WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

         49/687                   -           2grudnia 2018 R.C.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

Adwent

2 grudnia 2018 r. C.

Niedziela

I Niedziela Adwentu

(Łk 21,25-28.34-36)

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy.

Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi.

Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

W kontekście napawających trwogą zapowiedzi końca świata pojawia się wezwanie, by nabrać ducha i podnieść głowę.

Nie ma w tym cienia żartu czy ironii. Wezwanie to wpisuje się w przesłanie Dobrej Nowiny, która w słabości odnajduje moc, w ciemności światło, a w śmierci życie.

Zawsze będzie nas dziwić, że właśnie w najtrudniejszych chwilach życia Bóg najpełniej objawia swą tajemnicę. Ale też to przedziwne działanie Boga pozwala nam spojrzeć z odwagą na wszelkie doświadczenia życiowe.

Zawsze możemy zachować nadzieję, że to, co trudne, kryje w sobie obietnicę Bożego miłosierdzia.

W dzisiejszym numerze:

- Adwent

- Nasze czekanie

- Lękać się czy nie lękać czasów ostatecznych?

- W pogoni

- To będzie piękna katastrofa

- 10 powodów, dla których warto mieć mniej

- Gdybyś tylko znał potęgę tej modlitwy

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

Adwent

"Rok znowu dobiega końca

i zimą w nim zapachniało

Białą się przykrył pierzyną

odświętnie w koło i biało

Natura spać się położyła

słoneczne pogasiła blaski

Na nieba suficie zapaliła

srebrem błyszczące gwiazdki

I ludzie jacyś inni naraz

choć w troskach i zabiegani

To adwent tuż przed świętami

próbuje rozliczyć się z nami

Duchowo musimy się zmienić

by miejsce w sercu zrobić

Rękę wyciągnąć na zgodę

skłóconych z sobą pogodzić

Adwent jest zastanowieniem

zadumą nad życiem i skruchą

A płomyk świecy w "Stroiku"

światełkiem w tunelu, otuchą

Wigilię przeżyć i święta

tak łatwiej może nam będzie

Z "dzieciątkiem" oraz bliskimi

choince, prezentach, kolędzie"

Nasze czekanie

     Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!. (Mk 13,33-37)

     Adwent (łac. 'przyjście'), który dziś rozpoczynamy, jest czasem oczekiwania i przygotowania naszych serc na święta Narodzenia Pańskiego. Jest to również oczekiwanie na powtórne przyjście Chrystusa na końcu czasów. Dlatego Kościół zachęca do udziału w tych dniach w rekolekcjach organizowanych w każdej parafii oraz do sakramentu pokuty i pojednania.

     Ten kilkutygodniowy okres oczekiwania na Chrystusa uświadamia nam, że całe nasze życie jest czekaniem na coś lub na kogoś. Rodzice czekają na narodziny dziecka, później na jego pierwsze samodzielne kroki, na pierwsze słowo - czy powie "mama", czy "tata". Dziecko oczekuje na pójście do szkoły podstawowej, następnie do gimnazjum i liceum, może na studia. Rodzice czekają na jego wybór drogi życiowej, ich dorosłe już dziecko na wymarzoną miłość, sakrament małżeństwa i swoje dzieci, a dziadkowie na wnuki. I tak koło oczekiwania się zamyka. Mijają pokolenia, a człowiek wciąż na coś lub na kogoś czeka.

   Pytanie tylko, czy czekając na to wszystko, czekamy na Boga? Czy w czasach kryzysu, kiedy mówi się wyłącznie o finansach, polityce i problemach, w nawale naszych obowiązków, znajdujemy jeszcze czas, by czekać na przyjście Boga? Przecież jako chrześcijanie powinniśmy przede wszystkim oczekiwać naszego spotkania z Chrystusem, który tak jak pan domu z dzisiejszej Ewangelii wróci kiedyś do swojej własności. A my mamy wtedy być w pełnej gotowości. Nie wiemy, kiedy to nastąpi, ponieważ nikt nie zna dnia ani godziny ostatecznego przyjścia Chrystusa. Może w czasie wesela czy zakupów, a może przy pracy lub na zasłużonym urlopie. W każdym przypadku przyjdzie niespodziewanie.

