2020-10-18 - Aktualności na 29 niedzielę zwykłą - 18 października 2020 r.

WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

42/788                   -         18 października 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

7

 

Dziś obchodzimy

94. Światowy Dzień Misyjny.

 

 

1a

 

 

 

Idąc za Jezusem, naśladując Go, będziemy tak jak On śledzeni, szykanowani, prześladowani, odrzucani... Ale wtedy mamy radować się i weselić, bo nasza nagroda wielka jest w niebie. Wierzący w Pana, bez względu na cenę kierują się prawdą, która jest w Nim i nie oglądają się na człowieka, bo w Chrystusie nie znamy już nikogo według ciała i na nikim nam nie zależy. Oddajemy światu to, co należy do życia na tym świecie, a jako własność Chrystusa, oddajemy Bogu to, co należy do Boga.

Bóg to, Bóg tamto. Nieraz wydaje się nam, że już Go „opanowaliśmy”. Rozumiemy Jego działania, szablony, którymi się posługuje. A tu... guzik z pętelką. I chyba o tym są czytania tej niedzieli. Bo chyba jednak nie o tym, że władze ziemska jest przedłużeniem władzy Boga. Jak by się mogło niektórym wydawać. Bóg – owszem – nieraz posługuje się władcami, ale nie każda władza jest zaraz przedłużeniem władzy samego Boga.

 

 

2

 

 

Czy władza jest przedłużeniem ręki samego Boga? Bynajmniej.

Bóg może się władcą posłużyć, ale nigdy jego władza nie będzie tożsama z władzą Boga. Królów, cesarzy, prezydentów, premierów, parlamenty tak samo jak wszystkich obowiązuje wierność Bożemu prawu. I tylko od tego zależy, czy władca jest po myśli Bożej, czy jest przez Boga jedynie na stanowisku tolerowany.

Po prostu nigdy żadnemu władcy nie należy się to, co należy się tylko Bogu. Proste. Prawo moralne dane przez Boga zawsze jest ponad wszystkimi. Także władcami, którzy powinni je szanować.

A drugie czytanie? Uczy ciekawego, prawdziwego spojrzenia na Kościół. Jako na sprawę, dzieło, nie człowieka, ale samego Boga. Uświadamia, że to ON działa we wszystkich, on wszystkich uświęca. Gdy tak patrzę na Kościół nie tak łatwo powinienem sięgać po potępienia, gdy widzę, że ktoś jest grzeszny czy nawet tylko po prostu inny... Bo tak czy siak jest dzieckiem tego samego Boga i ten sam Bóg - z różnym skutkiem - przemienia go w siebie...

 

 

6

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Tydzień Misyjny
- Oddać światu i Bogu  
- Roztropność zawsze w cenie
- Zmęczenie
- Dlaczego dorosły facet sięga po różaniec?
- W jednej łodzi
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

 

8

 

Tydzień Misyjny

Światowy Dzień Misyjny, zwany popularnie Niedzielą Misyjną, jest obchodzony w tym roku, dzisiaj - 18 października. Jest świętem Papieskich Dzieł Misyjnych i całego Kościoła. Dzień ten w Polsce rozpoczyna Tydzień Misyjny. Odbędzie się on pod hasłem „Oto ja, poślij mnie.”.

Tak właśnie papież Franciszek zatytułował tegoroczne orędzie na 94. Światowy Dzień Misyjny.

W tegorocznym orędziu (zachęcamy do lektury tekstu zamieszczonego w załączniku) papież Franciszek wskazuje na znaczenie, jakie dla misji ma bolesne doświadczenie spowodowane przez pandemię COVID-19, które dotknęło całą ludzkość. Pisze: W tym kontekście powołanie

do misji (…) jawi się jako szansa dzielenia się, służby, wstawiennictwa.

Jednocześnie Franciszek zauważa, że Pan Bóg prosi nas jako uczniów Chrystusa o gotowość do wyruszenia i posyła nas na misję do świata i do narodów, aby …przez nasze świadectwo wiary i głoszenie Ewangelii Bóg mógł ponownie ukazać swoją miłość oraz dotknąć i przemienić serca, umysły, ciała, społeczeństwa i kultury w każdym miejscu i czasie.

