ani twój niewolnik, ani twoja niewolnica, ani twoje bydło, ani cudzoziemiec, który mieszka pośród twych bram. Bo w sześciu dniach uczynił Pan niebo, ziemię, morze oraz wszystko, co jest na nich, w siódmym zaś dniu odpoczął. Dlatego pobłogosławił Pan dzień szabatu i uznał go za święty” /Wj 20, 8-11/.

Nakaz jest niezwykle konkretny. Izraelici mają zachować pełny odpoczynek dnia siódmego i mają obowiązek stworzyć w tym dniu świat odpoczynku. Tam, gdzie przebywają, wszystko musi być objęte odpoczynkiem. Przykazanie obejmuje służbę, pracowników, cudzoziemców, a nawet bydło. Chodzi tu o stworzenie atmosfery odpoczywania, której nic nie zakłóca.

Jest rzeczą znamienną, że żadne z przykazań nie przypomina o obowiązku pracy, natomiast jedno z dziesięciu tak szczegółowo gwarantuje potrzebę odpoczywania. Człowieka bowiem nie trzeba zachęcać do pracy. Robota jest jego pokusą. Człowieka trzeba uwrażliwiać na potrzebę odpoczynku. Sam Bóg wiedząc o naszej skłonności do zapracowania się na śmierć, w dekalog wprowadził przykazanie domagające się odpoczynku.

Mojżesz zaznacza, że ten dzień odpoczynku Bóg „pobłogosławił i uznał go za święty”. Jedyny dzień tygodnia pobłogosławiony. Cóż to znaczy? Ten jeden dzień jest przeznaczony na odbiór z rąk Boga łask. Odpoczynek potraktował Bóg nie tylko jako przerwę w pracy, ale i jako przestrzeń potrzebną do spotkania się z Nim samym. Bóg chce się z nami spotkać w odpoczynku.

Z doświadczenia wiadomo, iż wrogiem numer jeden prawdziwej miłości jest pośpiech i zmęczenie. Jeśli kochający się ludzie nie mają dla siebie czasu, są zabiegani i zmęczeni, ich miłość szybko obumiera. Nie pomoże tu dobra wola, musi być czas na spotkanie, to spotkanie staje się odpoczynkiem, a odpoczynek dopełnia się w spotkaniu.

Bóg wiedząc o tym, że nasze szczęście, jest uzależnione od systematycznego spotkania z Nim, zarezerwował jeden dzień w tygodniu dla odpoczynku i dla spotkania z nami. To w tym dniu ubogaca nas swoją łaską na cały tydzień. Innymi słowy, kto nie spotka się z Bogiem w odpoczynku, na pewno nie spotka się z Nim w pracy.

Dzieje Izraela są ściśle uzależnione od zachowania szabatu. Zwraca uwagę na to prorok Jeremiasz: „Dokąd kraj nie wywiąże się ze swych szabatów, będzie leżał odłogiem przez cały czas swego zniszczenia, to jest przez siedemdziesiąt lat” /2 Krn 36, 21/. Zlekceważenie szabatu doprowadziło naród do całkowitej klęski. Jeden dzień tygodnia Bóg zamienił na dziesięć lat kary. Klęska polityczna i gospodarcza miała swe źródło w łamaniu dnia świętego.

Ktokolwiek dokładniej śledzi sposoby walki z religią, ten z łatwością odkryje, iż jednym z istotnych odcinków tego frontu jest niszczenie dnia świętego. Można to osiągnąć dając za pracę w niedzielę wyższe zarobki, lub zmuszając do niej szantażem, ale można również organizować tak intensywne formy odpoczynku, że ludzie w poniedziałek są bardziej zmęczeni niż po tygodniu pracy.

Niedziela w zamyśle Boga ma być dniem odpoczynku, w którym dochodzi do osobistego spotkania człowieka ze Stwórcą. Szczęśliwy każdy, kto odkrył tajemnicę dnia Pańskiego i umie zanurzać swe serce w błogosławieństwie, jakim ten dzień jest wypełniony.

Ks. Edward Staniek

 

5

 

Misja Syna Bożego

 

Słowa, które dziś słyszymy, ogniskują w sobie całą treść Ewangelii: Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Jeśli jesteśmy gotowi przyjąć i uwierzyć w to, co usłyszeliśmy, nie pozostaje nic innego, jak w uwielbieniu adorować tajemnicę zbawienia.

