Wzgórza w blasku miłosierdzia

 

         15/653                   -                8 kwietnia 2018 R.B.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

OKTAWA WIELKANOCY

Niedziela, 8 kwietnia 2018

II NIEDZIELA WIELKANOCNA

CZYLI MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

Jezus przychodzi pomimo zamkniętych drzwi i pozwala dotknąć swoich ran, tak aby Tomasz uwierzył.

Po raz kolejny przekonuje wylęknionych uczniów o swoim zmartwychwstaniu. Ale to przychodzenie ma jeszcze inny wymiar. Kiedy Zmartwychwstały dotyka ludzkiej niewiary i lęku, kiedy dotyka naszych ran mówi o swoim miłosierdziu.

Dobrze jest więc zobaczyć, że Jego rany to nasze rany i że najczulsza miłość Boga objawia się w przyjęciu przez Niego naszej kruchości.

W dzisiejszym numerze:

- Zamknięte drzwi, otwarte rany

- Odpust zupełny w uroczystość Bożego Miłosierdzia

- Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

- Miłosierdzie

- Boże miłosierdzie

- Inna perspektywa

- Ewangeliczna wspólnota

- Dar odwagi

- Kolejna krakowianka w drodze do beatyfikacji

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

Zamknięte drzwi, otwarte rany

Przekonując o miłości Boga, obdarowujesz kogoś wiecznością życia. Ponieważ głosić życie wieczne oznacza szafować tym życiem.

Zamknięte drzwi ze strachu przed ludźmi i otwarte rany z miłosierdzia do ludzi. Te dwa obrazy ujawniają jeszcze wyraźniej wolę Boga, który nie godzi się na pozostawienie człowieka bez możliwości zbawienia. Miłosierdzie jest otwarte jak nigdy niezabliźniająca się rana. Ona nie zabliźnia się nie dlatego, że jest nieuleczalna, ale dlatego, by zawsze leczyć raniących niedowierzaniem. Jezus wszedł do wnętrza zamkniętego z obawy przed ludźmi, ale uczniów wpuścił do wnętrza swego życia przez otwarte z miłosierdzia rany.

Tomasz nie był przy pierwszym ukazaniu się Jezusa. Jan zaznacza, że nazywano go Didymos. Być może nie jest to bez znaczenia? Didymos to bliźniak, ale w języku greckim oznacza kogoś podwójnego, dwojakiego. Nie wiemy, czy Tomasz miał brata bliźniaka. Tomasz należał do Dwunastu, ale nie był razem z nimi w tak ważnej chwili. Wielu ludzi może się z nim utożsamić, gdyż można być nominalnie chrześcijaninem, a nawet apostołem, i jednocześnie nie dowierzać Bogu.

Można należeć do Kościoła i nie uczestniczyć w jego życiu. Taka podwójność jest dość powszechna, a przecież bez uczestniczenia w życiu Kościoła trudno mówić o czyjejś wierze. Trudno otwierać się na kogoś, kto nam nie dowierza, nie ufa albo zamyka się w sobie. Niewiara zamyka, odcina i pozostawia gdzieś na zewnątrz. Nie wierząc czy choćby nie dowierzając, odcinam się i dryfuję w nieznane, coraz bardziej gubiąc nadzieję. Nie jest tajemnicą, że wielu ludzi, którzy stracili wiarę w miłosierdzie Boga, utraciło też wiarę w sens istnienia i odebrali sobie nawet życie. Niewiara prowadzi do zagłady, bo nawet życie doczesne pozbawia celu i znaczenia.

Podziwiam Jezusa, który nie godzi się na utratę Tomasza i objawia się specjalnie dla niego. Prawdziwie. Tomasz nie zaryzykowałby wiary, gdyby nie usilne namowy jego przyjaciół. Inni mówili mu z wielką mocą: „widzieliśmy Pana”, i stało się to modelem wszelkiego głoszenia zbawienia. Uratować kogoś z niewiary to coś więcej, niż uratować komuś zwykłe życie. Żydzi wierzyli, że mądrość polega nie tylko na kontemplacji Boga i Jego miłosierdzia, ale też na głoszeniu tegoż miłosierdzia. Nauczanie o miłosiernym Bogu było postrzegane jako akt miłości bliźniego.

Przekonując o miłości Boga, obdarowujesz kogoś wiecznością życia. Ponieważ głosić życie wieczne w Jezusie to nie tylko informować, ale też szafować tym życiem. Jan dopisuje na końcu Ewangelii: „Te [słowa] zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego”. Jan zapisał wszystko, aby wzbudzać wiarę, a wiara daje przystęp w wieczności życia. Przez wiarę udziela się nam życie wieczne Boga. Głosząc życie w Jezusie, ratuje się wielu Tomaszów od zwątpienia, które sprowadza śmierć gorszą niż samobójstwo.