Papież podkreśla też znaczenie modlitwy, refleksji i pomocy materialnej jako włączenia się

w misję Jezusa w Jego Kościele. Miłość wyrażona w zbiórkach podczas celebracji liturgicznych trzeciej niedzieli października ma na celu wsparcie pracy misyjnej, prowadzonej w moim imieniu przez Papieskie Dzieła Misyjne, aby wyjść naprzeciw duchowym i materialnym potrzebom narodów i Kościołów na całym świecie, dla zbawienia wszystkich – przypomina papież.

Światowy Dzień Misyjny został ustanowiony 14 kwietnia 1926 r. przez papieża Piusa XI i każdego roku we wszystkich diecezjach i parafiach na świecie jest obchodzony w przedostatnią niedzielę października.

W Polsce Światowy Dzień Misyjny, zwany również Niedzielą Misyjną, przedłuża się na cały tydzień. W tym roku będzie obchodzony po raz 94.

 

 

 

10

 

Oddać światu i Bogu

„Pochwycić Jezusa w mowie” nie jest łatwo. A taki zamiar mają faryzeusze. Naiwni faryzeusze. Wyrafinowani, wysublimowani, albo tak im się tylko wydaje. Ale im bardziej tak myślą, tym bardziej grzeszą naiwnością.

Jezusa nie da się „pochwycić w mowie”, bo Jezus mówi rzeczy prawdziwe i mądre. Bywa, że rewolucyjne dla faryzejskich przyzwyczajeń, mrzonek i bajań. Ale zawsze piękne. Faryzeusze nie lubią piękna. A jeszcze bardziej nie lubią przyjemności i zabawy. Lubią tylko rzeczy poważne, najlepiej śmiertelnie poważne. Lubią wyniosłość – w wyniosłości znajdują schronienie; majestat – bo w swym majestacie mogą demonstrować obrażenie majestatu; zaszczytne miejsca – z nich nie tyle coś widać, co jest się widocznym; urodziwe szaty – nie dla ich miękkości, ale żeby się pokazać. Nie lubią opowieści o ptakach, liliach polnych, figach… zwłaszcza z makiem. Nie lubią śmiechu. Jak mogli chcieć pochwycić Jezusa w mowie?! Śmieszni. Ale groźni. Mogą przyprawić o śmierć. Sprowadzają śmierć.

Czy można płacić podatek Cezarowi? Czy można światu oddać to, co należy do świata? Nie tylko można, ale i należy. I nie jest to jedynie obowiązek, ale też satysfakcja i radość.

Czy jesteśmy coś winni światu? Tyle samo, ile od świata otrzymujemy, ile ze świata bierzemy. A bierzemy dużo i pełnymi garściami: wiedzę, rozumienie, umiejętności, materię, kolory, zapachy i dźwięki. Chleb, wino i kamienie do budowy domów i mostów. Tylko faryzeuszom się wydaje, że świat jest im niepotrzebny, że można wynosić się ponad świat, że można żyć w wyimaginowanym, oderwanym od świata swoim świecie. Faryzejskim świecie. W faryzejskim świecie są tylko buta i pogarda.

W normalnym świecie wszystko jest dobre. Tylko pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pycha żywota nie są dobre. Ale one nie są w świecie. One są w środku, w człowieku. „Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą […] pycha, głupota” (Mk 7,20nn). Nie świat jest temu winien, ale my, każdy z nas. To nie świat nas prześladuje. To my niszczymy świat pożądliwością, pychą i głupotą.

A co oddać Bogu? Wdzięczność i cześć. Bo świat od Niego pochodzi i wszystko, co jest. Oddać światu, co należne światu, i Bogu, co należne Bogu. Ot, satysfakcja i radość.

Tomasz Golonka OP – „wdrodze.pl”

 

 

 

4

 

Roztropność zawsze w cenie

Jakże w obecnych czasach ważne jest zdanie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22). I bynajmniej nie chodzi tu tylko o politykę i relację prawa Bożego do prawa państwowego, ale o ważną (a niestety nie tak często spotykaną) cnotę, jaką jest roztropność. Trzeba nam dziś pochylić się nad nią, by zrozumieć, czym ona jest i jak jej nie stracić.

