listopad

WZGÓRZA W BLASKU

MIŁOSIERDZIA

 

50/636       -        10 grudnia 2017 r. A.

 

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA PARAFII MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W KRAKOWIE, OS. NA WZGÓRZACH

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

14

 

Niedziela, 10 grudnia 2017 r. B.

 

II Niedziela Adwentu

 

15

 

„Pocieszcie, pocieszcie mój lud”. Współczujące spojrzenie nie pozwala nam dłużej milczeć. Nadzieja nie jest naszą własnością. Nikt, kto widzi i słyszy, nie może pozostać bezczynnym obserwatorem.

Początkiem Ewangelii jest „głos wołającego na pustyni”. Trzeba wołać, bo znękany świat przestał czekać, bo już się niczego nie spodziewa.

W środku bogatego świata człowiek doświadcza jałowej ziemi pustyni. Kto go pocieszy?

 

2

 

W dzisiejszym numerze:

- Sens mego życia

- Wierność obietnicy

- Święty do naśladowania

- Nic cię nie zaskoczy?

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

8

 

Sens mego życia

To była trzecia nasza rozmowa w ciągu siedmiu miesięcy. Podczas niej usłyszałem wyznanie: „Odkryłem ze zdziwieniem, że grzeszę dlatego, iż nie dostrzegam sensu mego życia. Szukam grzechu, by przynajmniej jedna godzina miała ‘jakiś sens’. Szukam przeżyć erotycznych, szukam kieliszka, szukam towarzystwa do zabawy, by czymś wypełnić czas. Upływają lata. Wydaje mi się, że szukam sensu życia, że chcę robić coś wielkiego, ale ile razy staję przed jakimś zadaniem, nawet najwznioślejszym, prawie natychmiast stwierdzam, że ono nie ma sensu. Szukam i uciekam zarazem. To straszne. Grzeszę nie dlatego, że kocham grzech, ale dlatego, że chcę nadać ‘sens’ skrawkom mego życia. Po grzechu wiem, że oszukuję samego siebie. Jak wyjść z tej matni?”

Oto trafna diagnoza człowieka kończącego studia. On już rozumie, że nawrócenie polega na dostrzeżeniu sensu swego życia. Wie, że gdyby ten sens odkrył, życie jego uległoby zasadniczej zmianie. Jak pomóc człowiekowi w takiej sytuacji? Jeśli jest on zamknięty w ciasnych granicach doczesności, pomoc jest wyjątkowo trudna. Doczesność może wygrywać jedynie ten, kto dysponuje dużą siłą przebicia. Tymczasem kryzys sensu życia atakuje człowieka w godzinie jego słabości, kiedy na nic nie ma najmniejszej ochoty. Prawie jedyną szansą w takiej sytuacji jest wciągnięcie na siłę danego człowieka w jakieś sensowne dzieło. Zaangażowany przynajmniej nie pogrąża się w swoich czarnych myślach, stopniowo może odnaleźć radość z czynienia dobra, a razem z nią i sens każdego dnia.

Nieco łatwiejsza jest sytuacja wówczas, gdy dany człowiek zachował przynajmniej iskrę wiary. Kryzys sensu życia w wypadku wierzącego, jest bowiem ściśle połączony z kryzysem wiary, stąd nie występuje u ludzi o mocnej i żywej wierze. Jeśli jednak w sercu takiego człowieka jest iskra wiary, można ją stopniowo rozdmuchać i zamienić w płomyk, a to już wystarczy, by w jego świetle można było dostrzec sens chwili obecnej. Szczęśliwy taki człowiek, jeśli znajdzie się w pobliżu ludzi głęboko wierzących i jeśli ci swoją modlitwą i życzliwością pomogą mu ożywić wiarę.