Augustyn Pelanowski OSPPE

Odpust zupełny w uroczystość

Bożego Miłosierdzia

„Miłosierdzie Boże zdolne jest przebaczyć najcięższe nawet grzechy, ale czyniąc to skłania wiernych do wzbudzenia w sobie nadprzyrodzonego żalu za własne grzechy, tak że podejmują oni - również z pomocą łaski Bożej - mocne postanowienie, by już więcej nie grzeszyć. Takie duchowe usposobienie pozwala rzeczywiście uzyskać wybaczenie grzechów śmiertelnych” – ogłosiła w 2002 roku Penitencjaria Apostolska, wprowadzając odpust zupełny pod zwykłymi warunkami w drugą niedzielę Wielkanocy.

Uzyskiwanie odpustów jest wielowiekową tradycją, służącą wzrostowi wiary. „Cel, jaki sobie stawia władza kościelna w udzielaniu odpustów, tkwi nie tylko w tym, aby wspomóc wiernych w usunięciu należnych kar, lecz także w tym, aby wiernych skłonić do wykonywania uczynków pobożności, pokuty i miłości - zwłaszcza takich, które przyczyniają się do wzrostu wiary i dobra wspólnego”. Jeśli wierni ofiarują odpusty za zmarłych, praktykują w szczególniejszy sposób miłość, a gdy myślą o sprawach niebieskich (nadprzyrodzonych) - lepiej układają sprawy doczesne” – tłumaczył Paweł VI.

Odpust zupełny jest dziełem nawrócenia, postępowania w uświęceniu. „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” – czytamy w Katechizmie.

Warunkiem uzyskania odpustu zupełnego jest

1)     brak przywiązania do grzechu, także powszedniego,

2)     bycie w stanie łaski uświęcającej,

3)     przyjęcie Komunii świętej,

4)     odmówienie modlitw „Ojcze nasz” oraz „Zdrowaś Mario” w intencjach Ojca świętego (w kwietniu te intencje to „Aby publiczne wyznawanie wiary i modlitwa były dla wiernych źródłem życia” oraz „Aby Kościoły misyjne były znakami i instrumentami nadziei i zmartwychwstania”.

Jeśli brak dyspozycji wykluczenia jakiegokolwiek przywiązania do grzechu, wypełniając te warunki można otrzymać odpust cząstkowy. W Niedzielę Miłosierdzia Bożego dodatkowym warunkiem jest jeszcze, by wziąć udział w „pobożnych praktykach ku czci Bożego Miłosierdzia” albo odmówić „przed Najświętszym Sakramentem publicznie wystawionym, lub przechowywanym w tabernakulum, w jakimkolwiek kościele lub kaplicy, modlitwę „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”, dodając pobożne wezwanie do Pana Jezusa Miłosiernego, np. „Miłosierny Jezu, ufam Tobie”. Odpust cząstkowy mogą w tym dniu uzyskać także osoby, które z „sercem skruszonym” odmówią któreś z zatwierdzonych wezwań do Jezusa Miłosiernego.

Uroczystość Zwiastowania Pańskiego

"Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus" (Łk 1, 31)

El GrecoNa dziewięć miesięcy przed Uroczystością Bożego Narodzenia, czyli 25 marca, wgłębiamy się w tajemnicę Zwiastowania Maryi faktu, iż zostanie ona Matką Boga. Niezwykłą scenę zwiastowania w najpełniejszy sposób opisuje ewangelista św. Łukasz (Łk 1,26-38). Oto posłaniec boży; archanioł Gabriel (jego imię oznacza "Bóg jest moją siłą") oznajmuje człowiekowi, w dodatku niewinnej niewieście, iż zostanie "ścieżką", po której na ten świat zstąpi Bóg. Czysto ludzka i zrozumiała wątpliwość Maryi, wyrażona w słowach: "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża" (Łk 1, 34) nie pozostaje bez odpowiedzi Stwórcy. Bóg nie żąda od nas rzeczy niemożliwych (to nie szkoła...). Zawsze, ilekroć powierza człowiekowi poważną misję, wspiera go i dodaje sił. Jesteśmy świadkami całkowitego zawierzenia swego losu Bogu i podpożadkowania mu swej drogi życiowej.

W dniu tej uroczystości winniśmy sobie także uświadomić świętość życia poczętego, choć jeszcze nie narodzonego. Choć współczesna cywilizacja śmierci dąży do deprecjonowania tej wartości, powinniśmy powiedzieć stanowcze "Nie", wobec tak godzących w naturę ludzką procederów, jak np. aborcja.