     Jezus mówi do nas dzisiaj: "Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie". Mamy więc zrobić wszystko, aby Pan nie zastał nas śpiących, czyli zajętych wyłącznie swoimi sprawami. Nie możemy koncentrować się na sobie, jeśli tyle rzeczy dla innych jest do zrobienia. Nasze czuwanie nie może być bierne - to nie ma być stan hibernacji i przeczekania w spokoju, aż czas się wypełni. Chrześcijanin, oczekując przyjścia Chrystusa, powinien w każdej chwili życia pomnażać dary i talenty otrzymane od Boga, aby zdać Mu relację ze swego życia. Nasze oczekiwanie powinno być więc pełne aktywności i dostrzegania oczami wiary problemów naj-' ważniejszych, które będą decydowały o naszej wieczności - o zbawieniu lub potępieniu.

ks. Łukasz Szkarłat

Lękać się czy nie lękać czasów ostatecznych?

Kościół zaprasza nas byśmy przeżyli, począwszy od tej niedzieli, czas Adwentu. Rozpoczyna się w naszym życiu coroczna wędrówka ku świętom Bożego Narodzenia. Dobrze, że możemy wychodzić naprzeciw Temu, który kieruje swoje kroki ku nam. Ten czas przygotowuje nas na ostateczne przyjście Chrystusa, który przybliża się do nas, ale czy my zbliżamy się do niego? To pięknie, że poprzez wydarzenie adwentu, możemy każdego roku rozpoczynać na nowo lub kontynuować z większą świadomością i odnowionym entuzjazmem naszą wędrówkę wiary.

Tej niedzieli Liturgia Słowa, zwłaszcza pierwsze czytanie i Ewangelia, zatrzymują nas na obrazach pełnych trwogi, niszczenia i kataklizmów. Są to w pierwszym rzędzie obrazy, które ukazują nam Boga sprawiedliwego i wiernego swemu słowu. On, jak najbardziej, dotrzymuje obietnic, mimo dramaturgii obrazów.

Musimy pamiętać, że w centrum wydarzeń, które opisuje Jeremiasz i Łukasz, jest Bóg i Syn Człowieczy. To właśnie na tych Osobach powinno spoczywać nasze spojrzenie. Ewangeliczne obrazy mają na nowo, na początku tego Adwentu, obudzić w nas pragnienie samego Boga. Apokaliptyczne sceny powinny niepokoić, a nawet trwożyć, tych, którzy w sowim życiu zlekceważyli obecność i działanie Boga, ale jednak dla nas, ludzi wiary, liczy się sama osoba i działanie Boga w Trójcy Jedynego. Bo czasy ostateczne, to nadejście ukochanej i umiłowanej Osoby. Wszystkie inne wydarzenia temu przyjściu towarzyszące są drugorzędne, małoznaczne.

Wydarzenia apokaliptyczne bardzo są podobne do naszych doświadczeń osobistych. Kiedy wszystko układa się w naszym życiu jak najgorzej, wtedy winniśmy jeszcze mocniej ufać. Czy sami tego niejednokrotnie nie doświadczaliśmy? Gdy noc jest najciemniejsza, wówczas nagle pojawia się światło.

Sam Jezus uczy nas, ludzi wiary, odpowiedniego zachowania: „A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się Wasze odkupienie”. Wydarzenia przychodzące nie są wydarzeniami niosącymi zniszczenie, ale zbawienie. Chrześcijanin nie powinien trwożyć się, gdy usłyszy, a nawet wtedy, gdy zacznie doświadczać wydarzeń apokaliptycznych. Ma podnieść głowę, bo nadchodzące wydarzenia są dla niego wydarzeniami zbawczymi.

Do tego pocieszającego stwierdzenia Jezus dodaje jeszcze wskazówki, jak człowiek wiary, ma się do tych wydarzeń przygotować. Chodzi o to, byśmy nie dali się zaskoczyć i przerazić. Improwizacja w tym zakresie nie jest mile widziana. Mamy uważać na siebie. Należy codziennie żyć w oczekiwaniu czujnym, jasnym i świadomym, nie tracąc przy tym celu ostatecznego. W tym czuwaniu mogą nam przeszkodzić: obżarstwo, pijaństwo i troski doczesne, które Łukasz nazywa ociężałością serca. To one zamykają człowieka w więzieniu przyjemności, używek, uzależnień i skłaniają nas do tego, co przyziemne. Jezus nas kocha i nie chce byśmy robili coś, co nas w jakikolwiek sposób okaleczy, upodli, zniewoli czy może nawet zniszczy. W końcu sami wiemy, że niewiele trzeba, aby w te doświadczenia wpaść, aż na długie lata nałogów.

To wszystko utrudnia, a czasami uniemożliwia nam dobre przeżycie okresu Adwentu, a tym bardziej godne spotkanie z Jezusem, gdy przyjdzie w czasie ostatecznym.