Chrześcijaństwo niesie ludzkości wezwanie do nawrócenia. Tych, którzy żyją wyłącznie dla doczesności, uświadamia, iż ona nie jest warta ludzkiego życia. Przed tymi, którzy nie dostrzegają żadnego sensu, usiłuje otworzyć perspektywę zaangażowania w budowę królestwa Bożego mającego wymiar wieczny. Adwent to szczególnie głośne wezwanie do nawrócenia. To czas wielkiego dziękczynienia Bogu za ukazanie sensu naszej ludzkiej egzystencji przez wcielenie Jego Jednorodzonego Syna. Równocześnie Adwent to czas wielkiej mobilizacji wszystkich wierzących celem maksymalnego wykorzystania dni spędzonych na ziemi i objawienia w swym środowisku radości z powodu poznania Bożego sensu życia. Samo wyjście wcześnie rano na roraty jest już znakiem tej duchowej mobilizacji i gotowości do wykorzystania rozpoczynającego się dnia dla współpracy z Bogiem w dziele budowania Jego królestwa.

Słuchając wezwania Jana Chrzciciela: „Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego”, miejmy odwagę postawić pytanie o sens naszego życia. Jeśli jest on dla nas znany, jeśli precyzyjnie wiemy, w jaki sposób możemy wykorzystać w pełni dzień dzisiejszy, podziękujmy Bogu, bo już uczestniczymy w „przygotowaniu drogi Panu i w prostowaniu ścieżek dla Niego”. Obejmijmy zaś swoją modlitwą tych, którzy jeszcze nie dostrzegają sensu tej pracy, niech ich wiara wzrośnie na tyle, by ten sens dostrzegli. Jeśli zaś nie dostrzegamy sensu dzisiejszego dnia, a więc i sensu życia, zacznijmy wołać w stronę Boga, by nas wyzwolił z tych ciemności i zesłał światło, choćby w nikłym płomyku roratniej świecy. Niech w jego blasku dostrzeżemy bezsens grzechu i sens ewangelicznej drogi życia.

Ks. Edward Staniek

 

 

9

 

Wierność obietnicy

Śpiewamy dziś w liturgii drugą część Psalmu 85 (w. 9–14). Nadzieja na Boże miłosierdzie pobrzmiewa w tym tekście już od pierwszych jego wersów (2–7), jednak świadomość licznych grzechów każe psalmiście zawołać: „Okaż nam, Panie, swoją łaskawość i daj nam swoje zbawienie!” (w. 8). Taki krzyk nie może pozostać bez echa – czyż Bóg nie jest Bogiem obietnicy, którą zawarł z Abrahamem i całym jego potomstwem? Przychodzi więc wizja pociechy: „Łaskawość i wierność spotkają się ze sobą, ucałują się sprawiedliwość i pokój” (w. 11).

Schemat wydaje się prosty: z jednej strony mamy grzeszników głośno wołających o miłosierdzie, z drugiej zaś Boga, który musi pozostać wierny własnej obietnicy. Czy zatem Bóg jest niejako zmuszony do wybaczenia człowiekowi? Czy nasza relacja z Nim jest relacją osoby (człowieka) i jakiejś maszynki do produkcji miłosierdzia, z której po naciśnięciu guzika z napisem „Obietnica” musi wypaść odpowiedni dar?

Słowo Boże chroni nas przed takim myśleniem. Czytamy bowiem: „Wierność z ziemi wyrośnie, a sprawiedliwość wychyli się z nieba” (w. 12). Sprawiedliwość, która wychyla się z nieba, to dar przebaczenia – pamiętajmy, że miłosierdzie wobec grzesznika jest dziełem Bożej sprawiedliwości. Ale nim to nastąpi, z ziemi, czyli z naszej strony, powinna wyrosnąć wierność obietnicy, jaką Bóg dał człowiekowi, a ta traktuje go poważnie i daje mu wybór: „Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego” (Pwt 30,19–20). Aby otrzymać dar, trzeba być wiernym obietnicy. Cóż stąd, że będziemy wołać o miłosierdzie, skoro wcale – nawet w pragnieniu – nie chcemy Go słuchać? Chrystus przestrzega: „Nie każdy, który Mi mówi: »Panie, Panie!«, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7,21). Weźmy te słowa na poważnie.

Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego, autor m.in. "Jutro ma na imię Bóg. O modlitwie bardzo osobiście" (2015); obecnie jest kapelanem sióstr dominikanek klauzurowych w Radoniach pod Warszawą.