Kościół Katolicki Zwiastowanie Pańskie obchodzi od czasów papieża Grzegorza Wielkiego, a więc od przełomu VI i VII w., choć tę uroczystość zapoczątkowano czcić w Kościele Wschodnim. W Polsce uroczystość Zwiastowania niegdyś nazywano świętem Matki Bożej Wiosennej.

Piotr Lewandowski

Miłosierdzie

Czy choć raz okazałeś komuś w swoim życiu miłosierdzie? Prawdziwe miłosierdzie... Nie tkliwą litość czy pobieżne zainteresowanie się czyjąś niedolą. Chodzi o postawę i czyn. Jezus mówi: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni” (Łk3,11). Miłosierdzie to konkretny czyn, przez który przychodzimy z pomocą bliźniemu w potrzebach jego ciała iduszy. Dzieje Apostolskie uczą nas miłosierdzia jeszcze dalej posuniętego, prowadzącego do jedności: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących... Nikt z nich nie cierpiał niedostatku”.

Jezus obiecał, że kubek wody podany bliźniemu nie pozostanie bez nagrody (Mt10,42). Różnie jednak może wyglądać owo podanie kubka. Można go komuś tak podać, ztakim wyrachowaniem, wyższością albo litością, że spragnionemu już pić się nie zechce...

Starszy kapłan słuchał kiedyś zwierzeń pewnego wykolejeńca. Widząc jego zażenowanie i zmieszanie, chcąc dodać mu odwagi rzucił odruchowo: – Mów, mów, to bardzo ciekawe. A człowiek ów wykrzyknął wtedy rozpaczliwie: – Ja nie chcę być ciekawym przedmiotem księdza obserwacji... Ja przecież szukałem u księdza pomocy!

Całe nauczanie Jezusa przeniknięte jest duchem miłości. Okazanie miłosierdzia jest zatem przede wszystkim czynem ludzkiego serca. Źródłem miłosierdzia jest miłość. Ktoś powiedział prosto, że miłosierdzie – to „miłość, która idzie do pracy”.

Miłosierdzie to wzięcie na siebie cudzej niedoli. Współczucie zazwyczaj boli, często bardzo boli. Natomiast „współ–cierpienie” wydaje się być fundamentem wszelkiego miłosierdzia. Często nie jesteśmy w stanie pomóc, ulżyć, stoimy bezradni, bezsilni i wtedy jedyne, co pozostaje – to szeroko otworzyć serce i trwać, często w milczeniu, tak – aż dotknięty cierpieniem odczuje i zostanie wzmocniony tym, że ktoś wespół z nim dźwiga jego nieszczęście. „Miłosierdzie jest zdolnością miłości do najgłębszego przejęcia się cierpieniem innego człowieka” (L.Boros). Człowiek kochający przyjmuje na siebie to wszystko, co dzieje się w duszy człowieka przezeń kochanego. Różnie w różnych językach określana jest postawa miłosierdzia. W języku polskim najlepiej chyba oddaje sens miłosierdzia potoczne powiedzenie „wejść w czyjąś skórę”.

„Wejść w czyjąś skórę”... Czyż tajemnica Wcielenia Syna Bożego wraz z jej najbardziej ludzkimi konsekwencjami – Jego męką i śmiercią – nie jest najwyższą formą miłosierdzia? I tutaj dochodzimy do prawdy, od której właściwie trzeba było rozpocząć te rozważania: początkiem, źródłem, wzorem miłosierdzia jest Bóg. Tylko On może nauczyć człowieka być miłosiernym. On, który pierwszy nas umiłował, On, który Syna swego dał, On, który jest bogaty w miłosierdzie... Dzisiaj, gdy obchodzimy Niedzielę Miłosierdzia, zwróćmy się ku Bogu w postawie wdzięczności za Jego nieskończone miłosierdzie i prośmy Go, by uczył nas nieustannie do Niego tylko się odwoływać i w Nim odnajdywać siłę do obdarzania miłosierdziem braci. Bo – jak uczy bł.S.Faustyna – „Miłosierdzie jest największym przymiotem Boga”. Czegóż więc mamy się lękać, choćby nasze grzechy były największe, a nasza słabość najdotkliwsza? Dzisiejsza Ewangelia przypomina scenę przekazania apostołom władzy odpuszczania grzechów. To właśnie konfesjonał jest miejscem, w którym miłosierdzie Boga jest największe, bezwarunkowe i nieodwołalne. „Wszystkie moje grzechy i niedoskonałości spłoną jak słomka w ogniu Miłosierdzia Bożego” (S.Faustyna). Dzięki Bożemu Miłosierdziu nasza słabość naprawdę może się stać mocą ku własnemu zbawieniu i ku pokrzepieniu braci.

ks. Tadeusz Czakański

Boże miłosierdzie

Biała Niedziela, kończąca oktawę Wielkanocy, jest obchodzona jako Niedziela Miłosierdzia Bożego. W sposób spontaniczny wierni oddawali szczególnie cześć Miłosierdziu w tę niedzielę już od czasu II wojny światowej. Oficjalnie święto to, listem na Wielki Post w 1985 roku ustanowił najpierw w swojej diecezji metropolita krakowski kard. Franciszek Macharski. Następnie inni biskupi wprowadzali święto w swoich diecezjach. W roku 1995, na prośbę Episkopatu, Stolica Apostolska wydała dekret zezwalający na obchodzenie tego święta we wszystkich diecezjach Polski, przy zachowaniu przepisów liturgicznych obowiązujących w tym dniu.

