Aktualności na 9 lutego 2020 r.

WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA

 

6/752                   -         2 lutego 2020 r. A.

INTERNETOWE WYDANIE TYGODNIKA „WZGÓRZA W BLASKU MIŁOSIERDZIA”

„Błogosławieni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”

 

6

 

 

V Niedziela zwykła A

 

Najgłębsza ciemność w ludzkim sercu to egoizm i nieczułość. Czynią one człowieka więźniem duchowych mroków, nawet jeśli błyszczy on słowem i mądrością. Jezus Chrystus, umierając za nas na krzyżu, zapalił ogień miłości, zdolny rozproszyć wszelką ciemność. Stał się dla nas wcieloną troską i miłosierdziem Boga.

Blask bijący od krzyża rozprasza mroki naszego egoizmu, życia dla siebie, i wypełnia nasze serca miłosierną miłością. Sprawia że światło jaśnieje w ciemnościach, a ciemność staje się południem.

 

7

 

 

W dzisiejszym numerze:
- Od teraz.
- Być światłem dla innych.
- Eucharystia: najlepsze uwielbienie Boga.
- Jak żyć lepiej?
- O soli słów kilka.
- Walentynki - chrześcijańskie święto zakochanych.
- Nie pędź tak.
- Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

 

4

 

Od teraz.

Cóż począć ze słowami Jezusa: „Wy jesteście solą ziemi…”, „Wy jesteście światłem świata…”?

Kościół stał się przecież w ostatnich latach przyczyną zgorszenia. Grzech pedofilii niektórych księży, brak właściwej reakcji hierarchów oraz wadliwe prawo, które bardziej dbało o prestiż instytucji niż o ofiary nadużyć, spowodowały, że wiele osób odsunęło się od Kościoła, a niektóre uznały go za organizację zbrodniczą. W takiej sytuacji nie dziwi to, że słowa o soli i świetle wywołują u niektórych wzruszenie ramion, a u innych atak furii.

Także wśród uczniów Chrystusa – kto ma świadomość swojego grzechu, poczuje dyskomfort, słysząc, że jest solą ziemi i światłem świata. Jak zatem my, grzesznicy, mamy potraktować słowa Jezusa?

Mówi się, że człowiek, który spowodował wypadek samochodowy, powinien jak najszybciej usiąść za kierownicą. Im szybciej się to stanie, tym większa szansa, że przełamie traumę spowodowaną kraksą. Im dłużej będzie ten moment odkładał, tym większe niebezpieczeństwo, że lęk uniemożliwi mu samodzielną jazdę lub sprawi, że będzie prowadził z przesadną ostrożnością.

Podobnie jest z doświadczeniem zgorszenia Kościołem czy z grzechem człowieka. Nawet jeśli zdarzy się komuś ciemny grzech lub jego życie straci smak, konsekwencją nawrócenia ma być powrót do świadomości, że naturą ucznia Chrystusa jest bycie solą i światłem. Nie dlatego, że nawróceni staną się od razu święci i niepokalani, ale dlatego, że w ich życiu na nowo zamieszkało Źródło światła i sensu.

Nie chodzi oczywiście o to, by grzesznik rozgłaszał, jaki jest świetlisty i radykalny, lecz by żył świadomością, że naturą chrześcijanina jest Jezus. I by ten Jezus był obecny przez niego na tej ziemi i w tym świecie. Praktyka może być trudna, bo świat wciąż będzie przypominał Kościołowi grzechy minionych dwóch tysięcy lat, a ludzie żyjący wokół grzesznika wypominać mu będą jego przeszłość. Jednak próba przeczekania, nabrania sił, unormowania sytuacji prowadzi donikąd. Tymczasowe chowanie światła w cieniu rodzi nawyk wycofania, lęku, obawy i sprawia, że coraz trudniej uwierzyć w słowa Jezusa. Nie ma innej drogi, by się przekonać o ich prawdziwości, jak z całą mocą wcielać je w życie od teraz.                     

                        Paweł Kozacki OP

„Ekspres homiletyczny”

 

 

8

 

Być światłem dla innych.

 

Do jednej z poradni psychologicznych zgłosił się ojciec, który miał bardzo poważny problem. Jego syn Piotruś był wychowywany w rodzinie inteligenckiej, przywiązującej szczególną wagę do edukacji. W szkole, niestety, miał problemy z matematyką. Ojciec pomagał mu w rozwiązywaniu zadań domowych. Pewnego razu syn miał rozwiązać dodatkowe zadanie. Ojciec poirytował się bardzo, gdyż – jak mu się wydawało – syn nie rozwiązywał bardzo prostych zadań z braku chęci do wytężonej pracy, po prostu z lenistwa. Jego irytacja sięgnęła zenitu i kilka razy uderzył dziecko. Po chwili wrócili do zadania i chłopiec, płacząc, rozwiązał je samodzielnie. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła, dziecko znów nie potrafiło rozwiązać zadania. Zwróciło się wówczas do ojca z propozycją, by ten ponownie je zbił, jak to się stało dzień wcześniej, bo może to pomoże w rozwiązaniu zadania. Ojciec – kiedy opowiadał tę historię – miał w oczach łzy. Dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z wysiłków, które podejmował jego syn, z trudności, jakie napotykał, i z tego, jak szukał on sposobów, by go usatysfakcjonować.