 

 

Święty do naśladowania

10W tym roku szóstego grudnia stają przed nami dwaj święci. Jeden z kart Ewangelii. Młody, liczący około trzydzieści lat. Syn doświadczonych, bo w podeszłych latach, rodziców Elżbiety i Zachariasza. Cudowne dziecko, od poczęcia przeznaczone do wielkich dzieł. Asceta, mąż wyrzeczenia i modlitwy. Wielki autorytet moralny, wychowawca narodu, słynny kaznodzieja wzywający do nawrócenia. To święty Jan Chrzciciel.

Drugiego znamy znacznie mniej. Wiadomości historyczne są bardzo skąpe. Św. Mikołaj był w początkach czwartego wieku biskupem Mirry i zasłynął z wyjątkowej dobroci. Przeszedł do kalendarza, i kto wie czy nie jest świętym, który ma najdłuższą listę zasług, o ile taka jest prowadzona w archiwach królestwa niebieskiego. Czyni bowiem dobro na Ziemi do chwili obecnej przez ręce niezliczonej ilości ludzi, którzy czasem nie mają nawet nic wspólnego z religią. Z okazji wspomnienia św. Mikołaja istnieje prawie powszechna mobilizacja do czynienia dobra, i to bezinteresownego dobra, którego celem jest wzbudzenie radości w sercach innnych ludzi.

Według legendy św. Mikołaj miał dyskretnie pomóc wyjść za mąż młodym dziewczynom pochodzącym z ubogiego domu. To gest prawdziwej dobroci, zatroskanej o to, by stworzyć drugiemu człowiekowi możliwość jego rozwoju. Dar św. Mikołaja nie był jedynie upominkiem, którego celem była radość obdarowanych, lecz była to realna pomoc w ułożeniu dalszego życia. Biskup Mirry objawia typowo ewangeliczną koncepcję dobroci.

Świętość Jana Chrzciciela jest do podziwiania, świętość św. Mikołaja jest do naśladowania. Jan był dobrym człowiekiem,11 otrzymał jednak jeszcze dodatkową, trudną misję budzenia sumienia i dobroć jego serca została ukryta w surowej formie życia. Św. Mikołaj nie posiadał tego dodatkowego powołania. Był biskupem i chciał być dobrym pasterzem swoich wiernych.

Zestawienie tych dwu świętych pozwala zrozumieć wagę dobroci w życiu chrześcijanina. Niewielu z nas posiada powołanie tak wyjątkowe, jak Jan Chrzciciel. Wszyscy natomiast jesteśmy wezwani do dobroci na miarę św. Mikołaja. Od tej dobroci nikt nie może być zwolniony. Ona należy do istoty chrześcijańskiego powołania. Dobrym można być zawsze i wszędzie. Żadna sytuacja zewnętrzna nie może uniemożliwić człowiekowi czynienia dobrze. Nigdy też nie ma tak, by nie miał czym ubogacić innych. Bo nawet jeśli zabrakłoby do dzielenia chleba, to można ubogacić drugiego dobrym słowem czy uśmiechem.

Być dobrym dla żony, dla męża, dla dziecka, dla matki — cóż to za sztuka? To jedno jest w zasięgu możliwości każdego człowieka. Dobroć zależy tylko od nas, od nikogo więcej. Ktokolwiek chce być dobrym, może nim być zawsze i wszędzie. Możemy usprawiedliwiać naszą małą wiedzę nieudolnością naszych nauczycieli; materialną biedę — ubóstwem swoich rodziców; niepowodzenia w pracy — pechem; brak większych osiągnięć w życiu — słabym zdrowiem, ale niczym nie potrafimy usprawiedliwić braku naszej dobroci.

Wspomnienie św. Mikołaja jest wezwaniem do doskonalenia tego najbardziej potrzebnego na co dzień odruchu ludzkiego serca, jakim jest dobroć. To na nią czekają dzieci w przedszkolu i starcy w domach opieki. To za nią są wdzięczne ekspedientki w sklepach i żołnierze w koszarach. To dobroć stanowi o atmosferze pogody ducha w naszych domach, miejscach pracy i przygodnych spotkaniach w autobusie, pociągu, w kolejce po zakupy.