Katechizm Kościoła katolickiego podaje, że roztropność jest cnotą, która uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia. (...) Roztropność jest «prawą zasadą działania», jak za Arystotelesem pisze św. Tomasz. Nie należy jej mylić ani z nieśmiałością czy strachem, ani z dwulicowością czy udawaniem. Jest nazywana auriga virtutum (woźnicą cnót): kieruje ona innymi cnotami, wskazując im zasadę i miarę. Roztropność kieruje bezpośrednio sądem sumienia. Człowiek roztropny decyduje o swoim postępowaniu i porządkuje je, kierując się tym sądem. Dzięki tej cnocie bezbłędnie stosujemy zasady moralne do poszczególnych przypadków i przezwyciężamy wątpliwości odnośnie do dobra, które należy czynić, i zła, którego należy unikać (KKK 1806).

W Piśmie Świętym najszersze znaczenie słowa roztropność pokrywa się często z pojęciem „mądrość”. Stanowią one przeciwieństwo „głupoty grzesznika” wybierającego takie środki, które mogą ostatecznie spowodować jego wieczne nieszczęście. Roztropność jest darem Bożym dającym człowiekowi światło i moc do szukania swego zbawienia w miłości Boga oraz do rozważania i umiłowania wszystkiego w świetle miłości Boga. Roztropność jest wyrazem duchowej dojrzałości człowieka, bowiem w niej przejawia się jego życiowa mądrość. Roztropność jako mądrość życiowa nie jest wiedzą czysto teoretyczną czy specjalistyczną. Czynnik intelektualny jest w niej istotny, ale nie dotyczy on oderwanej wiedzy o świecie i ludziach. W roztropności chodzi o umiejętność, a więc zdolność do działania.

Musimy także pamiętać, że człowieka roztropnego (czyli mądrego) charakteryzuje przenikliwość i przewidywanie. Nie ocenia on z pozorów, powierzchownie i pochopnie, ale wielostronnie, gruntownie i rozważnie, umiejętnie korzystając z życiowych doświadczeń. Konieczne jest także przewidywanie, czyli uprzedzanie myślą przyszłych wydarzeń, zwłaszcza niepożądanych i niezamierzonych skutków własnych decyzji. Przewidując niepomyślne konsekwencje, człowiek roztropny umie się przed nimi zabezpieczyć i uchronić.

Pochylając się dziś nad cnotą roztropności, musimy także pamiętać, że mądrości życiowej nie odrzucił w swej nauce także Jezus. Przeciwnie, cenił ją i polecał jako wartość istotną w życiu. Wystarczy tu wspomnieć przypowieść o pannach roztropnych i nierozsądnych (Mt 25), o budowniczym wieży (Łk 14) czy o nieuczciwym rządcy (Łk 16). A także o roztropności świadczą dzisiejsze genialne słowa skierowane do tych, którzy chcieli „pochwycić Jezusa w mowie” (Mt 22). Odpowiedzi Chrystusa, ta z dzisiejszej Ewangelii i te dawane napotkanym ludziom, były pełne mądrości życiowej i roztropności.

Niestety, roztropność można w sobie „likwidować” poprzez kilka wad – wykroczeń. Najpierw może to być lekkomyślność polegająca na braku dostatecznego namysłu przed podjęciem działania i doborem środków zmierzających do osiągnięcia celu. Człowiek lekkomyślny decyduje i działa pochopnie bez odwołania się do własnych doświadczeń lub cudzej rady.

Brak roztropności ujawnia się również przez niestałość, czyli rezygnację bez wystarczającego motywu z czynności, która została już w sposób dojrzały rozważona i wybrana. Niestałość może się także przejawiać w postaci wahań i rażącego braku stanowczości przy dokonywaniu konkretnych wyborów.

Grzechem przeciw roztropności jest też cwaniactwo. Ludzie posiadający tę cechę, a nazywamy ich często spryciarzami, są bystrzy i inteligentni. Potrafią osiągać zyski, wykorzystując cudzą naiwność, niedbalstwo lub niewiedzę. Działania ich są często nieuczciwe. Najgorsze, że wielu uważa ich za mądrych i roztropnych.