Ta prawdziwa historia wyraźnie pokazuje, jak często rodzice (ale nie tylko) błądzą w swoim postępowaniu. Zła taktyka wychowawcza oraz wadliwa komunikacja z drugim człowiekiem mogą doprowadzić do wielu zaburzeń i powikłań. W tym kontekście dzisiejsza Ewangelia brzmi szczególnie wymownie. Chrystus mówi i do nas: „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5). Mistrz z Nazaretu wzywa, abyśmy się stali przewodnikami innych. Wykorzystał do tego symbolikę światła, którą trzeba byłoby przeanalizować. W niej bowiem tkwi tajemnica przewodnictwa.

Nie da się ukryć, że światło w pierwszej kolejności daje poczucie bezpieczeństwa. Ciemność sprawia, że człowiek czuje się zagrożony. W świetle natomiast życie staje się prostsze, bezpieczniejsze. Jak więc widać, Chrystus wzywa człowieka, aby ten dawał poczucie bezpieczeństwa bliźniemu. Można więc zapytać siebie samego, czy moi najbliżsi czują się przy mnie bezpieczni. Brzmi to jak slogan, ale ma ogromne znaczenie w normalnej egzystencji. Człowiek, który daje poczucie bezpieczeństwa, jest przede wszystkim przewidywalny, a jego reakcje są wyważone. Oczywiście wzorem takiego zachowania był Jezus, który umiał opanować emocje, a apostołowie czuli się z Nim coraz bezpieczniej. Niestety, noc w ogrodzie Oliwnym na pewien czas to bezpieczeństwo zakłóciła. Jednak po zmartwychwstaniu uczniowie poczuli na nowo opiekę Mistrza.

Jest takie chińskie przysłowie: „Lepiej zapalić świeczkę niż narzekać na ciemność”. Może właśnie dlatego, że nie chce się nam weryfikować naszego życia, jest tak wiele nieporozumień. Może trzeba wreszcie stać się odpowiedzialnym za poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. Tylko wtedy staniemy się światłem dla innych.

Patrząc na symbolikę światła, nie da się także zapomnieć o tym, że ono oświetla drogę. Być przewodnikiem w dzisiejszych czasach jest ogromnie trudną sprawą. Pokazywanie właściwej drogi tym, z którymi się na co dzień stykamy, jest dla wielu problematyczne. Można spotkać coraz więcej ludzi dyspensujących się od tej roli. W mediach lansuje się całkowitą wolność jednostki. Stąd też nawet rodzice coraz mniej wagi przywiązują do wychowania, pozwalając swoim dzieciom na wiele rozrywek, często nieodpowiednich. Liczni tłumaczą się specyfiką czasów, w których żyjemy, inni bronią się, mówiąc, że nie mają czasu. Ernest Hemingway pisał przed laty: „Teraz nie pora myśleć o tym, czego ci brak. Lepiej pomyśl, co możesz zrobić z tym, co masz”. Może więc trzeba na nowo popatrzeć na swoje zachowanie i pomyśleć o przykładzie, który daje się innym. Jeśli Chrystus mówi: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki” (Mt 5), to znaczy, że powołuje nas do stawania się przewodnikami, czyli tymi, którzy prowadzą innych do Niego. Jakże tu nie przytoczyć słów Jana Pawła II:

Aby świadczyć o Chrystusie, człowiek musi sam Go spotkać i rozwijać osobistą więź z Nim przez modlitwę, Eucharystię i sakrament pojednania, czytanie i rozważanie słowa Bożego, studium chrześcijańskiej nauki, służbę innym. Zawsze też, jeśli świadectwo to jest autentyczne, jest dziełem Ducha Świętego w znacznie większej mierze niż człowieka.

Kiedy więc dzisiaj Chrystus mówi do nas o świetle, trzeba przejąć się tym wezwaniem i najpierw osobiście to światło odszukać. Trzeba stanąć w prawdzie i zobaczyć, jakie są nasze uczynki, które mają oświetlać drogę innym. Pomocą w odkrywaniu prawdy będą słowa modlitwy Jana Pawła II wypowiedziane w Krakowie w 1987 roku:

Boże, niech Duch Święty zmienia oblicze naszej ziemi i umacnia Twój lud. Nie pozwól, żeby mocniejszy gardził słabszym. Naucz nas zwalczać zło, ale widzieć brata w człowieku, który źle postępuje, i nie odbierać mu prawa do nawrócenia. Naucz nas widzieć dobro tam, gdzie ono jest, natchnij nas zapałem do ochraniania go, wspierania i bronienia z odwagą. Zachowaj od uczestniczenia w zakłamaniu, które niszczy nasz świat. Daj odwagę życia w prawdzie.                                                             

ks. Janusz Mastalski

„Ekspres homiletyczny”

 

 

3

 

Eucharystia: najlepsze uwielbienie Boga

 

