WZGÓRZA W BLASKU

MIŁOSIERDZIA

 

6/645           -          11 LUTEGO 2018 R.B.

 

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA PARAFII MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W KRAKOWIE, OS. NA WZGÓRZACH

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

2

 

11 lutego 2018 r. B.

VI Niedziela zwykła

Światowy Dzień Chorego

 

6
 

 

„Z kim przestajesz, takim się stajesz”, to stare ale jakże mądre przysłowie. Zdrowie ducha, jak i jego choroby przechodzą z człowieka na człowieka drogą naśladowania. Ludzie wrażliwi na piękno i dobro, naśladują dobrych i nieustannie troszczą się, aby być odpornymi na oddziaływanie ludzi grzesznych. Ludzie mało wrażliwi na dobro i piękno życia, trzymają z tymi, którzy krzywdzą innych i samych siebie, żyjąc, tak jakby Boga nie było.

Tak już jest na tym świecie, że jedni szukają wartości mądrych i pięknych, a inni grzechu i głupoty. Musimy być wrażliwi na trąd dzisiejszego świata, musimy być wrażliwi na dobro, ale jeszcze bardziej na zło, które paraliżuje nasze serca, rodziny i społeczeństwa w których żyjemy.

Za brak opowiedzenia się za dobrem i uleganie złym wpływom świata, przepraszajmy Boga i prośmy Go, aby uleczył nas z trądu zła i wlał pokój w nasze serca. Wołajmy do Pana słowami trędowatego z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”.  

 

 3

 

W dzisiejszym numerze:

- Opowieść o zwycięstwie

- Sława utrudnia życie

- Niechciane dziecko

- Współcześni trędowaci

- Czy katolik może świętować walentynki, w Środę Popielcową?

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

4

 

Opowieść o zwycięstwie

Początek dzisiejszej Ewangelii jest majestatyczny. Do Jezusa przychodzi trędowaty i proklamuje Jego wszechmoc. Wszelkie wątpliwości muszą ustąpić wobec pewności wiary: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Jezus potwierdza wiarę trędowatego: Chcę, bądź oczyszczony. Absolutna wolność, wszechmoc i dobro Pantokratora zostają objawione. Prawa przyrody, zdrowie i choroba muszą ulec Jego woli.

Chwilę później nastrój radykalnie się zmienia. Jezus mocą swego autorytetu daje trędowatemu polecenia: Nikomu nic nie mów, pokaż się kapłanowi. I co? I nic. Trędowaty od razu zaczyna wiele mówić, wszystkim rozgłasza, co się stało, wszystkim pokazuje cud, którego doświadczył, wszystkim z wyjątkiem kapłana. I tak historia, która zaczyna się objawieniem wszechmocy Jezusa, kończy się opisem Jego niemocy. Jezus nie może jawnie wejść do miasta, musi przebywać w miejscach pustynnych. Na pierwszy rzut oka jest to zaskakujące, ale jeśli się zastanowić, to schemat ten nieustannie się powtarza w Ewangelii. Od chwały do klęski. Sprzeciw ludzkiej wolności wobec woli Bożej nie zawsze jest tak widowiskowy jak w raju czy na Golgocie. Czasem jest on zupełnie banalny, jak dziś w Ewangelii: trędowaty niekoniecznie świadomie sprzeciwił się Jezusowi. Po prostu po uzdrowieniu był zbyt zajęty sobą, żeby Jezus mógł się do niego dobić ze swoim poleceniem.

A jednak Ewangelia nie jest opowieścią o klęsce, ale o zwycięstwie. Końcem nie jest hańba krzyża, ale poranek zmartwychwstania. I to jest dar, który Jezus chce nam ofiarować. I nie chodzi tu wyłącznie o to, co czeka nas po śmierci. Jezus chce już teraz działać w naszym życiu. Pragnie, aby łaska Jego zmartwychwstania przemieniała także naszą codzienność. Od nas jednak zależy, co widzimy: czy tylko powodzenie w przemijających sprawach, czy źródło łaski: Jezusa, który chce nas doprowadzić do pełni życia.  

Krzysztof Kocjan OP

 

 9

 

Sława utrudnia życie

 

Niewielu ludzi, którzy wcześniej osiągnęli sławę, potrafiło bez większych kryzysów utrzymać się na wysokiej fali, na której umieściło ich życie. Najłatwiej można to obserwować w sporcie. Zbyt wczesny sukces nie ułatwia życia, ale znacznie je utrudnia. Nie zawsze jest to wynikiem niedojrzałości człowieka. Sława jest połączona z wrzawą, z wielkimi wymaganiami, jakie otoczenie stawia mistrzowi. Opinia chce widzieć w nim zawsze i wszędzie tylko mistrza. Nie umie mu wybaczyć klęski, nie godzi się na jego słabość.