Chciałbym jednak się zatrzymać przy trzech prawdach zawartych w dzisiejszej Ewangelii. Po pierwsze: przy prawdzie o wszechmocy i wolności Boga, które są podstawą Jego miłości. Bóg jest Tym, który stworzył świat, kocha ten świat i chce go zbawić. Jego działaniu nic nie może przeszkodzić – ani diabeł, ani grzech. Czasami jest w nas pokusa dualistycznego myślenia, zgodnie z którym Bóg stworzył świat, ale diabeł pokrzyżował Mu plany i wobec tego Bóg walczy teraz z grzechem. Ale to nieprawda: Boże działanie nie zostało zakłócone: Bóg stwarza, Bóg kocha i Bóg zbawia – zapraszając do jedności z sobą.

Z tą pierwszą prawdą związana jest kolejna: Bóg nie potępia. Potępienie jest odrzuceniem Boga, potępia się ten, kto nie chce Go przyjąć. Dla tego, kto jest w jedności z Synem, nie ma już potępienia. My niestety mamy czasem pokusę, aby kogoś potępić: zerwać wspólnotę z osobą, której postępki nam się nie podobają. Tyle że wtedy jest to zaprzeczenie misji Syna Człowieczego.

W czym zatem obecna jest misja Syna Bożego? Pan Jezus przywołuje obraz miedzianego węża na pustyni. Gdy w konsekwencji grzechu na lud przyszła śmierć, ten, kto spojrzał na miedzianego węża, którego Bóg polecił wykonać Mojżeszowi, odzyskiwał zdrowie. Wąż na pustyni był obrazem Bożego miłosierdzia, a Syn człowieczy jest Bożym miłosierdziem. Skoro Boże miłosierdzie objawiało się w kawałku metalu, to tym bardziej jest obecne w naszych uczynkach miłosierdzia. I tak jak Bóg pomimo naszych słabości udzielił nam swojego życia, tak pragnie, by przez nas Jego miłość przemieniała świat.

Krzysztof Kocjan OP

 

12

 

Odważny uczeń Chrystusa

 

Nikodem obserwował działalność Jezusa, pilnie słuchał tego, co Mistrz z Nazaretu mówił. Był przekonany, że ma do czynienia z prorokiem. Chciał przeprowadzić z Jezusem osobistą rozmowę. Miał do Niego pytania. Wybrał się nocą i Jezus poświęcił Mu czas na spotkanie, na spokojną wymianę zdań. Celem tej rozmowy ze strony Jezusa było wezwanie Nikodema do szukania wartości wyższych niż doczesne. Chodziło o to, by skorzystał z tej niepowtarzalnej szansy spotkania z Synem Boga, który znał drogę do pełnego szczęścia.

Warunkiem zaś skorzystnia z tej szansy była wiara w dwie prawdy. Po pierwsze, należało uwierzyć w Chrystusa wywyższonego na krzyżu. Jezus chcąc pomóc Nikodemowi w zrozumieniu tej tajemnicy, odwołał się do miedzianego węża, jakiego sporządził Mojżesz na pustyni, chcąc ratować ludzi atakowanych przez jadowite węże. Spojrzenie na miedzianego węża, z woli Boga, zachowywało przy życiu Izraelitów.

Nikodem, jako nauczyciel żydowski, znał dobrze relacje o tym wydarzeniu zamieszczonym w Księdze Liczb i w oparciu o nie mógł zrozumieć sens „wywyższenia” Jezusa na krzyżu. Jest faktem, że Nikodem był lepiej przygotowany do przyjęcia śmierci Chrystusa na krzyżu niż Apostołowie. Będąc nauczycielem w Izraelu pierwszy dostrzegł sens zbawczej śmierci Chrystusa i dlatego w Wielki Piątek z niezwykłą odwagą stanął po stronie Skazańca, biorąc udział w Jego pogrzebie.

Druga prawda, którą Jezus przedstawia Nikodemowi jako warunek zbawienia dotyczy miłości Boga. Dostojnik żydowski dobrze zapamięta słowa Mistrza: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. W tym zdaniu Jezus ukazuje sam fundament chrześcijańskiej wiary, którym jest prawda o niepojętej miłości Boga. Ojciec dał Jednorodzonego Syna, Syn z kolei da swoje życie, a wszystko dlatego, że Bóg kocha świat. Nikodem dostrzegł w zbawieniu ofiarowaną przez Boga w Chrystusie Jego Miłość. Na twarzy Jahwe, Sprawiedliwego Sędziego, o którym mówią karty Starego Testamentu, Jezus ukazał uśmiech kochającego Ojca, pełnego miłosierdzia, który nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, aby świat przez Niego został zbawiony.