Na koniec warto powiedzieć o jeszcze jednym rodzaju grzechu przeciw roztropności, chodzi o tzw. roztropność doczesną. Jest to postawa polegająca na niewłaściwym ustawieniu w życiu hierarchii wartości, głównie zaś na przesadnej trosce doczesnej oraz na niepohamowanym ubieganiu się o dobra materialne.

Znany francuski malarz kubista Georges Braque (1882–1963), autor obrazu Skrzypce i dzban, napisał w swoim pamiętniku, że „znacznie łatwiej zachować przez całe życie wierność sercu niż rozsądkowi”. Często jesteśmy nękani uczuciowymi rozterkami, nastrojami i układami. Wybory pod wpływem takich czynników muszą stawać się nieroztropnymi wyborami. Warto więc dzisiaj przyglądnąć się bliżej roztropnym słowom Chrystusa, który bez względu na okoliczności opowiada się za prawdą.

W kontekście postawy Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zapytaj siebie: Czy jestem roztropny?

ks. Janusz Mastalski – „Ekspres homiletyczny”

 

 

 

9

 

Zmęczenie

Kto nie chciałby, żeby ta epidemia już się skończyła? 14 dzień października, Dzień Nauczyciela, a zarazem epidemii w Polsce dzień 225. Smutny, deszczowy, a w pamięci nie brakuje wspomnień, kiedy ten dzień bywał opromieniony górskim słońcem, złotem liści i uśmiechem młodych ludzi, których prowadząc ku Bogu wprowadzałem też w świat stworzonego przez Niego piękna.

Dziś to dzień rosnącego niepokoju i niepewności, bo z nowym rekordem ilości wykrytych zakażeń koronawirusem, z ponad setką zmarłych i mimo tego ciągle rosnącą liczba hospitalizowanych i podłączonych do respiratorów. Jak wysoka okaże się fala tego tsunami? Co po sobie pozostawi? Czy wynoszący dziś gdzieś koło 2,3 procent wskaźnik ilości zgonów do ilości zachorowań nie wzrośnie? I nawet jeśli to będzie mniej niż 2,3 procenta, to ile osób w najbliższym czasie z powodu koronawirusa (albo w dużej mierze z tego powodu) umrze?

Chyba wszyscy chcielibyśmy mieć już tę epidemię za sobą. Oczywiście nie w tym sensie, że przyjęłaby nas w swoje objęcia Matka – Ziemia. Niestety, na koniec się nie zanosi. Różnie więc próbujemy z tym stresem sobie radzić. Jedni ciągle zaprzeczają, że mamy epidemię. Nawet niespecjalnie im się dziwię. W moim koło 140 tysięcznym mieście jest obecnie 165 zakażonych. To znaczy tych, u których zakażenie wykryto. A hospitalizowanych z powodu podejrzenia czy faktycznego zakażenia wirusem jest 12 osób. Co nie znaczy – jak mawia znajomy lekarz – że są ciężko chorzy, ale.. że są w szpitalu. W ciągu ostatniego pół roku zmarło na kowida 20 osób. A mieliśmy za sobą parotygodniwy epizod bycia w czerwonej strefie, więc zakażonych było sporo. Nie mamy więc do czynienia ze współczesną dżumą czy cholerą. Problemu jednak bym nie lekceważył. Chociażby z szacunku dla tych, którzy wskutek tej choroby zmarli i tych, którzy jeszcze umrą. No i lekarzy, którzy walczą o życie tych chorych. To jednak jest problem. A stałby się olbrzymim – proszę pamiętać o tej 2,3 procentowej umieralności – jeśli zakażonych byłyby miliony. Dystans, dezynfekowanie rąk, maseczki (choć niekoniecznie na pustych ulicach) to środki, które w imię miłości bliźniego na pewno powinniśmy stosować. Dużo to zresztą nie kosztuje. A może uratować wielu przed sporym cierpieniem czy nawet śmiercią. Do czasu oczywiście, bo kiedyś i tak wszyscy umrzemy :)

Jak napisałem, chyba wszyscy chcielibyśmy mieć już tę epidemię za sobą. Ale że to chcenie niczego w naszej sytuacji nie zmienia, próbuję na tę sytuację spojrzeć też oczyma wiary. Dlaczego Bóg to na nas dopuścił? Dlaczego nas nie uchronił? Oczywiście nie wiem jakie naprawdę plany ma w tym Bóg, ale ja, po ludzku tylko próbując je zgłębić, widzę aż za wiele możliwości odpowiedzi na to pytanie.