Dramat zbyt wcześnie zdobytej sławy największe spustoszenie zostawia w szeregach wybitnie uzdolnionych dzieci. Odbiera im coś z beztroskiego dzieciństwa, zmusza je do ustawicznego mobilizowania sił i odpowiadania na ambitne pragnienia rodziców, opiekunów, nauczycieli. Któryż z wychowawców nie chce mieć w szeregach swoich wychowanków geniusza? Życie bardzo często potwierdza klęskę wybitnie uzdolnionych uczniów, którzy zdobyli sławę w wieku szkolnym, a po latach przegrali rywalizację ze znacznie słabszymi, przeciętnymi kolegami. Po wcześnie przeżywanym uniesieniu sławy pozostaje jedynie gorzki smak poniesionej klęski.

To w tym kontekście należy odczytać fragment Ewangelii, w którym jest opisany cud uzdrowienia trędowatego. Chcąc to wydarzenie dobrze zrozumieć, trzeba mieć na uwadze dwa rodzaje cudów Jezusa. Jedne, a jest ich większość, czynił On — jeśli tak można powiedzieć — w sposób zaprogramowany, to znaczy czynił z nich jakby lekcje poglądowe dla słuchaczy. Te cuda były znane, głośne, publiczne, bo przeznaczone dla wielu. Drugie miały charakter bardziej prywatny i można je nazwać osobistym darem miłości ofiarowanym konkretnemu człowiekowi. Te nie powinny być rozgłaszane, winny zostać tajemnicą dawcy i odbiorcy.

Uzdrowienie trędowatego należy do tej drugiej grupy cudów. Jezus ulitował się nad nim. Spotkanie nieszczęśliwego człowieka, świadomego cudotwórczej mocy Mistrza z Nazaretu, skłania Jezusa do działania. „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony!”. Św. Marek umiejscawia ten cud na początku publicznej działalności Jezusa. Chrystus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że zbyt wczesna sława utrudni Mu wykonanie zadania. Stąd Jego ostrzeżenie pod adresem uzdrowionego. Ewangelista zaznacza, że surowo mu przykazał i natychmiast go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów...”. Jezus nie chciał rozgłosu, nie chciał działać w nimbie sławy.

Uzdrowiony jednak nie rozumiał wskazań Jezusa. Nie umiał ukryć swego szczęścia. Wydawało mu się, że przyczyniając się do rozsławienia Proroka z Nazaretu będzie Jego dobrodziejem. Stało się jednak odwrotnie. „Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych”.

Był tylko jeden wypadek, gdy Jezus zgodził się na głośne wołanie „Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!”. Miało to miejsce u samego kresu Jego życia, na kilka dni przed śmiercią. Ten triumf już Jego dziełu nie zaszkodził.

Wielkie wartości dojrzewają bardzo powoli i wymagają spokoju. Kto szuka sławy, wcześniej czy później staje się jej ofiarą. Prawdziwa wielkość człowieka ujawnia się najczęściej po jego śmierci. Rzadko się zdarza, by pomniki stawiane komuś za jego życia przetrwały dłużej niż jedno pokolenie. Te, które trwają, są wzniesione po latach, a czasem nawet wiekach, przez potomnych, którzy doceniają prawdziwą wielkość zmarłego człowieka.

Ewangelia przestrzega przed pogonią za sławą, widząc w niej bardzo niebezpieczną pułapkę pychy. Równocześnie ukazuje wartość twórczego wysiłku bez rozgłosu. Szczęśliwy, kto zrozumie to ewangeliczne ostrzeżenie i zamiast sławy u ludzi, szuka w życiu radości własnego sumienia z powodu dobrych czynów dokonanych w ukryciu.                                 

Ks. Edward Staniek

 

 10

 

Niechciane dziecko

 

Dziecko „tak”, ale nie teraz. Było sto przeciwskazań, ani matka, ani ojciec nie byli na to przygotowani. Przyjęli to dziecko jako zło konieczne, jako swoje nieszczęście. Czekali, że się nie narodzi. Matka nie zważała na maleństwo mieszkające w jej łonie, miała do niego pretensje, że stało się przeszkodą w ich życiu. Nie czekała na narodziny, nie kochała ani przed, ani po narodzeniu. Upływały lata. Dziecko rosło. Otrzymało od Boga wiele talentów. W szkole same sukcesy. Sąsiedzi zazdrościli takiego dziecka. Ono jednak chodziło ze smutkiem w sercu. Szukało miłości i nie wierzyło w miłość.