Nie wiemy, ile przeciwności musiał przeżyć ten nauczyciel ze strony faryzeuszy, którzy stanowili zdecydowaną opozycję wobec koncepcji życia religijnego przekazanej przez Jezusa. Nikodem miał odwagę samodzielnego myślenia. Potrafił się przeciwstawić presji opinii publicznej. Szukał prawdy. Jest to jedna z pięknych postaci Ewangelii. Kochał prawdę i „spełniając jej wymagania, zbliżył się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Odwaga rośnie na umiłowaniu prawdy. Nikodem decydując się na pierwszą rozmowę z Jezusem, wkroczył na drogę wewnętrznej pewności, której mu już nikt nie odebrał. Postępując zgodnie ze swoim sumieniem spotkał się z Jezusem, a umocniony tym spotkaniem dostosował swe postępownie do wymagań Ewangelii.

Ktokolwiek szuka prawdy i ma odwagę samodzielnie myśleć, wcześniej czy później spotka człowieka, który mu pomoże odnaleźć właściwe miejsce w życiu. Rozmowa z nim wypełni go pewnością, której fundamentem jest Bóg — Prawda w czystej postaci. Nikodemowe rozmowy stanowią jeden z zasadniczych wątków historii Kościoła. To w nich szukający ludzie odnajdują pewność swojej drogi życia. W nich również krystalizuje się chrześcijańska odwaga.

Ks. Edward Staniek

 

13

 

Rekolekcje. Czym są? Po co nam one?

 

Rekolekcje są okazją do wyciszenia się oraz zastanowienia nad sobą i swoim życiem przed Bogiem i wraz z Nim. To szansa, by spotkać Jezusa, poznać Go, pokochać;

- doświadczyć miłości Boga i na niej budować swe życie;

- poznać siebie w świetle Słowa Bożego: swoje życiowe zranienia, zagubienia, zakłamania - pokonać to, co odbiera radość życia;

- skonfrontować swoją przeszłość i teraźniejszość z Bogiem oraz pojednać się z Nim, by żyć w wolności;

- odczytać właściwie Boży plan w odniesieniu do swego życia.

Kiedyś jeden z parafian został zapytany, czy byłeś na rekolekcjach? Ten odparł: po co mi rekolekcje? Nikogo nie zabiłem, ni podpaliłem, modlę się, nie grzeszę – więc żyję w porządku wobec Pana Boga. Niech ci, co grzeszą idą na rekolekcje i do spowiedzi, ja tam nie mam z czego się spowiadać.

Zapewne nie tylko ten jeden, ale wielu myśli podobnie. Czy ludziom wierzącym potrzebne są rekolekcje? Na to pytanie daje odpowiedź sam Pan Jezus i to własnym przykładem. No bo kto jak kto, ale On na pewno nie miał żadnego grzechu i tym bardziej nie musiał odprawiać rekolekcji. Tymczasem Ewangelie opisują, że po chrzcie w Jordanie Jezus udał się na pustynię i tam czterdzieści dni przebywał poszcząc i modląc się. Tam też jakby „nabierał mocy” do przeciwstawiania się diabłu, kiedy on zaczął Go kusić. Oczywiście Pan Jezus miał wystarczającą moc, by nie ulec złemu duchowi, a te jego rekolekcje na pustyni mają tylko nam pokazać, że trzeba czasem oderwać się od swoich codziennych zajęć, by na modlitwie, poszcząc i słuchając Słowa Bożego umacniać swoją wiarę. Znajdujemy też w Ewangeliach słowa Pana Jezusa skierowane do Jego uczniów. Apostołowie z zapałem opowiadali o tym, jak głosili Słowo Boże, ilu uzdrowili i ile uczynili dobra. Chrystus wysłuchał ich i powiedział: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”.

Na osobności Jezus wyjaśnił swoim uczniom niektóre zawiłości Jego nauki. Widzimy że i apostołowie potrzebowali rekolekcji i takie rekolekcje głosił im sam Pan Jezus. Czy my lepiej znamy i rozumiemy naukę Chrystusa i Jego apostołowie, że nie potrzebujemy jej już zgłębiać i wyjaśniać? Czy mamy może tak wielką wiarę, że nie potrzebujemy jej umacniać wspólną modlitwą, słuchaniem Słowa Bożego i sakramentami.