Widzę, że może to być dla nas, dla ludzkości, wielka lekcja pokory. Mały wirus, którego Boża opatrzność w porę nie zatrzymała, wstrząsnął posadami największych nawet ziemskich mocarstw. Nasz los nie jest tylko w naszych, ludzkich rękach. Nie zbudujemy, jak się nam marzy, nowej wieży Babel, bo Stwórca tylko w naszym przemądrzałym patrzeniu na świat wydaje się zbędną hipotezą. Tak naprawdę ciągle Go potrzebujemy. To pierwsza lekcja, jaka daje nam epidemia. Niestety, chyba mało pojętnymi uczniami jesteśmy. Wielu nie tylko dalej hardo nie zgina kolan przed Bogiem, ale świat – przez wprowadzanie w niektórych krajach nowych, kpiących z Bożego prawa zasad – okazuje Mu jeszcze większe lekceważenie. Nie widzę powodu, by nie potrzeba było powtórki. Właśnie chyba pierwszą przeżywamy: po fali wiosennej mamy falę jesienną.

           Myślę, że w planach Bożej Opatrzności może też chodzić o uczenie nas miłości. Jak to napisał ostatnio papież Franciszek, dostrzeżenia, że wszyscy jesteśmy braćmi. Tak oczywiście, na naszym krajowym podwórku widzę wiele przejawów, że to rozumiemy. Istnieje wiele instytucji i inicjatyw wspierających najsłabszych w wielorakich potrzebach. Ale gdy patrzę na świat... Tyle od lat trwających wojen i wojenek. Często już zapomnianych. Nie przez handlarzy bronią oczywiście... A ludzie cierpią. Dorośli, dzieci... Stan wojny stał się jakby stanem normalnym. A wojna to ie tylko śmierć, ale bardzo często także głód. Czy nie czas, by coś naszymi sumieniami wstrząsnęło? By przywódcom nareszcie naprawdę zaczęło zależeć na pokoju, na życiu, na zdrowiu ludzi... By zwyczajni ludzie mogli się znowu uśmiechać...

Tak, ta epidemia to niepewność, strach, ból i łzy. Ale też okazja do zmiany patrzenia na świat. I dla każdego z nas – do wzrastania w miłości. Choćby przez pomoc okazywaną tym, którzy popadli w kłopoty albo choćby tylko przez solidarne przestrzeganie reguł ochrony przed nowymi zakażeniami. Nie zmarnujmy tej lekcji. Zwłaszcza, że nie jest jeszcze aż tak wymagająca, heroizmu żądając od niewielu...                                  

Andrzej Macura – „wiara.pl”

 

 

 

11

 

Dlaczego dorosły facet sięga po różaniec?

Różaniec jest niejako Jej odblaskiem: modlitwą pełną łaski. Dlatego jest tak skuteczny.

Kiedy rozsypuje mu się małżeństwo, kiedy zaczyna mieć problemy w pracy czy z dziećmi, kiedy piętrzą się przed nim różnego rodzaju trudności, zaczyna odmawiać różaniec i widzi, że Matka Boża wchodzi w jego życie i wszystko naprawia.

Dlatego też prawie każdy z mężczyzn, którzy przyjeżdżają na otwarte spotkania wspólnoty Wojowników Maryi, mógłby się podzielić jakąś związaną z odmawianiem różańca historią uzdrowienia czy niesamowitej manifestacji Bożej obecności (...).