Człowieku, nie jesteś robotem: odpocznij. To sens trzeciego przykazania. To prawda, że w Starym Testamencie jego wypełnianie uważane jest za znak wierności Bogu. Ale nie Bogu odpoczynek jest potrzebny. Potrzebuje go człowiek. By widział.... a może raczej: by był wyżej, szerzej, dalej, głębiej. By mógł rozwijać się jako człowiek, a nie być tylko jakimś robotem zapatrzonym w pracę i pieniądze. Życie to przecież dużo więcej. To tak ważna dla człowieka sprawa, że Bóg wyjątkowo mocno angażuje w to przykazanie swój autorytet: kto nie szanuje szabatu, obraża Mnie; skoro sami nie rozumiecie wartości odpoczynku, to przyjmijcie tę zasadę ze względu na Mnie - mówił w Starym testamencie. A nie szanuje ten, kto zapatrzony w pracę czy pieniądze pracuje sam albo zmusza do tego innych. Tak w skrócie przedstawić można to, co było treścią dwóch poprzednich artykułów dotyczących trzeciego przykazania. Dziś o tym bardziej chyba znanym wymiarze świętowania, jakim jest udział w niedzielnej Eucharystii. Zaznaczmy jednak: tę kwestię precyzuje już nie Boże, ale kościelne przykazanie. Niedobrze, gdybyśmy koncentrowali się jedynie na wymogu Kościoła, zapominając o wymaganiu stawianym przez Boga.

Świat inny niż z perspektywy codziennych obowiązków

Bądź szerzej, wyżej, dalej

Żeby nie zamienić się w maszynę trzeba mieć czas nie tylko wypełniać zadania, ale inne sprawy. Także pielęgnowanie relacji.

Wspomniane wcześniej bycie wyżej, szerzej, dalej, głębiej, w którym pomaga niedzielny odpoczynek, służyć ma między innymi otwarciu na sprawcy ducha, na Boga. Może się wydawać – i pewnie czasem wierzącym tak się wydaje – że to nie znów takie istotne; że można być człowiekiem, i to dobrym człowiekiem, także nie przesadzając z wiarą; że ten Pan Bóg to tylko jak kwiatek z butonierce: bez ciągłego zawracania Mu głowy się obejdzie. Ale... To jest trochę jak z witrażem. Jeśli w jasny dzień patrzy się nań z zewnątrz kościoła jest szarą plamą. Dopiero kiedy się wejdzie do środka, uderza pięknem barw. Widzieć Boga „z zewnątrz”, z perspektywy filozoficznych dyskusji, to nie to samo, co spotykać się Nim, wejść z Nim w relację. Właśnie te relacje, podobnie jak bywa z obcowaniem z naturą, zmuszają do dokonania wielu przewartościowań, otwarcia się na to co prawdziwe, co dobre i co piękne, a ostatecznie także na wieczność. Ma to także znaczenie dla zrozumienia chrześcijańskiej moralności. Człowiek patrzący na Boże prawo „z zewnątrz”, zawsze będzie traktował je jako formę uciemiężenia. Dopiero kiedy spotyka Boga, odkrywa Jego dobroć, łaskawość, Jego miłość, zaczyna rozumieć, że to najlepsze i najuczciwsze zasady, którymi człowiek może się kierować. Dlatego tak ważne jest, by tej relacji z Bogiem nie zaniedbywać. Ale też ważne: by nie zaniedbywać uwielbiania Boga razem z całym Kościołem.

Jeśli chrześcijanie świętowanie dnia siódmego przenieśli na dzień pierwszy, to ze względu na to, iż tego dnia dokonało się nowe stworzenie; dające człowiekowi nadzieję życia wiecznego zmartwychwstanie Jezusa. „Nasze zgromadzenia dlatego odbywają się w dniu słońca, ponieważ jest to pierwszy dzień, w którym Bóg z ciemności wyprowadził materię i stworzył świat, a Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, w tym dniu zmartwychwstał (Katechizm Kościoła Katolickiego 2174) Tego dnia nie tylko jednak wspominamy, ale też patrzymy w przyszłość, na dzień powtórnego przyjścia Jezusa, gdy przyjdzie On sądzić żywych i umarłych. To dla nas dzień ósmy, dzień czekającej nas nieskończoności. Nic dziwnego, że Kościół ten dzień szczególnie świętuje.

Świętuje na Eucharystii. Tak już jest od czasów apostolskich. To najdawniejsze chrześcijańskie święto. Dlaczego na Eucharystii, a nie na indywidualnej modlitwie w domu czy na łonie przyrody? Przypomniano w Katechizmie: „Nie możesz modlić się w domu tak jak w kościele, gdzie jest wielka rzesza i gdzie wołanie do Boga unosi się z jednego serca. Jest w tym jeszcze coś więcej: zjednoczenie umysłów, zgodność dusz, więź miłości, modlitwy kapłanów” (KKK 2179). Pięknie powiedziane, ale „jest w tym” jeszcze więcej. Wystarczy uświadomić sobie, czym jest Eucharystia.

Nie miejsce, by pisać w tej chwili traktat na ten temat, ale trzeba zauważyć: to jest pamiątka i uobecnienie zbawczej męki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. To pamiątka i uobecnienie najlepszego uwielbienia Ojca, jakim było posłuszeństwo Jezusa aż do śmierci. W każdej Mszy uwielbiamy Boga w najdoskonalszy sposób, bo ofiarą Jego Syna. „Przez Chrystusa, z Chrystusem, i w Chrystusie, Tobie, Boże Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha Świętego wszelka cześć i chwała przez wszystkie wieki”. Nie można tej formy uwielbienia Boga lekceważyć, bo nasze dziękczynienia i uwielbienia przy dziękczynieniu i uwielbieniu, które złożył Chrystus, zawsze wypadają blado. Włączyć się w dziękczynienie i uwielbienie składane Ojcu przez Syna – to dużo więcej.