Są święci do podziwiania i są święci do naśladowania. Św. Mikołaja może naśladować każdy. Dobroć zaś stanowi najprostszą i najpewniejszą drogę do królestwa niebieskiego.

Ks. Edward Staniek

 

3

 

Nic cię nie zaskoczy?

Piotr Blachowski

Może to i slogan usłyszany w reklamie, ale jakże prawdziwy, jakże realny w tym czasie, w czasie oczekiwania na coś, czego się spodziewamy. Czy aby na pewno? Z jednej strony, żyjąc w kulturze chrześcijańskiej, żyjemy w okresie oczekiwania – Adwentu – od narodzin po kres naszego życia. Z drugiej zaś strony, oczekujemy ciągłych niespodzianek, atrakcji, nieprzewidzianych sytuacji. Jak to więc z nami jest?

Biorąc pod uwagę Tradycję Kościoła, tradycję rodzinną, wiarę i to, co słyszeliśmy podczas katechez, znamy scenariusz zbliżających się Świąt, znamy stan naszych kieszeni, stan posiadania, wiemy z kim, gdzie i jak je przeżyjemy. Ale przecież 4-tygodniowe oczekiwanie nie może ograniczać się do zakupów, przygotowania potraw, sprzątania, dobierania gości mających zasiąść przy stole wigilijnym, lecz powinno być przede wszystkim wykorzystane na przygotowanie naszego ducha, naszego umysłu, naszego serca .

Okres ten mamy przeżyć tak, aby przygotować się na przyjęcie Chrystusa, tego który Był, Jest i Będzie, który przychodzi po to, by zawisnąć na krzyżu, zmartwychwstać i dokonać zbawienia. Przychodzi, by dokonać dzieła, którego nikt i nigdy w czasie i przestrzeni nie dokonał. Prorok Izajasz składa nam propozycję przygotowania się w sposób następujący: «Drogę dla Pana przygotujcie na pustyni, wyrównajcie na pustkowiu gościniec naszemu Bogu! Niech się podniosą wszystkie doliny, a wszystkie góry i wzgórza obniżą; równiną niechaj się staną urwiska, a strome zbocza niziną gładką. Wtedy się chwała Pańska objawi, razem ją wszelkie ciało zobaczy, bo usta Pańskie to powiedziały». (Iz 40,3-5) Nie oznacza to, że nagle mamy się zająć infrastrukturą naszego otoczenia, bo do tego są wyznaczone odpowiednie służby. Owo wyrównywanie, niwelowanie dotyczy naszego jestestwa, naszego postępowania, naszego własnego życia – to wyrównanie różnic pomiędzy nami, to zniwelowanie naszych grzechów, wreszcie to pogrzebanie wszelkich animozji wobec drugich, abyśmy mogli w pokoju i miłości wzajemnej oczekiwać Pana.

Podobnie instruuje nas święty Piotr, Najwyższy Apostoł, tłumacząc nam, iż na przyjście Pana winniśmy być przygotowani w każdej chwili, o każdej porze. „Niech zaś dla was, umiłowani, nie będzie tajne to jedno, że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich doprowadzić do nawrócenia. Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby [On] was zastał bez plamy i skazy - w pokoju.” (2 P 3,8.9b.14). Czy jesteśmy w stanie zdobyć się na wyrzeczenia, oczekując na przyjście Tego Jedynego? Czy potrafimy tak zawierzyć, by w miłości, pokoju i wzajemnej dobroci przeżyć Adwent, a potem oczekiwać Zbawiciela aż do końca naszych dni?

Jesteśmy narodem Chrystusowym, wybranym, bo ochrzczonym, a mimo to czasami postępujemy jak poganie. Dlatego też przyjmijmy sercem słowa Jana Chrzciciela i żyjmy nimi przynajmniej przez cały Adwent: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym». (Mk 1,7-8)

Maryjo, dopomóż nam w czasie Adwentu trwać w miłości, byśmy pogłębili nadzieję i umocnili wiarę.