No dobrze, mógłby ktoś powiedzieć. Apostołom rekolekcje głosił sam Chrystus. Tymczasem do nas przyjdzie jakiś ksiądz. Chrystusa bym słuchał, bo w niego wierzę, ale w księdza nie muszę. Jeśli twierdzisz, że Chrystusa posłuchasz, to przyjmij do serca te Jego słowa, które skierował do swoich uczniów: „Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał.” Dziś Chrystus przemawia do nas przez wybranych przez siebie ludzi. Jeśli rzeczywiście jesteś gotowy słuchać Chrystusa, to uwierz wyżej przytoczonym Jego słowom. Nie gardź głoszącym Słowo Boże człowiekiem, by się nie okazało, że przez to gardzisz samym Chrystusem. To On podczas rekolekcji będzie przemawiał, to On będzie rozgrzeszał, upominał i dodawał otuchy, to On będzie nawoływał do poprawy życia – tak jak czynił to nad jeziorem Genezaret, w Jerozolimie i w Kafarnaum. To On chce się spotkać podczas rekolekcji ze wszystkimi swoimi uczniami, a że czyni to przez pośrednictwo człowieka-księdza, czy Mu tego nie wolno?

 

2

 

Polski biskup w sercu Afryki

 

O podłożu rebelii w RŚA, misjonarzach, którzy nie uciekają przed wojną, i dialogu, który łagodzi konflikty, opowiada bp Mirosław Gucwa.

Beata Zajączkowska: W Republice Środkowoafrykańskiej pracujesz od 25 lat. Święcenia biskupie to takie zaślubiny z tym krajem. Na dobre i na złe, do końca życia…

Bp Mirosław Gucwa: To prawda, perspektywa się zmienia. W życzeniach, jakie mi składano, usłyszałem: masz jeszcze 21 lat w Afryce. Czyli tyle, ile zostało mi do emerytury. (śmiech) To uświadomiło mi zmianę. Gdy wyjeżdżałem na misje, podpisałem kontrakt na 6 lat, ale potem praktycznie nikt mnie nie pytał, czy przedłużam. Po prostu szło. Ostatnie dramatyczne wojenne wydarzenia nie skłaniały do powrotu. Wprost przeciwnie. Mobilizowały, by zostać i być z ludźmi. Bo my, misjonarze, byliśmy ich nadzieją.

Kardynał Dieudonné Nzapalainga stwierdził, że Twoja nominacja biskupia to podziękowanie papieża za 30-letnią obecność tarnowskich misjonarzy w RŚA. Spotkałeś się z Franciszkiem po nominacji…

Tak. Powiedział mi, że dobrze wie o tym, iż powierza mi bardzo trudny teren. Ojciec Święty doskonale zna realia panujące w naszym kraju. Nie bez przyczyny właśnie w RŚA otworzył pierwszą Bramę Miłosierdzia. Jego pielgrzymka przed 2 laty przyniosła oddech nadziei. Teraz często słychać, że cud pojednania, jaki dokonał się w czasie papieskiej pielgrzymki, został zaprzepaszczony. Może jednak warto zapytać, gdzie byśmy byli, gdyby nie było tej pielgrzymki, czy w ogóle nasz kraj jeszcze by istniał.

Znany jesteś jako niestrudzony człowiek dialogu z muzułmanami. Utworzyłeś w Bouar Międzyreligijną Platformę Pokoju, której działalność pozwoliła uniknąć wielu masakr…

Głęboko wierzę w dialog i wiem, że dopóty mamy przed sobą przyszłość, dopóki będziemy ze sobą rozmawiać. I jeżeli w wielu regionach naszego kraju sytuacja się pogarsza, to m.in. właśnie dlatego, że nie szuka się tam porozumienia i nie egzekwuje wypracowanych postanowień. Nie ma też co ukrywać, że to, co się dzieje u nas, jest wynikiem wpływów z zewnątrz. Rebelia jest sterowana przez inne państwa. Wciąż nie udało się przeprowadzić rozbrojenia. Rozmowy prowadzone przez naszych świętych z Bangi – jak popularnie mówi się o kard. Nzapalainga, miejscowym pastorze i imamie – może nie są spektakularne, ale na pewno owocne. Coraz rzadziej dochodzi do krwawych odwetów. Nie mamy innego środka jak dialog. Ale dialog prowadzi do ugody, podpisania jakiegoś dokumentu, a potem trzeba czuwać nad tym, by te postanowienia były respektowane. Wydaje mi się, że tego brakuje. My, jako ludzie Kościoła, nie prowadzimy z rebeliantami dialogu politycznego, my idziemy z nimi rozmawiać w imieniu ludzi, którzy cierpią, boją się, są masakrowani. Rozmawiamy, by nie atakowali bezbronnej ludności cywilnej, ale dialog polityczny mogący doprowadzić do trwałej zmiany to zupełnie coś innego.