„Eucharystia niedzielna uzasadnia i potwierdza całe działanie chrześcijańskie” – przypomniano w KKK 2182. Dlatego Kościół, pamiętając też o męczennikach, którzy zginęli, bo nie chcieli zrezygnować z uczestnictwa w niedzielnej Mszy ustanowił: „W niedzielę oraz w inne dni świąteczne nakazane wierni są zobowiązani uczestniczyć we Mszy świętej” (KKK 2180). „Ci, którzy dobrowolnie zaniedbują ten obowiązek, popełniają grzech ciężki” (KKK 2181). Dobrowolnie, bo kościelny prawodawca pamięta, że czasem człowiek po prostu nie bardzo może. Dlatego też autorzy Katechizmu zaznaczyli, że usprawiedliwia nieobecność na Mszy ważny powód – choroba czy pielęgnacja niemowląt. Prawnicy dodają: „nieustanna opieka nad chorymi, niesienie pomocy w wypadkach i klęskach żywiołowych, wykonywanie ciągłych zawodów, niemożliwość dostania się do kościoła z powodu kilkunastokilometrowej odległości przy braku środków lokomocji”. Albo też – z czego zazwyczaj rzadziej zdajemy sobie sprawę – dyspensa własnego pasterza. Nie wchodząc w szczegóły: może tej dyspensy udzielić biskup, chyba że odpowiednimi przepisami zezwolił na to także proboszczom.

Obrzęd, w którym tyle razy uczestniczyłeś kryje dynamikę, której postronny obserwator na równi ze znudzonym uczestnikiem dostrzec nie mogą...

W niedzielę i inne nakazane dni świąteczne – rozporządził Kościół. Trzeba jednak jasno powiedzieć: w tej sprawie dzień nie zaczyna się o godzinie 0,00, ale wigilią dnia poprzedniego. „Nakazowi uczestniczenia we Mszy świętej czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego” (KKK 2180). Uczestniczenie w Mszy w sobotę wieczorem (czy w wieczór dnia poprzedzającego nakazane święto) to nie żadne ustępstwo, by ludziom było wygodniej. To tradycja związana z innym niż przyjęto w naszej kulturze sposobem liczenia czasu, gdzie dzień rozpoczyna się nie o północy, ale z zachodem słońca dnia poprzedniego. Nie trzeba więc żadnego ważnego powodu, by z tej możliwości skorzystać. Można i koniec.

„Uczestnictwo w niedzielę we wspólnej celebracji Eucharystii jest świadectwem przynależności do Chrystusa i Jego Kościoła oraz wierności Chrystusowi i Kościołowi – przypomniano też w KKK w KKK 2182. „Wierni potwierdzają w ten sposób swoją komunię w wierze i miłości. Wspólnie świadczą o świętości Boga i nadziei zbawienia. Umacniają się nawzajem pod przewodnictwem Ducha Świętego”. Jeśli nie ma księdza, powinni gromadzić się w kościele parafialnym na liturgii słowa. A gdy i tego nie ma – powinni poświęcić czas na osobistą modlitwę (KKK 2183).

Najważniejsze jednak, by nie być jak faryzeusz szukający wymówek, które by usprawiedliwiły nieobecność na niedzielnej Eucharystii, ale by w tym dziękczynieniu zawsze uczestniczyć. Dziękczynieniu i uwielbieniu Ojca przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie...

Na tym kończymy nasze korepetycje w zakresie trzeciego przykazania. Następny odcinek – już o czwartym. Teraz jeszcze tylko, na następnej stronie, te fragmenty Katechizmu Kościoła Katolickiego, w których poruszano omawiane w tym artykule zagadnienia. Wraz z ogólnym podsumowaniem treści trzeciego przykazania.

„wiara.pl”

 

 

9

 

Jak żyć lepiej?

Zgromadziliśmy się w naszej świątyni, aby nakarmić się słowem Bożym i Ciałem Pańskim. Zechciejmy zatem rozważyć mądrość usłyszanych przed chwilą idei biblijnych, aby z tym większą miłością zaprosić Jezusa do naszych serc.

Najpierw przyglądnijmy się słowom z dzisiejszego pierwszego czytania. Bóg, posługując się prorokiem Starego Testamentu, zwraca uwagę Izraelitom na trzy niezmiernie ważne sprawy w życiu człowieka. Pierwszą są uczynki miłosierdzia: nakarmienie głodnych, gościnność wobec przybyszów, odzianie nagich i tworzenie trwałej wspólnoty z najbliższymi. Te uczynki charakteryzują wzorową postawę wobec bliźniego. Drugą, jeszcze ważniejszą sprawą, jest praca nad sobą, polegająca na usunięciu „jarzma” u samego siebie. Tutaj musimy spojrzeć z uwagą na nasze życie i rozpoznać, jakim zniewoleniem jesteśmy krępowani i niszczeni. Poznanie naszej słabości, grzechu, którego stale się dopuszczamy, pozwala, według proroctwa Izajasza, odmienić całe życie i nadać mu prawidłowy kierunek. Trzecim zaś elementem są skutki tego postępowania, zarówno wobec nas samych, jak i bliźnich. Człowiek miłosierny wobec bliźniego oraz pracujący nad własnym udoskonaleniem zyskuje łaskę uzdrowienia życiowego, łaskę poznania nowych perspektyw życiowych oraz – co najważniejsze – pewność tego, że Bóg jest zawsze z nim!