Oczywiście takie świętowanie Białej Niedzieli swój początek ma w objawieniach s. Faustyny. Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299) - powiedział do niej Pan Jezus. Te i podobne słowa powtarzają się w Dzienniczku przynajmniej 14 razy. Jak bardzo przesłanie zawarte w objawieniach s. Faustyny jest aktualne, pokazują słowa z encykliki Dives in misericordia. Jan Paweł II pisze: „Umysłowość współczesna, może bardziej niż człowiek przeszłości, zdaje się sprzeciwiać Bogu miłosierdzia, a także dąży do tego, ażeby samą ideę miłosierdzia odsunąć na margines życia i odciąć od serca ludzkiego. Samo słowo i pojęcie »miłosierdzie« jakby przeszkadzało człowiekowi, który poprzez nieznany przedtem rozwój nauki i techniki bardziej niż kiedykolwiek w dziejach stał się panem”.

Czasy dzisiejsze to czasy wolnego rynku i konkurencji. A więc słowem-wytrychem, tym, o co chodzi w życiu, staje się sukces, wygrana. Pochwała sukcesu naciera na nas z każdej strony, jest wszechobecna.

To oczywiście kształtuje nasze życie, sposób myślenia, oceniania siebie i innych. Tak właśnie miłosierdzie jest odsuwane na margines naszego życia, odrywane od naszego serca. A przecież życie oddane sukcesowi jest życiem nieludzkim. Życie, w którym miłosierdzie jest tylko filantropią, luksusem, na który może sobie pozwolić człowiek dopiero po osiągnięciu sukcesu, nie jest życiem chrześcijańskim.

Wobec takiej sytuacji dzisiaj świat, a więc także każdy z nas, potrzebuje odnowienia tajemnicy Boga miłosiernego. Potrzebujemy doświadczyć Bożego miłosierdzia, bo tylko ten, kto doświadczył miłosierdzia, może nim żyć. Tylko gdy potrafimy całym sercem uwierzyć w Boże miłosierdzie, zdołamy przywrócić postawie miłosierdzia należne, a więc centralne miejsce w naszym życiu.

Jaka jest zależność między miłosierdziem i sprawiedliwością? W narastającym klimacie konkurencyjności zmienia się samo pojęcie sprawiedliwości. Sprawiedliwość pojmujemy coraz bardziej bezosobowo i formalnie: jest to zgodność z obowiązującym prawem. Takie pojmowanie sprawiedliwości nie zawiera w sobie miłosierdzia. Wręcz przeciwnie - miłosierdzie zaczyna być pojmowane jako odejście od zasad sprawiedliwości. Tymczasem biblijne pojęcie sprawiedliwości jest inne. Biblijny ideał sprawiedliwości koncentruje się na człowieku, a nie na prawie: Sprawiedliwy jest najpierw Bóg - a Jego sprawiedliwością jest właśnie miłosierdzie, następnie za sprawiedliwego jest uważany ten człowiek, który jest miłosierny. Człowiek o zatwardziałym sercu w żaden sposób nie może zostać uznany za sprawiedliwego, choćby wypełnił wszystkie przepisy prawa. W Biblii miłosierdzie jest sercem sprawiedliwości. Tylko miłosierdzie jest sprawiedliwe wobec człowieka.

ks. Jan Słomka

Inna perspektywa

Każdy z nas jest w jakiś sposób zraniony. Od czasu grzechu pierworodnego jesteśmy jednocześnie ofiarami i sprawcami cierpienia. Dzisiaj w Ewangelii widzimy zamkniętych w wieczerniku poranionych apostołów, którzy się chronią przed równie poranionym żydowskim tłumem. W taką sytuację wkracza Pan Jezus. Przychodzi do swoich uczniów i mówi: Pokój wam. Dopiero potem pokazuje im swoje rany. Ta scena jest zupełnie inna niż to, co znamy ze zwykłych stosunków międzyludzkich. Rany się pokazuje, żeby kogoś oskarżyć lub poprosić o pomoc: Zobacz, co mi zrobiłeś, lub zobacz, jak cierpię!