Czuwanie i modlitwa, to dwie postawy, które bardzo nam mogą ułatwić spotkać się z przychodzącym Jezusem dzisiaj i w przyszłości. Chrześcijanin powinien przeżywać każdą chwilę swojego życia, jako ostateczną i zbliżającą go do Boga. Wszystko dzień po dniu, nasza wielka i mała posługa jest ostateczna, bo te wydarzenia i te dni już się nie wrócą.

Krok Jezusa w naszą stronę jest zdecydowany dotyczy dziś i jutra. A twój krok dokąd zmierza? Może warto sobie zadawać to pytanie podczas tego okresu Adwentu? I znów w moim życiu rozpoczął się Adwent.

ks. Leszek Skaliński SDS

Adwentowa modlitwa

Alina Paul

W adwentowym czekaniu,

gdy przycichł świat cały:

uwielbiam Cię, Jezu,

Panie godzien chwały.

Uwielbiam Cię: w myśli,

w modlitwie i w śpiewie.

Oddaję Ci, Jezu,

dziś samego siebie.

Chcę Ci przygotować

w sercu swoim drogę,

bo tęsknię za Tobą,

mym Panem i Bogiem.

Zobacz - adwentowe

płoną dla Ciebie lampiony.

Przyjdź więc Panie Jezu

i bądź uwielbiony!

W pogoni

Pod koniec roku jest jeden weekend w USA, gdy wszystkie supermarkety robią jednodniową obniżkę cen. Ludzie przez całą noc czekają przed sklepami, niektórzy nawet rozbijają namioty. Gdy otwierają sklep ludzie biegną, bo każdy chce przed innymi dopaść atrakcyjny towar po bardzo niskiej cenie. Psychologowie uważają, że w takich sytuacjach budzi się w człowieku instynkt łowcy i zdobywcy. Tego typu zachowania są typowe dla społeczeństw konsumpcyjnych. Można by powiedzieć: „Powiedz mi na co czekasz, a ja ci powiem kim jesteś.” Czy nam się to podoba czy nie każdy z nas jest członkiem tego społeczeństwa, jest konsumentem. Kiedyś ks. Józef Tischner powiedział, że każdy z nas ma w sobie coś z socjalizmu, podobnie jest z konsumpcyjną mentalnością.

W prasie można przeczytać, że Polacy są coraz bogaci i bardziej zadowoleni z swojej sytuacji życiowej. Coraz zdrowsi i otoczeni dobrami. Z drugiej strony wśród osób między 20 a 30 rokiem życia przybywa tych, którzy przeżywają swoistego rodzaju kryzys psychiczny, który nie jest ani chorobą, choć na taką wygląda, ani depresją, czy wypaleniem zawodowym. Psychika po prostu się rozsypuje. Na tego typu dolegliwości cierpi 20 razy więcej osób niż 20 lat temu, czyli kilka milionów osób. Ten stan psychiczny wiąże się z utratą poczucia sensu życia. Jak się okazuje ludzie bogaci są narażeni bardziej na takie stany psychiczne. Można by to podsumować, że pieniądze szczęścia nie dają. (M. Bunda)

Maynard Keynes w 1928 r. wydał książkę o perspektywach ekonomicznych dla naszych wnuków. Jego analizy dotyczyły więc ludzi, którzy w dniu dzisiejszym są w wieku emerytalnym. M. Keynes w tamtym czasie obliczył, że za sto lato poziom życia ludzi w krajach przodujących będzie od 4 do 8 razy większy. Wystarczy więc pracować 3 godziny dziennie na zdobycie środków do zaspokojenia swoich potrzeb materialnych. Dzięki temu człowiek będzie mieć dużo wolnego czasu, który będzie mógł poświęcić na rozrywki rozwijające jego umysł. Obliczył także, że np.: pisarzowi starczy 500 funtów na spokojne życie. Przeliczając to na dzisiejszą wartość pieniędzy mówił o kwocie około 8 tys. zł. Przewidywania wielkiego ekonomisty jednak się nie sprawdziły. Wprawdzie poziom życia się zwiększył, jednakże czas pracy skrócił się tylko do 40 godz. tygodniowo. (za M. Ostrowski) Ludzie bogaci dawniej nie musieli wiele pracować, dzisiaj pracują od rana do wieczora i często nie mają wolnego dnia, aby utrzymać swoją pozycję finansową.