W podobnym duchu wypowiada się Jezus w dzisiejszej Ewangelii, wskazując, że należy być „solą ziemi i światłem świata”. Bycie solą możemy odnieść do pracy nad swoim wnętrzem, aby ono całkowicie odpowiadało zamysłowi Bożemu. Nieustanne pamiętanie o tym, że jest się uczniem Jezusa, pozwala być świadomym własnej tożsamości i zachowywać ją niezależnie od przemijającego świata. Z kolei bycie światłem dla świata to nic innego jak dawanie świadectwa o Jezusie. On chce mieć najbardziej światłych uczniów na ziemi. I tu trzeba się zastanowić, w jaki sposób świecę przykładem. Czy czasem nie chcę ukryć lub zakopać talentów, które Mistrz mi ofiarował? Jezus mówi jeszcze o jednym ważnym rozumieniu naszego świadczenia: jego celem nigdy nie może być pycha, zawsze musi nam chodzić o chwałę Boga. Ci, którzy widzą doskonałe postępowanie uczniów, powinni chwalić Mistrza, a nie nas. Ta intencja musi być zawsze obecna w naszych sercach.

Święty Paweł w przeczytanym dziś fragmencie z Listu do Koryntian zdaje się przybliżać poznane już bliżej idee biblijne. Nie chce bowiem „błyszczeć słowem i mądrością”, gdyż wówczas ludzie skupialiby uwagę na nim, a nie na Bogu, którego głosi. Dla Pawła istotą pouczania jest Jezus Chrystus, i to ukrzyżowany! My dziś zasadniczo koncentrujemy uwagę na zmartwychwstaniu Pana. Wolimy raczej śpiewać „alleluja” niż „krzyżu święty”. Tymczasem musimy pamiętać, że nie ma zmartwychwstania bez śmierci krzyżowej. Jeśli pragniemy nieba, to musimy przyjąć wymóg Jezusa odnoszący się do codziennego dźwigania naszego krzyża. Trud i krzyż wpisane są w naszą ziemską egzystencję. Paweł mówi też, że jego nauczanie opiera się nie na mądrości ludzkiej, ale na mocy Bożej. W każdym słowie, które słyszymy w kościele, starajmy się dopatrywać właśnie mocy Boga i Jego mądrości, a nie tylko elokwencji duszpasterza.

Boża moc obecna w słowie Stworzyciela winna przenikać nasze serca. Rozważyliśmy zamysły Pana zawarte w dzisiejszych czytaniach biblijnych. Przygotowaliśmy się na zjednoczenie z Nim w Najświętszej Eucharystii. Niech Zbawiciel wniknie w nasze umysły i serca. Niech da nam moc przemiany nas samych oraz siłę do dawania świadectwa. Nade wszystko jednak niech uczyni nas swoimi wiernymi świadkami, aby ludzie, widząc nasz styl życia, wielbili Boga, który jest w niebie. Amen.

ks. Bogdan Zbroja

„Ekspres homiletyczny”

 

 

10

 

O soli słów kilka.

Jezus mówi do uczniów: „Wy jesteście solą ziemi”. Zatrzymajmy się przez chwilę przy soli.

W Starym Testamencie sól miała różne przeznaczenie. Pojawia się ona w wielu biblijnych obrazach i opowieściach. Czytamy na przykład, że żona Lota z powodu swojej niewiary staje się słupem soli. W innym miejscu czytamy, że kapłani powinni do każdej ofiary dosypywać sól, jak mówi Księga Kapłańska: „Każdy dar posypiesz solą”. Sól była używa­na również do oczyszczenia. W Drugiej Księdze Królewskiej czytamy, że prorok Elizeusz za pomocą soli oczyszcza źródło wody, dzięki czemu woda staje się zdatna do picia. Sól była oczywiście używana również do tego, by jadło się ze smakiem. Księga Hioba (szósty rozdział) odpowiada na pytanie, czy można jeść jakiś pokarm bez soli. Ciekawe użycie soli wspomniane jest w Księdze Ezechiela (szesnasty rozdział), prorok mówi tam: „Nie natarli cię solą i nie owinięto cię w pieluszki” – nawołuje w ten sposób do nacierania solą noworodka. W Księdze Sędziów czytamy, że Abimelek zburzył oblegane miasto i na jego zgliszczach rozsypał sól. Eg­zegeci spierają się, czy chodzi tu o symbol bezpłodności (jej symbolem była sól w tekstach hetyckich), czy raczej o to, że miasto posypane solą oznaczało ofiarę złożoną Panu Bogu. W Księdze Syracydesa czytamy, że sól jest jedną z wielu pierwszych potrzeb, takich jak woda, ogień, mleko czy odzienie. W Księdze Ezdrasza jest wzmianka o tym, że ci, którzy jedzą sól w pałacu, nie powinni występować przeciwko królowi. Wspól­ne spożywanie soli jest symbolem zawiązywania więzi, lojalności, w pewnym sensie również gościnności. Natomiast w Nowym Testamen­cie, w Liście św. Pawła do Kolosan, jest takie zdanie: „Mowa powinna być zaprawiona solą”. Tutaj sól traktowana jest jako symbol mądrości.