Pan Jezus pokazuje ręce i bok i mówi: Pokój wam. Jego rany nie odbierają już życia i nie zabijają wspólnoty. Nie są źródłem śmierci, ponieważ przez nie śmierć została pokonana. Historia nie została jednak anulowana. Krzyż nie zniknął, ale z narzędzia śmierci stał się źródłem życia. Chrystus nie uniknął śmierci, tylko zmartwychwstał.

Jezus przychodzi, aby nas obdarzyć swoim zmartwychwstaniem. Oznacza to, że po śmierci zwycięża w nas życie. Ale ta łaska działa już teraz. Ma moc przemienić nasze zranienia. Nasze duchowe rany nie muszą już ropieć zgorzknieniem, nienawiścią i zamknięciem w sobie. Przemienione przez Chrystusa mogą być źródłem pokoju, miłości, mogą rodzić wspólnotę. Ten cud, do którego już teraz zaprasza nas Pan Jezus, jest jawnym znakiem zmartwychwstania.

Krzysztof Kocjan OP - ur. 1975, dominikanin, absolwent psychologii na UŚ oraz teologii na PAT, obecnie jest przeorem klasztoru i proboszczem parafii w Witebsku (Białoruś).

Poczuć Miłosierdzie

Bóg na początku czasów stworzył świat, stworzył rośliny i zwierzęta, wreszcie stworzył człowieka, nazywając go Adamem. Ale nasz protoplasta uległ pokusom szatana, został wypędzony z raju i obciążony grzechem, który przylgnął do każdego z nas.

Gdyby nie Miłosierdzie Boże, zsyłające nam Jezusa Chrystusa, bylibyśmy w dalszym ciągu pod panowaniem podstępnej siły diabelskiej. Śmierć Jezusa i Jego Zmartwychwstanie otworzyły nam drogę ku Zbawieniu, umożliwiły powrót do Ojca – Boga. Jezus w momencie wypełniania swojego dzieła stał się drugim Adamem, stał się Tym, który na końcu czasów powróci, by nas wszystkich objąć swoją Wielką Miłosierną Miłością. Ale już współcześni Chrystusowi, okazując sobie nawzajem miłosierdzie, uczyli się poznawać Miłosierdzie Boże: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne.” (Dz 4,32).

Dzięki Bożemu Miłosierdziu mamy możliwość uczestniczenia w Misterium Narodzin i Życia, Śmierci i Zmartwychwstania, Zbawienia i Glorii naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Boże Miłosierdzie dało nam nie tylko wiarę, ale i Sakramenty, które przybliżają nas do Pana. Przez Sakrament Chrztu zostaliśmy włączeni w Kościół, w Sakramencie Pokuty przepraszamy Boga i zyskujemy odpuszczenie grzechów, a poprzez Eucharystię uczestniczymy w Jego nieustannie uobecniającej się Ofierze. Naszą odpowiedzią na Miłosierdzie ma być miłość Boga i bliźniego: „Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania, albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie.” (1J 5,2-3)

Słowa Ewangelii o niedowierzającym Tomaszu, zwanym Didymos, któremu Jezus pozwala dotknąć Swych ran, możemy odczytać jako Miłosierdzie wobec tych, którzy byli przed nami, wobec tych, którzy są teraz, wobec tych, którzy przyjdą po nas, wobec tych wszystkich, którzy nie widząc Boga wierzą w Niego. Albowiem: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” (J 20,29).

Bóg dobrze zna słabość natury ludzkiej i chce nas przed nią bronić. Dlatego też już w wieczór Zmartwychwstania Jezus wylał na Apostołów Ducha Świętego, mówiąc im równocześnie „Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.” (J 20,23). Apostołom dał moc odpuszczania grzechów, nam dał spowiedź jako oręż do walki z grzechami. Czyż można wątpić w Jego Miłosierdzie?

Jezu Chryste Zmartwychwstały, Nauczycielu, pomóż nam pojąć głębię Bożego Miłosierdzia, byśmy mogli trafić do Domu Ojca.

         Piotr Blachowski

Ewangeliczna wspólnota

W Dziejach Apostolskich są dwa krótkie teksty mówiące o szczęściu wspólnoty pierwszych chrześcijan (Dz 2, 42-47 i 4, 32-35). Szczęście to najdoskonalej oddaje zdanie: „Jeden duch i jedno serce ożywiało wszystkich wierzących”. Spotkałem szereg ludzi dobrej woli, którzy potraktowali tę wypowiedź św. Łukasza jako dowód możliwości istnienia na ziemi ewangelicznej wspólnoty „o jednym duchu i jednym sercu”. Często przeznaczali oni sporo czasu na jej poszukiwanie. Jedni chcieli ją dostrzec w małżeństwie, inni w rodzinie lub parafii, jeszcze inni w różnych grupach neokatechumenatu, charyzmatyków, ruchu odnowy, oaz... Poszukiwania jednak z reguły po pewnym czasie kończyły się rozczarowaniem. Wspólnoty „jednego ducha i jednego serca” nie znajdowali. Rozczarowanie niejednokrotnie prowadziło do zerwania z Kościołem, a nawet z Bogiem.