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

3 grudnia - św. Franciszek Ksawery, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła
4 grudnia - św. Barbara, dziewica i męczennica
4 grudnia - bł. Archanioł Canetoli, prezbiter
4 grudnia - bł. Piotr ze Sieny, tercjarz
4 grudnia - bł. Adolf Kolping, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Calabria, prezbiter
5 grudnia - św. Saba Jerozolimski, prezbiter
5 grudnia - bł. Filip Rinaldi, prezbiter
5 grudnia - bł. Narcyz Putz, prezbiter i męczennik
6 grudnia - św. Mikołaj, biskup
7 grudnia - św. Ambroży, biskup i doktor Kościoła
7 grudnia - św. Maria Józefa Rossello, dziewica
8 grudnia - Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
8 grudnia - św. Romaryk, opat
9 grudnia - św. Leokadia, dziewica i męczennica
9 grudnia - św. Juan Diego
9 grudnia - św. Piotr Fourier, prezbiter
10 grudnia - św. Grzegorz III, papież

10 grudnia - Najświętsza Maryja Panna Loretańska

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży,

11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank. – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

WZGÓRZA W BLASKU

MIŁOSIERDZIA

 

49/635       -        3 grudnia 2017 r. A.

 

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA PARAFII MIŁOSIERDZIA BOŻEGO W KRAKOWIE, OS. NA WZGÓRZACH

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

Niedziela, 3 grudnia 2017 r. B.

 

I Niedziela Adwentu

Czasem spada na nas nagle, czasem dojrzewa powoli, wspomagane kaprysami losu albo kolejnym fiaskiem naszych dobrych chęci – poczucie, że wszystko dzieje się tak, jakby Boga nie było. Mamy wrażenie, jakbyśmy błąkali się po wielkim domu, który nam zostawił, wyjeżdżając w daleką podróż.

Czy rzeczywiście tu był? Czy powróci kiedyś? Skąd tyle zła? Jak długo jeszcze? Zgiełk pytań, na które nie możemy znaleźć odpowiedzi. A może przestaliśmy już pytać?

Dziś zaczyna się Adwent – czas powrotu do zapomnianych pytań, czas spodziewania się, czas nadziei.

 

 

W dzisiejszym numerze:

- Adwent

- Przebudzenie

- Praca aktem miłości

- Nowa historia

- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

Adwent

… jest okresem, który nam przypomina, zgodnie ze źródłosłowem łacińskim, „adventus” znaczy, „przychodzący” (w domyśle „Pan”). Tradycja przez wieki, wsparta Pismem Świętym i nauką ojców Koscioła, mówi o trzech rodzajach adwentu:

  1. historycznym, tym wyrażonym w Starym Testamencie; chodziło o oczekiwanie na przyjście Mesjasza, który miał wybawić lud z grzechów; temat ten porusza dzisiejsze 1. czytanie z księgi proroka Izajasza, które zachęca do ufnego pokładania nadziei grzeszników w zbawcze plany Boga, „Odkupiciela”;
  1. liturgicznym, tym wyrażonym w liturgii na naszych oczach i w naszym przypadku; to, co zostało wypełnione w historii na Jezusie Chrystusie, Synu Bożym, Odkupicielu, który narodził się i umarł za grzechy ludzkie na krzyżu, to też dokonuje się cały czas w liturgii i w sakramentach na nas; dlatego tak ważne jest uczestnictwo w liturgii Kościoła, która uprzystępnia nam zbawienie w Chrystusie mocą Ducha Świętego; okres Adwentu budzi nas z letargu uśpienia do czuwania, by nie przegapić przyjścia Jezusa – Odkupiciela, które celebrujemy w okresie Bożego Narodzenia;
  1. eschatycznym (eschaton, wieczność) tym wyrażonym w powtórnym przyjsciu Jezusa na końcu świata, tzw. Parusia, gdzie rozpocznie się wieczne panowanie Boga i nasze w nim uczetnictwo zgodnie z naszym życiem; dlatego taż ważne jest czujne, dobre, chrześcijańskie życie, w każdym czasie przygotowane na spotkanie z Panem.