Pytanie zatem jest takie: Co myśli Jezus, gdy mówi: „Wy jesteście solą ziemi”? Jakie znaczenie ma ta sól? Kim właściwie mają być ucznio­wie? Czy Jezusowi chodzi o to, że są ofiarą dla świata? Czy są potrzebni do tego, żeby świat oczyszczać? Czy są potrzebni do tego, by być znakiem więzi, lojalności? Czy sól jest tu symbolem mądrości? Sym­bolem gościnności? Czy może chodzi zwyczajnie o to, że mają konser­wować pokarmy – symbol nieskazitelności, jak pisze św. Ignacy w Liście do Magnezjan. Na pewno w tym, co mówi Jezus, chodzi o coś, co ma znaczenie pozytywne. Uczniowie mają być kimś pozytywnym. Ale sko­ro Jezus wspomina o traceniu smaku przez sól, to wydaje się, że znacze­niem, o które chodzi, jest to związane z podnoszeniem walorów smako­wych, a więc poziomu tego świata. Tak jak sól sprawia, że pokarm staje się nie tylko jadalny, ale dużo lepszy, tak uczniowie przez to, kim są, spra­wiają, że ten świat staje się o wiele lepszy. To my jesteśmy jakością tego świata.

Jezus zadaje jednak pytanie: „Lecz jeśli sól utraci swój smak, czym­że ją posolić?”. Genialne w tym pytaniu jest to, że jego autor używa greckiego czasownika, który dosłownie można przetłumaczyć nie tyle jako „utra­cić smak”, co „stać się głupcem”, inaczej mówiąc: jeśli sól staje się głupia, to czymże można ją posolić... Sól, która traci swoją „mądrość”, traci swo­ją jakość. Co więc znaczy, że uczeń traci swój smak? Dzieje się tak, gdy staje się głupi. A kiedy staje się głupi? Gdy – podobnie jak sól – traci jakość. Utracić smak to zrezygnować z tego, co nas odróżnia od tego świata. To zmieszać się z nim, zmieszać się z ziemią, zmieszać się z innymi rzeczami, które mogą sprawić, że sól nie będzie już solą. Jezus wzywa do tego, żebyśmy pozostali solą, skoro jesteśmy solą. Żebyśmy nie tracili smaku, wybornego smaku bycia prawdzi­wymi uczniami Jezusa.

ks. Wojciech Węgrzyniak

„Ekspres homiletyczny”

 

 

11

 

Walentynki - chrześcijańskie święto zakochanych.

Walentynki, święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Okazuje się bowiem, że wspominany tego dnia w kalendarzu liturgicznym św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.

Pogańskie prapoczątki Jednak początków dzisiejszych walentynek szukać trzeba nie w chrześcijaństwie, lecz w pogańskim Rzymie. O ich dacie zadecydowała sama przyroda. W połowie lutego bowiem ptaki gnieżdżące się w Wiecznym Mieście zaczynały miłosne zaloty i łączyły się w pary. Uważano to za symboliczne przebudzenie się natury, zwiastujące rychłe nadejście wiosny. Z tej racji Rzymianie na 15 lutego wyznaczyli datę świętowania luperkaliów - festynu ku czci boga płodności Faunusa Lupercusa. W przeddzień obchodów odbywała się miłosna loteria: imiona dziewcząt zapisywano na skrawkach papieru, po czym losowali je chłopcy. W ten sposób dziewczyny stawały się ich partnerkami podczas luperkaliów. Bywało, że odtąd chodzili ze sobą przez cały rok, a nawet zostawali parą na całe życie...

Gdy w IV w. chrześcijaństwo stało się religią panującą w cesarstwie rzymskim, pogańskie obchody stopniowo zastępowano przez święta chrześcijańskie. Luperkalia były na tyle popularne, że utrzymały się aż do końca V w. Zniósł je dopiero w 496 r. papież Gelazy I, zastępując je najbliższym w kalendarzu liturgicznym świętem męczennika Walentego. Okazuje się jednak, że miał on wiele wspólnego z zakochanymi.

Jeden czy dwóch Walentych?

Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. Został jednak przyłapany i skazany na śmierć. Bito go, aż skonał, po czym odcięto mu głowę. Było to 14 lutego 269 lub 270 r. - w dniu, w którym urządzano miłosne loterie.

Zanim to nastąpiło, w więzieniu Walenty zaprzyjaźnił się z córką strażnika, która go odwiedzała i podnosiła na duchu. Aby się odwdzięczyć, zostawił jej na pożegnanie liść w formie serca, na którym napisał: "Od twojego Walentego". Nad grobem męczennika przy Via Flaminia zbudowano bazylikę, jednak papież Paschalis I (817-24) przeniósł szczątki męczennika do kościoła św. Praksedy. Z czasem postać kapłana Walentego zmieszała się z innym świętym męczennikiem noszącym to samo imię. Niektórzy badacze twierdzą nawet, że tak naprawdę chodzi o tę samą osobę. W 197 r. został on biskupem miasta Terni w Umbrii. Znany był z tego, że jako pierwszy pobłogosławił związek małżeński między poganinem i chrześcijanką. Wysyłał też do swych wiernych listy o miłości do Chrystusa. Zginął w Rzymie w 273 r., gdyż nie chciał zaprzestać nawracania pogan. Dziś to właśnie on jest bardziej znany i to do jego grobu w katedrze w Terni ściągają pielgrzymi. Na srebrnym relikwiarzu kryjącym jego szczątki znajduje się napis: "Święty Walenty, patron miłości".