ONZ określa RŚA jako upadłe państwo…

Ja wolę mówić, że jest to kraj podnoszący się z upadku mimo różnych niesprzyjających okoliczności. Prawdą jest jednak to, że brakuje mechanizmów pozwalających ludziom na korzystanie z bogactw, które ten kraj posiada. Bo jego główny problem to diamenty, złoto, drewno, ropa naftowa, uran, które inni bezkarnie grabią (a nie – jak się mówi w Europie – spory muzułmańsko-chrześcijańskie). Ale te bogactwa nie służą mieszkańcom RŚA. Bogaci się tylko niewielka grupka, często żyjąca za granicą. Ten dwa razy większy od Polski kraj jest naprawdę zamożny, a zamieszkują go tylko 4 mln ludzi. I gdyby nie korupcja oraz zewnętrzne interesy mieszkańców Republiki Środkowoafrykańskiej mogłoby się żyć naprawdę dobrze. Tym bardziej że ziemia jest żyzna, a klimat sprzyja uprawie.

Oficjalne dane mówią, że trzy czwarte kraju wciąż jest pod wpływem rebelii…

To, co przeżywamy już piąty rok, jest dużo tragiczniejsze niż wszystkie wcześniejsze konflikty, bo tamte trwały po kilka dni i często ograniczały się jedynie do stolicy. W Niedzielę Palmową 2013 r. rebelianci zajęli stołeczne Bangi, a potem opanowali stopniowo cały kraj. Wszędzie, gdzie się pojawili, siali śmierć i zniszczenie. I tak jest do dziś. Boli niewystarczające zaangażowanie oenzetowskich sił pokojowych. Zbyt często żołnierze spod znaku ONZ odwracają wzrok i nie widzą niesprawiedliwości. Ta bierność staje się pewnego rodzaju przyzwoleniem na dalsze działania rebelii.

W najgorętszym czasie konfliktu misjonarze mogli się ewakuować, ale żaden nie wyjechał. Dlaczego?

Zostaliśmy, ponieważ ludzie, wśród których pracujemy, z którymi żyjemy i których znamy, wtedy nas najbardziej potrzebowali. Kiedy były walki, kiedy rebelianci przychodzili grabić i mordować, ci ludzie w większości szukali schronienia w parafiach, na misjach. Nasza misja i katedra w Bouar dały schronienie tysiącom uciekinierów – ludzie u nas koczowali, jedli, leczyli rany. W tych wojennych warunkach na świat przychodziły też dzieci. Dziewczynka, która urodziła się w klasztorze klarysek, dostała na imię Klara. Nasza obecność była dla wielu nie tylko ostatnią deską ratunku, ale i jedyną iskierką nadziei, że to wszystko się skończy, minie, że kiedyś wróci normalne życie. W takiej sytuacji nikomu z nas nawet nie przechodziło przez myśl, by opuszczać RŚA. Wielu ludzi mi mówiło: zostaliśmy, ponieważ widzieliśmy, że jesteście z nami. A my z kolei mówiliśmy sobie: zostajemy, bo są ludzie.

Tyle lat walk, przemocy, cierpienia niewinnych ludzi. Traciłeś nadzieję, kłóciłeś się z Bogiem, pytałeś, dlaczego tyle niesprawiedliwości?

To jest pytanie, które wraca często. No ale mimo że nie znajdujemy na nie odpowiedzi, czujemy, że jest Ktoś, kto czuwa, pomaga, dodaje mocy. I wystarczy się tylko otworzyć na Jego obecność. Mimo czarnych scenariuszy i dramatów niejednokrotnie widziałem ogromne działanie Pana Boga, który wstawiał się za nami. Bardzo mocno tego doświadczyliśmy, gdy porwany został ks. Mateusz Dziedzic, który w niewoli w buszu spędził 44 dni. To było uczenie nas ufności wbrew wszelkiej nadziei, bo wszystko się przeciągało, a pierwsza próba uwolnienia się nie powiodła. Był to dla nas czas próby, który zjednoczył nie tylko nas, tarnowskich misjonarzy, ale pokazał, jak bardzo możemy na siebie liczyć i jakie mamy w sobie oparcie. Nikt, kogo poprosiłem o pomoc w tym czasie, nie odmówił jej, mimo że często wiązało się to z narażeniem własnego życia. To uczyło zawierzenia Bożej Opatrzności. W drodze na miejsce spotkania w samochodzie zamiast gadać, odmawialiśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Teraz wiem, że ludzie, których mam w diecezji, są gotowi na współpracę i jeśli o cokolwiek poproszę, nie odmówią mi.