W okresie adwentu krzyżują się te trzy znaczenia mówiąc nam każdego roku o naszym posuwaniu się w latach, przyjściu Chrystusa naszego Zbawiciela i zblżaniu się do naszego ostatecznego spotkania z Panem, na którego czekaliśmy w postawie dobrego, chrześcijańskiego życia. Takie jest też znaczenie aramejskiego słowa „ma-ra-na-tha”, które wyśpiewywali chrześcijanie w pierwszych wiekach, chcąc przyjścia Chrystusa Pana bez ociągania się (dosłownie: „Przyjdź już Panie”).

Przebudzenie

Wojciech Surówka OP

 

Jezus zachęca nas dzisiaj do czuwania. „Nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem”. Ostrzega nas przed tym, by nie zastał nas śpiących. Jednak, aby czuwać, trzeba się najpierw obudzić.

We fragmencie Księgi Proroka Izajasza czytamy o Izraelitach, którzy pogrążyli się w grzechu. Prorok skarży się przed Bogiem, że pozwala ludziom błądzić z dala od Niego. „Nikt się nie zbudził, by się chwycić Ciebie”. Nie tylko człowiek, który się oddala od Boga, pogrąża się w ciemności, ale i całe narody. Grzech, choć jest indywidualny, dotyka zawsze wspólnoty. Podobnie przebudzenie jednego człowieka wpływa na innych. Dzięki głoszeniu apostoła Pawła pierwsi chrześcijanie mogli doświadczyć łaski nawrócenia. Przebudzenie jednego wpłynęło na wielu. Aby móc czuwać, trzeba się najpierw przebudzić, czyli porzucić grzech.

A kiedy się już przebudzimy, trzeba sobie zadać pytanie: Jak czuwać?

Jezus daje przykład sługi, który czuwa nad powierzonym sobie domem. Dziś ten obraz może być mało czytelny. Dlatego powiedziałbym, że mamy czuwać jak matka, która cały czas, niezależnie od tego, co robi, zjednoczona jest ze swoim dzieckiem. Rozmawia z koleżanką, ale gdy tylko w dziecięcym pokoju zrobi się trochę ciszej, biegnie sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Podstawą czuwania jest miłość. Zatem aby czuwać, trzeba zrobić dwie rzeczy: porzucić grzech i kochać.

Grudniowe poranki zawsze będą mi się kojarzyły z roratami. Wychodziliśmy z domu, gdy było jeszcze ciemno. Po drodze można było zauważyć, jak z uliczek i domostw płyną w tę samą stronę słabe, kołyszące się tuż nad ziemią światełka. To inne dzieci również szły na roraty, niosąc zrobione przez siebie lampiony. Ta wizja eschatologicznej wspólnoty Kościoła, ludzi przebudzonych, zmierzających ku Bogu, towarzyszy mi od najmłodszych lat.

Praca aktem miłości

Język Ewangelii to język życia, język samego Syna Bożego, który mówi zrozumiałymi dla nas zdaniami. Chcąc ukazać sens naszego doczesnego życia, posługuje się On prostymi porównaniami. Otrzymujemy zadania wyznaczone przez przedsiębiorcę. On na jakiś czas „odjeżdża”, lecz zakład produkcyjny nadal pracuje. Wróci o nieustalonej godzinie. Odbierze owoce pracy każdego. Oceni, nagrodzi lub ukarze. Nieważny jest rodzaj wyznaczonej pracy, ważne jest, jak ona została wykonana. Liczy się jakość. Warto więc postawić pytanie: Co decyduje o jakości naszej pracy?

Elementów jest kilka. Niewątpliwie pierwszym z nich jest samo umiłowanie pracy. Obojętnie czy ja piszę książkę, czy myję naczynie, jeśli chcę być szczęśliwym, muszę to czynić z miłością. Napisanie dobrej książki stanowi równie wielki tytuł do radości, jak staranne mycie naczyń. To jest radość tworzenia tego, co dobre.