Różaniec święty ma wyjątkową moc w walce duchowej, bowiem w swej istocie jest on modlitwą kontemplacyjną. Każda zaś modlitwa kontemplacyjna jest też konfrontacyjna, tylko na różnym poziomie konfrontacji. Kontemplacja jest szczytem modlitwy chrześcijańskiej, czyli całkowitym zjednoczeniem się z Bogiem w miłości i pokoju serca. Święty Paweł powiedział, że Bóg pokoju zetrze Szatana pod naszymi stopami (por. Rz 16, 20). Trzeba więc zachować pełen pokój na modlitwie, bo on niszczy Szatana, wyrzuca go z naszego życia. Im więcej pokoju, im więcej zaufania w moc Boga działającego w naszym życiu, tym bardziej ta modlitwa godzi w diabła i ostatecznie oznacza dla niego klęskę. Szatan nienawidzi różańca świętego, bo tajemnice różańcowe dotyczą Tego, który go zwyciężył: Jezusa Chrystusa, Zbawiciela. Różaniec jest niejako mieczem w walce duchowej: z jednej strony wycina z naszego życia wszystko to, co demoniczne, z drugiej zaś pomaga doświadczyć niesamowitego wylania darów Ducha Świętego. To broń, która została nam dana w autorytecie królestwa Bożego. Matka Boża, gdziekolwiek się objawia, mówi, że jest to broń czasów ostatecznych. Dlatego ta modlitwa jest tak skuteczna, a wielu ludzi jest atakowanych przez piekło, gdy chcą ją odmawiać, albo odczuwają pokusę, by modlić się powierzchownie.

Pełna Bożej chwały moc różańca świętego domaga się z naszej strony zaangażowania, wysiłku i dyscypliny. Wielu współczesnym, także katolikom, różaniec może wydawać się monotonny. Myślę, że może taki być tylko wtedy, kiedy nie wiemy, jak go odmawiać, kiedy modlitwa zamienia się w odklepywanie formułek, które nie prowadzi do zjednoczenia serca z Bogiem, a przeciwnie – często nawet bardziej od Niego oddala. Natomiast różaniec odmawiany w zjednoczeniu z Bogiem rzeczywiście staje się duchowym mieczem w duchowej walce (...).

Różaniec zawiera wszystko, czego potrzebujemy, aby żyć zwycięskim chrześcijańskim życiem tutaj, na ziemi. To modlitwa dana przez Tą, która jest nazywana Kecharitomene, czyli pełna łaski. Różaniec jest niejako Jej odblaskiem: modlitwą pełną łaski. Dlatego jest tak skuteczny i dlatego też piekło zrobi wszystko, żebyśmy maksymalnie go spłycili. Myślę, że dzisiaj bardzo ważne jest, aby powstawały szkoły różańca, które będą uczyć ludzi, w jaki sposób głęboko jednoczyć się z Bogiem na tej modlitwie...

*

Powyższy tekst jest fragmentem książki "Odnieść zwycięstwo Różaniec Wojownika Maryi". Autor: Przemysław Janiszewski. Wydawnictwo: Esprit.

 

 

 

12

 

W jednej łodzi

W końcu łódź jest jedna, trwa burza, i ktoś ją do portu doprowadzić musi.

„Podobnie, jak uczniów z Ewangelii, ogarnęła nas niespodziewana i gwałtowna burza. Uświadomiliśmy sobie, że jesteśmy w tej samej łodzi, wszyscy słabi i zdezorientowani, ale jednocześnie ważni, wszyscy wezwani do wiosłowania razem, wszyscy potrzebujący, by pocieszać się nawzajem. Na tej łodzi... jesteśmy wszyscy. Tak jak ci uczniowie, którzy mówią jednym głosem i wołają w udręce: „giniemy” (w. 38), tak i my zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy iść naprzód każdy na własną rękę, ale jedynie razem”.

Te słowa, wygłoszone w czasie pamiętnego wydarzenia na Placu Świętego Piotra w marcu br., przypomniał papież w Orędziu na Światowy Dzień Misyjny. Świadomość jednej łodzi zmusza do przyjęcia na siebie odpowiedzialności za braci obok mnie i za łódź, którą nie można bujać, ani jej wywracać. Zależność od drugiego człowieka z jednej strony i odpowiedzialność za drugiego człowieka z drugiej ogranicza w sposób naturalny pulę wyborów, które uznaję za dobre czy po prostu pożądane. Wymusza nagięcie własnych marzeń i planów do ludzi wokół mnie i zarazem rodzi uprawnione oczekiwanie, że także inni będą moje dobro uwzględniać.