Bo mają za co być wdzięczni…

Udawało nam się wielokrotnie dotrzeć z pomocą do wiosek, gdzie ludzie byli atakowani. W takich sytuacjach wzywaliśmy pomocy naszych Aniołów Stróżów, bo nie wiedzieliśmy, na jakie niebezpieczeństwo się narażamy i co nas czeka za kolejnym zakrętem. Wiedzieliśmy jedynie, że są ludzie, którzy bez naszej pomocy mogą nie przeżyć. I Pan Bóg błogosławił. Bywało też i tak, że docierały do nas informacje, że rebelianci poniszczyli kościoły i zbezcześcili Najświętszy Sakrament, a gdy przyjechaliśmy na miejsce, to się okazywało, że rebeliantom nie udało się wejść do środka. To był cud. Na zamku w drzwiach widać było otwory po kulach, ale drzwi nie puściły. Kiedy my przyjechaliśmy, ustąpiły po jednym lekkim uderzeniu młotkiem…

Zostajesz ordynariuszem diecezji, w której spędziłeś całe swe misyjne życie. Znasz ten teren jak mało kto…

Wiem, że nie będzie łatwo, ale ufam miłosierdziu Bożemu. W niektórych diecezjach na wschodzie kraju wszystkie parafie są zamknięte. Wiele zostało doszczętnie zniszczonych. Ludzie uciekli albo do Republiki Konga, albo do buszu. A więc sytuacja jest dramatyczna. W naszej diecezji, pomimo obecności grup zbrojnych i rebeliantów, możemy docierać do każdej parafii, do każdej prawie wioski, gdzie są wspólnoty chrześcijańskie. Pomimo że były konflikty i cały czas są obecne różne grupy zbrojne, księża i siostry pozostają na parafii, ponieważ ludzie też zostają. A ludzie zostają, gdyż są księża. W naszej diecezji w pięciu parafiach są rebelianci i grupy zbrojne. Dotychczas udawało się przekonać ich, by nie mścili się na osobach cywilnych, nie kradli, nie rabowali. Proszę o modlitwę w intencji pokoju w tym tak bardzo doświadczonym kraju – sercu Afryki. •

Ks. Mirosław Gucwa - nowy ordynariusz diecezji Bouar w ogarniętej wojną Republice Środkowoafrykańskiej. Ma 54 lata. Pochodzi z diecezji tarnowskiej. W RŚA pracuje od 1992 roku. Twórca Międzyreligijnej Platformy Pojednania, dzięki której udało się uniknąć wielu masakr. Mocno zaangażowany w działaniA na rzecz rozwoju, m.in. jako promotor centrum alfabetyzacji dla kobiet, które mają w tym kraju utrudniony dostęp do nauki. Święcenia biskupie przyjmie w katedrze w Bouar 11 lutego.

 

14

 

Woda i czerpak

 

Św. Hieronim dla lepszego zrozumienia Boga nauczył się języka hebrajskiego i toczył debaty z rabinami

Romek Koszowski /Foto Gość Św. Hieronim dla lepszego zrozumienia Boga nauczył się języka hebrajskiego i toczył debaty z rabinami

Ilustracja: świety Hieronim na dziedzińcu kościoła św. Katarzyny w Betlejem

Co powinienem zrobić, by odnaleźć prawdę? – zapytał jednego razu młodzieniec pustelnika. Ten, zamiast wywodu, zaproponował mu kąpiel w jeziorze.

Gdy obaj byli już w wodzie, starzec podpłynął do chłopca, ujął go za głowę i zanurzył. Trzymał tak biedaka przez dłuższą chwilę, choć tamten robił wszystko, by się uwolnić z uścisku. Kiedy wreszcie starzec pozwolił mu się wynurzyć, młodzian dyszał ciężko i był cały purpurowy na twarzy.

- Czego najbardziej pragnąłeś, gdy byłeś pod wodą? – zapytał mnich.

- Powietrza – odparł młodzieniec.

- Kiedy więc tak bardzo zaczniesz pragnąć prawdy, jak przed chwila pragnąłeś tlenu, wówczas ją znajdziesz – powiedział pustelnik.

Księga Mądrości zdaje się przyznawać rację starcowi: „ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, ci ją znajdą, którzy jej szukają”.

Nie zapomnę pobożnych Żydów pod Murem Płaczu w Jerozolimie, którzy płakali ze wzruszenia, gdy słyszeli proklamowaną Torę. A potem brali zwój świętej księgi do rąk, tulili się do niej i całowali ją, jakby to była najukochańsza osoba. Chrześcijanie w podobny sposób i z podobną czułością odnoszą się do miejsc, gdzie ukrzyżowano Jezusa, gdzie leżało zdjęte z krzyża ciało Pana czy gdzie martwy Jezus spoczywał, zanim nie wyszedł z grobu zmartwychwstały. Prawda wcielona, Boża Mądrość uosobiona.