W swoich prognozach M. Keynes pomylił ludzkie potrzeby z ludzkim pragnieniami. Często im więcej się ma tym więcej się pragnie mieć. Dzieje się to między innymi dlatego, że szybko nudzimy się przedmiotami które posiadamy. Poza tym między ludźmi panuje konkurencje do posiadania więcej niż nasi sąsiedzi. W tych kwestiach rządzi nami zasada naśladownictwa, chcemy mieć co najmniej to samo co inni, do czego zachęca nas wszechobecna reklama. Machina ciągłego nabywania kręci się ale traci swój sens. Badania wykazały, że podnoszenie się poziomu życia nie powoduje podniesienie się poziomu poczucia szczęścia. Czyli bogactwo nie sprzyja naszemu szczęściu. Awans do elit bogatych, jak wykazały badania, często sprzyjają zachowaniom nieetycznym.

Przedstawiony stan duchowy współczesnego człowieka budzi liczne refleksje. Przykładowo Paul Piff postuluje by postęp nie mierzyć miarą wzrostu gospodarczego, czy dochodem na osobę lecz by wziąć pod uwagę takie czynniki dobrego życia jak: zdrowie, bezpieczeństwo, szacunek, rozwój osobowości, współistnienie z przyrodą, przyjaźń i czas wolny.

Przeprowadza się także eksperymenty polegające na próbie życia bez zbędnych zakupów. Osoby, które do niego przystępują deklarują się, że nie będą robiły zbędnych zakupów. Wśród osób, które poddały się takiej próbie znajdowały się takie o skromnych dochodach, ale i o większych dochodach. W czasie trwania eksperymentu zauważono różne nastroje u uczestników od euforii, poprzez poczucie ssania, czyli chęci kupienia sobie czegoś co poprawiłoby nastrój. Pojawiały się także stany irytacji, a także poczucie obfitości. Uczestnicy doszli do wspólnego wniosku, że w tym czasie byli bardziej twórczy bo musieli zastanowić się jak spożytkować rzeczy, które już posiadali. Poczuli się także jakby bardziej wolni. (za M. Sapała)

Człowiek zawsze miał swoje potrzeby materialne, radził sobie z nimi na różne sposoby i tak jest obecnie. Rodzi się jednak pytanie czy w tym zatroskaniu się nie zagubi? Czy nie zgubi tego co jest najważniejsze? Czy usłyszy głos Boga? Św. Paweł modli się: „Pan… niech spotęguje waszą wzajemną miłość dla wszystkich” (1 Tes 3,12) Niewątpliwie jest to modlitwa, ale zarazem jest to wezwanie do słuchaczy o większą miłość wzajemną. Słowa Chrystusa: „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.” (Łk 21,36), czy nie pokazują nam co jest w życiu istotne, by nie zagubić sensu istnienia.

ks. Rafał Masarczyk SDS

To będzie piękna katastrofa

W filmowej adaptacji Greka Zorby tytułowy bohater wypowiada niezapomniane słowa: „Szefie, widziałeś kiedyś taką piękną katastrofę?!”. To jedno, wpisane już w kulturę popularną zdanie stało się wymownym obrazem konfrontacji dwóch światów, dwóch przeciwnych systemów wartości i sposobów patrzenia na życie. Czy takie zniszczenie może być piękne, dodające otuchy, utwierdzające w wierze, nadziei i miłości? Dla nas, przyzwyczajonych do mozolnego i pracowitego życia, dla których porażka w nietrafionych inwestycjach i interesach bywa powodem do targnięcia się na własne życie, zachwyt Zorby może być kompletnie niezrozumiały. Co dopiero powiedzieć o słowach Jezusa, który w obliczu końca świata i prawdziwie apokaliptycznego scenariusza kosmicznych katastrof zachęca nas do nabrania pewności siebie, ufności, odwagi? Czy to dzisiejsze Słowo może nas w jakikolwiek sposób pocieszyć?

Rozpoczynający się właśnie adwent to dobra okazja, by uleczyć swoją chorobliwą krótkowzroczność. Ona wielokrotnie budzi nasz lęk, gdy na co dzień doświadczamy przemijalności wszystkich i wszystkiego. Nasze życie przypomina durszlak, przez który uciekają chwile, ludzie, plany. Dlatego potrzebujemy nowej perspektywy naszej codzienności, jaką przynosi adwent. To świadomość, że Panem czasu i historii jest Bóg. Rzeczywistość nie wymknęła Mu się spod kontroli. On nie toczy ryzykownej walki, bo już ją wygrał. Przyjdzie jako zwycięzca z wielką mocą i chwałą. Dlatego lęk i obawę warto przemienić w tęsknotę. Ona, w przeciwieństwie do strachu, nas nie paraliżuje, lecz doskonali w miłości. Bo przecież im bardziej kochamy, tym mocniej tęsknimy.