W domu jej nie znalazło, stąd dość szybko po szkole średniej wchodzi na drogę samodzielności. Studia kończy z wyróżnieniem. Praca, kontakt z ludźmi. Chce pomagać takim jak ona. Zawodowo czyni to doskonale. Sama przeżywa dramat odrzucenia. Nikt nie może stworzyć dla niej domu, nikomu nie wierzy. Całym sercem zwraca się do Boga, ale do równowagi jest potrzebna i miłość człowieka. Na drodze jej życia pojawiają się wartościowi ludzie, otwierają swoje serce w geście zapraszającej miłości. Wchodzi, staje w progu i po pewnym czasie dochodzi do wniosku, że nie potrafi kochać, nie potrafi budować szczęścia rodzinnego.

Na rekolekcjach odprawianych w niewielkiej grupie przez cały dzień uczestnicy odczytują teksty Pisma Świętego mówiące o trądzie. Wieczorem dzielą się swoimi odkryciami. Wszyscy mówią o wymiarach grzechu tak w aspekcie jednostkowym, jak i społecznym. Ona nie mówiąc o sobie zwraca uwagę na dziecko niechciane, odrzucone przez rodziców, napiętnowane brakiem miłości, na dziecko, w które wmówiono, że nie może być kochane. W sercu tego dziecka została zakodowana biała plama „trądu”, że i ono nie umie kochać. Tysiące bezskutecznych wysiłków podejmowanych od lat najmłodszych, by je ktoś z miłością przygarnął, owocuje świadomością odtrącenia i niezdolności do miłości. Serce utkane z bólu, z tęsknoty za wielką prawdziwą miłością, zamknięte w samotności.

Ewangelia mówi o spotkaniu Jezusa z trędowatym. Ten podszedł do Mistrza z Nazaretu z prośbą: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Jezus dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Ewangelista Marek notuje, że „natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony”. Gdy uczestnicy rekolekcji odczytali ten tekst i zapytali, czy dziecko niechciane nie może drogą spotkania z Jezusem szukać uleczenia ze swego nieszczęścia, nasza bohaterka odpowiedziała nieśmiało: „Najczęściej takie dziecko nie wierzy nawet w to, że Chrystus chciałby je uleczyć. Nie wierzy, bo w tej wierze byłoby jego uleczenie. Byłaby pewność, że Jezus je kocha. Zniszczona zdolność miłości człowieka rzutuje i na spostrzeganie miłości Boga do człowieka”. Są ludzie, którym bardzo trudno uwierzyć, że ich ktokolwiek kocha, nawet Bóg, mimo że dzień i noc niczego innego nie pragną tylko tego, by ich ktoś pokochał i wzniecił w nich wiarę, że i oni potrafią kochać.

Wydaje się, że takich dzieci „trędowatych”, to znaczy odrzuconych przez własnych rodziców, dzieci niechcianych, jest dziś na świecie więcej niż było trędowatych w Palestynie w czasach Jezusa. Żyją wśród nas, cierpiąc z powodu braku miłości. Wbrew przytoczonej wyżej opinii nieszczęśliwej młodej kobiety, żyjącej w poczuciu krzywdy wyrządzonej jej przez rodziców, uleczenie jej serca jest możliwe. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba Go prosić o łaskę wiary w to, że On każdego kocha. W rzeczywistości nie ma dziecka niechcianego i niekochanego, Bóg bowiem każdego, kogo stwarza, chce i kocha.

Ks. Edward Staniek

 

 11

 

Współcześni trędowaci

 

Każda epoka miała swoich „trędowatych”. Dzięki literaturze i innym dziedzinom sztuki w naszej wyobraźni utrwalił się obraz ludzi, którzy za pomocą specjalnych kołatek wysyłali w świat alarmujący sygnał: „jesteśmy nieczyści - nie zbliżać się”. Przez wieki zmieniali się ludzie stawiani na marginesie społeczeństwa. Historia dostarcza wielu przykładów. Bardzo różnie przebiegały linie podziału na „zdrowych” i „chorych”. Czasami decydowała przynależność narodowa, czasami klasowa, innym razem rasowa czy wyznaniowa. Zamiast kołatek, w przeszłości pojawiały się opaski na rękę, gwiazdy, trójkąty czy zwykłe rozporządzenia, że w tym miejscu mogą przebywać tylko biali albo tylko katolicy czy protestanci. Paradoksalnie: wraz z kulturowym rozwojem ludzkości nie postępuje rozwój duchowy. Mimo tragicznych doświadczeń totalitaryzmów, jak bumerang wracają te same fobie: przed obcymi i imigrantami. Czasami wrogiem staje się po prostu sąsiad.