Ojcowie soborowi pragnęli spowodować powrót z wygnania Słowa Bożego w Kościele. Chcieli, by zajęło ono centralne miejsce w liturgii, modlitwie, sprawowaniu sakramentów, uprawianiu teologii, kaznodziejstwie. Wielkim marzeniem ks. Dolindo Ruotolo, wielkiego miłośnika Biblii, do której napisał 33 tomy komentarzy, było, aby powróciła ona do rąk katolików.

Znam jej wiernych słuchaczy, którzy wożą wszędzie ze sobą sfatygowany, popodkreślany i przełożony zakładkami egzemplarz Pisma Świętego. Św. Hieronim dla lepszego zrozumienia Boga nauczył się języka hebrajskiego i toczył debaty z rabinami w Palestynie; ojcowie pustyni psalmów i Ewangelii uczyli się na pamięć; skrutujący godzinami Biblię Jerozolimską klerycy seminariów misyjnych Redemptoris Mater Słowo Boga traktują jak chleb codzienny i najwspanialszy przepis na udaną egzystencję. Dzięki takim ludziom drukowany tekst Pisma Świętego przeobraża się w żywe Słowo Boga, a wówczas sam Bóg przejmuje inicjatywę, by mówić człowiekowi do serca.

Kto odkrył „pociechę Pism”, jest podobny do tego, który pojął, jak zaczerpnąć wody z głębokich źródeł. Przywiąże on wiadro z długim sznurem do kołowrotka i pokaże innym, jakim sposobem można ugasić pragnienie. Tamci zaś, podążając jego śladem, znajdą i wodę i czerpak.

 

3

 

Chrześcijanin bez ersatzów

 

Gdyby te sztabki tylko złoto imitowały, ile byłyby warte?

Złota sztaba warta jest nie tyle, ile waży, ale... ile w niej złota.

Pieniążki kto ma, ten jedzie do Wieliczki, a kto pieniążków nie ma – ten palcem do solniczki” – śpiewało się przed laty. No jasne. Jak inaczej się nie da, trzeba zadowolić się ersatzem. Namiastką. Można nawet „zamiast w ZOO na małpy zerkać – zerkać do lusterka”. Czemu nie? Skromność i poczucie humoru to dobra rzecz. Byle wiedzieć, jak jest naprawdę. Byle nie szpanować – przed sobą i światem – że nie wiadomo gdzie się było i nie wiadomo co się widziało. Albo – gdy tymi ersatzami są podróbki markowych towarów – że jest się nie wiadomo jak bogatym i dlatego lepszym od innych.

Podobnie w życiu chrześcijańskim. Pół biedy gdy w małych, biednych kościółkach odpowiednio pomalowane drewno udaje marmur, a figura świętej wielką sztukę nie kunsztem wykonania, a rozmiarami. Gorzej, gdy chrześcijańskie życie jest tylko byle jak zaszpachlowanym pogaństwem. A najgorzej, gdy na tę fuszerkę nakłada się tu i tam różne mające świadczyć o chrześcijańskości sztukaterie. Jeśli wiara jest powiedzeniem „tak” Chrystusowi, to owo „tak” musi rozciągać się na wszystkie, bez wyjątku dziedziny życia. Z wymagań, jakie stawia Jezus swoim uczniom w Ewangelii Marka wynika, że także na postrzeganie małżeństwa.

(Jezus) Wybrał się stamtąd i przyszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego i znowu je nauczał, jak miał zwyczaj. Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: «Co wam nakazał Mojżesz?» Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić». Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!» W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo

W pierwotnym Bożym zamyśle było inaczej... Wiele spraw w tym zamyśle było innych. Adam żył w przyjaźni z Bogiem, Ewą i całym stworzeniem. I sumienie miał spokojne, bo nie miało mu czego wrzucać. Teologowie dodają, że jego ludzka kondycja ubogacona była wieloma innymi jeszcze darami i dzielą je na naturalne, nadnaturalne i nadprzyrodzone....Tak. Bo Bóg nie stworzył człowieka po to, by mieć komu uprzykrzyć życie, ale by dzielić się swoim szczęściem. By człowiek też był szczęśliwy. I choć znaczy to też, że mógł mieć mnóstwo mniej czy bardziej mu bliskich, to żonę, tę najbliższą osobę, w zamyśle Bożym miał mieć tylko jedną. Do śmierci.