Aż żal ściska serce, gdy obserwujemy ludzi wykonujących jakieś zajęcia na siłę, wbrew sobie. Jakże ono jest ciężkie, jak trudne. Rzadko rzeźbi w sposób twórczy człowieka, najczęściej go wypacza i niszczy. Rzecz jasna, że nie zawsze możemy robić to, co lubimy, ale zawsze możemy lubić to, co robimy. To od nas zależy pokochanie danego zajęcia. Jednym ze znaków mądrości człowieka jest jego umiejętność szybkiego pokochania tej pracy, jaką musi wykonać. Wprawdzie nie dokonuje się to ani jednego dnia, ani nawet tygodnia, lecz im wcześniej, tym lepiej.

Drugim warunkiem dobrego wykonania pracy jest umiłowanie ludzi, którzy z tej pracy będą korzystali. Chodzi tu nie tylko o najbliższych, którzy żyją z owoców naszej pracy. W naszych zniszczonych strukturach gospodarczo-społecznych ciągle wielu liczy na zapłatę nieproporcjonalnie większą niż wartość ich pracy, ciągle za niewielki wkład sił i czasu chcą mieć wielkie pieniądze. Bliscy zatem mogą żyć z nieuczciwie zdobytych pieniędzy. Gdy mówi się o dobrej robocie, chodzi o bezpośrednich odbiorców owoców pracy. To ich trzeba kochać.

Szewc naprawia buty. Po trzech dniach buty znów muszą wędrować do szewca, bo to co zrobił, rozpadło się na części. Gdyby robił te buty dla siebie, na pewno zrobiłby je o wiele staranniej. To w etyce pracy znajduje swe zastosowanie ewangeliczna zasada: „Nie rób drugiemu tego, co tobie niemiło” i „Czyńcie ludziom to, co chcecie, by oni wam czynili”. Ten sam szewc denerwuje się, gdy na śniadanie otrzyma źle upieczony chleb przez równie nieuczciwego piekarza, jak i on jako szewca. Trzeba kochać człowieka, któremu podaje się owoc pracy swoich rąk.

Z radością obserwowałem, jak kucharka przeznaczyła 15 litrów mleka dla

trzody, by nie podać go w zakładzie żywienia, bo nie była w stu procentach pewna, czy jest ono dostarczone w wystarczająco czystym naczyniu. Zapytana, dlaczego to czyni, odpowiedziała: „żołądki moich stołowników są cenniejsze niż mój własny”. Wtedy zrozumiałem, dlaczego stołownicy tak wysoko cenią ten zakład. Kucharka kocha swoją ciężką pracę i kocha tych, których karmi. Zmęczona, ale szczęśliwa.

Te dwie miłości — pracy i odbiorców — wystarczą, by zadanie, jakie nam Ojciec powierzył, było wykonane dobrze. One bowiem zawierają w sobie odpowiedzialność za wszystko, co jest z pracą związane. A więc odpowiedzialność za właściwe wykorzystnie czasu. Człowiek, który kocha swą pracę, na pewno nie będzie marnował czasu. Nie przeznaczy na jej wykonanie dziesięciu godzin, skoro może ją wykonać w ciągu dwu godzin. Miłość do pracy i do ludzi, którzy czekają na jej owoce, wzywa do doskonałego wykorzystania czasu. Podobnie jest z odpowiedzialnością za materiał. W ręku tego, kto kocha pracę i ludzi, nic nie zostanie zniszczone, wyrzucone, zepsute. Ten, kto ma poczucie odpowiedzialności, wykorzysta wszystko, zarówno wtedy gdy dysponuje działką pięciu arów, jak i wtedy gdy zarządza ziemią uprawną całej Polski.

Bóg zlecił nam zadania. Każdy dzień to podjęcie pracy w Jego przedsiębiorstwie. Zadania rodzinne, zawodowe, społeczne. Czy wykonujemy je z miłością? Czy jesteśmy sługami Boga odpowiedzialnymi za zlecone zadania? Oto adwentowe pytania. Warto zaglądnąć do domu w Nazarecie i zobaczyć, jak pracuje Matka Jezusa w ostatnim miesiącu przed rozwiązaniem i jak pracuje Jej mąż św. Józef w swoim stolarskim zawodze. Ich praca była aktem miłości Boga i bliźniego, a nagroda za nią na miarę tej miłości.     