Nieporozumienie wynika z jednostronnego odczytania tekstów Nowego Testamentu. Te dwa krótkie fragmenty Dziejów Apostolskich, mówiące o atmosferze życia pierwszych chrześcijan w Jerozolimie, są bowiem podobne do uśmiechu szczęścia małżonków, którzy z perspektywy lat wspominają swoje pierwsze dni po ślubie, dni uniesienia i oczarowania sobą; dni, w których faktycznie byli „jednego ducha i jednego serca”. Taka jednak sielanka zwykle nie trwa długo. Życie jest wymagające. Pojawiają się trudności, kłopoty, spięcia. O jedno serce i jednego ducha trzeba walczyć, a walka to długa i wcale nie łatwa.

Podobnie było z chrześcijanami w Jerozolimie. Już w kilka lat po wniebowstąpieniu Mistrza Apostołowie musieli interweniować, by przezwyciężyć pierwsze podziały. A poszło nie o co innego tylko, o dary i ich niesprawiedliwy podział (Dz 6, 1). Pęknięcie między chrześcijanami pochodzenia żydowskiego a chrześcijanami pochodzenia pogańskiego było głębokie i krwawiło całe pokolenia. Już z końcem lat trzydziestych, w czasie kamienowania Szczepana, trudno mówić o jednym duchu i jednym sercu jerozolimskiej wspólnoty chrześcijan.

Ktokolwiek uważnie czyta Listy św. Pawła, z łatwością zauważy, że powodów do rozbicia wśród chrześcijań było znacznie więcej. W Koryncie kłócono się o przynależność do wybitnych osobistości apostolskiego Kościoła — Pawła, Piotra, Apollosa. Galacjanie chcieli zmuszać innych do zachowywania Mojżeszowego Prawa, Tessaloniczanie niechętnie imali się pracy itp.

Tak więc już nowotestamentalne teksty natchnione mówią nie tylko o ideale ewangelicznej wspólnoty jednego ducha i jednego serca, ale i o jej realizmie. A realizm ten polega na twórczym wysiłku, by wspólnymi siłami budować dom oparty o prawo miłości. Życie ewangeliczne rozwija się na styku ideału i przeciętności. Podobnie jak życie biologiczne rozwija się na styku ziemi z ciepłymi promieniami słońca. Życia nie ma ani głęboko w ziemi, ani daleko od ziemi. Życie wyrasta z ziemi i kieruje się ku słońcu. Wyrastanie ponad ziemię, w stronę słońca, przy równoczesnym mocnym zakorzenieniu w ziemi, stanowi tajemnicę życia.

Życie Boże w ewangelicznej wspólnocie rozwija się na styku doczesności — z wszystkimi zagrażającymi wspólnocie wymiarami słabości człowieka: jego egoizmu, ociężałości i wygodnictwa — z ową potężną siłą, jaką jest miłość Boga. Wspólnota ewangeliczna żyje wiarą i miłością jej członków. Zniechęcenie i rezygnacja z trudu budowy wspólnoty jest znakiem słabości tego, kto się zniechęca. To jego słaba wiara zagraża wspólnocie. To on gasi jej ducha i dzieli serce.

Chrystus nie mówi o możliwościach stworzenia idealnej wspólnoty na ziemi. Mówi o niej zawsze bardziej jako o zadaniu niż o rzeczywistości, o potrzebie podejmowania ciągłego wysiłku na rzecz umacniania więzów miłości między ludźmi. Ideał jest potrzebny jako ziemia obiecana, do której dążymy. Tylko takie spojrzenie gwarantuje sukces w pracy nad doskonaleniem własnego małżeństwa, rodziny czy parafii. Tylko przy takim podejściu nie grozi pokusa rozczarowania czy zniechęcenia. Trudności na drodze budowy ewangelicznej wspólnoty są nieuniknione, a człowiek wzrasta i staje się coraz wartościowszym jej członkiem, w miarę jak te trudności pokonuje.

Ks. Edward Staniek

Dar odwagi

Św. Jan w swej Ewangelii notuje, że po ukrzyżowaniu Jezusa Apostołowie zostali sparaliżowani strachem. „Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami”. Tym zalęknionym uczniom zmartwychwstały Jezus przynosi pokój.

Wydawałoby się, że spotkanie z Mistrzem, który odniósł zwycięstwo nad śmiercią, winno wszystkich wypełniać wielką odwagą i wezwać do głośnego świadczenia o potędze ich Nauczyciela. Tymczasem fakty mówią co innego. Apostołowie nadal byli spięci strachem przed spotkaniem z otaczającym ich światem, który tak łatwo ukrzyżował ich Mistrza.