To nie żaden mający człowiekowi utrudnić życie zakaz. Tak po prostu jest dla człowieka najlepiej. Do monogamii stworzył go Bóg i tak ukształtował jego psychiczną kondycję. By miłość, raz zrodzona, mogła się zmieniać, ale nigdy nie kończyć. I tylko w takiej miłości człowiek odnajduje ślady utraconego niegdyś raju. Raju w którym Adam i Ewa pewnie nie szukali coraz to nowych ognisk, a wspólnie zasiadali przy jednym, karmiąc go, gdy przygasał, ciągle nowymi drwami. A choć kiedyś w niebie – jak to powiedział Jezus gdzie indziej – nie będą się już żenić i za mąż wychodzić, ten związek kobiety i mężczyzny w zamyśle Boga pozostał czymś zupełnie wyjątkowym. Jak to wyjaśniał święty Paweł, obrazem wiernej miłości Boga do Jego dzieci, Kościoła.

Tak, Mojżesz pozwolił na rozwody. Nawet nie zakazał wielożeństwa, zadowalając się zakazem cudzołóstwa. Ale to wszystko – jak powiedział Jezus – z powodu zatwardziałości ludzkich serc. Bardziej niż do Bożego zamysłu wiernej miłości przywiązanych do zrodzonej przez grzech efemeryczności kolejnych zachcianek. Bóg ustąpił, ale natury ludzkiej przecież nie zmienił. Mąż i żona, odkąd mówią sobie „tak” na pytanie o dalsze, wspólne życie, są już jednym ciałem. A od Chrystusa, to zwykłe „tak”, dla wierzących stało się aż sakramentem...

Trudna nauka? Nie mieści się w głowie? Zupełnie niepraktyczne? Tak samo pewnie myśleli Apostołowie. I dlatego jeszcze dopytywali swojego Mistrza. Odpowiedź jaką usłyszeli nie pozostawia już jednak żadnego pola do egzegetycznych manewrów, mających nauczanie Jezusa rozwodnić czy zmiękczyć: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”. Jaśniej i dobitniej nie można.

Bywały czasy, w których świat nagminnie obchodził piąte przykazanie. Bywały i takie, gdy ludzie łatwo zapominali o siódmym. Dziś, po tak zwanej rewolucji seksualnej, czasy mamy takie, że właśnie nauczanie Jezusa o nierozerwalności małżeństwa świat lekceważy najczęściej. Wolnymi związkami podważa sam sens instytucji stawania się dwojga jednym ciałem. Powtórnymi związkami „aż do śmierci” udaje, że każdy nowy związek zawierany jest po kolejnej reinkarnacji. Tej modzie ulega dziś także wielu chrześcijan. I chciałoby na to przekreślanie Bożego zamysłu względem ludzkiej miłości patrzyć przez palce. Nauczanie Jezusa jest jednak jasne. Do bólu jasne. Małżonkowie są jak związani lina partnerzy wspinaczki. Jedno nie zostawia drugiego, chyba że to drugie jest już tylko martwym ciałem. Idą razem, bo tylko wtedy na szczycie będą mieli poczucie, że są dobrzy; że pokonali po drodze wszystkie, bez wyjątku trudności. Także to, że czasami mieli siebie serdecznie dosyć.

Mówią niektórzy że ci, którzy uważają, iż chrześcijanie mogą zawrzeć tylko jeden niecudzołożny związek, podobni są faryzeuszom, skąpiącym bliźnim Bożego miłosierdzia. Odważne to oskarżenie. Zwłaszcza że jednym z zarzutów Jezusa wobec faryzeuszów było zastępowanie przez nich Bożego prawa własnymi zwyczajami. A w tym względzie zamysł Boga jest całkiem jasny: co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela. Jeśli chrześcijanin chce uniknąć „kwasu faryzeuszów” nie ma innego wyjścia, jak być posłusznym Jego niezmiennym prawom. Nawet jeśli oznaczać to będzie, że nie będzie miał innego wyjścia jak zaprzeć się samego siebie i naśladując Jezusa wziąć na swoje ramiona krzyż.

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

11 marca - św. Konstantyn, prezbiter
11 marca - św. Sofroniusz, biskup
12 marca - św. Maksymilian, męczennik
12 marca - św. Alojzy Orione, prezbiter
12 marca - katedra polowa Wojska Polskiego w Warszawie
13 marca - św. Krystyna, męczennica
13 marca - św. Patrycja z Nikomedii, męczennica
13 marca - św. Nicefor, biskup
14 marca - św. Matylda
15 marca - św. Klemens Maria Hofbauer, prezbiter
15 marca - św. Ludwika de Marillac, zakonnica
15 marca - bł. Artemides Zatti, zakonnik
16 marca - św. Gabriel Lalemant, zakonnik i męczennik
16 marca - św. Renat Goupil, prezbiter i męczennik
17 marca - św. Patryk, biskup
17 marca - św. Gertruda, ksieni
18 marca - św. Cyryl Jerozolimski, biskup i doktor Kościoła

18 marca - św. Edward, męczennik

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.