         Ks. Edward Staniek

 

 

Nowa historia

Historia Boga i człowieka, podobnie jak historia wielu z nas, jest nierzadko rozgrywającym się dramatem nieodczytanej miłości. A może czasem miłości przeoczonej. Wyobraźmy sobie taki scenariusz: Ktoś popełnił błąd, zranił drugiego, dopuścił się grzechu. Zło się wydarzyło raz lub wielokrotnie. Można to zakończyć poprzez zwykły gest przeprosin i proszenia o wybaczenie, jakąś formę zadośćuczynienia. Druga strona to przyjmuje. Wszystko kończy się szczęśliwie.

Problem w tym, że w życiu nie zawsze jest tak prosto. Czasem wszystko się komplikuje, bo druga strona nie chce przeprosin i ich nie przyjmuje. Bywa i tak, że zło zaczyna wciągać w swoją grę – jedno pociąga za sobą inne. Można dać się uwikłać w jego spiralę. Mówimy sobie, że już tacy jesteśmy – słabi, grzeszni. I to jest chyba jedno z najbardziej bolesnych doświadczeń człowieka: kiedy pozwalamy sobie powiedzieć, że jesteśmy nijacy. Zły duch wie, że nie doprowadzi nas od razu do całkowitego odrzucenia Boga i Jego miłości. My wierzymy w tę miłość. Ale nie pozwalamy sobie na nią. Wiemy, że Bóg jest miłością, wiemy, że nas kocha. Ale my na nią już nie zasługujemy.

Bóg nas stworzył do wielkości. To jest Jego największe pragnienie: by człowiek cieszył się wielkością, wierzył w nią. Rodzi się pytanie, czego my szukamy…

Prorok Izajasz mówi, że „Ani ucho nie słyszało, ani oko nie widziało, żeby jakiś bóg poza Tobą działał tyle dla tego, co w nim pokłada ufność”. Bóg robi wszystko, żebyśmy żyli w Jego wielkości. Nasze życie codzienne jednak tak nas pochłania, poprzez nasze obowiązki, zadania, odpowiedzialność za innych, że wpadamy w pogoń za komfortem, gubiąc Boże zaproszenie do bycia podobnym do Niego – do Jego wielkości.

Zatrzymajmy się w najbliższych tygodniach adwentu. Bóg chce znowu do nas przyjść. Po raz kolejny chce wyśpiewać swoją pieśń miłości. Może to szansa dla nas?

Zróbmy wszystko, żeby Go spotkać, bo jak mówi Izajasz, On „wychodzi naprzeciw tych, co radośnie pełnią sprawiedliwość i pamiętają o Jego drogach”.

Benedykt Malewski OP - ur. 1983, dominikanin, duszpasterz duszpasterstwa młodzieży "Rejs", mieszka w Warszawie.

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

3 grudnia - św. Franciszek Ksawery, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Damasceński, prezbiter i doktor Kościoła
4 grudnia - św. Barbara, dziewica i męczennica
4 grudnia - bł. Archanioł Canetoli, prezbiter
4 grudnia - bł. Piotr ze Sieny, tercjarz
4 grudnia - bł. Adolf Kolping, prezbiter
4 grudnia - św. Jan Calabria, prezbiter
5 grudnia - św. Saba Jerozolimski, prezbiter
5 grudnia - bł. Filip Rinaldi, prezbiter
5 grudnia - bł. Narcyz Putz, prezbiter i męczennik
6 grudnia - św. Mikołaj, biskup
7 grudnia - św. Ambroży, biskup i doktor Kościoła
7 grudnia - św. Maria Józefa Rossello, dziewica
8 grudnia - Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny
8 grudnia - św. Romaryk, opat
9 grudnia - św. Leokadia, dziewica i męczennica
9 grudnia - św. Juan Diego
9 grudnia - św. Piotr Fourier, prezbiter
10 grudnia - św. Grzegorz III, papież
10 grudnia - Najświętsza Maryja Panna Loretańska

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży,

11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna (oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.30 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank. – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.