Zaczynając pracę jako kapłan, odwiedziłem raz człowieka umierającego. Po przyjęciu sakramentów chciał się ze mną podzielić radością. Myślałem, że chodzi o pojednanie z Bogiem. On jednak opowiedział mi ciekawą historię. Zanim poprosił księdza o spowiedź, najpierw pojednał się ze swoim bratem. Jak się później okazało, nie rozmawiał z nim przez kilkadziesiąt lat. Być może ta historia jest podobna do setek innych, ale ten człowiek powiedział jeszcze coś szczególnego. - Wie ksiądz - wspominał - nie rozmawialiśmy ze sobą tyle lat, a ja dziś nawet nie pamiętam, o co nam poszło. Nie mógł sobie przypomnieć, jaki był powód kłótni. Przez te lata ważne było jedynie to, że niechęć i nienawiść w przedziwny sposób „nadawały sens” ich życiu.

Liturgia Słowa z dzisiejszej niedzieli powinna skłonić wszystkich chrześcijan do rachunku sumienia. Chrystus uzdrawia trędowatego. Chrześcijaństwo od samego początku niwelowało różnice. Najważniejszy jest człowiek i jego godność. Ta prawda jest chętnie przyjmowana, gdy staramy się łączyć radość Bożego dziecięctwa z naszym poczuciem wyjątkowości. Zupełnie inaczej jest wtedy, gdy tę samą godność trzeba dostrzec w drugich. Szczególnie wtedy, kiedy myślą albo wyglądają inaczej.

W historii pojawiały się różne teorie i ideologie, które pomagały ludziom szukać wrogów i dzielić ich na „naszych” i „obcych”. Niektórzy „wspomagali” swoje przekonania opacznie rozumianą ewolucją czy fascynacją rzekomymi „nadludźmi”. Tymczasem chyba zawsze było tak, jak w przypadku tego umierającego człowieka, że zwykły egoizm i chęć walki potrafiły doprowadzić ludzi do stworzenia niejednego getta - pełniącego mniej więcej tę samą funkcję, co leprozoria dla trędowatych.

Chrześcijańska specyfika z pozoru domaga się kompromisów i ustępowania. Dojrzały chrześcijanin w relacjach z innymi jest powołany do wyrozumiałości. Mogłoby się wydawać, że szczytem jest przyznanie innym racji. Okazuje się jednak, że tak naprawdę chodzi o inny rodzaj ascezy. Ojciec Święty mówił we Wrocławiu, na spotkaniu ekumenicznym w 1997 r., że od tolerancji bardziej potrzeba miłości. Dlatego szczytem jest nie tyle przyznanie racji tym, którzy ją mają, ile rezygnacja ze swojej racji, nawet wówczas, gdy jest się o niej przekonanym. Nie chodzi o sprawy zasadnicze, fundamentalne. Tam, gdzie spór dotyka najważniejszych kwestii - nie ma miejsca na kompromis. Często jednak - tak jak w przypadku tamtego umierającego człowieka - spór dotyczy spraw małych. Do tego stopnia znikomych, że niezasługujących na zapamiętanie czy większą uwagę.

Tworzenie współczesnych podziałów i wytykanie palcami „trędowatych” bywa wynikiem zwykłego egoizmu. Linia podziału przebiega nie tyle zgodnie z pytaniem o chorobę i zdrowie, „normalność” czy „nienormalność”, ile zgodnie z pytaniem o to, z kim nam jest dobrze, a z kim nie?

Jesteśmy skłonni do tworzenia sztucznych ramek, w które chcielibyśmy „na siłę” wtłoczyć każdego. Jeśli ktoś „nie pasuje” - do głowy nam nie przyjdzie, że to ramki są za ciasne. Wolimy skracać wszystkich i każdego, bywa, że nawet o głowę.