Niestety patrzę na papieskie słowa i myślę, że jest to nie tyle stwierdzenie faktu, co wezwanie. Rzeczywistość wskazuje, że często nie chcemy przyjąć do wiadomości, że jesteśmy na tej samej łodzi. Nie chcemy, ponieważ narzuca to wspomniane wyżej ograniczenia. Co gorsza, narzuca je nie “odgórnie”, ale w naszym własnym sumieniu, Prawo można zaatakować, odgórne ograniczenia odrzucić. Sumienie trzeba oszukać. Tylko wtedy uda mi się robić to, co chcę, nie zważając na innych.

Niczego to nie zmieni niestety w kwestii faktów. Z łodzi świata nie da się wyskoczyć i żyć. Moje szamotanie zamiast współpracy szarpie całą łodzią i utrudnia wiosłowanie tym, którzy chcą to robić. Budzi wściekłość. Demoluje relacje. Niezwykle trudno jest wiosłować, jeśli ktoś na tej samej łodzi tańczy, przy okazji chybocząc całą łódką. Rodzi się pokusa wyrzucenia tańczących za burtę. Niech się ratują sami! Jeśli do tego sternik nie może się zdecydować, albo po prostu nie ma pojęcia, co robić, i jak nie narazić się ani tańczącym, ani tym, którzy z nimi dyskutują... - Panie, ratuj, giniemy! - Odwagi, ja jestem.

Gdzieś w rogu łodzi. Poza toczącą się na pokładzie awanturą między tańczącymi i wiosłującymi, których w danym momencie bardziej jednak zajęła kłótnia, z daleka od niewiele znaczących wypowiedzi sternika, próbującego pogodzić wodę z ogniem albo przynajmniej nie stracić, pozostaje po prostu wiosłować. W końcu łódź jest jedna, trwa burza, i ktoś ją do portu doprowadzić musi. Nieważne, że gdy dopłyniemy do brzegu sternik napuchnie z dumy, że mu się udało wyprowadzić łódź z potrzasku (może nawet order otrzyma?), tańczący będą mówić, że to najlepszy dowód, że nie było żadnego zagrożenia, a wiosłujący z grona dyskutantów będą ich przekonywać z furią, że gdyby nie ich praca... Ważne jest tylko to, że dopłynęliśmy. Wszyscy. Dzięki tym, którzy w milczeniu podjęli współpracę. Wbrew wszystkiemu i wszystkim.                                                              

Joanna M. Kociszewska – „wiara.pl”

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu

 

18 października - św. Łukasz, Ewangelista
19 października - święci męczennicy Jan de Brebeuf, Izaak Jogues, prezbiterzy, oraz Towarzysze
19 października - św. Paweł od Krzyża, prezbiter
19 października - bł. Jerzy Popiełuszko, prezbiter i męczennik
19 października - św. Piotr z Alkantary, prezbiter
20 października - św. Jan Kanty, prezbiter
21 października - bł. Jakub Strzemię, biskup
21 października - św. Urszula, dziewica i męczennica
21 października - św. Kasper del Bufalo, prezbiter
22 października - św. Jan Paweł II, papież
22 października - św. Donat, biskup
22 października - bł. Tymoteusz Giaccardo, prezbiter
22 października - św. Salome, uczennica Pańska
22 października - bazylika katedralna w Sandomierzu
22 października - bazylika katedralna w Tarnowie
23 października - św. Jan Kapistran, prezbiter
23 października - św. Józef Bilczewski, biskup
23 października - św. Seweryn Boecjusz
24 października - św. Antoni Maria Claret, biskup
24 października - bł. Jan Wojciech Balicki, prezbiter
24 października - bł. Kontard Ferrini
22 października - bł. Józefina Leroux, dziewica i męczennica
24 października - św. Alojzy Guanella, prezbiter
25 października - święci męczennicy Chryzant i Daria
25 października - św. Bernard Calvo, biskup

25 października - kościół katedralny w Koszalinie

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00, poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.