Dzięki wierze, która jest poręką dóbr, których się spodziewamy, możemy się uczyć dalekowzroczności i nią żyć. Wierząc, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest, możemy zawołać: Koniec świata będzie piękny! Więc przyjdź już, Panie Jezu!                  Jacek Szymczak OP

10 powodów, dla których warto mieć mniej

Żyjemy w epoce konsumpcjonizmu (przynajmniej w świecie Zachodu), którą można streścić w słowach "więcej, szybciej, lepiej i często nie za swoje". Te cztery cechy charakterystyczne dla naszych czasów dotyczą właściwie każdej płaszczyzny codzienności. Oczywiście, nie ma nic zdrożnego w chęci poprawiania, rozwoju i ulepszenia czy korzystania z posiadanych bogactw, o ile nie mają destrukcyjnego wpływu na kondycję psychofizyczną ani w żaden sposób nas nie zniewalają.

Presja czasowa i jakościowa, z którą każdy - choć w różnym stopniu - musi zmierzyć się w pracy, w połączeniu z zawodową i osobistą odpowiedzialnością, jest wystarczającą dawką stresogenną. Tymczasem dokładamy sobie niepotrzebnego stresu, poddając się dyktaturze konsumpcjonizmu. Jeśli myślisz, że ten problem cię nie dotyczy, pozwól, że zadam ci kilka pytań kontrolnych.

     Czy posiadasz więcej rzeczy, niż potrzebujesz?

   Czy masz takie ubrania, w których nie chodzisz, ale wciąż je trzymasz?

   Czy kolekcjonujesz "przydasie" (czyli rzeczy, których za nic w świecie nie chcesz wyrzucić, bo kiedyś mogą się przydać)?

   Czy kiedykolwiek kupiłeś coś na raty lub za pomocą karty kredytowej (czyli za pieniądze, które nie są twoje)?

   Czy marzy ci się nowy model telefonu/samochodu/torebki/ butów/gry, mimo że całkiem niedawno sprawiłeś sobie nową sztukę?

   Czy korzystałeś z promocji tylko dlatego, że taka okazja szybko się nie powtórzy?

   Czy po zakupieniu wymarzonej rzeczy szybko przestajesz się nią cieszyć i podążasz za kolejną?

   Czy kiedykolwiek czułeś się gorszy od innych z powodu tego, że czegoś nie masz?

   Czy zdarzało ci się poczuć lepiej dlatego, że masz coś, czego nie mają inni?

   Czy przynajmniej raz miałeś poczucie braku kontroli nad wydawaniem swoich pieniędzy?

Powyższe pytania nie pochodzą z testu na zakupoholizm, choć niektóre mogłyby się do niego kwalifikować. Zmierz się z nimi w całkowitej szczerości. Jeśli przynajmniej raz odpowiedziałeś "TAK" - a mogę się założyć, że kilka razy udzieliłeś twierdzącej odpowiedzi - masz w sobie skłonności do stania się o arą konsumpcjonizmu. Alternatywa? Jest nią właśnie minimalizm. Taki, który nie ma nic wspólnego z minimalnym zaangażowaniem w życie. Wręcz przeciwnie - to maksymalne słuchanie swoich prawdziwych potrzeb i pragnień, robienie tego, co się kocha, przy jednoczesnym odrzuceniu wszystkiego, co niepotrzebne i "nie twoje".

Jakość ponad ilość!

Minimalizm nie jest tylko wietrzeniem szafy czy gruntownym porządkowaniem mieszkania, chociaż to też element minimalistycznej postawy. Nie oznacza również rezygnacji z tego, co kosztowne (da się pogodzić minimalizm z posiadaniem najlepszego na rynku smartfona!), ale z tego, co niepotrzebne do szczęścia. Jest wydobywaniem z własnego życia tego, co w nim najbardziej wartościowe, by następnie poświęcić temu czas marnowany wcześniej na rzeczy i sprawy, które rozpraszają, dają na chwilę pocieszenie i ostatecznie zostawiają nas z... większym duchowym głodem.

Jeśli nauka takiej postawy będzie jednocześnie wiązała się z porządkami w domu i opróżnianiem zagraconych szafek - to dobrze. W końcu na tym również polega pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy. Poza tym mniej rzeczy do porządkowania i układania na półkach oznacza więcej czasu na przyjemniejsze sprawy. Zatrzymanie się jednak na etapie porządkowania rzeczy byłoby rozcieńczeniem minimalizmu. Bo - zwłaszcza w ujęciu chrześcijańskim - powinien on polegać na "posprzątaniu" własnego serca, by nie mamić go więcej chwilowymi "zaspokajaczami". Serca, które ma serdecznie dość miernych podróbek tego, co się dla niego naprawdę liczy. I które prędzej czy później się o to upomni.