Dopiero Zesłanie Ducha Świętego usunie ten lęk i wypełni ich serca odwagą zdumiewającą otoczenie. Potrafią w oparciu o otrzymaną moc Bożą zdecydowanie opowiedzieć się po stronie Zmartwychwstałego i nie przerażą się ani chłostą, ani nawet śmiercią niektórych z nich.

Otrzymując Ducha Świętego otrzymali dar męstwa. Bez tego wyposażenia nie byli bowiem w stanie skutecznie świadczyć o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa.

Opowiedzenie się po stronie Ewangelii to decyzja, która w konsekwencji wymaga przeciwstawienia się światu. Opinia publiczna to potężna siła zmuszająca do podporządkowania się myśleniu wyłącznie w kategoriach doczesnych. Ludzkie siły nigdy nie wystarczą, by się przeciwstawić presji opinii. One przy wielkiej mobilizacji wystarczają, by opinię publiczną nieco inaczej ukierunkować, i to się wielu bohaterom w historii udało, lecz nikomu nie udało się popłynąć pod prąd opinii w stronę innego życia, wykraczającego poza doczesność. To wymaga wsparcia ze strony Boga, to wymaga dodatkowego wzmocnienia ludzkich sił. Tym właśnie wzmocnieniem jest dar męstwa.

Zasadniczo wspiera on człowieka w przeciwstawianiu się pokusom, to znaczy sile przyciągania, jaką dysponuje dobro łatwe. Świat ciągle kusi człowieka ofiarując mu swoje wartości. Trzeba wiele siły, by przejść przez pełne kuszących wystaw ulice tego śwata i nie tylko nie obciążać swego bagażu nowymi zakupami, ale nawet nie tracić czasu gapiąc się na oferowane towary.

Świat nieustannie usiłuje ludzi zwabić do siebie krzykliwą reklamą działającą na wszystkie zmysły. Dar odwagi pomaga w zdecydowanym odsunięciu wszystkiego, co przeszkadza w sięganiu po pełne szczęście.

Ten sam dar pomaga w przezwyciężeniu trudności, które piętrzą się na drodze wiodącej do wielkiego dobra. Zniechęcenie, a nawet zwątpienie, nieustannie czyha na śmiałka, który pragnie osiągnąć dobra nieprzemijające. Te dwie słabości bazują na braku odwagi. Ten bowiem, komu brakuje męstwa, popada w zniechęcenie i zwątpienie.

Ewangeliczna droga wiedzie początkowo przez ulice świata, gdzie na straganach w zasięgu ręki jest dobro łatwe, lecz przemijające. Kto nie dał się złowić na to dobro, wchodzi na drogę stromą i niebezpieczną. U jej kresu znajduje się dobro trudne, ale nieprzemijające. Świat obserwuje śmiałka. Podziwia go i nienawidzi za to, że nie dał się złowić na dobro łatwe; jeszcze bardziej ten podziw i ta nienawiść wzrasta, gdy obserwuje, jak pokonuje kolejne przeszkody. Śmiałek staje się świadkiem innego życia — pięknego, ale trudnego, wolnego, ale niebezpiecznego. Ryzyko jednak należy do istoty życia. To przez nie, życie zyskuje specyficzny blask.

Ilu z chrześcijan współczesnych wie, że od bierzmowania dysponują darem odwagi? Ilu umie z tym darem współpracować? Czy nasze świadectwo ewangelicznego życia nie jest słabe właśnie przez to, że przycięliśmy ideał ewangeliczny do naszej słabości? W oparciu o ludzką moc ewangelicznego szczytu zdobyć nie można. Kto to usiłuje czynić, wcześniej czy później zostanie przez świat pokonany i stanie się antyświadkiem Chrystusowych wartości.

Ks. Edward Staniek

Kolejna krakowianka w drodze do beatyfikacji

W ramach trwającego procesu beatyfikacyjnego, za zgodą Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, 5 kwietnia 2018 r. odbyła się ekshumacja doczesnych szczątków Czcigodnej Służebnicy Bożej s. Emanueli Kalb ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego z grobowca zakonnego Sióstr Kanoniczek na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, ich kanoniczne rozpoznanie oraz złożenie w kościele sióstr pw. św. Tomasza w Krakowie.

Prace ekshumacyjne przeprowadzone zostały przez Komisję powołaną przez metropolitę krakowskiego abpa Marka Jędraszewskiego na czele z ks. dr. Andrzjem Scąbrem, kierownikiem Referatu Spraw Beatyfikacyjnych w Kurii Metropolitalnej w Krakowie. W skład Komisji weszli, m.in. lekarze biegli w dziedzinie anatomii i medycyny, technicy i duchowni. Obecna była również Przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia - m. Maria Estera Kapitan oraz postulator sprawy beatyfikacyjnej Czcigodnej Służebnicy Bożej - s. Immakulata Kraska.