Nieraz też mówi się o św. Walentym jako patronie epileptyków. Faktycznie jednak chodzi tu o trzeciego świętego noszącego to imię. Żył on w V w. w Recji (na dzisiejszym pograniczu niemiecko-austriacko-szwajcarskim) i przypisywano mu moc uzdrawiania z tej choroby.

Będziesz moją walentynką...

Dzień św. Walentego stał się prawdziwym świętem zakochanych dopiero w średniowieczu, kiedy to pasjonowano się żywotami świętych i tłumnie pielgrzymowano do ich grobów, aby uczcić ich relikwie. Przypomniano więc sobie także dzieje św. Walentego. Święto najbardziej rozpowszechniło się w Anglii i Francji. Nadal, jak w antycznym Rzymie, losowano imiona, choć teraz także dziewczęta wyciągały imiona chłopców. Młodzież nosiła potem przez tydzień wylosowane kartki przypięte do rękawa.

Dziewczęta 14 lutego starały się odgadnąć, za kogo wyjdą za mąż. Aby się tego dowiedzieć, wypatrywały ptaków. Jeśli dziewczyna jako pierwszego zobaczyła rudzika, oznaczało to, że wyjdzie za marynarza; jeśli wróbla - za ubogiego, lecz mogła być pewna, że jej małżeństwo będzie szczęśliwe; jeśli łuszczaka - że poprosi ją o rękę człowiek bogaty. W Walii tego dnia ofiarowywano sobie drewniane łyżki z wyrzeźbionymi na nich sercami, kluczami i dziurkami od klucza. Podarunek zastępował wyrażoną słowami prośbę: "Otwórz moje serce".

Od XVI w. w dniu św. Walentego ofiarowywano kobietom kwiaty. Wszystko zaczęło się od święta zorganizowanego przez jedną z córek króla Francji Henryka IV. Każda z obecnych dziewczyn otrzymała wówczas bukiet kwiatów od swego kawalera. Przede wszystkim jednak narzeczony był obowiązany 14 lutego wysłać swej ukochanej czuły liścik, nazwany walentynką. Zwyczaj ten zadomowił się nawet na dworze królewskim w Paryżu. Walentynki dekorowano sercami i kupidonami, wypisywano na nich wiersze. W XIX w. uważano je za najbardziej romantyczny sposób wyznania miłości. Treścią listów nieraz były słowa: "Będziesz moją walentynką". W Stanach Zjednoczonych walentynkowe listy były anonimowe, dlatego kończyły się pytaniem: "Zgadnij, kto?". W Europie anonimowy nadawca podpisywał się po prostu: "Twój walentyn".

Walentynki, święto zakochanych obchodzone 14 lutego, niesłusznie bywa stawiane w jednym rzędzie z Halloween, jako kolejny eksportowany produkt kultury anglosaskiej. Okazuje się bowiem, że wspominany tego dnia w kalendarzu liturgicznym św. Walenty, od którego imienia pochodzi nazwa święta, został ogłoszony patronem zakochanych już w 1496 r. przez papieża Aleksandra VI.

W 1800 r. Amerykanka Esther Howland zapoczątkowała tradycję wysyłania gotowych kart walentynkowych. Dziś są one wymieniane na całym świecie nie tylko przez zakochanych, ale także przez dzieci w szkołach. Najbardziej znanym ich twórcą był francuski rysownik Raymond Peynet. Zaczął je publikować w 1965 r., gdy 14 lutego został oficjalnie ogłoszony we Francji Świętem Zakochanych.

Święto Zaręczyn

W Austrii w dniu Sankt Valentin odbywają się uliczne pochody, w Anglii zakochani ofiarują sobie kartonowe serca ozdobione postaciami Romea i Julii, a w dzisiejszej Ameryce - po prostu wysyłają e-maile. Jednak najbardziej uroczyście obchodzi się ten dzień w ojczyźnie św. Walentego. Co roku w niedzielę najbliższą 14 lutego w katedrze w Terni odbywa się Święto Zaręczyn. Zgromadzone przy grobie św. Walentego setki par narzeczeńskich, przybyłych nieraz z różnych stron świata, przyrzekają sobie miłość i wierność na czas do dnia ślubu. W 1997 r. krótki list do zgromadzonych w Terni narzeczonych napisał papież Jan Paweł II. Jego treść została wyryta na płycie wmurowanej w pobliżu grobu św. Walentego.

Świętu towarzyszą koncerty, spektakle, projekcje filmów, konferencje, wystawy i imprezy sportowe, które trwają niemal przez cały luty. w tym roku ogłoszono także konkurs na najlepszy SMS o tematyce miłosnej. 14 lutego w Terni jest wręczana nagroda "Rok miłości". Są tam też organizowane walentynki dla wdów i wdowców oraz ludzi starszych i chorych.

Polskie miasto zakochanych?