Idea minimalizmu jest też godna zainteresowania z powodu jej indywidualnego charakteru. Moja postawa minimalistyczna będzie inna niż twoja, bo nasze serca różnią się od siebie i mają odmienne pragnienia. Droga do poznania ich też jest indywidualna dla każdego człowieka. Możesz nawet ograniczyć posiadane rzeczy do konkretnej liczby (tak, naprawdę są na świecie ludzie, którzy kurczowo trzymają się tego, by nie posiadać więcej niż sto rzeczy!), jeśli dzięki temu dokopiesz się do twoich prawdziwych potrzeb. A gdy już je odkryjesz, zaspokajanie ich też będzie przebiegać w charakterystyczny dla ciebie sposób. Tym samym, dzięki odrzuceniu tego wszystkiego, kim powinniśmy być i czego chcieć według twórców reklam i światowych trendów, minimalizm pozwala nam być naprawdę sobą.

Mam takie szczęście, że kilka razy w roku udaje mi się pojechać chociaż na weekendowe rekolekcje, gdzie nie używa się elektroniki. Każde takie oddzielenie od technologii powoduje, że w trakcie rekolekcji mam więcej czasu na modlitwę, rozmowy towarzyskie i lepszy kontakt z moim wnętrzem. Ale nie tylko. Po powrocie do codziennego życia bardziej świadomie korzystam z tego typu gadżetów i na nowo się nimi cieszę. Nade wszystko rodzi się we mnie świeża radość z tego, co od dawna posiadam, a czego przed wyjazdem kompletnie nie zauważałem. Spróbuj podobnego eksperymentu - nawet najkrótszy detoks przynosi korzyści.

10 powodów, dla których warto zostać minimalistą

Jeśli jeszcze cię nie przekonałem, byś rozpoczął przygodę z minimalizmem, rzuć okiem na poniższą listę prfitów z nim związanych. Natomiast jeśli już wiesz, że minimalistyczna postawa jest dla ciebie dobrym rozwiązaniem, niniejszą listę możesz potraktować jako dodatkowy motywator do działania.

Bo minimalistyczne MNIEJ znaczy tak naprawdę WIĘCEJ:

     Pieniędzy - jeśli wyzbędziesz się zautomatyzowanego nabywania, twój budżet prawdopodobnie odczuje pozytywne skutki niezaspokajania zachcianek.

   Czasu - będziesz mógł go wykorzystać na sprawy naprawdę dla ciebie istotne. Czytanie książek zamiast nieustannego ogarniania nadmiaru rzeczy brzmi bardziej kusząco, prawda?

   Spokoju - posiadanie rzeczy wyłącznie potrzebnych i skupienie na sprawach ważnych niesie ze sobą dużą dawkę spokoju.

   Przestrzeni - zarówno tej zewnętrznej (dzięki mniejszej liczbie rzeczy), jak i wewnętrznej (wskutek zaniechania nieistotnych spraw i aktywności).

   Zorganizowania - mniej aktywności to także łatwiejsze planowanie i realizacja zadań.

   Wdzięczności - brak pogoni za tym, co nowe, lepsze i szybsze pozwoli ci docenić to, co już masz.

   Świadomego życia - życie minimalistyczne skutkuje lepszym zrozumieniem własnych potrzeb i emocji.

   Uniwersalności - dzięki ograniczaniu oczekiwań łatwiej przystosowujesz się do wymogów teraźniejszości na wzór św. Pawła zaprawionego do wszystkich warunków (Flp 4,11-13).

   Szczęścia - stawianie na życie jakościowe (rozumiane jako zgodne z głosem własnego serca) powoduje, że zanika chęć porównywania się z innymi ludźmi, a jej miejsce zastępuje poczucie pewności siebie i spełnienia.

   Chrześcijaństwa - odejście od konsumpcjonizmu na rzecz prostoty i minimalizmu ułatwia życie zgodne z naukami Jezusa Chrystusa. Mniej troski o rzeczy doczesne to więcej starań o sprawy Królestwa Niebieskiego, które powinny być priorytetem każdego chrześcijanina (zajrzyj do Pisma Świętego - Mt 6,33).

Rzecz jasna powodów, dla których warto zostać minimalistą, jest znacznie więcej. Tym bardziej że minimalizm pozwala ci naprawdę być sobą. Bo przecież o twoje serce tu chodzi i to ono wskaże ci najważniejsze korzyści "życia w prostocie i jakości".