Chrystus - nie tylko przez uzdrowienie z dzisiejszej Ewangelii, ale nade wszystko przez zbawcze orędzie i przez to, że umarł za wszystkich - pokazał najważniejszą prawdę o człowieku. Jeśli odkupił każdego, to znaczy, że każdy posiada niezbywalną godność. Świadomość Bożego dziecięctwa skłania nie tylko do dumy czy radości, ale nade wszystko do szacunku wobec innych. Kochając drugiego człowieka, dajemy wyraz miłości do samego Boga.

Ks. Marek Łuczak

 

 

12

 

Czy katolik może świętować walentynki,

w Środę Popielcową?

 

14 lutego 2018 r. katolicy winni zachować powagę dnia, choć to nie przeszkadza w składaniu sobie życzeń oraz ofiarowaniu prezentów.

Profesor teologii wyjaśnia czy da się pogodzić rozpoczęcie Wielkiego Postu ze świętem zakochanych, a jeśli tak, to pod jakimi warunkami.

Wiele osób przeżywa dylemat związany z faktem, że walentynki obchodzone 14 lutego wypadają w tym roku w Środę Popielcową, która jest dniem postu ścisłego i zarazem rozpoczyna okres czterdziestodniowej pokuty. O tym, jak pogodzić walentynki i Środę Popielcową i czy to w ogóle możliwe – mówi o. prof. Andrzej Derdziuk, teolog moralista z KUL, duszpasterz, autor licznych publikacji naukowych i z zakresu duchowości chrześcijańskiej.

- Ponieważ w tym roku walentynki wypadają w Środę Popielcową, to ze względu na ten szczególny dzień pokuty katolicy winni zachować powagę dnia i choć nic nie przeszkadza w składaniu sobie życzeń oraz ofiarowaniu prezentów jako oznak sympatii i miłości, to jednak powinno się unikać wystawnych przyjęć, tańców i urządzania imprez rozrywkowych, ze względu na solidarność z Chrystusem, który zaprasza nas do modlitwy i postu – wyjaśnia o. Derdziuk.

- Warto zdawać sobie sprawę, że nowa świecka tradycja wypiera obchodzony od wieków dzień pokuty, który jest zakorzeniony w Ewangelii i ma swoje ważne miejsce w refleksji chrześcijanina nad przemijaniem. Dzień ten jest okazją do zweryfikowania, na ile Chrystus ma miejsce w moim życiu zaabsorbowanym licznymi zajęciami w codziennym zabieganiu. Szczególny dzień rozpoczęcia Wielkiego Postu domaga się należnego potraktowania Chrystusowego zaproszenia „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” – precyzuje profesor teologii moralnej. Zakonnik nie pozostawia wątpliwości również w kwestii jedzenia, picia czy zabawy 14 lutego 2018 r. - Oznacza to zatem w tym konkretnym przypadku powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych i picia napojów alkoholowych oraz hucznych zabaw i urządzanych przyjęć. Jest dopuszczalne spożycie jednego posiłku do syta i dwóch nieco skromniejszych.

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

11 stycznia - św. Honorata, dziewica
11 stycznia - św. Teodozy, opat
12 stycznia - św. Elred z Rievaulx, opat
12 stycznia - św. Bernard z Corleone, zakonnik
12 stycznia - św. Marcin z León, prezbiter
12 stycznia - św. Arkadiusz, męczennik
12 stycznia - św. Tacjana, męczennica
12 stycznia - św. Antoni Maria Pucci, prezbiter
12 stycznia - św. Małgorzata Bourgeoys, dziewica
13 stycznia - św. Hilary z Poitiers, biskup i doktor Kościoła
13 stycznia - bł. Weronika Nagroni, mniszka
14 stycznia - bł. Odoryk z Pordenone, prezbiter
14 stycznia - św. Feliks z Noli, prezbiter
14 stycznia - bł. Piotr Donders, prezbiter
15 stycznia - św. Paweł z Teb, pustelnik
15 stycznia - święci Maur i Placyd, uczniowie św. Benedykta
15 stycznia - św. Arnold Janssen, prezbiter
15 stycznia - święci Franciszek Capillas, prezbiter, i Towarzysze, męczennicy chińscy
15 stycznia - bł. Alojzy Variara, prezbiter
16 stycznia - św. Marceli I, papież i męczennik
16 stycznia - św. Joanna z Balneo, dziewica
16 stycznia - święci Berard i Towarzysze, pierwsi męczennicy franciszkańscy
16 stycznia - św. Honorat, biskup
17 stycznia - św. Antoni, opat
18 stycznia - św. Małgorzata Węgierska, dziewica
18 stycznia - bł. Regina Protmann, dziewica
 
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   
   

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży,

11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank. – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.