Wiele miast w Europie przyznaje się do posiadania relikwii św. Walentego, w tym Lublin, Kraków i Chełmno. Wszędzie tam 14 lutego organizowane są obchody ku czci patrona zakochanych. W bazylice św. Floriana w Krakowie gościem wieczoru, na który zaproszeni są nie tylko zakochani, ale także wszyscy szukający prawdziwej miłości, jest sam św. Walenty, jako że jego relikwie znajdują się w świątyni. W Chełmnie, obok modlitw przy relikwiach świętego ma miejsce barwny przemarsz ulicami miasta z orkiestrą dętą i ułożenie walentynkowego serca ze świec na rynku. Czy uda się uczynić z Chełmna miasto zakochanych, na wzór Terni - czas pokaże...

***

Modlitwa do św. Walentego

Święty Walenty, opiekunie tych, którzy się kochają, Ty, który z narażeniem życia urzeczywistniłeś i głosiłeś ewangeliczne przesłanie pokoju, Ty, który - dzięki męczeństwu przyjętemu z miłości -zwyciężyłeś wszystkie siły obojętności, nienawiści i śmierci, wysłuchaj naszą modlitwę: W obliczu rozdarć i podziałów w świecie daj nam zawsze kochać miłością pozbawioną egoizmu, abyśmy byli pośród ludzi wiernymi świadkami miłości Boga. Niech ożywiają nas miłość i zaufanie, które pozwolą nam przezwyciężać życiowe przeszkody. Prosimy Cię, wstawiaj się za nami do Boga, który jest źródłem wszelkiej miłości i wszelkiego piękna, i który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

(modlitwa pochodzi ze strony internetowej francuskiej miejscowości Saint-Valentin).

 

 

g2

 

Nie pędź tak.

Nie pędź tak
zatrzymaj się nie pędź tak nie szalej
przygasły oczy wskrześ ich blask ucałuj
rozpal płomień nadaj miłości smak
delikatnie zmysłowo o tak o tak
i pieść i całuj nie pędź nie szalej
życie zbyt szybko płynie miłość scalaj
bez miłości życie bezbarwne puste
bez miłości bogactwo nic nie warte
nie pędź tak nie szalej zatrzymaj się
jak trudno samemu sam diabeł wie
smakuj miłość jak cząstkę pomarańczy
nie daj jej umknąć warto z nią tańczyć
nie trać czasu żyj teraz nie patrz wstecz
nie przemykaj jak złodziej sercem patrz
chłoń każdą rzecz życiem ciesz nie trwoń go
bierz każdy kęs i nie marnuj odrzuć zło

 

 

 

Święci i błogosławieni w tygodniu.

 

9 lutego - św. Apolonia, dziewica i męczennica
9 lutego - bł. Marian Szkot, opat
9 lutego - bł. Anna Katarzyna Emmerich, dziewica
9 lutego - bł. Euzebia Palomina Yenes, dziewica
9 lutego - bł. Leopold z Alpandeire, zakonnik
10 lutego - św. Scholastyka, dziewica
10 lutego - bł. Alojzy Wiktor Stepinac, biskup
11 lutego - Najświętsza Maryja Panna z Lourdes
11 lutego - św. Grzegorz II, papież
11 lutego - św. Benedykt z Anianu, opat
11 lutego - św. Teodora II, cesarzowa
12 lutego - bł. Reginald z Orleanu, prezbiter
12 lutego - bł. Humbelina, mniszka
12 lutego - św. Melecjusz, patriarcha
12 lutego - bł. Józef Eulalio Valdés, zakonnik
13 lutego - bł. Jordan z Saksonii, zakonnik, prezbiter
13 lutego - św. Eulogiusz, patriarcha
14 lutego - święci Cyryl, mnich, i Metody, biskup, patroni Europy
14 lutego - św. Walenty, biskup i męczennik
15 lutego - św. Klaudiusz de la Colombiere, prezbiter
15 lutego - bł. Michał Sopoćko, prezbiter
15 lutego - św. Zygfryd, biskup
16 lutego - św. Daniel, męczennik
16 lutego - św. Juliana, dziewica i męczennica

16 lutego - bł. Piotr z Castelnau, mnich i męczennik

 

 

 

NIEDZIELNA EUCHARYSTIA – 6.30, 8.00, 9.30 – dla młodzieży, 11.00 – rodzinna, z dziećmi, 12.30, 16.00, 19.00,

poniedziałek - sobota – 7.00, 7.30, 18.00.

Kancelaria (tel. 126452342) czynna:

(oprócz I piątku i świąt): godz. 8-9 i 16-17.15 (oprócz sobót)

Redakcja „Wzgórza w Blasku Miłosierdzia”: Władysław Wyka - red. nacz.,

Wydaje: Parafialny Oddział Akcji Katolickiej nr 1 Archidiecezji Krakowskiej

- Parafia Miłosierdzia Bożego, os. Na Wzgórzach 1a,

Nr k. bank – 08 1240 2294 1111 0000 3723 9378, tel.; 0-12-645-23-42.

NASZE STRONY INTERNETOWE I ADRESY:

strona internetowa parafii:

www.wzgorza.diecezja.krakow.pl

oraz milosirdzia-parafia.pl - PO Akcji Katolickiej

adres parafii:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.,

strona internetowa gazetki:wzgorza-gazetka.pl

adres gazetki:Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.