Gdybyś tylko znał potęgę tej modlitwy

Kiedy depresja zaatakowała mnie po raz kolejny i tak mocno jak nigdy wcześniej, skala psychicznego zniszczenia wydawała się nieodwracalna. Niewiele pamiętam z tamtej podróży, za to nigdy nie zapomnę modlitwy, która zmieniła wszystko i uratowała mi życie.

Kiedy ranne wstają zorze, Polak narzeka, na co tylko może... Czy znasz ludzi, którzy od świtu do nocy zajmują się głównie właśnie tym? A może sam jesteś taką osobą? Co gorsza, nieprzypadkowo zestawiłem tu narzekanie z religijną piosenką, bo i wśród ludzi wierzących nie brakuje zawodowych narzekaczy. Znam wiele takich osób, u których wiara w Jezusa Chrystusa nie osłabia naszej narodowej skłonności do narzekania. Potrafią nawet w trakcie rekolekcji skupiać się głównie na nieistotnych detalach życia codziennego i gdy tylko rozmijają się one z ich oczekiwaniami (na przykład okno w pokoju znajduje się z niewłaściwej strony lub kontakt umieszczony jest zbyt wysoko), uruchamiają lawinę narzekania. A to utrudnia przyswajanie i przeżywanie duchowych treści.

Narzekanie, które niszczy serca

Jestem przekonany, że i ty bez trudu znajdziesz w swoim otoczeniu takie osoby, których paliwem jest właśnie narzekanie na... wszystko. Tymczasem papież Franciszek uczula nas, że (...) narzekanie jest czymś złym, nie tylko wobec innych, ale także kiedy narzekamy na samych siebie, kiedy wszystko wydaje nam się gorzkie. [Narzekania] Są złe - bo odbierają nam nadzieję. Nie podejmujmy tej gry, by żyć narzekaniem!

Każdy z nas może być uczniem, który - skupiony na narzekaniu i frustracjach - nie będzie dostrzegał Jezusa. Warto o tym pamiętać, szczególnie w najtrudniejszych momentach naszego życia. Bądźmy pewni, że Pan nas nigdy nie opuszcza: jest zawsze z nami, także w trudnej chwili. I nie szukajmy schronienia w narzekaniach: szkodzą nam. Szkodzą naszemu sercu - to rada papieża Franciszka, którą należy potraktować jako poważne ostrzeżenie i inspirację do zmiany nastawienia.

Siła wdzięczności zadziała na twoją korzyść

Alternatywą dla narzekania jest dziękczynienie. Pismo Święte jasno określa, że wdzięczność wpisana jest w Boży plan na nasze życie: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was (1 Tes 5,18). W tym fragmencie na szczególną uwagę zasługują słowa "W KAŻDYM POŁOŻENIU". Kiedy mamy dziękować? ZAWSZE. Nawet jeśli życie wali się nam na głowę albo doświadczamy niewyobrażalnie bolesnej krzywdy? NAWET WTEDY! Za alkoholizm w rodzinie, zdrady małżeńskie, nieuleczalne choroby dzieci? TEŻ!

Jeśli twoje serce buntuje się teraz przeciwko takiej Bożej logice, pozwól chociaż, że wyjaśnię, czym jest dziękczynienie. Bo właśnie w prawidłowym zrozumieniu postawy dziękczynienia znajduje się klucz do dziękowania w każdym położeniu - nawet tym najbardziej okropnym, bolesnym czy bezsensownym. W tym celu posłużę się słowami o. Grzegorza Kramera SJ, który w tekście Być wdzięcznym za grzech na łamach serwisu Jezuici.pl o prawidłowej postawie dziękczynnej pisze w ten sposób:

     Dziękczynienie to nie paplanie słowa: dziękuję, ale umiejętność dostrzegania Boga we wszystkim. Bóg nie jest moim grzechem, podobnie jak nie jest moim sukcesem. Ale Bóg jest ze mną w moim sukcesie, ale i wtedy, kiedy grzeszę. Takie podejście umożliwia dziękowanie Bogu i uwielbianie Go mimo naszych zaciśniętych z bólu czy złości zębów. W KAŻDYM POŁOŻENIU! Uczy dostrzegania Bożej obecności w nawet najtrudniejszych sytuacjach, a przez to zaufania, że pomimo całego zła w świecie Bóg jest dobry!

     Niezliczone świadectwa ludzi z różnych części Ziemi potwierdzają, że Jego dobroć szczególnie objawia się wtedy, gdy dziękujemy za sprawy trudne i bolesne. A precyzyjniej mówiąc, gdy dziękujemy za Bożą obecność w tych "gorszych momentach" naszego życia. Często wręcz dochodzi do tak radykalnych "zwrotów akcji", jak na przykład dobrowolne zgłoszenie się wieloletniego alkoholika na odwyk czy opamiętanie i zmiana decyzji małżonka, który jeszcze chwilę wcześniej zamierzał denitywnie zakończyć trudny związek małżeński i rozbić rodzinę.