Po dokonaniu rekognicji, czyli kanonicznego rozpoznania i przeprowadzeniu stosownych badań, z zachowaniem wszelkich wymogów Sanepidu i prawa cywilnego, doczesne szczątki Czcigodnej Służebnicy Bożej s. Emanueli Kalb złożone zostały do metalowej trumienki. Następnie, po zamknięciu i opatrzeniu lakową pieczęcią Kurii Metropolitalnej, trumienkę włożono do licującego z wystrojem kościoła sarkofagu.

Z tym niewielkim krakowskim kościołem, znajdującym się na skrzyżowaniu ulic Szpitalnej i św. Tomasza, Siostra Emanuela była w sposób szczególny związana. Tutaj rozpoczynała życie zakonne; tutaj przez dziesiątki lat modliła się, trwała na adoracji Najświętszego Sakramentu, wypraszając łaski i ofiarując swoje życie za zbawienie dusz; z tego miejsca odeszła do wieczności. Stąd też, zarówno Siostry jak i Wierni, wyrażają radość z faktu, że powróciła ona „do siebie" i że ułatwiony został dostęp do jej doczesnych szczątków wszystkim nawiedzającym kościół i pragnącym modlić się o łaski za jej wstawiennictwem.

Przeniesione do kościoła pw. św. Tomasza Ap. doczesne szczątki Czcigodnej Służebnicy Bożej, jeżeli uprosimy cud za jej przyczyną, z chwilą beatyfikacji staną się relikwiami i będą mogły być przedmiotem kultu publicznego w Kościele.

Prace ekshumacyjno-rekognicyjne zwieńczyła właśnie Eucharystia o rychłą beatyfikację s. Emanueli, której przewodniczył ks. Andrzej Scaber, a homilie wygłosił o. Szczepan T. Praśkiewicz OCD, konsultor Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Siostra Emanuela Kalb była konwertytką z judaizmu. Urodziła się w rodzinie żydowskiej 26 sierpnia 1899 r. w Jarosławiu i miała na imię Chaje (Helena). Była najstarszą z sześciorga dzieci. W 1916 r. zmarła jej matka. Wkrótce potem Chaje zachorowała i w szpitalu zetknęła się z siostrami zakonnymi. Prowadziła z nimi długie rozmowy, dzięki którym zapoznała się bliżej z postacią Chrystusa, wierząc że On jest obiecanym Mesjaszem. Po wyzdrowieniu 18 stycznia 1919 r. przyjęła w katedrze przemyskiej chrzest wraz z imieniem Maria Magdalena. Zdobyła wykształcenie pedagogiczne w Krośnie i pracowała jako nauczycielka. W 1927 r. wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego w Krakowie, otrzymując imię zakonne Emanuela; 29 października 1933 r. złożyła swoje śluby wieczyste. Pracowała jako nauczycielka w szkołach i przedszkolach prowadzonych przez siostry. Ciesząc się pełnym zaufaniem przełożonych, zajmowała odpowiedzialne stanowiska we wspólnocie zakonnej, jak mistrzyni nowicjatu, przełożona domu, sekretarka generalna. Prowadziła bardzo głębokie życie wewnętrzne i prowadziła dzienniczek duchowy. W 1941 r. złożyła akt ofiarowania za naród żydowski, „by poznał światło wiary, którym jest Chrystus". Modliła się również za kapłanów i w tej intencji ofiarowała swe cierpienia, m.in. utratę słuchu. Utrzymywała kontakt z o. Danielem Rufeisenem, karmelitą bosym, pochodzącym z rodziny żydowskiej z Żywiecczyzny. Od 1957 r. do końca życia przebywała w domu zakonnym przy ul. Szpitalnej 12 w Krakowie, pełniąc obowiązki bibliotekarki. Zmarła w opinii świętości w Krakowie, 18 stycznia 1986 r.

Wiosną 2001 r. kard. Franciszek Macharski otworzył w Krakowie jej proces beatyfikacyjny i 14 grudnia 2015 r. papież Franciszek ogłosił dekret o heroiczności jej cnót.

Chciejmy modlić się o cud, jakiego jeszcze brakuje do beatyfikacji tej Kandydatki na ołtarze. Zachęcajmy do tej modlitwy zwłaszcza tych, którzy zmagają się z cierpieniem, chorobą, rozmaitymi problemami. Niech dobry Bóg okaże im miłosierdzie za wstawiennictwem Siostry Emanueli.

Ks. Andrzej Scąber

Święci i błogosławieni w tygodniu

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.