Uwielbienie, które... uratowało mi życie

Być może jednak wystarczy ci mój przykład, gdyż sam doświadczyłem (jak również wielu moich znajomych, którzy zdecydowali się na serio uczynić Jezusa Chrystusa ich jedynym Panem i Zbawicielem) takiego radykalnego i wspaniałego zwrotu akcji. Kiedy depresja zaatakowała mnie po raz kolejny i tak mocno jak nigdy wcześniej, skala psychicznego zniszczenia wydawała się nieodwracalna. Skierowanie na leczenie szpitalne było dla mnie jak wyrok, któremu nie chciałem się podporządkować. Umówiłem się z lekarką, że w pierwszej kolejności pojadę na rekolekcje do lekarza Jezusa, a jeśli to nie pomoże, skorzystam z oferty pomocy szpitalnej... Nie byłem w stanie dojechać sam na rekolekcje formacyjne Domowego Kościoła w jednej z bieszczadzkich miejscowości. Szoferem mojej rodziny z przymusu został więc przyjaciel z naszego kręgu formacyjnego. Z każdym przejechanym kilometrem miał coraz bardziej zatroskaną minę. Nic dziwnego, problemem było dla mnie nawet wypowiedzenie kilku prostych zdań, a przez większą część kilkugodzinnej trasy odpływałem w przerażającą i nieznośną pustkę...

Niewiele pamiętam z tamtej podróży, za to nigdy nie zapomnę modlitwy, która zmieniła wszystko i uratowała mi życie. W czasie jednej z Mszy św., modląc się przed komunią, wypowiedziałem w myślach resztką sił mniej więcej takie słowa: "Duchu Święty, Ty wiesz, że moja psychika nie daje rady. Nie mam w tej chwili żadnych myśli i emocji, ale wiem, że Ty jesteś we mnie, i dziękuję Ci za tę obecność. Ty jesteś w stanie przebić się przez to wszystko, co czyni mnie chorym, i wyprosić dla mnie uzdrowienie. Jezu, przyjdź do mojego serca, bo Cię kocham i dlatego Cię potrzebuję". To, co stało się później, można porównać do włączenia światła w ciemnym pokoju. Miałem silne poczucie powracania do normalności w zawrotnym tempie. Wróciły koncentracja, pełna sprawność umysłowa, wyraźne emocje i wielka radość. Poprawa była tak radykalna, że dzień po zakończeniu rekolekcji, zamiast udać się do szpitala, poszedłem do pracy na kilkunastogodzinny dyżur redakcyjny, gdzie umysłowa, kreatywna praca przychodziła mi wyjątkowo lekko i sprawiała dużą przyjemność. Dlatego Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii (1Kor 9,16) i mocy uwielbienia, która tak bardzo objawia się zwłaszcza w najtrudniejszym położeniu. Uzdrowienie poprzez uwielbienie było dla mnie również namacalnym doświadczeniem sensu słów Sługi Bożego Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który nauczał: Najlepiej człowiek prosi, gdy dziękuje.

Adrian Wawrzyczek

Święci i błogosławieni w tygodniu.

2 grudnia - bł. Rafał Chyliński, prezbiter
2 grudnia - bł. Jan Rusbroch, prezbiter
2 grudnia - bł. Karol de Foucauld, prezbiter
2 grudnia - św. Blanka Kastylijska
2 grudnia - bł. Maria Aniela Astorch, dziewica
3 grudnia - św. Franciszek Ksawery, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła
4 grudnia - św. Barbara, dziewica i męczennica
4 grudnia - bł. Archanioł Canetoli, prezbiter
4 grudnia - bł. Piotr ze Sieny, tercjarz
4 grudnia - bł. Adolf Kolping, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Calabria, prezbiter
5 grudnia - św. Saba Jerozolimski, prezbiter
5 grudnia - bł. Filip Rinaldi, prezbiter
5 grudnia - bł. Narcyz Putz, prezbiter i męczennik
6 grudnia - św. Mikołaj, biskup
7 grudnia - św. Ambroży, biskup i doktor Kościoła
7 grudnia - św. Maria Józefa Rossello, dziewica
8 grudnia - Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
8 grudnia - św. Romaryk, opat
9 grudnia - św. Leokadia, dziewica i męczennica
9 grudnia - św. Juan Diego
9 grudnia - św. Piotr Fourier, prezbiter

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.